Nauka Katolicka

Rozmyślania o miłości Bożej (6)- „Będziesz kochał Pana i Boga twego nade wszystko”(cz.1)

„Kochać będziesz'’ zawsze, bez przer­wy, bez względu na własne usposobienia i zachcianki; a okazywać tę miłość Bogu masz obowiązek tak często, jak tylko to uczynić zdołasz: życie danem ci zostało w tym jedynie celu, i każda chwila, w której z własnej winy sprzeciwiłeś się miłości Bożej i oddaliłeś się od niej, jest bezpowrotnie straconą, tak dla Boga jak dla ciebie

O przykazaniu miłości Bożej

„Będziesz kochał Pana i Boga twego nade wszystko”.

I.

Święty Augustyn słusznie się dziwi, że człowiek potrzebował wyraźnego przykazania miłości Bożej; jak gdyby to pra­wo w naturze ludzkiej i na dnie serca ludzkiego samo przez się wyrytem nie było. Dziwi się, że trzeba było aż groź­by kary piekielnej dla tych, którzy by Bo­ga kochać nie chcieli: jak gdyby brak miłości Bożej nie był już i tak dostateczną a nawet największą karą, jaka człowieka spotkać może. Nic dziwnego, że po­dobne uczucia przejmowały duszę tego świętego, który tak gorąco Pana Boga ukochał.

Niestety jednak, od chwili, w której grzech skaził naturę naszą, przy­kazanie to i ta groźba stały się koniecznemi i to właśnie głęboko upokorzyć nas powinno, bo to daje nam miarę jak da­lece po grzechu pierworodnym natura na­sza skażoną została, ta natura przed upadkiem tak czysta i szlachetna, uzdol­niona w całej pełni do ukochania Boga i do ześrodkowania w Nim wszystkich swoich uczuć.

Szczyt upokorzenia a tem samem i nędzy naszej, widzieć musimy, iż pomimo tego przykazania i tak strasznej groźby, albo Boga słabo, lub też i wcale nie kochamy; albo wreszcie ta miłość nasza ku Bogu którą w sercach wzniecić pragniemy, tyle nam przedstawia trudności i walki; natomiast do stworzeń, do rzeczy znikomych, tak łatwo, nieraz do szaleństwa nawet się przywiązujemy. Zawstydźmy się i upokorzmy, i w tem uczuciu najgłębszej pokory, przystąpmy do rozważania wstępnych słów tej naszej medytacji.

Zastanówmy się najpierw nad zna­czeniem tego, co Chrystus Pan powiedział: że

to przykazanie miłości jest najpierwszem i największem ze wszystkich przykazań„.

Jest NAJPIERWSZEM; – nie było i być nie mogło przed niem innego; z porządku rzeczy wypływa, że musi stać na czele wszystkich innych i że na niem cała nauka Kościoła św. się opiera.

Jest zarazem NAJWIĘKSZEM, ze względu na przedmiot który obejmuje, to jest, że się odnosi wprost do Samego Boga, w stosunku do nas, istot nędznych i niedoskonałych; jest największem, bo mieści w sobie całą potęgę najszlachetniejszych uczuć, miłości ku Bogu; bo objętość jego nie ma granic, ono jest źródłem wszyst­kiego, i do niego wszystko odnosić się musi; na niem polega chwała Boża i szczyt szczęścia ludzkiego w wieczności, jest największem w reszcie, z powodu nie­zmiernej ścisłości i wierności z jaką obowiązani jesteśmy go wykonywać, a od czego żadne stworzenie nigdy zwolnionem być nie może, z powodu kary, jaką przekroczenie tegoż ściąga na ludzi: to jest przekleństw a Bożego, a tem samem największego nieszczęścia, jakie człowie­ka spotkać może, a które spada na głowę winowajcy tej samej chwili, w której on się odważa łamać to przykazanie; i choć on sam, nie jest w stanie pojąć całej doniosłości i znaczenia swego nieszczęścia, z chwilą w której staje się nieprzyjacie­lem Boga, jest zarazem i swoim własnym największym nieprzyjacielem .

