W szkole św. Teresy (8) – O odwadze w służbie Bożej.


Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia“.
(Fil. 4 13).

 

„Niezmierny w tym dla duszy pożytek, myśleć sobie i mówić: gdy szczerze i usilnie się postaram, Bóg mi do­pomoże, abym została świętą. Nie bójcie się siostry, by z Jego strony zabrakło łaski, byleby z waszej strony nie zabrakło szczerej woli. A ponieważ po to tylko tu przyszłyśmy, więc przyłóżmy rękę do dzieła. Niech nie będzie rzeczy tak wysokiej i doskonałej, na którą byśmy się dla chwały Pana nie odważyły, z ufnością, że za łaską Jego wzbijemy się na tę wysokość. Taka święta zuchwałość, pragnęłabym, by zawsze panowała w tym domu. Przez nią rośnie pokora przez nią przybywa odwagi, a oboje to zapewnia pomoc Bożą, bo Bóg daje łaskę duszom mężnym i nie zważa na osobę człowieka, więc da ją i wam, da ją i mnie“ (1)

„Czyniąc zatem, co jest w naszej mocy, choć nie za­raz, ale powoli, możemy przy łasce Jego dojść do takiejże doskonałości, jaką osiągnęło wielu Świętych; bo i oni, gdyby się nie byli zdobywali na święte pragnienia i sto­pniowo ich w czyn nie zamieniali, nie byliby się wznieśli do stanu tak wysokiego.
Bóg chce, byśmy mieli serce od­ważne i dusze mężne miłuje, jeśli tylko chodzą przed Nim w pokorze, w niczym nie polegając na samych sobie. Nie widziałam też nigdy takiej duszy wspaniałomyślnej, żeby pozostawała w tyle na tej drodze, jak również nie widziałam duszy bojaźliwej, jakkolwiekby małoduszność swoją pokrywała mianem pokory, by i po wielu latach tak da­leko postąpiła, jak tamte w krótkim bardzo czasie postę­pują.

„Jest to rzecz zdumiewająca, jak wiele znaczy na tej drodze odwaga, ochotnie zdobywająca się na wielkie rze­czy; i chociaż rychło takiej duszy sił zabraknie do dłuż­szego lotu, i jak młoda ptaszyna, której jeszcze skrzydła nie urosły, musi znużona zatrzymać się i odpocząć, wszakże już tym krótkim wzlotem swoim daleką przestrzeń zmie­rzyła.

Pierwsze te postanowienia niezmiernie wielką mają wagę. W tym wszystkim jednak niech zawsze przoduje pokora, abyśmy rozumieli i pomnieli, że odwaga do męż­nych przedsięwzięć nie z naszej siły się rodzi. Ale po­trzeba tu, byśmy poznać umieli, jaka ma być ta pokora, bo wielu duszom, oddanym modlitwie wewnętrznej, diabeł szkodę wyrządza i przeszkadza do wyższego postępu, pod­dając im fałszywe o pokorze zrozumienie, i wmawiając w nie, że pragnąć wielkich rzeczy i usiłować naśladować Świętych i pożądać męczeństwa, wszystko to pycha. Za­raz nam szepcze do ucha, że wielkie sprawy Świętych nam grzesznikom podziwiać należy, ale nie porywać się do naśladowania ich.

„Zgadzam się na to; tylko, że potrzeba nam także roz­różniać, co w tych sprawach Świętych jest do podziwiania tylko, a co do naśladowania. Nie byłoby, na przykład, rze­czą właściwą, gdyby osoba słaba i schorzała chciała sobie zadawać ustawiczne posty i surowe umartwienia, albo gdyby poszła na puszczę, gdzieby nie mogła spać, ani zna­leźć sobie pożywienia, lub inne tym podobne cierpiałaby do­legliwości. Ale tego spodziewać się nam wolno i powin­niśmy, że usilną pracą, przy łasce Bożej możemy dojść do tego, byśmy szczerze i całkowicie światem wzgardzili, niedbali o cześć i sławę ludzką i nie mieli przywiązania do dóbr doczesnych.
Taka jest ciasnota serc naszych, że gdy tylko spróbujemy choć nieco zaniedbać ciało, a większe mieć starania o duszy, już nam się zdaje, jakoby ziemia z pod nóg nam się usuwała. Zaraz nam przychodzi na myśl, że sowite zaopatrzenie potrzeb doczesnych jest owszem pomocą do skupienia ducha, ponieważ troska o takie rzeczy psuje spokój potrzebny na modlitwie” (2).

Zbytnie dziś miłujemy samych siebie; zbytnia dziś roztropność i ostrożność nasza, byśmy w czymkolwiek praw naszych nie uronili. O jakże wielki to błąd! To też umniej­szyła się dziś liczba tych, którzy by na wzór Świętych ca­łych siebie dla chwały Pana poświęcić chcieli” (3).

 

„Dusze tą drogą idące „bardzo są przywiązane do ży­cia, chcąc nim służyć Panu, i skutkiem tego bardzo oglę­dnie zachowują się w umartwieniach, by im snać nie za­szkodziły na zdrowiu. Nie zabiją się one surowościami, możemy być o to spokojni, bo rozum, którym się powo­dują mają rozważny i chłodny, a miłości takiej, która by je wyżej uniosła nad rozum, nie masz w nich. Wolałabym jednak, żeby ją miały; nie poprzestawałyby wówczas na takim, ściśle obliczonym sposobie służenia Bogu, i prze­konałyby się, że idąc wciąż takim krokiem, akuratnie od­mierzonym nigdy do końca drogi nie dojdą.

„Im wprawdzie się zdaje, że postępują naprzód, ale w rzeczy samej tylko się męczą, bo jest to droga uciążliwa i droga mglista; i wielkie to jeszcze będzie szczęście, jeśli nie zbłądzą. O, jakże wiele miałabym do powiedzenia o tym z własnego doświadczenia mego! Dzięki tej wielkiej roz­tropności, jaką się rządzimy w służbie Bożej, wszystko nam się staje zawadą, bo wszystkiego się boimy; zaczem nie śmiemy postąpić naprzód, jak gdybyśmy na cudzych nogach, bez własnej usilności i pracy mogli dojść do celu, składając na drugich trud postępu, a same nie ruszając się z miejsca. Takie zastępowanie się cudzą pracą, dobrze rozumiecie córki, że byłoby rzeczą niemożebną. A więc dla miłości Pana, zdobywajmy się, siostry moje, na odwagę; roztropność naszą i obawy nasze złóżmy w ręce Jego; nie troszczmy się tak bardzo o przyrodzoną słabość naszą, bo troska ta wielką by mogła stać się dla nas przeszkodą. Sta­ranie o ciele i potrzebach naszych niech mają za nas prze­łożeni; my tylko o to się starajmy i kwapmy się, abyśmy prędzej doszły do błogosławionego kresu, do oglądania Pana naszego” (4).

Jedno tu jeszcze dodam: „Wiele bardzo na tym za­leży, byśmy nigdy nie zważali na żadną słabość zdrowia, ani żadnym nie zrażali się przeciwieństwem, gdy chodzi o spełnienie jasno poznanej woli Boga, bo On mocen jest słabych uczynić silnymi i chorych zdrowymi; a gdyby tego nie uczynił i cierpienia nie odjął, znak to, że z samegoż cierpienia widzi większy duszy naszej pożytek. A więc skoro nam objawi wolę Swoją, idźmy za nią, patrząc tylko na cześć i chwałę Jego, o samych sobie zapominając,

„Bo i na cóż nam dane jest życie i zdrowie, jedno na to, byśmy je strawić mogli na służbie tak wielkiego Króla i Pana? Tą drogą idąc, wierzcie, siostry, nigdy nie do­znacie szkody, nigdy was nic złego nie spotka. Ja za dawnych lat moich, tak będąc niecnotliwą i słabą, nieraz poddawałam się wątpliwościom i strachom, ale odkąd Pan mię odział w ten habit Karmelitanki bosej, nie pamiętam tego zdarzenia, by mi ten Boski Mistrz nie użyczył łaski zwyciężenia tych pokus i rzucenia się całą istnością moją ku temu, w czym uznam większą chwałę Bożą, choćby to była rzecz najtrudniejsza. Wiem że własne moje w tych rzeczach działanie było prawie niczym, ale Bóg niczego więcej od nas nie żąda, prócz takiej ochotnej na wolę Jego gotowości, a gdy ją znajdzie, sam potem zdziała wszystko Boską mocą swoją“ (5).

 

W szkole św. Teresy (1) – Jak służyć Bogu? – O konieczności poddania się woli Bożej

W szkole św. Teresy (2) – O grzechu śmiertelnym

W szkole św. Teresy (3) – O potrzebie modlitwy wewnętrznej

W szkole św. Teresy (4) – O piekle

W szkole św. Teresy (5) – O doskonałym żalu za grzechy.

W szkole św. Teresy (6) – O środkach poznania samego siebie

W szkole św. Teresy (7) – O WOLI BOŻEJ -„Bądź wola Twoja, jako w nie­bie, tak i na ziemi!“


Ćwiczenia duchowne w szkole św. Teresy od Jezusa” – Wydawnictwo „Głosu Karmelu”, Kraków 1933.

1) „Droga dosk.“, str. 98.
2) „Życie”, str. 90,
3)  „Twierdza”, str. 109.
4) „Twierdza”, str. 50.
5) „Fundacje”, str. 305.

 


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Skomentuj