Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz.2 UCIECZKA DO EGIPTU

ROZWAŻANIE
SIEDMIU BOLEŚCI MATKI PRZENAJŚWIĘTSZEJ.

Druga Boleść.

UCIECZKA DO EGIPTU.

Jak zraniony w biegu jeleń unosi wraz z sobą tkwiącą mu w piersiach strzałę, tak Marya Przenajświętsza po proroctwie świętego Symeona wszędzie nosiła z sobą przytomną w Jej sercu pamięć okrutnych cier­pień, które Syna Jej czekały. Jeden z tłumaczów Pie­śni nad Pieśniami wykładając te słowa: warkocze głowy twojej jako szkarłat królewski (Pieśni nad Pieś. VII—5.) powiada, że te włosy szkarłatnego koloru wyrażają Maryi Przenaj­świętszej bolesne myśli, ciągłem rozpamiętywaniem przyszłej męki Jej Syna jakby szkarłatnym kolorem krwi zafarbowane. Serce Twoje o Maryo! i myśli Twoje zbroczone krwią męki Chrystusowej, taką Cię bezustannie boleścią napełniały, jakobyś dopiero-co widziała wypływającą Tę krew przenajświętszą z ran Twojego boskiego Syna (Helgrin. in Cant. Cap. VII.). A tak ona strzałą ut­kwioną w sercu Maryi, którą wszędzie z sobą nosiła, był tenże sam syneczek najukochańszy, który co dzień przedstawiając nowe dowody świątobliwości i łask najcudowniejszych, co dzień powiększał boleść jakiej doznawała myśląc o okrutnej śmierci, która Go Jej wkrótce wydrzeć miała.

Lecz zastanówmy się szczegółowo nad drugą bo­leścią Matki Przenajświętszej, nad Jej Ucieczką do Egiptuj gdzie udać się musiała chcąc uchronić boskie Dzieciątko od prześladowania okrutnego He­roda.

Dowiedziawszy się o przyjściu na świat Messyasza, Herod począł obawiać się, by Zbawiciel jako Król żydowski nie pozbawił go tronu. Próżna i nierozwa­żna była to obawa, o której w jednem z kazań swo­ich tak mówi święty Fulgencyusz: „Czego się oba­wiasz Herodzie? Ten monarcha nowo-narodzony, nie po to przyszedł na świat, ażeby ziemskich monarchów mieczem wojować i korony ich pozbawiać, lecz aby męką i śmiercią swoją ich i świat cały pod swoje panowanie podbić” (Fulg. Serm. 5. do Epiph.). Chciał przeto Herod dowiedzieć się od mędrców przybyłych ze Wschodu dla oddania czci nowonarodzonemu Synowi boskiemu o miejscu Jego pobytu, lecz widząc to wyjawić tego nie chcą, nakazał zamordować w całej okolicy Betleemu wszystkie dzieci niemające więcej nad dwa lata, aby tym sposobem w tej barbarzyńskiej a powszechnej rzezi dosięgnąć i Zbawiciela. Wtenczasto, Anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi mówiąc: wstań a weźmij Dziecię i Matko Jego, a uciecz do Egiptu (Mat. 11.—13.). I zdaje się, iż tejże samej nocy Józef święty, ostrzegłszy o tem Przenajświętszą Pannę, wraz z Nią biorąc na ręce Pana Jezusa, puścili się niezwłocznie w drogę; co wnosić można z tych słów ewangelii: który wstawszy wziął Dziecię i Matkę Jego w nocy, i uszedł do Egiptu( Ibid.).
Tak tedy Ten, który przyszedł na świat na to jedynie aby ludzi zbawił, zaledwie się narodził, już przed ich prześladowaniem uchodzić musiał: wówczas też już spełniać się poczęło dla bolesnej Matki ono pro­roctwo Symeona: oto ten położon jest na znak, któ­remu sprzeciwiać się będą (Łuk). O! jakim smutkiem na­pełnić musiał serce Maryi on wyrok wygnania, wy­dany przez Boga samego. Dla uchronienia świętej ro­dziny od większego nieszczęścia, opuścić musiała Matka przenajświętsza ojczyznę, krewnych, pzyjaciół i znajomych, a udać się w okolicę odległą, w której nikogo nie miała znajomego. Wydalała się z miejsca gdzie wszelką łatwość miała spełniać obrządki reli­gijne: odstąpić potrzeba było świątyni Boga prawdzi­wego, a zamieszkać kraj pogański; na koniec przychodziło puszczać się w długą drogę z małem jeszcze Dziecięciem u łona, a przebywać miejsca puste, w któ­rych często podróżnych rozbójnicy napadali!…

Łatwo wystawić sobie, jak wiele Marya Przenaj­świętsza w tej podróży ucierpieć musiała. Utrzymują historycy kościelni, że podróż, którą odbyła wynosząca około 120 mil polskich, cały miesiąc czasu zabrała. Drogi były ciężkie, w wielu miejscach ska­liste, prawie przez żadnych dotąd podróżnych nie uczęszczane; pora była podobnież niesprzyjająca wędrówce ubogich, gdyż działo się to w zimie, i w cią­gu jej częstej doznawali niepogody, nawałności, de­szczów z wielkiemi wiatrami i śniegów z zawieją. Prze­najświętsza Panna, prócz tego, była wówczas bardzo młodziutką, nie miała bowiem więcej jak lat piętna­ście, a więc niewzwyczajona do niewygód i niewczasów takiej podróży, i nie dość silna aby je łatwo zno­sić mogła. Sług żadnych nie miała, którzyby i Jej samej w czemkolwiek ulgę przynieśli, i w pielęgno­waniu boskiego Dzieciątka dopomagali. Poruszający też i do litości zaprawdę pobudzający był to widok młodej tej niewiasty, zmuszonej tym sposobem po­mimo wszelkich przeszkód, w ucieczce ratować od śmierci nowonarodzone swoje dziecię, i uchodzić w nie­znane kraje, unosząc Je na ręku! „Z czego i czem żyli w tej podróży, pyta święty Bonawentura, i gdzie i jakie schronienie na spoczynek nocny znachodzić mogli?” (S. Bonav. medit. de vita Chr.). Niestety, pewnie innego posiłku nie mieli jak kawałek chleba suchego wziętego z domu, albo wyżebranego w drodze; a spoczywać musieli po wię­kszej części pod gołem niebem, gdy według zdania wszystkich pisarzy, przebywając pustynie zajmujące połowę tej drogi, żadnego miejsca osiedlonego, ani najlichszej lepianki napotkać nie mogli; przebywając zaś noce na wilgotnej ziemi, pod obnażonymi z liści drzewami, ani od zimna i niepogody uchronić się nie mogli, ani od dzikich i niebezpiecznych zwierząt, często w tamecznej okolicy napotykających się. Kto by wtenczas spotkał był przenajświętszą Rodzinę, wziąłby Ją był niechybnie za ubogich żebraków i najnędzniejszych włóczęgów.

Co do miejsca ich pobytu w samym już Egipcie, niezupełnie zgadzają się na jedno pobożni dziejopisowie. Brokard i Janseniusz utrzymują, że zamieszkali okolicę nazywaną przez nich Maturea (Maturea), zaś według świętego Anzelma, przenajświętsza Rodzina przebywała w Heliopolis, zwanym dawniej Memfis, a dziś Kair.

Zastanówmy się cokolwiek nad niedostatkiem i ubó­stwem, w jakiem zostawali przez cały czas swojego tam pobytu, to jest przez lat siedem, jak to utrzymują święty Antonin, święty Tomasz i inni pisarze. Pan Jezus, Przenajświętsza Panna i święty Józef, w kraju zamie­szkałym, byli cudzoziemcami, ubogimi przybyszami, nikomu nieznani, bez żadnych stosunków, bez naj­mniejszego majątku, ani jakiejkolwiek zapewniającej sposób do życia posady; zaledwie z pracy rąk swoich wyżywić się mogli. A ten sposób zarobkowania, wśród obcego i innego zupełnie wyznania i obyczajów na­rodu, dla najpracowitszych i najzdatniejszych trudny. Będąc ubogimi, powiada Bazyli święty, a przybywszy do obcej i pogańskiej krainy, bezwątpienia nadzwy­czajnie wiele pracować i trudzić się musieli, by z głodu nie zamrzeć. Niekiedy też tak wielkiego doznawali niedostatku, że jak to jeden z świątobliwych pisarzy utrzymuje: „przydarzało się, iż malutki Pan Jezus prosił o kawałek chleba, a biedna matka nie miała czemby głód ukochanego dziecięcia zaspokoić mogła” (Lundol. de Vit. Christ.).

Lecz po śmierci Heroda, znowu tenże sam Anioł objawił się świętemu Józefowi, i nakazał mu powra­cać do ziemi Judzkiej: A gdy Herod umarł, oto Anioł Pański ukazał się we śnie Józefowi w Egipcie, mó­wiąc. wstań a weźmij Dziecię i Matkę Jego a idź do ziemi Izraelskiej. Albowiem pomarli, którzy duszy dziecięcej szukali (Mat. ).

Święty Bonawentura, Doktór Seraficki, mówiąc o powrocie rodziny przenajświętszej z Egiptu, robi uwagę, że podróż ta pod pewnym względem bardziej jeszcze trudzącą była, jak poprzedzająca. Pan Jezus bowiem mając wtenczas lat siedem, już na ręku niesionym być nie mógł, a jeszcze nie był dość silny, aby bez nadzwyczajnego utrudzenia pieszo odbywał tak długą podróż.

Widok Jezusa i Maryi wędrujących tym sposobem po tym nędznym świecie, uczyć nas powinien, ze ka­żdy z nas jako ubogi wędrowiec żyć na tym świecie powinien, nie przywięzując serca do jego dóbr zni­komych, prędzej czy później w chwili śmierci opuścić się mających. Albowiem nie mamy tu, mówi Paweł święty, miasta trwającego, ale przyszłego szukamy (Hebr. XIII. 14. ). Dlatego woła święty Augustyn: „Człowiecze, gościem i przechodniem jesteś na ziemi, przypatrzysz się jej na chwilę i odejdziesz.”

Wędrówka Jezusa i Maryi, którąśmy rozważali, zachęcać nas także powinna, do cierpliwego znosze­nia krzyżów i rozmaitych dolegliwości; gdyż bez nich wędrówki swojej po tym padole nędzy i płaczu, nikt odbyć nie może.

Pewna świątobliwa zakonnica zgroma­dzenia panien Augustyanek, rozmyślając nad wędrówką Panny przenajświętszej do Egiptu i łącząc się z nią w duchu, w końcu posłyszała następujące słowa wy­chodzące z ust Matki Bożej: „Widziałaś córko miła, po ilu cierpieniach i trudach stanęliśmy u celu naszej podróży; poweźmij stąd naukę, że bez trudu, pracy i cierpień, niczego człowiek osiągnąć nie może. Tylko, jeśli każdy trud, pracę i cierpienie chcesz sobie osło­dzić, weźmij do serca twego Jezusa i Maryję, i z nimi odbywaj wędrówkę na tej ziemi.” Weźmij dziecię i matkę Jego” (Mat. 11. 18.). Każdy trud jest lekkim, każda praca łatwą, każda dolegliwość znośną temu, który nosi w sercu Jezusa i Maryję. Kochajmyż z całej siły Jezusa i Maryję, a bardziej jak śmierci chrońmy się grzechu, bo grzech każdy zmusza Jezusa i Maryję do nowej, a bo­lesnej dla nich, ucieczki z serca naszego. 

Przykład.

Dnia pewnego przenajświętsza Maryja Panna obja­wiła się świętej kobiecie zakonu świętego O. Franciszka, i okazując jej owinięte w płachtę Dzieciątko Jezus w kawałki popieczone, tak do niej przemówiła: „Oto jak obchodzą się grzesznicy z synem moim, ponawia­jąc śmierć Jego i moje boleści. Córko moja módl się za nimi, aby się nawrócili” (Ap. P. Genov. Sorm. dr Dolor- Virg.). Do tego przydać można inne objawienie, które miała błogosławiona Jo­anna od Jezusa i Maryi zakonnica także Reguły świę­tego ojca Franciszka. Razu pewnego rozpamiętywując ucieczkę Dzieciątka Jezus do Egiptu chroniącego się od prześladowania Heroda, usłyszała hałas jakby lu­dzi uzbrojonych goniących kogoś, i w tejże chwili ujrzała prześliczne dziecię co sił uciekające, i wołające na nią: „Moja Joanno, ratuj mnie, skryj mnie.  Ja jestem Jezus Nazaretański, i uchodzę przed grzeszni­kami chcącymi mnie zamordować i ścigającemi jak Herod, wybaw mnie od nich” (Ap. P. Genov. de Dolor. Virg. )

MODLITWA.

O! Maryo przenajświętsza! od czasu, jak Jezus Syn Twój najmilszy umarł za nas na krzyżu, ileż razy ludzie grzechami swoimi wydalili Go z serc swoich, zmuszając do ucieczki podobnie jak okrutny Herod, gdy na życie Jego nastawał. Ja nędzny, ileż razy po­dobnie postąpiłem! Matko miłosierdzia! raczże mi wy­jednać laskę tak szczerego za moje grzechy żalu, abym już nigdy do nich nie wracał, a przez pamięć trudów i cierpień jakich w wędrówce Twojej do Egiptu doznałaś, racz mnie otaczać miłosierną opieką Twoją w wędrówce życia tego, abym kiedyś mógł na tam­tym świecie kochać i chwalić Jezusa i Ciebie na wieki. Amen.


UWIELBIENIA MARYI przez Św. ALFONSA LIGUOREGO Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków. 1887 r

Tagi:

1 komentarz do “Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz.2 UCIECZKA DO EGIPTU”

  1. Pingback: Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz.3 Zniknięcie Pana Jezusa – Niewolnik Maryi

Skomentuj