Nauka Katolicka

Św. Teresa od Jezusa o modlitwie myślnej

Ktokolwiek bierze życie na serio i pracuje szczerze nad własnym postępem wewnętrznym, wie, jak ważnym i wprost decydującym czynnikiem w życiu duchowym jest modlitwa myślna czyli, jak zwykle mówimy, rozmyślanie. Z drugiej zaś strony doświadczenie uczy, że właśnie modlitwa myślna sprawia początkującym na drodze życia wewnętrznego największe trudności. Można śmiało powiedzieć, że walkę o zdobycie prawdziwego życia wewnętrznego wygrał, kto przezwyciężył pierwsze trudności połączone z sumienną praktyką modlitwy myślnej.

Nie dziw więc, że ci, co poczynają ćwiczyć się w rozmyślaniu, oglądają się skwapliwie za przewodnikiem i doradcą, któryby ich wdrożył w sztukę modlitwy myślnej i pomógł przebyć szczęśliwie pierwsze szkopuły.

A gdzie znajdziemy doskonalsze w sprawach dotyczących modlitwy pouczenie jak u świętej Teresy z Avili (zm. 1582), niezrównanej mistrzyni życia duchownego? Nauki swej nie czerpała ona z książek, lecz z bogatego doświadczenia. W „Księdze zmiłowań Pańskich” (1) czyli w swej autobiografii opisuje Święta dokładnie, jak przez długie lata zaznawała wszelakich trudności i zniechęceń, jakie trapią początkujących, gdy chodzi o modlitwę myślną. Bardzo często przez kilka lat więcej byłam zajęta pragnieniem, by prędzej skończyła się godzina przeznaczona na rozmyślanie, i nadsłuchiwaniem, rychło zegar wybije, niż dobrymi i pobożnymi myślami; i nieraz ochotnie byłabym podjęła nie wiem jak surową pokutę, którą by mi naznaczono, niż to, że miałam się skupić w duchu dla odprawienia modlitwy wewnętrznej. Rzecz pewna, że taka była niepowstrzymana siła, z jaką diabeł, czy też zła natura moja odciągały mię od rozmyślania, i taka mną ciężkość owładała w chwili przestąpienia progów kaplicy, że potrzeba mi było wezwać na pomoc wszystką odwagę moją, którą powiadają, że mam nie małą, i Bóg mi ją dał dużo większą nad zwykłą siłę kobiecą, jak się w różnych zdarzeniach okazało, tylko że na złe jej użyłam, nim zdołałam przezwyciężyć siebie, aż w końcu i Pan przychodził mi w pomoc. Lecz taką przebywszy walkę i taki sobie gwałt zadawszy, większego potem doznawałam pokoju i pociech, niż w innych rzadkich zdarzeniach, kiedy mię własna skłonność pociągała do modlitwy. Jeśli więc takie nędzne stworzenie, jakim ja jestem, Pan tak długo znosił, i jak się okazało widocznie, wszystkie rany duszy mojej za pomocą rozmyślania uleczył, któż jeszcze, jakkolwiekby był grzesznym, może mieć słuszny powód do obawy? (str. 58 n.).

Zważmy teraz na mądre rady, jakie św. Teresa w przytoczonym dziele początkującym daje. Nasamprzód wyjaśnia ona, co to jest modlitwa myślna czyli rozmyślanie.

Modlitwa myślna nie jest to, zdaniem moim, nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, który nas miłuje (str. 57).

Następnie podaje prosty a zarazem doskonały sposób, jak odbywać modlitwę myślną.

Takiego trzymałam się sposobu modlitwy: starałam się przedstawić sobie Chrystusa w duszy mojej, i najlepiej, zdaje mi się, z tym mi się powodziło w rozważaniu tych tajemnic, w których Go oglądałam więcej samego. Zdawało mi się, że będąc samotny i strapiony, i jakoby pomocy potrzebujący, łatwiej mię powinien przypuścić do siebie. Takich dziecinnych myśli miewałam wiele; szczególnie też bardzo się lubowałam w rozważaniu modlitwy Jego w Ogrójcu i rada Mu w niej towarzyszyłam. Rozmyślałam o pocie i smutku onym, który tam ucierpiał; rada bym, gdybym mogła, otarła Mu on pot tak bolesny; nigdy jednak, pamiętam, nie śmiałam się na to odważyć, bo stało mi w oczach tyle tak ciężkich grzechów moich. Tak pozostawałam tam z konającym Zbawicielem jak mogłam najdłużej, o ile pozwalały na to obce myśli moje i roztargnienia, bo zawsze miewałam ich wiele, na udręczenie moje. Przez wiele lat, każdej niemal nocy, przed zaśnięciem, polecając Bogu duszę moją na spoczynek nocny, zawsze zastanawiałam się chwilę nad tą tajemnicą modlitwy w Ogrójcu; czyniłam to jeszcze zanim zostałam zakonnicą, bo mi powiedziano, że do tego rozmyślania przywiązane są liczne odpusty; sądzę, że wielką z tego korzyść odniosłam, zaczynając tym sposobem odbywać modlitwę wewnętrzną, nim jeszcze dowiedziałam się, na czym się ta modlitwa zasadza. Dzięki długoletniemu nawyknieniu, tak mi ta pobożna praktyka weszła w zwyczaj, że nigdy, jak przeżegnania się przed zaśnięciem, jej nie opuściłam (str. 63).

Cóż prostszego i łatwiejszego? Kto ośmieli się twierdzić, że nie potrafi pójść za radą Świętej?

Oto jeszcze garść praktycznych wskazówek dotyczących modlitwy myślnej.

Dusza „może stawiać się w obecności Chrystusa, jakby Go widziała na oczy, i przyuczyć się powoli do coraz gorętszego rozmiłowania się w świętym człowieczeństwie Jego; może trzymać się ustawicznie towarzystwa Jego, z Nim rozmawiać, prosić Go o pomoc w potrzebach swoich, skarżyć się Jemu w utrapieniach swoich i cieszyć się z Nim w pocieszeniach swoich, by snadź dla tych pociech o Nim nie zapominała. A w tych swoich z Nim rozmowach niech się nie sadzi na sztucznie ułożone modlitwy, ale w prostych słowach niech Mu mówi co czuje, czego pragnie, co potrzebuje. Jest to doskonały sposób, by w krótkim czasie wielkie czynić postępy, i kto usilnie się stara o to, aby zawsze pozostawał w tym najdroższym towarzystwie, korzystał z niego, ile zdoła, i naprawdę umiłował tego Pana, któremu tyle zawdzięczamy, zdaniem moim daleko już postąpił.

Przy tym, jak już mówiłam, nie potrzeba zgoła frasować się o brak uczuć pobożnych, ale raczej należy dziękować Panu, iż utrzymuje w nas święte pragnienie podobania się Jemu, jakkolwiek uczynki nasze słabo temu pragnieniu odpowiadają. Ten sposób przebywania stale w obecności i w towarzystwie Chrystusa Pana pożyteczny jest w każdym stanie i stopniu modlitwy wewnętrznej; jest środkiem niezawodnym do postępu dla tych, którzy zostają na stopniu pierwszym, łatwe otwiera przejście na drugi stopień modlitwy, a na stopniach wyższych bezpieczną daje obronę od grożących tam poduszczeń i ułud szatańskich (str. 85 n.).

Przypuśćmy, że mamy rozważać jedną z tajemnic Męki Pańskiej, na przykład biczowanie; wówczas niechaj zgłębi przyczyny, dla których Boski Jego Majestat wycierpiał tak niewypowiedziane boleści i męki w onym opuszczeniu swoim, oraz inne szczegóły, które umysł, jeśli jest rozwinięty i myślący, z łatwością z tej tajemnicy wyprowadzić może. Oto sposób modlitwy wewnętrznej, od którego wszyscy, uczeni i nieuczeni, zaczynać i którego trzymać się powinni aż do końca; jest to droga doskonała i wielce bezpieczna, dopóki Panu nie spodoba się podnieść kogo do wyższych stanów nadprzyrodzonych. Wszyscy, mówię, mają trzymać się tego sposobu rozmyślania, lubo przedmiot rozmyślania dla różnych może być różny. Jest wiele dusz, którym rozmyślanie nad innymi tajemnicami więcej pożytku przynosi, niż rozważanie męki Pańskiej; bo jako w niebie mieszkań jest wiele, tak też wiele jest dróg do niego wiodących. Niektórzy skutecznie pobudzają się do postępu w doskonałości, przedstawiając sobie jakoby byli już w piekle; inni, których myśl o piekle zbytnio przeraża, z większym pożytkiem przenoszą się myślą do nieba; innym znowu łatwiej przychodzi rozmyślać o śmierci; inni jeszcze tak czułego są serca, że wytrzymać nie zdołają ciągłego rozpamiętywania Męki Pańskiej; za to radują się i postępy czynią w cnocie, rozważając potęgę i wielmożność Boga w stworzeniach lub miłość Jego, objawiającą się we wszystkich dziełach Bożych; jest to także dziwnie słodki i pożyteczny sposób modlitwy, byleby przy nim nie zaniedbywać częstego zwrotu do żywota i męki Zbawiciela, tego żywego źródła, z którego wypłynęło i wciąż wypływa dla nas wszystko dobro (str. 97).

Święta zwraca szczególną uwagę na to, że modlitwa myślna nie polega tyle na rozumowaniu, czyli na natężonej pracy rozumu, ile na miłowaniu Boga. „Zwracając się do tych, którzy rozumują, radzę im, niechaj na tę pracę rozumu nie poświęcają wyłącznie całego czasu modlitwy. Sposób ten rozmyślania ma bezwątpienia wielką swoją zasługę; lecz oni znajdując w nim upodobanie, nie chcieliby nigdy od tej pracy świętować, ani ją przerwać. Każda chwila, w której dadzą odpocząć rozumowi, zdaje im się czasem straconym. Ja przeciwnie sądzę, że taka strata wielkim jest zyskiem. Niech raczej, jak mówiłam, stawią się w obecności Chrystusa Pana i bez natężenia rozumu cieszą się Nim i z Nim rozmawiają, nie siląc się na rozumowania i dowodzenia; niech raczej przedstawią Mu potrzeby swoje i z pokorą uznają dobroć Jego, iż raczy nas cierpieć w obecności swojej, kiedy miałby tyle powodów do odrzucenia nas od siebie. Przedmioty tych duchownych z Panem rozmów niech będą rozmaite, dziś taki, jutro inny, aby dusza nie sprzykrzyła sobie, pożywając wciąż jednej potrawy. Są to potrawy bardzo wyborne i pożywne; skoro smak się przyzwyczai do nich, przynoszą one wielkie posilenie na żywot duszy i niezliczone korzyści” (str. 96).

Wreszcie Święta przestrzega, własnym pouczona doświadczeniem, że na drodze modlitwy myślnej spotykamy, zwłaszcza na początku, wielkie trudności, które należy mężnie przezwyciężyć. „Wielkie i niezliczone są trudności, jakie czart stawia początkującemu, aby nie wstąpił na tę drogę modlitwy wewnętrznej; gdyż wie dobrze nieprzyjaciel zbawienia, jaką z tego szkodę odniesie, a iż nie tylko tę jedną duszę utraci, ale wiele innych przez nią. Kto bowiem od początku swego życia duchownego usiłuje przy łasce Bożej wstąpić aż na szczyt doskonałości, ten, sądzę, nigdy nie wnijdzie do nieba sam; zawsze przykładem i wpływem swoim pociągnie za sobą wielu; Bóg, jako dzielnemu wodzowi, dodaje mu towarzyszów, aby z nim i za nim szli. Dlatego więc, jak mówię, diabeł takie poczynającemu kładzie w drogę trudności i niebezpieczeństwa, iż niemałej potrzeba odwagi, aby się nie cofnąć wstecz, a daleko bardziej jeszcze, wielkiej łaski od Boga” (str. 76).

Wspomnianej zaś łaski, zapewnia Święta, Bóg nie odmówi, tym, co trwając w pokorze i ufności zdobędą się na świętą odwagę. „Potrzeba tu wielkiej ufności; mamy polegać na Bogu i wierzyć, że czyniąc to, co jest w naszej mocy, choć nie zaraz, ale powoli, możemy przy łasce Bożej dojść do takiej doskonałości, jaką osiągnęło wielu świętych…”. „Bóg chce, byśmy mieli serce odważne; On dusze mężne miłuje, jeśli tylko chodzą przed Nim w pokorze, w niczym nie polegając na samych sobie. Nie widziałam też nigdy takiej duszy wspaniałomyślnej, żeby pozostawała w tyle na tej drodze, jak również nie widziałam duszy bojaźliwej, jakkolwiekby małoduszność swoją pokrywała mianem pokory, by i po wielu latach tak daleko postąpiła, jak tamte w krótkim czasie postępują. Jest to rzecz zdumiewająca, jak wiele znaczy na tej drodze odwaga, zdobywająca się ochotnie na wielkie rzeczy; i chociaż rychło takiej duszy sił zabraknie do dłuższego lotu i jak młoda ptaszyna, której jeszcze skrzydła nie urosły, musi znużona zatrzymać się i odpocząć, wszakże już tym krótkim wzlotem swoim daleką przestrzeń zmierzyła (str. 90).

Niech ta prosta i tak prawdziwa i praktyczna nauka świętej Teresy zachęci nas do tego, byśmy z nowym zapałem oddawali się modlitwie myślnej.


Ks. Dr Aleksander Żychliński.Szkoła Chrystusowa„, rok 1930, tom 1, str. 125-132. Przypisy: (1) Pisma świętej Teresy, z hiszpańskiego przełożył ks. biskup Henryk Kossowski, tom I, Warszawa 1898

[Oprac. A.S]

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s