Kochać będziesz

I jakąż to miłością?  Nie tem uczuciem filozoficznem, pochodzącem z rozumu ludzkiego, które hipokryci, fałszywi mędrcy, nieprzyjaciele Kościoła chcieli zaszczepić w chrześcijaństwie przez swą przewrotność i wbrew obja­wionej prawdzie; ale miłością nadnatural­ną, przez Ducha św. natchnioną; miłością, którą łatwo rozpoznamy, że nie z nas samych, ale od Boga pochodzi, i taka też tylko jako największy dar Boży, prawdziwą Bogu chwałę przynieść może; uczucie takie polegające na najgłębszej pokorze, nigdy nas w pychę nie w zbije, lecz przeciwnie, odkrywając przed nami coraz jaśniej doskonałość Boga a nieudol­ność naszą, coraz bardziej też w pokorze utwierdzać nas będzie.

Przeznaczenie nasze w wieczności jest oparte na nad­naturalnej łasce; powołani jesteśmy do oglądania Boga „twarzą w twarz“, do dzielenia z Nim Jego szczęścia w niebie. Trzeba zatem aby i miłość nasza, która jest głównym i koniecznym środkiem do osiągnienia tego celu, pochodziła także z nadnaturalnych pobudek.

„Kochać będziesz” nade wszystko, nad wszelkie stworzenia, i nad siebie same­go. Miłość nasza ku Bogu musi prze­wyższać wszelkie inne uczucia o tyle, o ile Bóg nad wszystkiem góruje i wszyst­ko przewyższa. Powinniśmy być gotowi, gdyby tego była potrzeba, poświęcić Mu wszystko, i raczej umrzeć niż Go obrazić.

Grzech najmniejszy, ze wzglę­du, że się Bogu nie podoba, powinien nas trwogą i wstrętem przejmować i przedstawiać nam stokroć większe zło, od innego rodzaju nieszczęść. Najgorętszem pragnieniem naszem, bez względu na uboczne cele, powinna być chęć podobania się Panu Bogu, choćby to po­ciągało za sobą jak największe z naszej strony ofiary; i nad wszelkie zaszczyty i godności tego świata, powinniśmy tę chęć przypodobania się Panu Bogu przekładać; szanując nietylko wyraźną  wolę Bożą i widząc w niej niezłomne prawo i podstawę naszego życia: ale co więcej, pragnąć i dążyć winniśmy do te­go, by spełnić wiernie i najmniejsze nawet Boskie życzenie, depcząc w tym ce­lu bez wahania wszelki wzgląd ludzki, wszelkie groźby i obietnice, a mężnie wszelkie zwyciężając przeszkody.

Kochać będziesz” miłością pokorną i poddaną;

wielbiąc z radosnem w sercu uczuciem niezrównane przymioty Boskie, winszując Bogu, że jest tak nieskończenie doskonałym i ciesząc się radością niebiańską z tej zależności, z tego pod­dania się istocie najwyższej, i w tem poddaniu, widząc stokroć wyższe szczęś­cie, niż w posiadaniu świata całego.

Kochać będzieszmiłością serdeczną,

wylaną; a nie mogąc życzyć Bogu żadne­go dobra, ponieważ On sam ze względu Swej natury jest uosobieniem wszelkiego dobra, pragnąć będziesz aby wszystkie stworzenia oddawały Mu tę cześć i uwielbienie, jakich On od nich wymaga i jakie Mu się słusznie należą. Będziesz o tę cześć Boską gorliwym, i o ile to w two­jej mocy, wszelkich możliwych użyjesz sposobów, aby Mu tej chwały przyspo­rzyć, przynajmniej pragnieniem i modlitwą.

Największą radość w sercu twojem obudzą wieści, że cześć Boska szerzy się u narodów niewiernych; cieszyć cię będzie rozkrzewianie wiary św., powodzenie religii i Kościoła; natomiast wszelkie zbrod­nie, występki, grzechy i bezbożności, ja­kie świat przepełniają, przejmą duszę twoją głęboką boleścią; na wzór Dawida króla, „usychać będziesz z gorliwości, omdlewać na myśl o grzesznikach, któ­rzy depczą prawo Boże“.

Kto podobnych uczuć nie doświadcza, ten nie pojmuje gruntownie miłości Bożej i nie kocha Boga tak, jak powinien.

Kochasz będziesz” miłością czynną,

nie zadawalniając się wyłącznie słowami i uczuciami, któreby nas łatwo na fałszy­wą sprowadziły drogę, gdybyśmy na nich polegali tylko; miłość własna i nieprzyja­ciel naszego zbawienia, oszukać nas mogą, Bóg jednak omylić się nie da; uczucia nasze o tyle są szczere o ile są oparte na dobrych uczynkach.

Kochać będziesz‚’ zawsze, bez przer­wy,

bez względu na własne usposobienia i zachcianki; a okazywać tę miłość Bogu masz obowiązek tak często, jak tylko to uczynić zdołasz: życie danem ci zostało w tym jedynie celu, i każda chwila, w której z własnej winy sprzeciwiłeś się miłości Bożej i oddaliłeś się od niej, jest bezpowrotnie straconą, tak dla Boga jak dla ciebie, jeśli nie starasz się natychmiast tę niewierność nagrodzić i znów łaskę Bożą odzyskać.

Starać się będziesz tę miłość Bożą z dniem każdym pomnażać, kierując ku niej wszystkie wypadki życia twego, wszystkie twoje prace, uczynki i cierpienia, a nawet wszystkie, które do twej wiadomości przyjdą, obojętne zda­rzenia w świecie: stosując się wiernie do tych słów św. Pawła, że: „Miłującym Bo­ga, wszystko pomaga do dobrego„. Żałować będziesz, że tak późno dopiero ukochałeś Boga; i z głębi serca ze świętym Augustynem powtórzysz: „Piękności dawna, a zawsze nowa, jak­żeż późno zacząłem Cię kochać!”

Na koniec, w upokorzeniu ducha wyrzucać sobie będziesz tę miłość tak nędzną i sła­bą, łącząc ją nieustannie z miłością anio­łów, świętych w niebie i dusz błogosławionych na ziemi, a przede wszystkiem z miłością Najśw. Panny i Pana naszego Jezusa Chrystusa: i stosownie do udzielo­nego nam prawa, tę miłość Zbawiciela naszego ofiarujesz Bogu, jako jedynie godną Jego niepojętej doskonałości.

II. 

„Kochać będziesz Pana“

Pana w całem słowa tego znaczeniu, któremu ten tytuł ze wszechmiar się należy; Pana, wobec którego wszyscy władzcy świata są marnym pyłkiem ziemi, przed którym korzyć się powinni w swojej nędzy i nicości, który dzierży w Swem ręku wszelkie władze i dostojeństwa i udziela je stworzeniom według Swej woli i upodobania w tym celu, aby ich używali w jego Imieniu i dla Jego wyłącznie chwały: On to jest tym Panem, tą Istotą najwyższą, doskonały Sam w sobie i tylko przez Siebie, nieskończenie dobry łaskawy i miłosierny!

Nędzne stworzenia, przed potęgą i ma­jestatem wszechmocnego Pana, powinniśmy drżeć raczej z przerażenia i trwogi On jednak rozkazuje: byśmy Go kochali, byśmy do Niego przemawiali z ufnością, z pewnym rodzajem serdecznej poufałości, równa się niemal z nami, i przez związek gorącego wzajemnego uczucia przypuszcza  nas do wszystkich praw Swoich, i wszystkie Swe bogactwa i skarby pragnie podzielić z nami w wieczności. On nas tak ukochał i tak pragnie dobra naszego, jakby ono było jedynym warunkiem Jego własnego szczęścia.

Zniża się ku nam, tysiącznych używa sposobów, aby w sercach naszych obudzić miłość ku Sobie, podnieść nas z nędzy i upadku i na wieki ze Sobą połączyć.

Cóż to za dobroć niezrównana!.. Jakaż to trudna do pojęcia dobrotliwość i łaska!..

Ukrywa przed nami Swój majestat, bo nie chce wzbudzać w nas trwogi służalczej i niewolniczej, ale wymaga byśmy lękali się grzechu dla Jego miłości, jak dobre dziecko, względem ukochanego ojca.

Uczucia naszej czci i uwielbienia są Mu stokroć milsze, gdy je nam serce a nie prawo dyktuje. On nas miłością Swoją uprzedził i domaga się tylko odwzajemnienia tego uczucia, którego nam tak liczne i niepojęte dawał i daje dowody, i to już jest z Jego strony nowym dowodem łaski i największego dobrodziejstwa, że tak wytrwale i cier­pliwie domaga się i szuka serc naszych.

Wszak ta miłość nasza najzupełniej w niczem do szczęścia Jego przyczynie się nie może : a my natomiast tracimy wszystko, gdy się oddalamy od Niego.

Kochać zatem będziesz Pana twego„,  bo wiele, bardzo wiele powodów zmusza cię do tej miłości;

w tem uczuciu widzieć  powinieneś, twój najpierwszy, najświętszy i najdroższy obowiązek i całe szczęście twoje, tak w tem życiu, jak i w wieczności; a czując najwyższą nagrodę i zapłatę w tem właśnie uczuciu gorącego przy­wiązania, będziesz mógł w raz ze świętym Bernardem powtórzyć: „Kocham bo kocham; kocham, w nadziei kochania!”

III.

„Kochać będziesz Pana i Boga Two­jego”.

Co to znaczy twego Boga?… Boga, który jest twojem dobrem , twojem jedynem i najwyższem dobrem . On cię stwo­rzył, abyś Go posiadać mógł; On się Sam tobie oddaje; On chce i wymaga aby był z tobą ściślej i niepodzielniej złączony, od wszystkich rzeczy tego świata.

Jeśli go kochasz, jakkolwiek potężny i niepoję­ty, całkowicie należy On do ciebie, i coraz ściślej i więcej należeć będzie, w miarę wzrastania twej miłości ku Niemu. Zasto­suj kiedykolwiek całą potęgę twojej wia­ry, nadziei i miłości do tego jednego tyl­ko słowa, „mój Boże!!„, które jest tak krótkie a w którem przecież mieści się wszystko.

Ach! Panie! Ty jesteś Bogiem moim z porządku natury; Tyś mnie stworzył, i jako dzieło rąk Twoich i teraz jeszcze utrzymujesz każdej chwili mego życia.  Twoja wszechpotężna wola, która mnie z nicości wyprowadziła, czuwa nieustan­nie nade mną, abym na powrót przez nędzę moją, w tę nicość nie zapadł. Z Twojej to szczodrobliwości jedynie, otrzymałem potrzebne mi do życia wszelkie dobra doczesne i nadal od Ciebie tylko spo­dziewać się mogę tego wszystkiego co uznasz, że mi jest do końca życia niezbędnem. Do pozyskania i utrzymania tych dóbr doczesnych, przyczyniłem się w prawdzie własną pracą, przemysłem talentami; cóżby jednak moja praca zna­czyła, gdyby mnie Twoja Opatrzność nie była wspierała?!

Lecz coż za znaczenie mieć mogą, choćby i największe skarby tego świata, w porównaniu z Tobą, o mój Boże, który jesteś ich Stwórcą i Panem, w tym celu jedynie, abyś mnie za ich pomocą zbliżył do Siebie. Świat ten zni­komy; wszelkie dobra jego wraz z nim przeminąć muszą; ale Ty trwać będziesz wiecznie, a jeżeli Ciebie, niewysłowione szczęście moje, uda mi się pozyskać, czyż mógłbym w takim razie za czemkolwiem przemijającem i nietrwałem tę­sknić? ja, nędzne stworzenie, marny pyłek ziemi, nie mam prawa powiedzieć: „Mój świat”; ale za to wolno mi każdej chwili z głębi serca zawołać: „Mój Bóg” i to uczucie, to przekonanie, czyni mnie sto­kroć bogatszym, niż gdyby tysiące światów, wraz z całą wszechpotężną naturą należały do mnie!

Prócz porządku natury, jesteś zarazem Bogiem moim z nieporównanie wyższych powodów, to jest z porządku łaski; a to dlatego, że ta łaska wywyższa mnie nad wszelkie pojęcie i wcale konieczną nie była do zwykłych warunków mego istnienia, a zawdzięczam ją jedynie bezgra­nicznej dobroci Twojej.
Przed upadkiem pierwszych rodziców, postawiłeś mnie najpierw w ich osobie w stanie tak doskonałym, o jakim myśl i wyobraźnia moja nie może nawet stworzyć sobie pojęcia; łaska to była nie­zmierna, ponieważ uniemożliwiała i odda­lała mnie od wszelkiego zła i wszelkich cierpień!
Gdy straciłem później tę łaskę przez grzech pierworodny, podniosłeś mnie niemal do doskonalszego jeszcze stanu, przyjmując w Osobie Swego jednorodzonego Syna, za dziecko Swoje. W sta­nie tym nie szczędzisz mi pomocy, ale nieustannie wspierasz i prowadzisz do ostatecznego celu.

Gdy obraziwszy Cie­bie, ze skruchą w sercu wyznaję mą winę i pragnę do Ciebie powrócić, wówczas przebaczasz mi zawsze; a nawet Sam pierwszy wzywasz mnie do powrotu, i otwierasz mi miłościwie Swe ojcowskie ramiona.
Ileż zatem słusznych i koniecznych skłania mnie do tego powodów, abym ukocha! Tego bez miary, który mnie wpierw, tak bezinteresownie ukochał! Tyś mnie stworzył, udarował łaskami i uko­chał w tym celu, abym odwzajemnił Ci miłość Twoją, powtarzając w uczuciu głębokiej wdzięczności:

„Kocham Cię, o mój Boże!”

Na koniec chcesz być Bogiem moim na wieki, w porządku chwały; i przeznaczy­łeś mnie do posiadania Ciebie w wiecz­ności. I to jest dziedzictwem, które wiernym dzieciom Swoim przyobiecać raczy­łeś. Przez niepojęty wysiłek wszechmocy i dobroci Twojej, rozum mój niedołężny i słaby tak usposobisz, że stanie się zdolnym wpatrywać się w Ciebie twarzą w twarz i podziwiać blask niezrównanego Twego majestatu; serce moje ciasnej i małej objętości, tak rozszerzysz, że obejmie i pomieści w sobie olbrzymie strumienie niebiańskich, czystych rozkoszy, których Boska Istota Twoja niewyczerpanem jest źródłem. Wtedy to z całą gorącością du­cha i bez niepewności i obawy będę mógł zawołać: „Jesteś Panem i Bogiem moim i będziesz Nim przez wieczność całą!”

Duszo moja, oto ten Bóg, który cię od wieków ukochał i pragnie kochać cię przez wieczność całą; teraz w tem krótkiem, ziemskiem życiu twojem, chce i wymaga, abyś Go kochała z własnej chęci i woli, za co, gdy Go po przyjściu do lepszego świata ujrzysz w całym Jego blasku i okazałości, nagrodzi cię tem wielkiem szczęściem, że już nie z nakazu, ale z koniecznej serca potrzeby, ukochasz tego Boga na wieki, i nie będziesz już w stanie innej pojąć miłości jak w Nim i przez Niego tylko!

Ileż słodyczy i piękna mieści w sobie to przykazanie miłości, które polega je­dynie na tem tylko abym Boga mego nade wszystko ukochał, za co czeka mnie nagroda w wieczności, nagroda polegają­ca na tej samej miłości, tylko w wyższem pojęciu i wyższem zrozumieniu.

Niepo­dobna zatem zaprzeczyć, że przykazanie to jest ze wszechmiar słuszne, sprawie­dliwe i zarazem oparte na niewypowiedzianem względem nas miłosierdziu Bożem; jednocześnie przyznać trzeba, że zobowiązaniem , które na nas wkłada, otwiera nam już w tem życiu drogę do tego niezrównanego szczęścia, które ma być naszym udziałem w wieczności.


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

1 komentarz dotyczący “Rozmyślania o miłości Bożej (6)- „Będziesz kochał Pana i Boga twego nade wszystko”(cz.1)

  1. Pingback: Rozmyślania o miłości Bożej (7)- „Będziesz kochał Pana i Boga twego nade wszystko”(cz.2) – Niewolnik Maryi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: