Rozmyślania o miłości Bożej (10) – Bóg jest Ojcem naszym

Bóg jest Ojcem naszym.

I.

Bóg jest Ojcem moim. Nie ma na świe­cie tytułu wyższego nad tytuł ojca, który też nadaje bezwzględne i największe pra­wo do miłości. Jakimże jednak sposo­bem Bóg jest moim Ojcem? Jest nim w sposób Jemu wyłącznie właściwy. Jest Stworzycielem mojej duszy i ciała, cudo­wnym sposobem połączył te dwa czyn­niki wlał życie w mój organizm, dał mi władzę i zdolności, uposażył mój umysł i serce we wszelkie możliwe przymioty i od pierwszej chwili istnienia utrzymywał mnie i utrzymuje; bez Jego szczegól­niejszej bowiem pomocy nie byłbym w stanie władz i zdolności moich używać.

Jest zatem Ojcem moim, nie w sposób przejściowy i jednorazowy lecz przez nieustanny wpływ na mój byt i egzysten­cję, który się każdej chwili mego życia odnawia. Jest Ojcem moim, ponieważ nieustannie o moich potrzebach, wygo­dach a nawet i przyjemnościach pamięta: tak dalece, że nawet te, których odważył­bym się wbrew Jego woli i przykazaniom używać, z Jego wyłącznie łaski i miło­sierdzia pochodzą. Mógłby mi każdej chwili odebrać to wszystko, czem mnie udarował, jeżeli darów Jego nadużywam i posługuję się nimi nie dla Jego chwa­ły, lecz dla dogodzenia miłości własnej.
W Jego ręku śmierć i życie moje; ma wszelką nade mną władzę i jednej chwili zgnieść i unicestwić mnie może; a jednak nie czyni tego, bo jest nadto miłościwy i dobry. Czemże są inni i najlepsi nawet ojcowie ziemscy w porównaniu z Bo­giem? Jeżeli zatem prawo natury naka­zuje dzieciom, jako nieodzowny i święty obowiązek, miłość ku rodzicom: o ileż bardziej obowiązuje mnie prawo miłowa­nia, tak ze wszech miar dobrego Boga!

Dalej wiara uczy mnie, że Bóg nie tylko jako Stworzyciel, lecz zarazem w wyższy i doskonalszy sposób jest moim Ojcem. Jako Stworzyciel jest nim z porządku natury; ten drugi sposób je­dnak, jest czysto nadnaturalny. Co do pierwszego, rozum ludzki jakkolwiek słaby i ograniczony, pojmuje  i  zgadza się na podstawie wiary; drugi jednak jest tajemnicą wiary, niedocieczoną i ponad wszelkie ludzkie pojęcie. Bóg jest Ojcem moim ponieważ przybrał mnie za dziecko Swoje w Osobie jednorodzonego Syna Swego Jezusa Chrystusa. Pierwsza Oso­ba Trójcy Świętej ma charakter Ojca, ponieważ przed wiekami zrodziła Syna równego Jej we wszystkiem, tak co do isto­ty jak i natury. Mnie w ten sposób żadną miarą Bóg zrodzić nie mógł, ponieważ sprzeciwiałoby się to absulutnie tak Jego jak i mojej naturze; ale w miłości swej niezrównanej, wynalazł środek Jemu wy­łącznie właściwy, za pomocą którego ro­dzaj ludzki ma prawo nazywać Go Ojcem swoim; otóż ten Ojciec przedwieczny połączył nierozdzielnie ludzką naturę z Bo­ską Osobą Swego Syna, który nas odku­pił, za braci Swoich przyjął, w dziedzi­ctwo Boże wcielił i tem samem przyspo­sobił za dzieci Boże.

