Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 6) – Dlaczego konieczne jest, aby dusza nie miała żadnych żądz, nawet najmniejszych

ROZDZIAŁ XI.
W którym omawia się i dowodzi, jako dla dojścia do zjedno­czenia z Bogiem konieczne jest, aby dusza nie miała żadnych żądz, nawet najnieznaczniejszych.

 

Zdaje się, że czytelnik już dawno zapytać pragnie, czy osiągnięcie tego wysokiego stanu doskonałości musi koniecznie poprzedzić umartwienie zupełne wszystkich pożądań tak małych jako i wielkich i czy nie wystarczy umartwiać niektóre z nich a pozostawiać inne, które się wydają mniej znaczne. Albowiem zdaje się rzeczą twardą i bardzo trudną, by dusza doszła do takiej czystości i ogołocenia, aby nie miała skłonności ni przywiązania do żadnej rzeczy.

Odpowiadam na to: po pierwsze, iż mimo że prawdą jest, jako nie wszystkie żądze są równie szkodliwe ni w równej mierze (mówię o dobrowolnych) zaprzątają duszę, bo co do naturalnych, to te niewiele lub wcale nie prze­szkadzają jej w zjednoczeniu, o ile bez jej zgody wypły­wają z pierwszych poruszeń. Nazywam zaś naturalnemi i wypływającemi z pierwszych poruszeń wszystkie te pożądania,, w których wola rozumna ani przedtem ani potem nie ma udziału.

 

Tych zresztą pozbyć się i umartwić zupełnie w tem życiu niepodobna. Nie przeszkadzają one w taki sposób, iżby nie można dojść do zjednoczenia z Bogiem, choćby, jak mówią, nie były umartwione w zupełności; może ich bowiem dobrze doznawać natura, duch zaś rozumny zgoła wolnym być od nich. Zdarza się bowiem często, że dusza zostaje w wysokim stanie uspokojenia woli, a równocześnie doznaje ich w swej części zmysłowej, tylko że część jej wyższa trwa w modlitwie, nie biorąc-w nich udziału.

Nato­miast wszystkie żądze dobrowolne, tak dotyczące grzechów śmiertelnych, więc najważniejsze, jak i powszednich, a więc mniej ważne, jako i samych tylko niedoskonałości, więc i najmniejsze, jakieby tylko być mogły, wszystkie usunąć i wszystkich pozbyć musi się dusza, ażeby dojść do całko­witego zjednoczenia.
I słusznie; albowiem ten stan zjedno­czenia z Bogiem zasadza się na całkowitej przemianie woli duszy w wolę Bożą, tak, by nie było w niej żadnej rzeczy woli Bożej przeciwnej, tylko, by w zupełności i w każdem jej poruszeniu wola jej była jedynie wolą Boga. Z tej to przyczyny mówimy, jako w tym stanie jedna jest wola dwojga, to jest wola Boża, a wola ta Boża jest wolą duszy.

Ponieważ, jeśliby dusza taka chciała jakowejś niedoskona­łości, której Bóg nie chce, nie byłoby jednej woli z Bo­giem, dusza bowiem miałaby inną wolę niżeli Bóg. Jasnem więc jest, że dusza, by dojść do zjednoczenia z Bogiem przez miłość i wolę, musi się najpierw pozbyć wszelkiej żądzy dobrowolnej, chociażby najmniejszej. Znaczy to, by z rozwagą i wyraźnie wola swoja nie zgadzała się na nie­doskonałość i miała moc i wolność jej skarcenia.

Mówię: wyraźnie, albowiem, jeśli jej nie zauważa, ani rozumie, i jeśli w pełni nad nią nie panuje, niewątpliwie popadnie w niedoskonałości i grzechy powszednie i w owe pożądania naturalne, o których mówiliśmy, albowiem o takich grze­chach niezupełnie dobrowolnych napisano jest, że spra­wiedliwy siedmiokroć na dzień upadnie i powstanie (Przyp. XXIV, 16).

 

 

Więc raczej o żądzach dobrowolnych, dotyczących rzeczy, chociażby najdrobniejszych, powiedziałem, że jedna z nich nawet wystarczającą stanowi przeszkodę. Dodam : jeżeli się przyzwyczajenia do niej nie umartwia, albowiem pewne sporadyczne akty, nie wypływające z niewątpliwego nałogu, nie mają jeszcze większego znaczenia, chociaż i ta­kich trzeba się wyzbywać, bo one poprzedzają nałóg niedo­skonałości.

