Abp Carlo Maria Vigano: Synodalność i wyczekujące przyglądanie się –  Sobór Watykański II „bezpieczny i skuteczny”


Tytuł tego wystąpienia jest nawiązaniem do protokołu zatytułowanego „Paracetamol i wyczekujące przyglądanie się”, który władze włoskie narzuciły wszystkim osobom, u których stwierdzono pozytywny wynik testu na Covid w czasie psychopandemii. Rząd nakazał szpitalom i lekarzom nie leczyć przypadków zapalenia płuc, ograniczając się do podawania paracetamolu i czekania, aż stan pacjentów się pogorszy; następnie byli oni przyjmowani na oddziały intensywnej terapii, usypiani i zabijani za pomocą wymuszonej wentylacji.

Tytuł „Synodalność i wyczekujące przyglądanie się” rysuje zatem paralelę między sposobem, w jaki władze cywilne zmaksymalizowały szkody wyrządzone przez farsę psychopandemii, a sposobem, w jaki władze kościelne zarządzają kryzysem posoborowym.

Trudno uwierzyć, że skreślenie kwestii liturgicznej z dyskusji pierwszego Nadzwyczajnego Konsystorza zwołanego przez Leona oraz dwie maszynopisowe strony wydane przez kardynała Roche’a nie mają ze sobą żadnego związku. Rzeczywiście, można się zastanawiać, czy to nie sam Leon przekazał za pośrednictwem Roche’a linię, którą zamierza podążać. Z tego możemy przypuszczać, że ograniczanie osądu jedynie do Prefekta ds. Kultu Bożego jest redukcyjne, a zarazem mylące; oraz że Prevost uważa Konsystorz za swego rodzaju przedłużenie Synodu Biskupów, na którym decyzje już podjęte gdzie indziej są narzucane poprzez „drogę synodalną”, tak aby wyglądały na owoc otwartego i szczerego „dialogu”. Narzucana linia jest więc bardzo jasna: „Nie ma powrotu” – nawet jeśli oznacza to dalszy marsz ku przepaści.

Prawie żadnemu z biskupów nigdy nie przyszło do głowy, że katastrofa, której jesteśmy świadkami od sześćdziesięciu lat, mogła zostać zamierzona i zorganizowana przez niewiernych duchownych, których wyniesiono na najwyższe szczeble katolickiej hierarchii właśnie dlatego, że byli skorumpowani i podatni na szantaż, a zatem mogli zostać użyci do wprowadzenia rewolucji Soboru Watykańskiego II w łono Kościoła.


Znajduje to swój odpowiednik w tym, co widzieliśmy w środowisku medycznym podczas psychopandemii, gdy dobrzy lekarze zostali przyćmieni przez niekompetentnych uzurpatorów, całkowicie podporządkowanych firmom farmaceutycznym i interesom tych, którzy dawali im widoczność, pieniądze i władzę w zamian. Zarówno dobrzy duchowni, jak i sumienni lekarze zostali wykluczeni, zdyskredytowani i pozbawieni prawa wykonywania zawodu za to, że chcieli nadal czynić to, czego wcześniej nauczyła ich władza, która była rzeczywiście czujna i nie została sprzedana.

Według cheerleaderów rewolucji soborowej, załamanie się powołań kapłańskich i zakonnych, porzucenie przez wiernych uczestnictwa we Mszy i Sakramentach, całkowita ignorancja doktryny chrześcijańskiej oraz postępująca utrata społecznego znaczenia katolików nie są rzekomo logicznym i koniecznym skutkiem zamętu błędów doktrynalnych, moralnych, liturgicznych i dyscyplinarnych wprowadzonych przez reformy soborowe, lecz jedynie wielkim nieszczęśliwym i przypadkowym zbiegiem okoliczności – tak jak śmierć zaszczepionych po wstrzyknięciu im eksperymentalnego serum, którego skutków ubocznych nie wolno było ujawniać. Jeśli nie widzieliśmy jeszcze pozytywnych owoców Soboru – słynnej „soborowej wiosny”, którą zapewniano, że zobaczymy – a obecna katastrofa kościelna jest niezaprzeczalna, to mówi się nam, że dzieje się tak dlatego, iż Sobór Watykański II nie został jeszcze zastosowany tak, jak należało: tak mówił Bergoglio i tak powtarza dziś Prevost. Tak więc, wobec pogarszania się już dramatycznej sytuacji pacjenta, lekarz podaje rzekomy lek uzdrawiający w jeszcze większych dawkach i stara się, by lekarstwa zdrowej doktryny, liturgii zgodnej z tą doktryną i solidnego kaznodziejstwa nigdzie nie można było znaleźć, mimo że wcześniej okazały się one w dużej mierze skuteczne – dokładnie tak, jak postępowano z iwermektyną w czasie Covidu.

Roche, Grech i Tucho Fernández (między innymi) są sprzedawcami zatrutego produktu, który, aby się narzucić, musi koniecznie wyeliminować wszelką możliwą konkurencję, ponieważ sama obecność alternatywy uczyniłaby oszustwo oczywistym. Postawa Roche’a, przejawiająca się w zaciekłej niechęci do katolickiej Mszy i do ram magisterialnych, które ją podtrzymują, służy ukryciu jego przestępczego zamiaru – innymi słowy jego złej woli – polegającego na tym, że świadomie wybrał pozbawienie Kościoła katolickiego wszystkich tych zabezpieczeń, które pozwoliłyby Mu stawić czoła zagrożeniom i wyzwaniom coraz bardziej wrogiego świata.

Roche wie bardzo dobrze – podobnie jak wielu innych prałatów przed nim, nieprzypadkowo umieszczonych na czele ważnych dykasterii – że Sobór Watykański II i reforma liturgiczna są sprzeczne i nie do pogodzenia z tym, czego Kościół katolicki nauczał i co praktykował przez dwa tysiące lat, oraz że wprowadzone zmiany miały na celu wyrządzenie bardzo poważnych szkód ciału kościelnemu – tak jak organizacje zdrowotne, które promowały „szczepionkę”, były świadome, że podają wysoce szkodliwy preparat, który spowoduje bezpłodność, nowotwory, choroby autoimmunologiczne i śmierć. Celem globalistów jest bowiem depopulacja planety, a nie dobro wspólne; celem modernistów jest utrata dusz, a nie prowadzenie ich do wiecznej szczęśliwości. W lucyferycznym umyśle zarówno globalistów, jak i modernistów, wrogiem do obalenia jest Chrystus Król i Najwyższy Kapłan, Pan wszystkich narodów i Pan Kościoła.

Rolą tych piątych kolumn jest dostarczenie pozornego i wiarygodnego powodu, który odwraca uwagę od rozpoznania wywrotowych zamiarów, jakie zamierzają zrealizować. Aby więc sprawić, by kapłani i wierni przełknęli to, co jeszcze wczoraj było nie do pomyślenia, zapewniano ich, że posoborowa reforma liturgiczna miała dać większe uczestnictwo w świętej akcji, odnowioną znajomość Pisma Świętego i nowy zapał misyjny do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata. Gdyby powiedziano im, że Sobór Watykański II miał służyć jako narzędzie zniszczenia Kościoła katolickiego, nikt nigdy by go nie zaakceptował, tak jak nikt nie pozwoliłby się zaszczepić poważnie wyniszczającym genowym serum. Pierwsza „bezpieczna i skuteczna” dawka modernizmu, wstrzyknięta za pomocą Soboru Watykańskiego II, wymagała drugiego liturgicznego boostera, kolejnego ekumenicznego boostera, a teraz jeszcze czwartej iniekcji synodalności, za każdym razem przedstawiając „serum soborowe” jako cudowne lekarstwo. Z tego powodu patrzą oni na Mszę św. Piusa V jak na iwermektynę, zakazując jej sprawowania. Ponieważ Msza Wszech Czasów pokazuje, jaka jest prawdziwa kuracja, a jednocześnie rzuca światło na przyczyny zła, z którego cierpi ciało kościelne.

Gdyby zwolennicy Soboru działali w dobrej wierze, nic nie stałoby na przeszkodzie, aby uznali błąd i go naprawili, wracając do tego, co przez tysiąclecia okazało się skuteczne i ważne. Lecz to właśnie ich zła wiara skłania ich do zaprzeczania oczywistości i do uporczywego przedstawiania Soboru Watykańskiego II jako „wydarzenia prorockiego”, wobec którego nie jest możliwe żadne ponowne przemyślenie ani żadna wstrzemięźliwość. Gdyby wierni zrozumieli oszustwo, którego padli ofiarą, zrozumieliby również nieuczciwość, z jaką kardynałowie i biskupi działali i nadal działają, i zdystansowaliby się od tego. Dlatego nie wolno dopuścić do żadnych odstępstw od jego stosowania, tym bardziej że te wyjątki pokazują, o ile lepsza była „stara liturgia” „starego Kościoła”.

Pismo Roche’a rozesłane do kardynałów potwierdza tę złą wiarę, ponieważ nadal obsesyjnie powtarza on pozorne i fałszywe argumenty początkowo wysuwane w celu usprawiedliwienia rewolucji soborowej, podczas gdy wszyscy wiemy, że wywrotowe umysły, które ją zorganizowały, doskonale wiedziały, co chcą osiągnąć. A po tym, jak zrobiono czystą kartę zarówno z nauczania katolickiego, jak i z liturgii, nie mogą oni się cofnąć, nie ujawniając w całej oczywistości swojej zdrady.

Żałosne próby nadania pozorów legalności wywrotowemu działaniu przeprowadzonemu przez heretyckich i skorumpowanych duchownych nie służą ani sprawie Świętego Kościoła, ani chwale Boga, ani zbawieniu dusz. Są one ostatnim, aroganckim gestem tych, którzy wiedzą, że nie mają już innej opcji utrzymania władzy niż narzucenie swojej woli z tyranicznym autorytaryzmem. I przygnębiające jest widzieć, jak nieliczne głosy krytyczne w ciele kościelnym – zresztą dość umiarkowane – nie chcą w żaden sposób kwestionować Soboru i Novus Ordo, lecz jedynie postawić obok nich katolickie Magisterium i Mszę trydencką, nie rozumiejąc, że to współistnienie przeciwieństw jest niemożliwe.

Ten Konsystorz ustanawia ciągłość między Bergogliem a Prevostem we wszystkich kontrowersyjnych punktach agendy synodalnej oraz w kwestii nieodwołalności Soboru. Na froncie modernistycznym mamy złą wiarę tych, którzy deklarują się jako „inkluzywni wobec wszystkich” z wyjątkiem katolików; na froncie konserwatywnym – który moglibyśmy nazwać ratzingeriańskim – istnieje błędne przekonanie, że liturgia trydencka i ryt montiniański są dwoma uprawnionymi sposobami wyrażania tej samej Wiary, której Sobór Watykański II rzekomo nie zmienił. Roche doskonale wie, że Vetus Ordo i Novus Ordo są nie do pogodzenia nie tyle z powodu aspektów ceremonialnych, ile dlatego, że ten pierwszy ma za swoje podłoże doktrynalne wiarę katolicką, podczas gdy drugi opiera się na błędach dogmatycznych i eklezjologicznych, które Sobór uczynił swoimi. A jednak wśród „konserwatystów” są tacy, którzy grają na rękę modernistom, upierając się, że „Sobór Watykański II został po prostu źle zinterpretowany” oraz że istnieje ciągłość między Kościołem katolickim a Kościołem synodalnym.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Każdy katolik wie, że Święty Kościół jest niezniszczalny, z powodu obietnic Chrystusa; i że ta niezniszczalność wyraża się także w sukcesji apostolskiej, która zapewnia przekaz Depozytu Wiary oraz misję uświęcania dusz aż do końca świata, dzięki szczególnemu działaniu Ducha Świętego. Nie oznacza to jednak, że Jego Hierarchia nie może zostać zinfiltrowana i zajęta przez emisariuszy wroga, którzy domagają się uznania za prawowite władze, podczas gdy ustawodawstwem i rządami działają przeciw samemu Kościołowi. Po owocach ich poznacie (Mt 7,20). Uznanie zamachu soborowego i synodalnego powinno więc być pierwszym krokiem do tego, aby móc go naprawić. Ale oznaczałoby to również uznanie, że władza Hierarchii została uzurpowana przez fałszywych pasterzy, którym nie należy się żadne posłuszeństwo. Tego „konserwatyści” nie chcą zaakceptować, ponieważ nie uznają Soboru za zamach stanu: najwyżej mogą ubolewać nad jego błędnymi interpretacjami.

Jako przykład wystarczy przytoczyć propozycję, z którą biskup Schneider płaszczył się przed Świętą Stopą: Konstytucję Apostolską, która miałaby uregulować pokojowe współistnienie Vetus i Novus Ordo. Ten fikcyjny pax liturgica sankcjonowałby od-dogmatyzowanie liturgii (i od-liturgizowanie doktryny), poprzez sztuczne i nienaturalne oddzielenie lex credendi od lex orandi. Kanon wiary i kanon modlitwy nie byłyby już zatem wzajemnym wyrazem siebie: możliwe byłoby przylgnięcie do błędów Soboru Watykańskiego II przy jednoczesnym sprawowaniu Mszy trydenckiej, co jest oczywistym i nie do przyjęcia paradoksem.

Postawa kardynała Burke’a jest również niepokojąca: mówi on o Konsystorzu jako o „wielkiej korzyści” i ubolewa jedynie nad jego aspektami organizacyjnymi, podczas gdy milczy o procesie synodalizacji Kościoła, który właśnie się dokonuje. Chorąży konserwatyzmu nie wykazał już tej waleczności, jaką początkowo okazywał w czasach Dubiów. Nie chcąc stawić czoła rzeczywistym problemom, które trapią Kościół, i będąc przekonanym, że nie ma sprzeczności między wiarą katolicką a kredo soborowym i synodalnym, Jego Eminencja liczy na pax liturgica, która nie zadowoli nikogo i na którą jego rozmówcy w Watykanie będą się starannie wystrzegać, by się na nią zgodzić.

Leon nie wykonał żadnego gestu ani nie wypowiedział ani jednego słowa, które potwierdzałoby pobożne złudzenia konserwatystów. Przeciwnie, powtórzył verbo et opere swoją absolutną ciągłość z poprzednikiem Bergogliem w budowie Kościoła synodalnego, różnego od tego, który założył nasz Pan. Podporządkowanie Kościoła soborowego i synodalnego zasadom rewolucyjnym oraz agendzie globalistycznej jest całkowite i wręcz ostentacyjne. Stanowi ono ostateczny dowód podporządkowania Hierarchii wywrotowej elicie, która trzyma Zachód jako zakładnika, oraz władzy, która jest ontologicznie antyludzka i antychrystowa: zarówno deep church, jak i deep state nadal realizują te same cele i zapewniają posłuszeństwo wiernych i obywateli, uciekając się nawet do użycia siły.

Nic nawet w najmniejszym stopniu nie sugeruje, że ten wyścig ku przepaści może się sam zatrzymać. Przeciwnie: im bardziej oczywiste są katastrofalne rezultaty, tym bardziej władcy i duchowni upierają się przy ponownym proponowaniu jako domniemanego lekarstwa tego, co w rzeczywistości jest przyczyną. W obliczu takiej zatwardziałości konieczne jest uznanie istnienia endemicznego kryzysu władzy ziemskiej – zarówno cywilnej, jak i religijnej – któremu tylko nasz Pan położy kres, gdy na nowo obejmie w posiadanie władzę królewską i kapłańską, która dziś została uzurpowana.

Carlo Maria Viganò, Arcybiskup


18 stycznia 2026
II Niedziela po Objawieniu Pańskim


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Skomentuj