Rozmyślania o miłości Bożej (9) – O ciągłej pamięci na obecność Bożą

Rozmyślania o miłości Bożej (8) – O przeszkodach do miłości Boga i korzyściach z niej wypływających

O ciągłej pamięci na obecność Bożą

Jednym z najłatwiejszych i najskutecz­niejszych sposobów utrzymania się w miłości Bożej i wzrastania w tejże, jest nieu­stanne ćwiczenie się w pamięci na obec­ność Bożą. „Chodź zawsze w obecności mojej, rzekł Pan Bóg do Abrahama, a będziesz doskonałym„.

Ażeby jednak możliwem było ten spo­sób w praktykę wprowadzić, wpierw ser­ce nasze musi być choćby iskierką miło­ści Bożej przejęte. Grzesznik bowiem, przywiązany do grzechu, lęka się myśleć o Bogu, w którym widzi tylko sprawiedliwego sędziego swoich występków i złych uczynków. Dusza oziębła unika również myśli o Bogu, bo jej małoduszność i nie­ustanne opieranie się łasce sprzeciwia się temu. Umysł rozrzucony, podlegający zmysłom i wyobraźni, szukający po­ciech zewnętrznych, odwraca myśl swo­ją od Boga, która by go zmusiła do sku­pienia i oderwała od przedmiotów zmy­słowych. Natomiast dusza, która rzeczy­wiście pragnie oddać się Bogu i kochać Go coraz więcej, nie zraża się wcale trudnościami jakie napotyka z początku, lecz przeciwnie, zmusza się nawet do ćwiczeń w tym kierunku, aby przyswoić sobie łatwość nieustannego stawiania się w obecności Boskiej; wie o tem, że o ile z początku trudno to jej przychodzi, o tyle później, przy wytrwałej pracy, sowitą od­bierze nagrodę. I rzeczywiście z biegiem czasu, dusza owa znajduje w tem ćwi­czeniu najsłodszą pociechę; cierpi i bo­leje jeśli obowiązki zewnętrzne, odrywają choćby na chwilę jej myśl od Boga, i gdy tylko może, z całym zapałem i radością znów do Niego powraca. Z dniem każ­dym coraz żywiej odczuwa ile słodyczy i szczęścia daje nam myśl nieustanna o przedmiocie ukochanym, jeśli ten przed­miot jest tak nieskończenie piękny i jeśli serce znajduje w nim wszystko, co tylko zapragnąć zdoła.

Sposób ten stawiania się w obecno­ści Boskiej, nie jest tak trudnym, jak to się nam wydaje; ponieważ temu kto kocha Boga, wszystko obecność jego zawsze przypomina. Wszystkie stworzenia mimo woli pamięć o Bogu nasuwać nam muszą; On bowiem dał im życie, On dał im istnienie. Widok pięknej natury tak w ogo­le jak i w najdrobniejszych jej szczegó­łach podziw i uwielbienie dla Boga obudzać powinien, i tem większą serca nasze zapalać miłością ku Niemu, na myśl, ze ten Bóg tak dobry stworzył to wszystko dla pożytku naszego, aby nam uprzyjemnić i ułatwić krótki czas pobytu naszego na ziemi; ktokolwiek choć trochę zasta­nawia się nad wszechpotęgą i dobrocią Bożą, musi z głębi serca zawołać: „Jeżeli miejsce wygnania mego jest tak piękne i urocze, że mimowoli serce moje przy­wiązuje do ziemi i w tych przedmiotach znikomych i krótkotrwałych upodobanie obudzą we mnie: o ileż piękniejszą być musi moja ojczyzna niebieska, gdzie przy­sługiwać mi będzie praw o oglądania i po­siadania na wieki dobra nieskończonego, piękności odwiecznej a zawsze nowej i w istnieniu niewzruszonej!

Myśl ta przenikała zawsze serca świę­tych i wybranych Pańskich; wszystko, cokolwiek pięknego, wzniosłego lub do­brego spostrzegli na ziemi, zawsze myśli ich podnosiło do nieba. Zajmowanie się obecnością Boską, tak im się łatwem zdawało, że nie pojmowali nawet możliwo­ści zajęcia czem innem umysłu swojego.
I jakimże sposobem doszli do tego sto­pnia doskonałości? Miłość ku Bogu była ich mistrzynią; ona to nieustannie myśl ich do Boga zwracała; ona ich skłaniała do szukania we wszystkiem Boga; i zmu­szając się  z początku siłą woli do cią­głego czuwania i wiernej pamięci na obec­ność Boską, w zrastali stopniowo coraz bardziej w miłości Bożej, aż wreszcie to ćwiczenie stało się ich zwyczajem, bez wszelkich usiłowań z ich strony, nieustan­nie im towarzyszyło i na koniec zamieniło się w nieodzowną i konieczną ich serca potrzebę.

Pamięć o obecności Bożej, jest nad­zwyczaj łatwą dla tych, którzy przywykli żyć w skupieniu, którzy serce swoje trzy­mają na straży i którzy są poddani natchnieniom łaski.

Dla obudzenia myśli o Bogu, przed­mioty zewnętrzne nie są nam niezbędnie potrzebne: znajdujemy je wszędzie w sobie i przy sobie. Jeżeli choć trochę zastanawiać się umiem, wystarcza mi naj­zupełniej to jedno pytanie: „Czego mój
umysł szuka i co poznać pragnie?” Wów­czas odpowiem sobie, że chcę poznać prawdę; a prawdą najwyższą jest Bóg.
Tak samo gdy zapytuję serca mego: „Jakie jest jego najgorętsze pragnienie?” Najniezawodniej otrzymam odpowiedź, że pragnie jedynie szczęścia; a źródłem w szel­kiego szczęścia jest także Bóg tylko.

Dla poznania zatem Boga, daleko prostszy i łatwiejszy jest sposób, idąc wprost za popędem rozumu i serca, w Nim samym nasz umysł zatapiać, a nie szukać Jego doskonałości za pomocą stwo­rzeń. Weźmy na przykład ideę piękna, mądrości, dobroci, sprawiedliwości, potęgi, wieczności, i inne tym podobne przymioty, które rozum nasz, o ile zdol­ności jego na to pozwalają obejmuje i wytwarza sobie o nich pojęcia. Pojęcie raz wytworzone, pozostawia w wyobraź­ni naszej obraz niezatarty, na którym opieramy później wszystkie nasze rozumowania, mniemania i sądy i do którego musimy z konieczności odnosić wszystko, co nasz umysł, będący z natury rzeczy w nieustannym ruchu, spostrzega. Po głębszem zastanowieniu musimy przyznać, że to pojęcie nasze, ten sąd o wszystkiem, ta zdolność odróżniania złego od dobrego, nie mogły powstać same z sie­bie, że musiał i musi być jakiś pierwia­stek, który umysł nasz ubogacił i do poj­mowania wzniosłych rzeczy usposobił, a tym pierwiastkiem jest naturalnie Istota najwyższa, Bóg, który jest początkiem wszystkiego. Skoro zatem Bóg jest pierwiastkiem mego rozumu, jest tem samem jego władzcą i panem, a stąd wynika, że rozum mój, pojęcie, wyobraźnia, najści­ślej muszą być z Bogiem złączone, Bóg we mnie mieszka i jeśli się Mu nie opie­ram, kieruje i rządzi każdą myślą moją; a gdy czasem złe żądze i namiętności moje zacierają w mej pamięci obraz Bo­ży, jest to wynikiem zepsutej natury, brakiem silnej wiary i brakiem miłości Bożej.

Jak umysł nasz, tak i serce tak samo może być ściśle i nierozdzielnie z Bogiem złączone; dowodem tego jest nieustanne pragnienie i ubieganie się za szczęściem, wszystkich istot tego świata; pragnienie to nigdy ich nie opuszcza, jest nienasycone i jest konieczną potrzebą ich ży­cia. Treścią pragnienia jest naturalnie chęć posiadania upragnionego przedmio­tu. Jeżeli Bóg jest rzeczywistem, istotnem i najwyższem szczęściem, co nie ulega wątpliwości: stąd wynika, że serce moje nie zdaje sobie nawet sprawy z tego; przez pociąg bezwiedny i wrodzony, tęskni za Bogiem nieustannie, pragnie Go posiąść i nierozdzielnie się z Nim połą­czyć. Ponieważ jednak to gorące pragnie­nie w niebie dopiero w całej pełni zadowolonem być może, w niebie też prawdziwe szczęście panuje; a ponieważ prze­ciwnie w piekle, nigdy zasyconem nie będzie, tęskniąc nieustannie za utraconym rajem; to nieugaszone pragnienie, stano­wić będzie najwyższą karę i nieszczęście potępionych.

Rzecz naturalna zatem, że co jest sa­mo z siebie koniecznym i bezpośrednim warunkiem mego szczęścia i przedmio­tem moich pragnień, musi być nieustannie obecnem myśli i pamięci mojej; jeżeli tylko zła wola, lub brak skupienia i uwagi nie odwracają pragnień moich od ich rzeczywistego przedmiotu i nie każą mi szukać szczęścia z dala od Boga, to jest tam, gdzie go nigdy nie znajdę.

Tak to nieustannem a pilnem zwraca­niem naszych myśli i serca ku Bogu, ja­ko ku jedynemu i prawdziwemu przed­miotowi naszych pragnień, wprawiamy się w ćwiczenie pamięci na obecność Bożą, wzmacniamy i pomnażamy naszą miłość ku Bogu. Podług słów świętego Augustyna: „Bóg jest ściślej z nami złą­czony, niż najściślejsze nasze własne pojęcia i uczucia”; lub też: „Szukałem Cię o Boże, na zewnątrz w około, podczas gdy Ty właśnie wewnątrz mnie przeby­wasz!”

Ten to sposób miłości Bożej najsłod­szy i najłatwiejszy, jest zarazem i najskuteczniejszy; bo myśl moją, umysł i ser­ce trzyma w nieustannej łączności z Bo­giem, i z wyjątkiem mojej własnej złej woli lub niedbalstwa, nic mi w tem ćwi­czeniu przeszkodzić nie jest w stanie.
A ponieważ każde ćwiczenie wiernie i wytrwale przeprowadzane, doprowadza zawsze do olbrzymich rezultatów; tem bardziej to ćwiczenie w miłości Bożej, mające przedmiot tak doskonały, jakim jest Bóg, musi miłość naszą ku Bogu z każdą niemal chwilą wzniecać i rozpalać; czem bliżej Boga poznajemy, tem pragniemy coraz więcej poznawać Go, kochać i uwielbiać. Ciągła pamięć na obecność Bożą jest ćwiczeniem miłości, więc tem samem musi nieodzownie miłość naszą ku Bogu coraz bardziej pomnażać.

Gdy Bóg, któremu są znane najskryt­sze tajniki serc naszych, widzi pragnienie duszy, szukającej nieustannej z Nim łączności; gdy ta dusza wszelkich możliwych starań dokłada, aby z własnej winy nigdy pamięci o Bogu nie stracić, gdy wyrzuca sobie najlżejsze pod tym względem do­browolne roztargnienie i gdy się w tem spostrzeże, natychmiast znowu do Boga powraca; wówczas Bóg w nagrodę jej wierności, łask Swoich tej duszy przy­mnaża, ściślej się z nią łączy i niemal dotykalnie daje jej czuć obecność Swoją; tak dalece, że ta dusza nietylko za pomocą pamięci przedstawia sobie obecność Bożą, ale ją rzeczywiście odczuwa i znaj­duje w tem niezrównaną słodycz i pociechę. I tak stopniowo Bóg coraz więcej przypuszcza ją do poufałego i ścisłego ze Sobą stosunku, zbliża ją do Siebie i pozwala coraz gruntowniej badać i po­dziwiać doskonałości Swoje.

Gdyby lu­dzie pojąć i zrozumieć mogli, jak niepo­jętej wartości i ceny jest taki związek duszy z Bogiem, chętnie wszelkie możli­we ponieśliby ofiary, żeby tylko tego szczęścia dostąpić. Wszystko to, co czy­tamy w żywotach świętych, i co oni sa­mi w tym przedmiocie mówili lub pisali, nie jest w stanie dać nam dokładnego obrazu bezgranicznego szczęścia, jakie było ich udziałem. Weźmy na przykład chwilę z życia świętego Bernarda, gdy opowiadał braciom swoim zakonnym o swoich widzeniach, o swym stosunku z Bogiem, o znakach, po których poznawał, że Bóg jest tuż przy nim lub też, że się oddalił. Albo te słowa świętego Augustyna: „Serce zimne i nieczułe nie zrozumie słów moich, lecz dajcie mi ser­ce gorące i pełne miłości Bożej, a ono pojmie i odczuje słowa moje!”

Niektórzy utrzymują, że taka nieustan­na pamięć o obecności Bożej, jest w prost niemożliwą. Jest to tylko złe zrozumie­nie rzeczy. Głównie zależy na tem, abyśmy starali się, o ile to w naszej mocy ukochać Boga, a wtedy samo z siebie wynika, że przedmiot naszej miłości, po­kąd to uczucie jest czynnem i trwałem, musi być nieustannie sercu naszemu obe­cny; wówczas każda myśl nasza, akty modlitwy, czy dobre uczynki, są zarówno dowodami naszej miłości ku Bogu, jak i nieustannej o Nim pamięci. Czyż zatem jest to rzeczywiście rzeczą trudną i niewykonalną, stosownie do okoliczności, wszystkie myśli i czyny nasze zwracać ku Bogu, tem bardziej, że Bóg nam pod tym względem Swej łaski nie skąpi, i w miarę naszej wierności, coraz obficiej pomocy Swej udzielać nam będzie.

Jak serce nasze, tak i umysł zarówno, obecnością Bożą nieustannie może, i powinien być zajęty. Wszak w zwykłem, pospolitem życiu, jest to rzeczą najzupełniej naturalną, że wierna małżonka cią­gle jest zajęta myślą o Swoim mężu, poczciwa matka o swem ukochanem dzie­cku, przyjaciel o przyjacielu. Czyż stąd wniosek, że ci ludzie już o niczem innem więcej myśleć nie są w stanie? Bynaj­mniej. Rozumieć tu tylko mamy, że z chwilą gdy ich umysł wolny, natychmiast myśl ich do ukochanego przed­miotu powraca, że tęsknią do tej chwili, w której znów będą mogli swobodnie rozmyślać o tem, co im jest tak miłe i po­żądane. A zatem w taki to sposób, tylko o wiele wznioślejszy, bo wspierany łaską Bożą, której nam nie zabraknie nigdy, powinniśmy myśleć o Bogu, tem bardziej, że jest to naszym najpierwszym i naj­ważniejszym obowiązkiem, że Bóg musi tak w sercu jak i w umyśle naszym najpierwsze miejsce zajmować, a stworze­niom należy się drugorzędne dopiero i to nie w znaczeniu oderwanem, lecz podporządkowanem naszej miłości ku Bogu.

Jeśli stosownie do stanu mego, we­dług woli i przykazań Bożych, spełniam niektóre obowiązki i zajmuję się stwo­rzeniami, w tej myśli aby się Bogu przypodobać i Jego wolę wypełnić; wtenczas ze spokojnem sumieniem mogę być pe­wnym, że myśl moja nie odrywa się od Boga, choćby nawet umysł mój, który nie jest w stanie bez znużenia zagłębiać się zbyt długo w poważnym przedmiocie, spoczął na chwilę, i w tym wypadku jeszcze wcale nie przerywam mego ćwiczenia nieustannej pamięci na obecność Bożą, jeżeli tylko w tych chwilach wy­tchnienia nie przekraczam granic przepi­sanych mi zasad i przykazań.

Co do próżnych i niepożytecznych myśli, jakie nawet podczas modlitwy nasuwają się wyobraźni naszej, lub też tych mimowolnych poruszeń serca, których źródłem są pewne obawy, przewidywania, niepokoje, a nawet uczucia miłości wła­snej, od których niestety nikt wolnym nie jest: jeżeli tylko walczymy z niemi i o ile w mocy naszej staramy się je odsuwać,— nie pozbawiają nas wcale obecności Bożej, lecz przeciwnie, gdy to nas upoka­rza i gdy cierpliwie znosimy natręctw o tych myśli, w ów czas stają się one dla nas aktem cnoty. Gdybyśmy się jednak sami dobrowolnie narażali na podobne upadki, przez swawolę umysłu i brak umartwie­nia serca, w tedy obowiązkiem byłoby na­szym zwalczać zło w zasadzie i całą siłą starać się usuwać te przeszkody, które nas od obecności Boskiej odrywają. Świę­ci wychodzili zawsze z tych walk zwy­cięsko, i my idąc ich śladem, przy wy­trwałości i odwadze odniesiemy zwycię­stwo. Lecz powtarzam, przede wszystkiem trzeba mieć gorące pragnienie i szcze­rą wolę względem miłości Bożej i udo­skonalenia własnej duszy. Bez tego sil­nego postanowienia, wszystkie przytoczo­ne powody skłaniające nas do miłości Bożej, słabe i przemijające tylko wywo­łają wrażenie; do czynu zabraknie nam odwagi i siły, a tem samem bez pracy i bez starań z naszej strony, nigdy doskonałości osięgnąć nie zdołamy!


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

1 komentarz do “Rozmyślania o miłości Bożej (9) – O ciągłej pamięci na obecność Bożą”

  1. Pingback: Rozmyślania o miłości Bożej (10) – Bóg jest Ojcem naszym – Niewolnik Maryi

Skomentuj