Natomiast pewne przyzwyczajenia do niedoskonałości dobrowolnych, których się nigdy zupełnie nie prze­zwycięża, są nie tylko przeszkodą w zjednoczeniu z Bogiem, lecz i w postępie doskonałości.

 

Takiemi niedoskonałościami nałogowemi są na przykład: gadatliwość, nieznaczne i nigdy niezwalczane w zupełności przywiązanie do jakiejś osoby, sukni, książki, celi, sposobu jedzenia, i innych rodzajów zachowywania się i upodobań w używaniu rzeczy, w dowiadywaniu się, słuchaniu i tym podobnych.

Jakakolwiek z owych niedoskonałości, do którejby dusza była przyzwyczajona, jest tak ogromną przeszkodą do wzrostu jej w cnocie, iż gdyby na każdy dzień popełniała rozliczne niedoskonałości i grzechy powszednie, niewypływające ze zwyczajnego nałogu jakowejś złej skłonności co­dziennej, nie tyleby jej szkodziły, ile to przywiązanie duszy do jakiejś rzeczy. Albowiem, o ileby je miała, wykluczony byłby jej postęp w doskonałości, chociażby niedoskonałość była jak najmniejsza.

W szystko to jedno, czy ptaka wiąże nić cieńsza czy grubsza, bo i najcieńsza wiąże równie jak gruba, o ile jej nie zerwie, by wzlecieć. Prawda, że cieńszą rozerwać jest łatwiej, lecz choćby i najłatwiej, jak długo jej nie rozerwie, nie wzięci.

 

Tak dusza, przywiązana do jakiejś rzeczy, chociażby najcnotliwsza, nie dostąpi wolności Bożego zjednoczenia. Albowiem żądza i przywiązanie duszy mają właściwość, przypisywaną małej rybce, zwanej Remora, która, chociaż malutka, jeśli przyłączy się do okrętu, tak go unieruchomi, że ani do portu przybić ani żeglować mu nie da. A przeto
żal zbiera patrzeć na pewne dusze, co jak okręty ładowne bogato majętnościami uczynków i ćwiczeń duchownych, sił i łask, jakich im Bóg użycza, — nie mając odwagi zerwać z jakowemś upodobaniem , czy przywiązaniem, czy umiłowa­niem, co na jedno wychodzi, nigdy nie posuną się naprzód ani przybiją do portu doskonałości. A tu jednego zaledwie uderzenia skrzydeł potrzeba, by zerwać i zniszczyć tę nić przywiązania, czy pozbyć się tej nieodłącznej remory żądzy.

Rzecz pewna, iż słusznie boleć można nad tem, że kiedy Bóg dopomógł im do zerwania innych silniejszych więzów umiłowań, grzechów i próżności, to one, nie chcąc oderwać się od drobnostki, którą zostawił, by ją z miłości ku Niemu zwalczyły, a która jest zaledwie nicią i jednym włosem, przestają postępować naprzód ku dobru tak niezmiernemu.
Ale co gorsza, nie tylko nie postępują, lecz przez owo przy­wiązanie cofają się wstecz, tracąc to, co w długim czasie  z trudem zdobyły. Wiadomo bowiem, że na tej drodze du­chowej nie iść zwycięsko naprzód, znaczy cofać się wstecz, a nie iść, zyskując, to iść, tracąc. I to właśnie pragnął wyrazić Pan, słowami: „ Kto nie jest ze mną, przeciwko mnie jest” (Mat. XII, 30).

 

Kto lekceważy naprawę malutkiej szparki w naczyniu, starczy mu ona do uronienia całej zawartości wnętrza. Pou­cza o tem Ekklesjastyk, mówiąc: „ Kto gardzi małemi rzeczami, pomału upadnie”  (Ekkli XIX, 1), i dalej: „Z jednej iskry rozszerza się ogień ” (ibid.); podobnie jedna niedoskonałość wystarcza, by przyciągnąć inną i jeszcze inne. Nigdy zaś prawie nie widzi się duszy, zaniedbującej przezwyciężanie jednej żądzy, żeby nie miała ona wielu innych, wypływających z tej słabości czy niedo­skonałości, której ulega.

Wiele już widzieliśmy osób, którym Bóg dawał łaskę ogromnych postępów w oderwaniu wielkiem i wolności, jak przez jedno nieznaczne przywiązanie, poczęte pod pozorami towarzyskości i przyjaźni, pozbawiły się ducha Bożego i upodobania w Bogu i w świętej samotności, jak się odarły z radości i piękna ćwiczeń duchownych i przyprawiły o utratę wszystkiego, iż nie zamknęły od razu drogi upodobaniu i żądzy zmysłowej, zachowując się w samotności dla Boga.

 

Na drodze tej zawsze powinno się iść, ażeby dojść. Iść zawsze, to znaczy odtrącać upodobania i nie podtrzymy­wać ich. Jeśli się ich całkowicie wszystkich nie odtrąci nigdy się całkowicie nie dojdzie. Bo tak jak drzewo nie zmieni się w ogień dla jednego stopnia ciepła, którego do spełnienia warunków zabraknie, tak dla swej jednej niedo­skonałości, chociażby ona była czemś mniej, niż dobrowolnem pożądaniem (1), dusza, jak się to później mówić będzie w Nocy Wiary, nie zmieni się doskonale w Boga.

 

Dusza nie więcej, jak jedną ma wolę, która, jeśli się czemś zajmuje i zaprząta, przestaje być wolną, nienaruszoną, swobodną i czystą, co jest warunkiem Boskiego przekształ­cenia. Wyobrażenie tego mamy w Księgach Sędziów, gdzie powiedziane jest, że wstąpił anioł Pański i rzekł synom Izraelowym: „Iż przeto,  że nie wytracili nieprzyjaciół, lecz uczynili z nim i przymierze, zosta­wił ich w pośrodku wrogów, aby im byli na upadek i na zagładę “ (Jud. II, 1— 3). I sprawiedliwie czyni to Bóg z niektóremi duszami, które, gdy je wyrwał z niebezpieczeństw świata i zniszczył Giganty ich grzechów i wytracił mnóstwo ich nieprzyjaciół, któremi są okazje, jakie miały w śród świata, dlatego tylko, aby swobodniej weszły do owej Ziemi Obiecanej zjednoczenia z Bogiem, one jeszcze nawiązują przyjaźnie i przymierza z ludem ma­luczkim, niedoskonałości nie umartwiając ich całkowicie i żyjąc w niedbalstwie i ospałości, czem obrażony Majestat Jego pozostawia ich żądzom ich, ku popadaniu ze złego w coraz gorsze.

Tegoż figurę mamy i w Księgach Jozue, kiedy w początkach obejmowania w posiadanie Ziemi Obie­canej kazał mu Bóg tak zniszczyć zdobyte miasto Jerycho, „ by nie została w niem żadna rzecz żywa od męża aż do niewiasty i  od dziecięcia aż do starca i wszystkich zwierząt , i z wszelkich łupów, aby nie brali ni pożądali niczego” (Joz.VI, 21), na to, żebyśmy zrozumieli, że aby wejść w to Bo­skie zjednoczenie, trzeba umrzeć wszystkiemu, co żyje w du­szy, niewiele go czy wiele, małe ono czy duże, dusza zaś zostać ma wolną od pożądania tego wszystkiego i tak ode­rwaną, jak gdyby dla rzeczy owych nie istniała, ani też one dla niej. I to jest, czego nas uczy św. Paweł, pisząc do Koryntjan w te słowa: „Tedy powiadam , bracia : czas krótki jest; to zostaje, aby którzy żony mają, byli, jakoby nie mieli; a którzy płaczą, jakoby nie płakali ; a którzy się weselą, jakoby się nie weselili; a którzy kupują, jakoby nie dzierżyli; a którzy używają świata tego, jakoby nie używali” (I Kor. VII, 29—31). To mówi nam Apostoł, ucząc nas, jak oderwaną należy nam mieć duszę od wszystkich rzeczy w naszem dążeniu do Boga.

 


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu.  WE LWOWIE Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

 

1) Święty mówi tu o niedoskonałościach, popełnianych ze świa­domością, chociażby była ona niezupełna.

Skomentuj