Korzenie zła. Słowo, które decyduje o wszystkim.


Słowo było pierwsze. Słowo będzie ostatnie. I to słowo, a nie czyn, jest pierwsze, bo poprzedza każde działanie.

Słowo rodzi wszystko. Nie musi być wypowiedziane głośno. Może pojawić się jedynie w naszych myślach. I to ono decyduje o wszystkim.

Pan nasz Jezus Chrystus powiedział: „Tak, tak; nie, nie”.

Te dwa słowa są początkiem i końcem. Każda decyzja, każde działanie jest z nimi związane.

To, czy powiesz „tak” kłamstwu, czy prawdzie, czy powiesz „nie” jednemu lub drugiemu, rodzi wszystkie twoje późniejsze działania.

To słowo decyduje o twoim życiu, o twoim zbawieniu, o wszystkim.

Nic, absolutnie nic nie zacznie się w naszym życiu i nic się w nim nie skończy, jeżeli wcześniej nie padnie jedno z tych dwóch słów.

Nawet jeśli zostanie wypowiedziane jedynie w ciszy naszych myśli.

Ile decyzji podejmujemy w ciągu całego życia? Każda z nich musi się czymś zakończyć. Każda podjęta przez nas decyzja sprowadza się ostatecznie do dwóch słów: „tak” albo „nie”. Albo na coś się zgadzamy, albo coś odrzucamy.

Są to przede wszystkim decyzje duchowe. To one rodzą działania, które podejmujemy później.

I nie ma znaczenia, czy chodzi o to, co ugotujemy dzisiaj na obiad, czy kupimy jedną rzecz, czy drugą, czy też o sprawy moralne, o uznanie czegoś za dobre lub złe. Zawsze musimy podjąć decyzję, ponieważ bez niej nie podejmiemy żadnego działania.

Słowo rodzi działanie.

Słowo może być jedynie myślą, niewypowiedzianą na głos, ale to właśnie ono prowadzi do czynu. Ono wyznacza kierunek, w którym pójdziesz.

Bóg dał nam wolną wolę po to, abyśmy mogli odpowiadać „tak” lub „nie” wobec sytuacji, przed którymi stawia nas życie.

Idziesz ulicą i widzisz, że ktoś znęca się nad drugim człowiekiem, krzyczy na niego albo go bije. Stajesz przed wyborem: pomóc czy nie pomóc? Powiedzieć „tak” czy „nie”?

I właśnie takie pojedyncze, czasem pozornie niewielkie decyzje kształtują całe nasze życie. Decydują o wszystkim.

Jeżeli nie podejmujesz decyzji, trwasz w zawieszeniu.

A wszystko, co pomiędzy, pochodzi od diabła.

Bo czym jest takie zawieszenie? Jest brakiem działania. Tkwieniem w pustce.

Nie mówisz „nie” złu, ale nie mówisz również „tak” dobru. Pozostajesz pomiędzy nimi, jakbyś znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

Istnieje powiedzenie, że lepsze jest nawet złe działanie niż całkowity brak działania.

Dlaczego?

Ponieważ jeżeli podejmiesz jakąś decyzję, powiesz czemuś „tak”, nawet jeżeli okaże się to błędem, możesz się o tym przekonać. Zobaczysz skutki swojego działania, być może złe, ale będziesz mógł je ocenić i skorygować.

Możesz powiedzieć: „Tak, popełniłem błąd”.

Możesz zawrócić. Możesz zmienić swoją decyzję.

Ale jeżeli nie wypowiesz żadnego słowa, nie podejmiesz żadnej decyzji, a więc nie podejmiesz również działania, pozostaniesz w pustce.

Będziesz tkwił pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy prawdą a fałszem.

I właśnie do tego dąży dzisiejszy świat.

Abyś tkwił w tym zawieszeniu. Abyś nie potrafił powiedzieć stanowczego „tak” prawdzie i równie stanowczego „nie” kłamstwu.

Abyś nigdy nie dokonał jednoznacznego wyboru.

Twoje „nie” wobec kłamstwa czy zła nie musi oznaczać od razu walki fizycznej ani widocznego sprzeciwu. Może być jedynie duchowym sprzeciwem, który jednak rodzi konkretne działania.

Brak akceptacji dla kłamstwa może sprawić, że przestaniesz czytać i oglądać media, które kłamią, próbując zmienić w twojej głowie obraz świata. Świata, który nas nienawidzi, ale którego prawdziwe oblicze próbują ukryć pod pięknymi, kolorowymi kłamstwami.

