Wiersze

Do Najświętszej Panny Maryi. Litania – C. K. Norwid

Która ból każdy czułaś tem okropniej, Że, bez ucieczki krwią, ból suchy, cichy, Opodal krzyża skrzypiącego stopni – Ból, co, powiązań jak kwiatów kielichy Z gasnącem słońcem promieńmi! krwawemi, Brał Cię i prawie że podnosił z ziemi; Jakbyś już wnętrznej męki potęgami Stanęła wyżej śmierci - nad-cielesna! Pół-boska!... Matko, o! Matko Bolesna, Módl się za nami...

 

Duch ginie w Tobie, ja niemocen stoję,
Lecz jako szata bliska zewleczenia
Podnoszę z siebie, co wcale nie moje,
I zawięzuję u Twego promienia,
I spadające czuję na kolana
To ciało, dusza im bliżej u Pana…
Aż, zawleczone na dół, na dół gnie się,
A duch gołębiem wystrzela do góry,
Anioł go potem, mój Stróż Anioł niesie,
Przezroczystymi obejmując pióry —
Anioł mój dobry, co zawsze jest ze mną,
Choć mu godzina każda nieprzyjemną,
Choć, jak nieczuły mąż cnotliwą żonę,
Męczą go moje cielesne narowy;
Anioł milczący i patrzący w stronę,
Kiedy mię zamęt porywa światowy,
Anioł, co znika nawet przed spojrzeniem,
Żeby mi wolność zostawić żywota,
I żebym jego nie truł się cierpieniem…
O! mój przyjaciel, brat, o moja złota
Siostrzyczka — drużka moja bezimienna,
Duch, co każdemu dany współżywotnie
Przez dobroć MARYI, jak łaska codzienna,
Żeby tu całkiem nie było samotnie…
Bo Ojciec dawa chleb, a Matka bierze
Z orszaku swego którego Anioła,
I tym Aniołem naj zazdrośniej strzeże,
Aż do górnego wprowadzi kościoła…
Więc — z tym Aniołem, ponad szatą ciała,
Co na kolana zgięła się i padła,
Ja, duch, stanąłem, jak fontanna biała,
Odrywająca się z swego zwierciadła —
I nucę: Kyrie Elejson i Chryste
Elejson
… niby krople przezroczyste…
………………………………………………………….

Chryste, usłysz nas, głos daj, który może
Przeniknąć skoro, i stanąć u celu,
Chryste wysłuchaj — Ojcze z Nieba Boże,
Zmiłuj się — Synu nasz Odkupicielu,
Zmiłuj się — Duchu Święty — Trójco cała,
Zmiłuj się, zmiłuj… Chwała, chwała, chwała…

 

* * *

O! jakże życia-niemowlęctwo długie,
Gdzie udział Matki zerwany;
O! czemże uczuć-niemowlęctwo drugie
Bez dobrej rady siostrzanej…
Czem przepaść czasu bez Epoki działu,
Myśl, skończonemu niedostępna ciału,
Zegar bez godzin, co do serca biją,
Jakoby nucąc, nie jesteście sami,
Czem ja bez nie ja…? o Święta Maryjo,
Módl się za nami…

* * *

On, który jeden jest – taki szeroki,
Taki bezdenny naokoło człeka,
Taki straszliwy i tak wszystkooki,
Że, gdyby lekka przynajmniej powieka
Tę przesłoniła nam światłości przepaść,
Byłoby łacniej stać, podobniej nie paść,
Serdeczniej westchnąć, prosić mniej straszliwie:
Więc – aż rozrzewnił się Miłością Wielką,
I pośrednictwa cud między cudami
Stał się – o! Świata Boża Rodzicielko,
Módl się za nami…

* * *

Jako więc lilii panieństwo strzeliste
Podziwia potem Syn i błogosławi,
Że takie proste i ładne i czyste –
Tak pierwej Ojciec Swym Aniołem jawi

Błogosławieństwo panience ubogiej
I proroczemi nawiane skrzydłami
Uiszcza ziarno, aż czasów odłogi
Westchnęły kwiatem… Panno nad Pannami,
Módl się za nami…
* * *

 

Z królewskim prawem, bez miejsca w Ojczyźnie,
Syn Boży między zwierzęty się rodzi.
O! jakże rola uprawiona żyźnie
Pokorą… przeszłość właśnie z pola schodzi
I już obejma się popisem świata,
Jak gdy ma umrzeć Matrona bogata,
Co, licząc wszystkie swoje niewolniki,
Gdzie skarb, tam serce obumarłe chowa,
Najuroczystszej niepomna praktyki,
Niepomna Boga, co tuż za wrotami
Nie obrachowan!… Matko Chrystusowa,
Módl się za nami…

* * *

A przeszłość jadem upita grzechowym,
A przyszłość pusta, a pomiędzy niemi
Rozpacz by chyba przegonem jałowym
Jako Lewiatan obwiła kłęb ziemi.
I co by było? myśl się sama trwoży!…
Jam bez objawu, głucha noc bez-snami,
Śmierci pustkowie… Matko Łaski Bożej,
Módl się za nami…

* * *

Ale zbawiło czyste jedno łono,
Gdy Macierzyństwa objęło treść Bożą,
I owo ołtarz w jedności z zasłoną,
Z którego na świat łaski się rozmnożą,
Z którego nowy powstanie zadatek
Na jutro, wczoraj i na dziś, co mami!…
Na całą wieczność… O! Najczystsza z Matek,
Módl się za nami…

* * *

Cóż wdzięczniejszego jako wdzięczność Matki,
Nadobniejszego co od panieneczki,
Wyrumienionej ledwo jako kwiatki
Z dzieciństwa — alić w łono kolebeczki
Zazierającej z szczególnym zdziwieniem,
Czy prawda, że się Prawda urodziła
I że Stworzyciel stawa się stworzeniem?…
Cóż wdzięczniejszego? albo jaka siła
Szczycić się może tem wynalezieniem?
Albo gdzie Miłość czystsza i wznioślejsza
Między wszystkimi wszech-serc miłościami
Prócz tej Miłości?… Matko Najśliczniejsza,
Módl się za nami…

* * *

On tylko, jako Sam nie uczyniony,
Bez niewdzięczności kończy i zaczyna –
On tylko, jako sam niezadłużony
Czasowi, – tylko On, prawa nowina
Gdy człowieczeństwa zeszedł cichą drogą,
Jak do owczarni pasterz a nie złodziej,
Natura Jego nie witała z trwogą,
Kto wchodzi, wiedząc, i że mocen wchodzi:
W pokorze jeno pierwej się zrównała
Tak, że zniknęła osobistość ciała…

Więc Tobie, Matko, przyszło wydać Pana,

Tobie świętymi niańczyć ramionami
I Tobie pogrześć… O! Niepokalana,
Módl się za nami…

* * *

A która dziwnie, od rzeczy początku,
Już w zamyśleniu Jehowy poczęta,
Jak Miłosierdzia zaród w samym wątku,
Jak wielki okres, jak tęcza wygięta
Przez cało-przestrzeń… która potem, znowu
Jako naczynie-łaski jaśniejąca,
I teraz, wszego przyczyna odnowu,
Ilekroć w siebie się zapatrzym sami –

Wciąż wyglądana na sierpie miesiąca
Ku zagładzeniu pierworodnej zmazy –
Prze-dziwna Matko, przedziwna trzy razy,
Módl się za nami…
* * *

Modlitwom bliska przez swą osobistość
Niewieścią – bliska pobłażaniom prawie
Przez Macierzyństwo, i bliska przez czystość
Wszelkiej tęsknocie ludzkiej, wszelkiej sprawie
Udatna – niby dobra białogłowa,
Z góry, a jednak patrząjąca łzawie,
Można – a jednak w prostocie zupełnej
Przędąca wiele z barankowej wełny,
I bardzo cicha, a przeto niemniejsza,
Współ pracująca wszystkimi cnotami,
Kończąca wszystko… Matko Najmilejsza,
Módl się za nami…

***

Która odeszłaś od własnego Syna,
Kiedy już sprawę Ojcowa zaczyna,
I chociaż Matką Ciebie nie nazywa,
Odeszłaś czuła i nie mniej szczęśliwa!…
Lub – kiedy kończąc Syn Twój zdejma ciało,
I mówi Tobie (jak Bogu przystało):
„Niewiasto!…” O! Ty, najwybrańsza z wiela,
Błogosławiona między niewiastami,
Matko, a widzę, Matko Stworzyciela,
Módl się za nami…

* * *

Więc Ty pod krzyża stojąca boleścią
Między klątwami rzeszy krwią plugawej,
Z ofiarą w sercu wszechmocnie niewieścią,
Najogromniejszej Połowico sprawy:
Podejmująca wzrokiem czoło Syna,
Gdy się ku gąbce zatrutej nagina
Lub, przełamawszy moc nieprzyjaciela,
Spowiada w górę testament ustami –
Matko, a widzę, że Odkupiciela,
Módl się za nami…

* * *

Która ból każdy czułaś tem okropniej,
Że, bez ucieczki krwią, ból suchy, cichy,
Opodal krzyża skrzypiącego stopni –
Ból, co, powiązań jak kwiatów kielichy
Z gasnącem słońcem promieńmi! krwawemi,
Brał Cię i prawie że podnosił z ziemi;
Jakbyś już wnętrznej męki potęgami
Stanęła wyżej śmierci – nad-cielesna!
Pół-boska!… Matko, o! Matko Bolesna,
Módl się za nami…

* * *

W istocie Swojej, od pierwszego tchnienia,
Z udziałem Łaski najzupełniej zgodna,
Jako latorośl ze złotem promienia
Uprzędzająca się swymi włóknami;
Panno Chwalebna, Wierna i Czcigodna,
Módl się za nami…

* * *

Od rana prawdy stawszy się kołyską,
Gdy, męką Syna nad śmierć wyniesiona,
Wężowi głowę ty potarłaś śliską.
Współ-wszechmoc bierzesz tam, w niebo-niesiona,
I wciąż rozrzewniasz się nad planetami…
Można, Łaskawa i Błogosławiona,
Módl się za nami…

* * *

Przy-czyno źródła-czynów, Objawienia
I odpoczynku Samej Wszechmocności,
Ty, co istocie, nie mającej cienia,
Zwierciadłem stałaś się – Sprawiedliwości,
I odpromieniasz ją swymi gwiazdami,

Módl się za nami…

* * *

Z dokonań wszystkich najpełniejsze Twoje,
Owo istotnej Prawdy cało-lico,
Z którego jasne wciąż pryskają zdroje,
Odradzające wszech żywot wiosnami –
Wiosnami-cudu: Mądrości stolico!
Módl się za nami…

* * *

Temu, co w sobie się rozpacza dwoi,
Rozdziera końca nie mającą winą:
Krzyż, jako jedno ukojenie stoi
I woła: – „równaj co z tymi gwoździami!…”
O! Ty więc, pewnej Radości Przyczyno,
Módl się za nami…

* * *

Zrazu w pokorze ścieląca się sobą
Pod zawołaniem z góry niewymownym,
Ty – co nieledwie zniknęłaś osobą,
Ale Naczyniem stałaś się Duchownym,
Gdy nam z naszymi ciasno próżnościami,
Módl się za nami…

* * *

Więc Ty – co, żywą nosząc tajemnicę,
Ani już mogłaś zaprzątać się sobą,
Lecz jak kościoły nasze i kaplice
Na nowo własną niknęłaś osobą
We spodziewaniach o przyszłej godzinie
Czasu – co nie był, choć był nad czasami –
O! Ty – zaprawdę Poważne Naczynie,
Módl się za nami…

* * *

Duch każdy w Twoje prorokował łono,
Niby że chórem, co przez wieki płynie
W gwiazdami litą kopułę przestroną,
Rozścielającą się nad wszech-ludami –
O! Nabożeństwa Dziwnego Naczynie,
Módl się za nami…

* * *

Tchnień najwonniejszych, najczystszych zapałów,
Tobie się stała całość jedno-słowna,
I pąk i górny kwiat wszech-ideałów,
Promieniejący jasnymi zorzami
W koronie cierni: O! Różo Duchowna,
Módl się za nami…

* * *

Z najczystszej kości przez rody królewskie
Wybudowana w strop jak Babel nowa,
Żeby sojusze powrócić niebieskie
I zespołecznić padół z otchłaniami;
O wieżo biała – Wieżo Dawidowa,
Módl się za nami…

* * *

Więc Domie Złoty, więc Arko Przymierza,
Niebieska Bramo
, od której zawiasów
Czuwającego odjął Pan żołnierza
I wrócił dawnych uczestnictwo czasów,
Jako z pierwszymi bliski rodzicami…
Módl się za nami…

* * *

Pomiędzy nocy pierzchającym cieniem
A różowemi jutrzni przebłyskami,
Między literą prawa a sumieniem,
Między Zakonu-snem a Objawieniem,
Zaranna Gwiazdo, o! módl się za nami…

* * *

Stąd i cudowne Chorych Uzdrowienie,
Ucieczka Grzesznych, bo winią się sami –
Stąd Utrapionym zlane Pocieszenie
Przez nowy zakon czynów miłosiernych;
Stąd najdzielniejsze Wspomożenie Wiernych,
Módl się za nami…

* * *

Że Ten, co zstąpił do Swego podnóża
I z koron wybrał koronę cierniową,
W Tobie jednego miał Anioła Stróża,
Choć mógł zasłonić się ich tysiącami;
O! Prze-Anielska Aniołów-Królowo,
Módl się za nami…

* * *

Więc w Patriarchów jaśniejąca kole,
Przyświecająca Proroków chórowi,
I z Apostoły przy tym samym stole
Siedząca, gdzie się dziwili Mistrzowi –
– Więc współ-wydana na poszturch oprawców
Krwią spluskanymi trzciny i łokciami;
O! Męczenników Pani i Wyznawców,
Módl się za nami…

* * *

– Od lilii polnej do tych ze skrzydłami
Białymi w niebie jaśniejących gości,
Królowo wszelkiej tworów Dziewiczości,
Módl się za nami…

* * *

—- Od Patriarchów aż do Niewinności,
Co dziś z kolebek modli się rączkami,
Królowo Wszystkich Świętych i Świętości,
Módl się za nami…

– Kraju, co, jako Syna Twego szata,
Porozrywany na wiatrach ulata,
Ludu, co rodzi się z łez wyczerpnięciem –
Co rozpoczyna mękę nie-mowlęciem,
A kona wieki i skonać nie może:
„Czemuś opuścił mię (wołając) Boże!”
Ludu, co świata rozrządzał połową
I nie ma grobu ze swymi orłami…
O! Matko dobra Ty, Polska Królowo,
Módl się za nami…

– Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
Przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
Wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
Zmiłuj się nad nami, Panie.
Chryste – usłysz nas – Chryste, wysłuchaj nas –

Kyrie-elejson,
Chryste-ele j son,
Kyrie-elejson.
Amen.


Księdzu Aleksandrowi Jełowickiemu Zakonu Zmartwychwstania, w upominku wdzięczności Cyprian Norwid 1852, w kwietniu

0 komentarzy dotyczących “Do Najświętszej Panny Maryi. Litania – C. K. Norwid

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: