Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz. 5 Śmierć Pana Jezusa

ROZWAŻANIE
SIEDMIU BOLEŚCI MATKI PRZENAJŚWIĘTSZEJ.

Piąta Boleść.

ŚMIERĆ PANA JEZUSA.

Teraz wypada nam z kolei zastanowić się nad piątą boleścią Maryi Przenajświętszej, która to boleść była męczeństwem wszelkie przechodzącem wyobrażenie.
Oto Matka patrzała na śmierć Syna wśród najsroższych męk umierającego; na śmierć Syna niewinnego, najhaniebnejszą śmierć ponoszącego, Syna będącego przedmiotem najżywszej miłości takiej Matki, jaką Marya była! Stała podle krzyża Jezusowego Matka Jego, mówi w Ewangelii Jan święty, i nic więcej dla wyrażenia boleści Matki przenajświętszej nie przy­daje. Jakoż, dość tych słów: stała podle krzyża Jezu­sowego Matka Jego, aby już tem samem wyrazić całe niepojęte męczeństwo jakie w owej chwili po­niosła Marya. Wyobraźmy sobie tylko stojącą Ją pod krzyżem, na którym konał Pan Jezus, a uznamy że nie było, nie masz i nie będzie i być nie może sroższej boleści od tej jakiej w owej chwili doznała.

Myślą i sercem stańmy tam i my obok Matki Zba­wiciela, i rozmyślajmy ten piąty miecz boleści, najsrożej przedzierający serce Maryi przy śmierci Jezusa.

Gdy Chrystus Pan przybył na górę Kalwaryi, kaci zdarli z Niego odzienie, a przebiwszy ręce i nogi Jogo ćwiekami, (które według uwagi świętego Bernarda umyślnie wybrano tępe, aby bólu więcej zadawały), rozciągnęli Go na krzyżu, który unosząc w górę wpu­ścili w dół na to przygotowany, i oddalili się nie czekając aby na nim skonał. Odstąpili Go oprawcy, lecz nie odstąpiła Go Marya. Wtedy jeszcze bliżej krzyża stanęła, aby być obecną Jego śmierci. Sama to Przenajświętsza Panna objawiła świętej Brygidzie mówiąc: „Nie odstępowałam Go wcale, i o ile mogłam zbliży­łam się do krzyża” (Revel. S. Brigi. lib. 1. c. 9. ).

Lecz po cóż to! Pani moja, powiada święty Bona­wentura, poszłaś na Kalwaryą patrzeć na śmierć Syna Twojego? Dlaczego nie powstrzymała Cię od tego już sama zgroza zbrodni jakiej się na Nim dopuszczano?
Jeśli nie odstręczyła Cię od tego hańba, którą pokry­wając Zbawiciela dotykano i Ciebie jako Matkę Jego, powinno tyło odstręczyć Cię przynajmniej przeraże­nie, którem przejęte być musiało serce Twoje, na widok Boga ukrzyżowanego przez własne Jego stwo­rzenia? I odpowiada na to tenże święty: „Uczyniłaś to o Pani! bo serce Twoje nie miało względu na zgrozę jaką przejętem było, lecz widziało tylko cier­pienia Syna najdroższego wkrótce skonać mającego i pragnęło przynajmniej współubolewać z Nim razem.”

 

O Matko! woła w jednem z kazań swoich opat Wil­helm, prawdziwa Matko! którą nawet ani rozdzierający każde serce macierzyńskie widok najokropniejszej śmierci ukochanego Syna, od Niego oddalić nie może! (Guliem. Serm. de Corp. )
Lecz o! mój Boże, cóż to za posępny obraz przedsta­wiał się wówczas na górze Kalwaryi! Na krzyżu za­wieszony i w niepojętych bólach i udręczeniach konający Jezus, a pod tymże krzyżem, pod stopami Syna, stojąca Matka, na widok cierpień Jego niemal równie jak On sam cierpiąca, i od tej boleści prawie także konająca!

Oto jakim podówczas wydawał się Jezus konający na krzyżu, jak to sama Przenajświętsza Panna powiedziała świętej Brygidzie: „Oczy miał wpół przymknięte, usta zwieszone, spalone i rozwarte, lice blade i zapadłe, wszystkie rysy twarzy przedłu­żone, jak zwykle bywa w chwili konania, i na całej twarzy wyraz smutku i głębokiej boleści rozlany; głowa spadała mu na piersi, włosy krwią były zbroczone, ręce i nogi zsiniałe i jak marmur zimne, całe ciało wyglądało jak jedna rana świeżo zaogniona! (Objawień, św. Brygidy księga I roz. 10 i ks. IV. roz. 10). Wszystkie te boleści Jezusa, Marya podzielała, każ­da rana w ciele Chrystusa, była raną w sercu Maryi.

Święty Jan Złotousty, powiada, że tym sposobem na Kalwaryi w owej chwili dwa było ołtarze, na których odprawiała się wielka ofiara mająca pojednać człowieka z Bogiem. Lecz myśl świętego Bonawentury jeszcze trafniejszą się nam wydaje. On upatruje tam jeden tylko ołtarz, a tym jest krzyż święty, lecz na tym ołtarzu widzi Matkę poświęcającą się i ofiarującą się Bogn obok baranka bez zmazy: „Gdzie stałaś o! Pani pyta ten święty, gdy na Kalwaryi byłaś; czy podle krzyża? Owszem, Ty na krzyżu wraz z Synem mękę ponosisz i razem z Nim Bogu się ofiarujesz” (S. Bonav. ap. Bola. p. 452). Krzyż i gwoździe Jezusa, mówi Augustyn święty, były krzyżem i gwoździami Maryi. Krzyżowanie Syna, ukrzyżowało Matkę. Czem ćwieki i włócznia były dla ciała Chry­stusowego, tem miłość macierzyńska była w tej chwili dla serca Maryi.

A tak, według wyrażenia świętego Bernardyna, gdy Jezus ciało poświęcał, Marya z serca swego ofiarę czyniła” (Ś. Bon . Kaza. 31).

 

Zwykle, gdy matki widzą bliski i niechybny zgon swoich dzieci, nie mogąc znieść tego widoku, odcho­dzą i oddalają się od nich; albo jeśli przy nich zo­stają, to tylko na to, aby im w czem tylko można ul­gę jaką przynieść, aby o ile ich możności osłodzić oną straszną chwilę, gdy dusza rozdziela się z ciałem.
Lecz Matka Boska; tej pociechy nie miała. O! Maryo! o! Matko bolesna! stojąc pod krzyżem i patrząc na konanie Syna Twojego, niestety! stać tam musiałaś jakby przykuta i skrępowana, jakby na to tylko tam umieszczona, aby patrzyć na męki Syna najukochań­szego, a nie móc najmniejszej przynieść Mu ulgi!

Spalony gorączką, spragniony, prosi z krzyża o na­pój, a Ty nie możesz i kropli wody Mu podać, i tyl­ko w tej chwili mogłaś Mu odpowiedzieć, jak mówi święty Wincenty Ferreryusz: „Synu! nie mam innej wody, jak łzy moje.” Marya widziała Syna swojego przykutego do łoża boleści trzema gwoździami rozdzierającemi Mu ręce i nogi, zwiekszającemi Jego bo­leści za każdem poruszeniem się, chciałaby była przy­tulić Go przynajmniej do macierzyńskiego łona, aby chociażby na chwilę jakiej ulgi doznał, lecz czyż mo­gła to uczynić? Ręce kilkakrotnie wyciągała, a nie mogąc dosięgnąć Jezusa, z najżywszej boleści wyra­zem składała dłonie, patrząc na Boga swojego. Wie­działa, jaką goryczą przepełnione było serce Jezusa, napróżno szukającego od kogóżkolwiek pociechy, we­dług proroctwa Izajaszowego spełniającego się pod­ówczas na osobie Zbawiciela: Samem tłoczył prasę; oglądałem sie, a nie było pomocnika; szukałem, anie było któby ratował (Izaj. 63.).

Bo któż z ludzi mógł wów­czas przynieść jaką ulgę Jezusowi, kiedy wszyscy na Niego powstali! Zawieszony już na krzyżu, jeszcze był celem pośmiewiska i bluźnierstw przechodniów: A przechodzący mimo bluźnili Go, chwiejąc głowami swemi (Mat. 26. 34). Jedni mówili: Jeśliś Syn Boży zstąp z krzyża ; drudzy: Inszych zachował, sam siebie zachować nie może (Ibid.). Inni znowu wołali: Jeśli jest Król Izraelski, niech teraz zstąpi z krzyża. „Sły­szałam, powiedziała sama Przenajświętsza Panna w objawieniach świętej Brygidzie, słyszałam, jak je­dni nazywali Go złoczyńcą, drudzy szalbierzem, oszu­stem, a każde podobne wyrażenie, jakoby coraz to nowe przebicie mieczem, przeszywało mi serce.” 

Lecz, co podówczas największą boleścią napełniło Marya, to, gdy usłyszała Jezusa uskarżającego się na krzyżu, że sam nawet Ojciec przedwieczny Go Opuścił: Boże mój! Boże mój! czemuś mie opuścił (Mat. 27. 46).
Słowa te, mówi święta, Brygida, nigdy już potem aż do samej śmierci nie wyszły Jej z pamięci (Ś. Brig. Obj. ks . I.)

Tak tedy Matka Przenajświętsza, ta ze wszystkich matek najczulsza, najprzywiązańsza Matka widziała Syna pogrążonego we wszelkiego rodzaju cierpieniach, nie mogąc przy tem najmniejszej przynieść Mu ulgi.
Owszem, sama Jej obecność zwiększała pod pewnym względem smutki Jezusa, co znowu odrębną i nową dla Niejże samej było boleścią. „Cały bowiem nadmiar boleści przepełniającej serce Maryi, przelewał się, mówi Bernard święty, w serce Jezusa.”(S. Rom. Kazanie na Stabat.)  Tenże święty przydaje nawet, że Chrystus Pan na krzyżu będąc, więcej z boleści Matki Przenajświętszej, jak ze swojej własnej cierpiał. „Stałam obok Niego, pisze święty Bernard kładąc słowa te w usta Matki Bolesnej, „patrzałam na Niego, a On na Mnie patrzał, a mój smutek i boleść, dotkliwszemi Mu były aniżeli własne Jego cierpienia (S. Bern. Ap. Conc. 28). A tak Marya: „stojąc obok Syna swojego konającego, umierała żyjąc, żyła konając i umrzeć nie mogła, bo żyjąc umarłą była.” (S. Ber. de Laud. Virg.)
W jednem z objawień, które miała błogosławiona Joanna Yarano de Camerino, Pan Jezus powiedział jej, iż boleść Matki Przenajświętszej stojącej pod krzyżem, takim Go smutkiem napełniała, że skonał bez najmniejszej pociechy; tak dalece bowiem kochał Matkę swoją Przenajświętszą Jezus, i tak się nad Jej boleściami litował!… 

 

Patrzący wówczas na Maryą dziwili się, nie widząc Ją płaczącą i nie słysząc rozwodzącą skargi i narze­kania. Lecz gdy usta i oczy Maryi milczały, nie milczało serce, a w gorącej modlitwie bezustannie pona­wiała ofiarę Syna swojego, prosząc Boga o przebaczenie ludziom, przez zasługi Zbawiciela umierającego za nasze grzechy.

A stąd wiśmy to wszyscy, że tym sposo­bem Marya współuczestniczyła w porodzeniu nas łasce Boskiej, i że w istocie staliśmy się dziećmi Jej boleści.
„Chciał Chrystus, mówi uczony Lanspergus, aby Marya, którą nam przeznaczył za Matkę, wespół z Nim dzia­łała w sprawie naszego zbawienia, i aby nas synami i dziećmi swojemi porodziła pod krzyżem” (Lansp. Hem. 40.).

Stąd, jeśli do morza goryczy zalewającego na Kalwaryi serce Matki Bolesnej, przywieszaną była jaka kropla pociechy, to chyba myśl ta, że Jej boleści miały na celu zbawienie ludzkie. Sam Pan Jezus objawił to Brygidzie świętej: „Marya Matka moja, powiedział, przez niezmierną miłość ku ludziom i przez boleści pod krzyżem moim doznane, stała się Matką wszystkich na ziemi i w niebie żyjących”
 (Obj. ś. Brig. roz. 32)