Nie podejmujesz decyzji i stajesz się jedynie biernym obserwatorem. Zamiast reagować, wyciągasz telefon, nagrywasz i udostępniasz nagranie w mediach społecznościowych.

To nie jest roztropność. To akceptacja zła, które gromadzi się wokół ciebie i niczym szambo zalewa twój umysł.

Nie myślisz już samodzielnie. Twoimi decyzjami steruje liczba polubień i wyświetleń.

A twoje dzieci patrzą i robią dokładnie to samo. Uczą się od ciebie obojętności, bierności i traktowania drugiego człowieka jak przedmiotu.

Nie dziw się więc, że później również ciebie traktują przedmiotowo.

Musisz pamiętać, że jeżeli nie podejmiesz decyzji, jeżeli nie wypowiesz słowa, nie powiesz „tak” prawdzie i „nie” kłamstwu, staniesz się jedynie biernym przedmiotem, pionkiem w cudzej grze.

Ale to jeszcze nie jest najgorsze.

Najgorsze jest to, że twoje dzieci pójdą o krok dalej.

Ty zatrzymałeś się pomiędzy dobrem a złem, ale one pójdą już w stronę zła.

Tak jest zawsze. Tak po prostu jest.

Oczywiście możesz zarzucić mi, że kłamię, ponieważ nie zawsze tak jest.

Tak, to prawda.

Bóg działa tak, jak chce, a więc może sprawić, że twoje dziecko będzie myślało inaczej niż ty. Będzie mówiło „tak” prawdzie i „nie” kłamstwu.

Ale liczyć na to jest trudno. Bardzo trudno.

Zresztą ty, tkwiąc w pustce niewiedzy, nawet nie bierzesz takiej możliwości pod uwagę. Odrzucasz wszystko, co dobre. A może odrzucasz również wszystko, co złe?

Po prostu jesteś nikim. Tkwisz gdzieś pomiędzy.

Nie masz żadnej kotwicy.

Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że taką kotwicą może być zwykły krzyż zawieszony w domu. Może jeden, a może po jednym w każdym pomieszczeniu.

Nie dlatego, że ktoś ci nakazuje go powiesić, ale dlatego, że sam uważasz, iż powinien tam być.

Ktoś może mi zarzucić, szczególnie protestanci, że jest to oddawanie czci przedmiotom, a nie Bogu.

Nie. To nie tak.

Twój umysł nieustannie dostrzega ten krzyż, nawet jeżeli wydaje ci się, że w ogóle nie zwracasz na niego uwagi. Wisi gdzieś wysoko, pod powałą, i być może przez całe tygodnie nawet na niego nie spojrzysz.

Ale on tam jest.

I kiedy przyjdą ciężkie chwile, kiedy zabraknie ci sił, zwrócisz wzrok właśnie ku temu krzyżowi. Nie ku jakiejś błyszczącej figurce, nie ku mediom, ale ku krzyżowi wiszącemu pod powałą.

Tam będziesz szukał pomocy. Tam znajdziesz wytchnienie. Tam będziesz szukał odpowiedzi na pytania, które cię dręczą.

Bo ten krzyż przypomni ci, kim jesteś. A może przede wszystkim, kim powinieneś być.

I właśnie dlatego jest tak ważny.

Nawet jeżeli pogrążasz się w pustce niewiary, w kłamstwie, w najgorszym moralnym brudzie, dopóki masz przed oczami ten znak, masz jeszcze kotwicę.

Coś, co przypomina ci o Bogu, nawet wtedy, gdy sam nie chcesz o Nim pamiętać.

Krzyż cię przytrzyma, abyś ostatecznie nie rozbił się o skały.

Twoje „tak” dla prawdy i „nie” dla kłamstwa musi być konsekwentne. Musi prowadzić do niszczenia zła, a nie tylko jego przycinania.

Zło trzeba wyrywać z korzeniami.

Chwasty zawsze wyrywa się z korzeniami, ponieważ inaczej odrosną.

Dlatego musisz być konsekwentny.

Jeżeli na przykład mówisz „nie” działaniom poszczególnych osób, musisz również powiedzieć „nie” całemu systemowi, który je stworzył, ukształtował i wspiera. Nie możesz ograniczać swojego sprzeciwu wyłącznie do jednej osoby.

Jeżeli jakiś agresor postępuje źle, a za jego działaniami stoi określona ideologia lub państwo, które je popiera, musisz sprzeciwić się nie tylko samemu agresorowi, ale również temu, co stoi za jego postępowaniem.

Musisz wyrwać chwast z korzeniami.

Oczywiście twoja reakcja na działanie jednej osoby ma znaczenie. Ale jeżeli na tym poprzestaniesz, jeżeli nie spróbujesz dostrzec źródła zła, twój sprzeciw pozostanie jedynie pustym krzykiem, który niewiele zmieni w otaczającym cię świecie.

Podobnie jest z Kościołem.

Co z tego, że powiesz, iż ten czy inny ksiądz, ten czy inny proboszcz powiedział coś niewłaściwego albo źle postąpił?

Jeżeli nie poszukasz korzeni tego zła, jeżeli nie dostrzeżesz, że pewne problemy narastały przez lata, dziesiątki lat, a może jeszcze dłużej, to nie zrozumiesz ich prawdziwej przyczyny-modernizmu.

Jeżeli nie odrzucisz całej ideologii, która za nimi stoi, nie mówisz „nie” złu jako takiemu. Sprzeciwiasz się jedynie pojedynczemu przypadkowi, pomijając całą resztę, często znacznie ważniejszą.

Dobrym przykładem jest dzisiejsza sytuacja na świecie.

Jeżeli mówisz „nie” przemocy ze strony Ukraińców i potępiasz określone zachowania, musisz również powiedzieć „nie” ideologii, jeżeli to ona stoi za tymi działaniami i znajduje poparcie w ich macierzystym państwie.

Ale powiedzenie „nie” ideologii banderowskiej nie oznacza automatycznie powiedzenia „tak” ideologii komunistycznej, globalistycznej czy jakiejkolwiek innej ideologii związanej z Rosją.

Nie.

Tam również musisz powiedzieć „nie”, jeżeli dostrzegasz zło.

Każdemu złu musisz powiedzieć „nie”.

Sprzeciw wobec jednej strony nie oznacza poparcia dla drugiej.

To, że jedna strona postępuje źle, nie oznacza przecież, że druga postępuje dobrze.

Bardzo często obie strony mogą postępować źle i musisz umieć to dostrzec.

Podobnie jest w polskiej polityce.

Jeżeli uznajesz, że premier postępuje źle, nie oznacza to automatycznie, że poprzedni postępował dobrze. Nie oznacza również, że jakieś konfederacje czy jakiekolwiek inne ugrupowanie jest dobre.

Jedno nie wynika z drugiego.

Wiem, że współczesny system sprowadził wszystko do konieczności opowiedzenia się po jednej ze stron. Zna bowiem mechanizmy rządzące ludzkim myśleniem i podejmowaniem decyzji.

Wie, że człowiek chce dokonać wyboru.

Dlatego tak głęboko wbito ludziom do głowy przekonanie, że jeżeli mówią „nie” jednej stronie, muszą automatycznie powiedzieć „tak” drugiej.

Ale to nieprawda.

Zło trzeba wyrywać z korzeniami.

Musisz mówić „nie” każdemu złu, nawet jeżeli przedstawia ci się je jako coś dobrego.

Nie chodzi o wybieranie mniejszego zła czy większego dobra. Chodzi o świadome powiedzenie „tak” prawdzie i „nie” kłamstwu.

Każda decyzja powinna wynikać z racjonalnych przesłanek, a nie z obrazu rzeczywistości wykreowanego przez media.

To one próbują wmówić ci, że jeżeli sprzeciwiasz się działaniom Ukraińców, automatycznie popierasz Rosję.

Że jeżeli mówisz „nie” kolorowej, tęczowej rewolucji, to tym samym mówisz „tak” ideologii faszystowskiej.

To kłamstwo.

Kłamstwo, które nieustannie próbuje się wtłoczyć do twojej głowy.

Przyjmujesz cudze słowa, a te słowa zaczynają kształtować twoje decyzje.

I właśnie w ten sposób pozwalasz, aby ktoś inny decydował za ciebie.

A przecież nie powinieneś bezkrytycznie przyjmować słów, które są kłamstwem.

Powinieneś myśleć samodzielnie.

Bo myślenie naprawdę nie boli.

Dzieci nie ponoszą automatycznie odpowiedzialności za czyny swoich ojców, dziadków czy wcześniejszych pokoleń.

Ale jeżeli zło, którego dopuścili się ich przodkowie, wynikało z określonej ideologii, a kolejne pokolenia nadal tę ideologię popierają, to również ponoszą odpowiedzialność. Nie za same czyny przodków, lecz za własne wybory.

Jeżeli banderowcy wymordowali w bestialski sposób ogromną liczbę Polaków, a dzisiaj potomkowie tamtych pokoleń nadal popierają tę ideologię i oddają cześć dawnym zbrodniarzom, to ponoszą odpowiedzialność za jej podtrzymywanie.

Podobnie jest z komunistyczną Rosją.

Jeżeli komuniści i bolszewicy wymordowali miliony ludzi, to przecież dzisiejsi Rosjanie nie powinni odpowiadać za czyny swoich dziadków czy ojców.

Nie powinni.

Ale jeżeli dzisiaj popierają działania współczesnej Rosji, która odwołuje się do historii i pamięci Armii Czerwonej, której żołnierze mordowali, gwałcili i zabijali, jeżeli gloryfikują bolszewicką przeszłość, to również ponoszą odpowiedzialność za własną postawę.

I tutaj pojawia się ciekawe pytanie.

Dlaczego współczesna Rosja tak chętnie odwołuje się do tradycji sowieckiej, zamiast powrócić do tradycji carskiej?

Oczywiście carat również miał swoje zbrodnie i ciemne strony. Ale dlaczego właśnie bolszewicka przeszłość zajmuje tak ważne miejsce w rosyjskiej pamięci państwowej?

To ma znaczenie. To o czymś świadczy.

Podobnie jest z banderowcami, komunistami i bolszewikami.

A teraz spójrzmy na Niemcy.

Wyobraźcie sobie, że współczesne Niemcy zaczynają gloryfikować swoje nazistowskie korzenie, czcić dawnych nazistowskich przywódców i przedstawiać ich jako bohaterów narodowych.

Jaki krzyk podniósłby się na całym świecie!

I słusznie.

Nikt nie powinien tego tolerować.

Dlaczego więc gloryfikowanie banderowców czy bolszewików nie zawsze spotyka się z równie stanowczym sprzeciwem? Dlaczego jedne ideologie są bezwzględnie potępiane, podczas gdy inne bywają usprawiedliwiane, przemilczane, a nawet wspierane?

Gdzie jest prawda?

Wy wiecie, gdzie jest prawda.

Każdy Polak powinien to wiedzieć.

Powinniśmy umieć powiedzieć „nie” każdej ideologii, która usprawiedliwia zło.

Gdybyśmy potrafili konsekwentnie odrzucać wszystkie złe ideologie, które pojawiały się w historii naszych sąsiadów i naszego własnego kraju, być może dzisiaj znajdowalibyśmy się w zupełnie innym miejscu.

Bylibyśmy innymi ludźmi.

Modernizm  — jedna sprawa.

Banderyzm — druga.

Bolszewizm — trzecia.

Nazizm — czwarta.

Wszystkie te sprawy, choć różne pod względem charakteru i historii, wciąż pojawiają się w naszych dyskusjach, sporach i ocenach współczesnego świata.

A wy nawet nie zwróciliście uwagi na pewną rzecz.

Jak nazywają się ludzie pełniący ważne funkcje w Unii Europejskiej, w Brukseli?

Komisarze.

A jak nazywano ludzi sprawujących władzę w bolszewickim państwie?

Również komisarzami.

Czy zastanawiamy się nad znaczeniem słów, którymi posługujemy się każdego dnia?

Czy my w ogóle myślimy?

Czy jeszcze potrafimy myśleć samodzielnie?

Czy potrafimy powiedzieć stanowcze „nie”?

Czy może już utraciliśmy tę zdolność?

Czy naprawdę chcemy skazać siebie, a przede wszystkim nasze dzieci, na zagładę?

I nie chodzi mi tutaj o Apokalipsę.

Apokalipsa to jedna rzecz.

Samobójstwo to zupełnie inna.

A to, co dzisiaj robimy, przypomina właśnie samobójstwo.

Samobójstwo, którego dokonujemy powoli, świadomie lub nieświadomie, każdego dnia, kiedy rezygnujemy z myślenia, z podejmowania decyzji i z wypowiadania prostego słowa:

Nie.

Arkadiusz Niewolski


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Skomentuj