Bóg zatem jest Ojcem moim przez nadnaturalną łaskę, tak, jak jest Nim w istocie rzeczy dla jednorodzonego Syna Swego Jezusa Chry­stusa. Tą samą miłością, jaką umiłował ukochanego Syna Swego i mnie w Nim ukochał także; i o ile staram się naślado­wać przykłady, jakie nam Jezus Chrystus zostawił, o tyle ten Ojciec niebieski spo­gląda na mnie z upodobaniem i czyni mnie uczestnikiem tych wszystkich praw, które się Synowi Jego należą. To dzie­dzictwo nieba, to przysposobienie mnie za prawdziwe dziecko Boże, jest łaską i dobrodziejstwem tak niezmiernej wagi i tak zaszczytnymi obdarza mnie przywilejami, że aniołowie nawet mogliby mi tej chwały pozazdrościć, gdyby w ogóle byli zdolni uczuciu zazdrości podlegać.

Jakżeż powinienem zatem kochać i nieustannie wielbić Boga, że raczył tak zbliżyć się do mnie i w tak ścisłym sto­sunku prawdziwego Ojca połączyć się ze mną; jest to nadmiarem Jego niezrów­nanej dobroci i miłości ku mnie, których nawet pojąć, zrozumieć i ocenić nie jestem w stanie!

Miłość Syna Bożego ku Ojcu, po Wcie­leniu przeniknęła Jego Duszę, w tym samym stopniu, w jakim Go przedtem przejmowała: ta miłość przez łaskę poświęcającą, tak samo i mojej udziela się duszy; a jak Jezus Chrystus podczas ży­cia Swego na ziemi, każdej chwili, nieustanne dawał dowody, tak myślą, słowa­mi, jak i uczynkami Swojej miłości ku Ojcu: tak i ja powinienem o ile słaba moja natura ludzka zdobyć się na to mo­że, przy każdej sposobności przez częste akty objawiać moją miłość ku Bogu i sta­rać się ją z dniem każdym pomnażać.

 

II.

Prawa, jakie nabyłem u Boga jako Jego dziecko przybrane, zwiększają i przy­mnażają jeszcze powodów, skłaniających mnie do ukochania Go nad miarę. Najpierw zaszczyt to niewypowiedziany, że przez to prawo staję się członkiem Boskiej Rodziny; jednorodzony Syn Boży jest w tej Rodzinie najstarszy, a ja staję się bratem, siostrą Jego, jak to Sam nieraz w naukach Swoich potwierdzał. Należę do Do­mu Bożego, i to nie w charakterze sługi, ale ukochanego dziecięcia. Nawet o anio­łach nie możemy utrzymywać, ze są na równi z nami dziećmi Bożemi: bo jak słusz­nie święty Paweł naucza, Słowo wcielone nie przyjęło natury anielskiej, ale ludzką.

Mogę zatem wraz z Jezusem Chrystusem, Bogiem moim, ojczyznę niebieską za moją własność uważać i Bóg chce nawet abyśmy do niej ustawicznie wzdychali, a za Bogiem tęsknili, jako dzieci za uko­chanym Ojcem. Pod tym względem Sam Pan nasz Jezus Chrystus, między Sobą a nami żadnej nie robi różnicy, i do uczniów Swoich temi odzywał się słowy: „Mój Bóg i wasz Bóg, mój Ojciec i wasz Ojciec”. A zatem uczucia, jakich doświad­czał Bóg wcielony, Jezus Chrystus, gdy mówił: „Mój Boże i mój Ojcze! powin­ny w pewnej mierze i moje serce przej­mować, gdy mam. szczęście te słowa po­wtarzać, a zarazem powinny też być pod­nietą do obudzenia we mnie coraz go­rętszej miłości ku Bogu.

Następnie jako dziecko Boże, mam zarazem prawo do szczególniejszych względów opieki i troskliwości ojcowskiej. Każdy ojciec uważa dziecko swoje, jako część swoją własną; zajmuje się niem,  jakby sobą samym; pieści je i na każdym kroku okazuje mu swe przywiązanie, podziela jego przyjemności i cierpienia; jednem słowem, żyje życiem swego dziecka i w jego szczęściu widzi własne szczęście.
Ode mnie samego zatem zależy, abym uważając się rzeczywiście za dziecko Boże, jako takie kochał Go i jak najwierniej Mu służył; odbierał nawzajem od Boga dowody tak tkliwego uczucia, na jakie nie potrafiłby się zdobyć żaden ojciec ziemski. Co więcej, jakkolwiek nieposłusznym, wyrodnym i niewdzięcz­nym dotąd byłem, a może i jestem jeszcze, jeżeli się zastanowię nad postę­powaniem Boga względem mnie, muszę koniecznie przejąć się najgorętszem uczu­ciem wdzięczności i uwielbienia, dla tej niepojętej dobroci Bożej, która tak cier­pliwie znosiła odstępstwa moje, a następ­nie żal i skruchę moją z taką słodyczą przyjęła. Ta tak piękna i rzewna opowieść o „Synu marnotrawnym”, którą nam Jezus Chrystus zostawił, jest zaledwie słabem i bladem odbiciem miłosierdzia naszego niebieskiego Ojca względem wszystkich grzeszników. Skoro zaś jest tak dobry i miłosierny wobec tych, którzy Go obrażają, jakżeż tkliwym być musi dla tych, którzy Mu są zawsze posłuszni i wierni! Co do mnie, to czy przez dro­gę pokuty wrócił mi łaskę Swoją, czy też przez niepojętą dobroć chronił mnie od cięższych upadków, czyż zdołam kiedy­kolwiek odpłacić Mu się należycie jak najgorętszem uczuciem wdzięczności i przywiązania za tę Jego nade mną ojcowską opiekę? On sam bowiem zobowiązał się do tego czuwania nademną, do tej wobec mnie troskliwości ojcowskiej i za­przeczyć mi jej nie jest w stanie.

Na koniec, na podstawie godności dzie­cka Bożego, mam niezaprzeczone prawo do dziedzictwa nieba, i tego prawa nikt mnie pozbawić nie może, jeżeli sam przez złą wolę z pod niego się nie wyłamię. To prawo potwierdza nam nauka wiary, tak nieomylnie i niezachwianie, jak i tę pra­wdę, że Bóg jest Ojcem naszym; i jak te­go tytułu nikt nam nie zaprzeczy, tak też i tego praw a nikt nam odebrać nie mo­że, wyjąwszy, jak już wyżej powiedzieliśmy, własne nasze dobrowolne upadki i własną złą wolę, które same jedynie wydziedziczyć’ nas mogą.

Na czem że jednak polega to dzie­dzictwo do którego mam takie niezaprze­czone prawo? Jest to posiadanie Boga w całem słowa tego znaczeniu, o ile to jest możliwem dla ograniczonych zdolno­ści mej duszy. Szczęście Samego Boga to szczęście, które On od wieków po­siada, stanie się moim udziałem, własno­ścią moją. Abym był zdolny to szczęście pojąć i zrozumieć, Bóg przemieni naturę moją, uszlachetni moje zdolności, pogrą­ży mnie w Sobie tak, że duch mój pię­knością Jego olśniony, w Nim utonie i w Nim na wieki spoczywać będzie.

Dziedzictwo to, tem większą wartość dla mnie przedstawia, że mam wszelką pewność i bezpieczeństwo, iż go będę mógł używać trwale i wiecznie, że gdy raz wejdę w jego posiadanie, już mi nigdy więcej odebranem być nie może i nikt mi tego szczęścia i słodkiego spokoju przerwać ani zakłócić nie będzie w stanie. Niewdzięczność moja zatem jest nie do da­rowania, jeśli nie staram się całą gorącością mego uczucia ukochać i każdej chwili mego życia pamiętać i myśl moją podnosić do tego najlepszego Ojca, któ­ry dzieli się zemną tem wszystkiem, co ma i posiada, który czyni mnie uczestni­kiem Swego własnego szczęścia i chwały.

III.

Charakter dziecka Bożego, który zo­stał mi udzielony w dniu Chrztu świę­tego, nigdy już, żadną miarą zatarty być nie może; jakiekolwiek są uczucia i postępowanie moje względem Boga On jest i zawsze niezmiennie pozostanie Ojcem moim. Charakter ten zatem wkłada na mnie konieczny i nieodzowny obowiązek kochania Boga, i on też będzie powodem mego potępienia, jeśli przyka­zaniu temu zadosyć nie uczynię.

Tytuł dziecięcia Bożego stanowić bę­dzie największą radość moją w niebie. Tam to podziwiać będę z bliska i ze się tak wyrażę, w stosunku ściślejszym, wszy­stkie nieskończone doskonałości Boga; jako Ojciec najlepszy okaże mi On w ca­łym blasku i potędze dobroć i miłosierdzie Swoje; olśniony tychże urokiem, w nieustannem zachwyceniu śpiewać będę hymn radości, ciesząc się i radując, że jestem dzieckiem tak ze wszech miar doskona­łego Ojca, i przez mój ścisły z Nim stosunek, te niezrównane Boskie zalety staną się w pewnym stopniu i moją własnością, w skutek prawa dziedzictwa, do którego z dobroci Swojej przypuścić mnie ra­czył.

Jeżeli, uchowaj Boże, miałbym nie­szczęście dostać się do piekła— i tam na­wet zachowam jeszcze charakter dzie­cka Bożego, i on to właśnie byłby źródłem największych moich udręczeń, gorzkich wyrzutów za brak miłości dla tak dobrego Ojca i bezgranicznej rozpa­czy, że już Go nigdy więcej kochać nie będę mógł!

O! gdyby mi danem było, w tem ży­ciu jeszcze, odczuć całą piękność i dobroć Boga, w tym stopniu jak ją czują potę­pieni w piekle, ileż dokładałbym starań, aby Go nad wszystko uwielbić i ukochać!
Ich nieszczęście polega, na tem, że jak­kolwiek czują nieprzeparty pociąg do kochania tej najwyższej Istoty, która ich przeznaczyła do wiecznego zbawie­nia, lecz potępieni z własnej winy, nie są już więcej zdolni do kochania i muszą Boga nienawidzieć; moją zaś zbrodnią i występkiem jest dobrowolne opieranie się tem u przykazaniu, które mi otwiera niebo. Potępieni, wbrew woli, z koniecz­ności, muszą Boga Ojcem swoim uzna­wać, a zarazem tak ku Niemu, jak i ku sobie samym najzaciętszą pałają nienawiścią! Cóż za straszne i przerażające położenie, jakżeż nieszczęśliwą musi być dusza, którą szarpie podobna dwoistość uczuć przez wieczność całą!

Rozważanie nieszczęścia potępionych, jak i wiecznej szczęśliwości wybranych, jednakowe nasuwa mi postanowienia i myśli; to jest, że powinienem o ile to w mojej mocy, w tem życiu kochać i słu­żyć wiernie Bogu i Ojcu mojemu: od tego bowiem zależy moje szczęście wieczne; je­żeli zaś zaniedbam to ćwiczenie, będę zmu­szony po śmierci nienawidzieć Boga i ska­zany zostanę na wieczne potępienie.

Święta Katarzyna Genueńska przedsta­wiała sobie szatana, pod tem krótkiem, ale wiele znaczącem określeniem: „Ten który nie kocha, i nigdy kochać nie może!”—i myśl ta przejmowała ją zawsze przerażeniem i zgrozą. Jeśli to określenie nie obudza w sercach naszych wstrę­tu i trwogi, znakiem to jest, że miłość nasza ku Bogu jest bardzo słaba i wcale niepodobna do miłości tej wielkiej świętej.

 

Rozmyślania o miłości Bożej (9) – O ciągłej pamięci na obecność Bożą


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

 

1 komentarz do “Rozmyślania o miłości Bożej (10) – Bóg jest Ojcem naszym”

  1. Pingback: Rozmyślania o miłości Bożej (11) – Bóg Ojciec dał nam co miał najdroż­szego, w osobie Swego Jednorodzonego Syna – Niewolnik Maryi

Skomentuj