Ostatnie też wyrazy, które do Matki swojej Przenajdroższej przemówił Zba­wiciel, ostatnie zlecenie, jakie dał Jej umierając, było to przysposobienie nas wszystkich za dzieci Maryi W osobie Jana świętego: Niewiasto!  oto Syn Twój.
Od tej też chwili roztoczyła nad nami Matka Przenaj­świętsza swoją macierzyńską opiekę, którą odtąd bezu­stannie wszystkich ludzi otacza, a niezwłocznie wten­czas modlitwy Jej wyprosiły nawrócenie Dobrego Łotra.
Dyzmas święty nawrócił się już na krzyżu będąc, za wstawieniem się Przenajświętszej Panny, która stojąc pomiędzy jego a Jezusa krzyżem, prosiła Zbawiciela o łaskę, nawrócenia dla umierającego grzesznika, od którego niegdyś odebrała była małą usługę. Niektórzy bowiem pisarze utrzymują, że Dyzmas święty spotkawszy na puszczach Egipskich przenajświętszą Rodzinę ucho­dzącą do ziemi Judzkiej, gdy Herod czyhał na życie Jezusa, miał sposobność i szczęście oddać Im niektóre posługi. Cokolwiekbądź, to pewna, że opieka Maryi każdą bez wyjątku duszo otacza, i litość Jej do każ­dego, chociażby najgrzeczniejszego się rozciąga. O! z ja­kąż ufnością do niej udawać się powinniśmy, a naj­bardziej, kiedy jej boleści pobożnie rozpamiętywamy!

 

«« »»

Przykład.

W mieście Peruzyi pewien młodzieniec przyrzekł szatanowi oddać duszę swoją, jeśli mu dopomoże do spełnienia grzechu którego zamierzał dopuścić się, i na to krwią własną podpisał cyrograf. Po spełnieniu grzechu, szatan, dopominając się uczynionego mu za­pisu, porwał młodzieńca, i zaniósłszy go nad wielką przepaść, domagał się od niego aby sio w nią rzucił, grożąc że jeśli tego nie uczyni, z duszą i ciałem po­prowadzi go zaraz do piekła. Nieszczęsny młodzieniec sądząc iż się już z rąk jego nie wyrwie, wstąpił na wierzch przepaści, lecz przerażony śmiercią niechybną, powiedział złemu duchowi że nie ma odwagi sam jej sobie zadać, wiec jeśli chce koniecznie go zgładzić, niech go w przepaść popchnie. Młodzieniec ten miał u szyi szkapierz Matki Bozej Bolesnej, i szatan rzekł do niego: „Zdejmij ten szkapierz, a wtedy cię popchnę.” Lecz nieszczęśliwy więzień jego, widząc jaką w tym szkaplerzu miał obronę, którą go otaczać raczyła Przenajświętsza Panna, zdjąć go w żaden sposób nie chciał. Po długiej sprzeczce, zawstydzony szatan odszedł; grzesznik zaś przejęty wdzięcznością dla Matki Bożej Bolesnej pospieszył do kościoła aby zło­żyć za to dzięki, a szczerze obżałowawszy swoje grze­chy i z nich wyspowiadawszy się, zawiesił u ołtarza Matki Bożej Bolesnej w Peruzyi wotum srebne, z wypi­saniem cudu jakiego od Niej doznał. (Monium. Conv. Perus. g. P. Sim. 4. Pans . 16)

 

MODLITWA

O! Maryo Przenajświętsza! Matko z matek najżałośniejsza! a więc patrzałaś na długie konanie Syna Twojego najdroższego, i morzem boleści czułaś duszę Twoją zalaną! Płakałaś gorzko nad śmiercią Jezusa, płakałaś, i nic Cię pocieszyć nie mogło, jeno myśl ta, że śmierć Jezusa zwyciężyła piekło, a krew Jego omyła nas z grzechu i do Raju wstęp nam otworzyła!
O! Pani! i Matko moja, daj, abym łzy moje z łzami Twojemi połączył; boć jeśliś Ty na której nigdy naj­mniejsza wina nie postała, płakała nad śmiercią Jezusa za grzechy ludzkie umierającego, o! jakież strumienie łez ja wylewać powinienem, gdy tyło grzechami do Jego śmierci i męki się przyczyniłem! Matko miło­sierdzia i wszelkiej litości, spraw, aby śmierć Zbawcy mojego, i zasługi boleści Twoich, wyjednały mi odpu­szczenie grzechów i chwały wiekuistej dały dostąpić. Amen.

Poprzednie części TUTAJ


UWIELBIENIA MARYI przez Św. ALFONSA LIGUOREGO Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków. 1887 r.

 

Codziennie wieczorem wspieramy osoby wyrażające swoje poddanie się woli Boga naszą modlitwą:

Niech się stanie wola Twoja! (Módlmy się)

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie.”

Wskazane jest też dodać za Matką Boga: „Oto Ja służebnica(sługa) Pańska(i), niech Mi się stanie według Twego słowa!”

Codziennie wieczorem wspieramy osoby tak wyrażające swoje poddanie się woli Boga modlitwą :

CZYTAJ CAŁOŚĆ

Agnieszka Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

Leave a Reply

%d bloggers like this: