ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ! (14) – Bóg jest obrońcą duszy oddanej gdy sama bronić się niezdolna

Bóg jest potężnym obrońcą duszy sobie oddanej, zwłaszcza gdy ta sama bronić się niezdolna.

Działanie Boże jest nieomylnym w zastoso­waniu swej czynności do duszy prostej, a ta odpowiada wiernie temu poufałemu kierow­nictwu; nie chce ona niczego innego, jak to, co się dzieje, nie pragnie czuć inaczej, jak to, co czuje, zgadza się na wszystko, prócz grze­chu. Niekiedy dzieje się to z zamiarem, niekiedy zaś bezwiednie; w tym ostatnim przypadku dusza parta jest instynktowo do mówienia, do spełnienia, do pozostawienia rzeczy jak są, bez żadnego innego powodu.

Czasami okoliczności, wpływające na to, bywają całkiem naturalne; dusza prosta nic w nich nie widzi prócz wypadku konieczności lub wymagań towarzyskich; ani w jej oczach ani w oczach drugich ludzi nic nie ma innego, a jednakże działanie Boże, będące rozumem i radą swoich ukochanych, spożytkowuje i te drobne okoliczności na jej korzyść; zastosowywa je, przeciwstawia je tak sztucznie tym, którzy chcą ich użyć na szkodę, że nigdy w tem nie osiągną celu zamierzonego.

Działanie Boże wyzwala duszę z tych wszyst­kich środków małych i gorączkowych, któremi posługuje się roztropność ludzka.

Środki takie stosownymi są dla Heroda i dla Faryzeuszów; — trzej królowie niechaj idą spokojnie za gwiazdą; Święte Dziecię nie­chaj spoczywa bez troski na łonie matki; nie­przyjaciele Jezusa zabiegami swymi pomagać będą więcej niż szkodzić Jego sprawie; czym więcej starać się będą je podejść, tym wolniejszym będzie i tym swobodniejszym. Nie będzie się starał zjednać ich sobie ani ich przebłagać nikczemnie, owszem cała ich złość, zawziętość, zazdrość są mu potrzebne. Tak żył Jezus w Ju­dei, podobnie żyje i dzisiaj w duszach pro­stych; taka w Nim wspaniałość, słodycz, pro­stota i wolność; nie ogląda się na nikogo, czuje, że wszyscy są w ręku Ojca, aby Mu służyli, jedni przez dzikie namiętności, drudzy przez czyny świętobliwe; jedni przez opór, drudzy przez posłuszeństwo.

Cudownie urządza to wszystko działanie Boże, niczego nie ma za wiele, ani za mało; złego i dobrego właściwa jest tylko miara.

Rozkaz Boży używa w każdej chwili sto­sownego narzędzia, a dusza, wychowana po prostu w wierze, nie pragnie nic więcej, zado­wolona z tego, co otrzymała. Błogosławi ona w każdej chwili to źródło niebieskie na dnie jej bijące, i przyjmuje przyjaciół i nieprzyjaciół swoich z równą słodyczą, gdyż to był sposób, jakim Jezus wszystkich traktował, uważając każdego za narzędzie boskie. Właściwie nikt nie jest potrzebny, a przecież chciałoby się przygarnąć każdego; działanie Boże zużytkowuje bowiem rzecz każdą, od Niego też rzecz każdą przyjmować należy, biorąc ją według jej przy­miotów i jej natury, współdziałając z nią w sło­dyczy i pokorze, obchodząc się po prostu z prostemi, a łagodnie z szorstkiemi. Święty Paweł tak uczył, a Chrystus czynił to jeszcze doskonalej.

Tylko łaska nadać może to piętno nad­przyrodzone, nadające się w cudowny sposób do natury każdego człowieka; tego z książek nauczyć się nie można. Jest to skutek wewnętrz­nego, proroczego objawienia, jest to nauka Du­cha św. Ażeby to zrozumieć, trzeba być naj­zupełniej Bogu oddanym, trzeba się wyzuć całkowicie z wszelkich zamiarów i planów, choćby najświętszych; trzeba mieć tylko jedną sprawę na oku, to jest bierne zdanie się na działanie Boże przy wypełnianiu ścisłym po­winności swego powołania, zostawiając Duchowi św. zarząd wewnętrznego stanu naszego, nie troszczyć się i nie patrzeć na jego robotę, owszem radować się tem, że się nic nie widzi. Wtedy będziemy bezpieczni, bo wszystko, co się dzieje w świecie, dzieje się wyłącznie na korzyść dusz Bogu oddanych.

Dusza, która się oddaje Bogu, zamiast żeby miała opierać się swoim nieprzyjaciołom, znajduje w nich właśnie pomoc skuteczną.

Własne działanie i działanie przyjaciół o wiele są niebezpieczniejszymi, niż działanie nieprzy­jaciół; nie ma przeto większej roztropności, jak nie stawiać oporu nieprzyjaciołom , a prze­ciwstawić im jedynie zdanie się na Opatrzność; wtedy to okręt ma wiatr za sobą i płynie na­przód, a źli, jak galernicy, wiosłować muszą. Zasadzki ciała niczym się tak nie odstraszają, jak prostotą; wszystkie ich wysilenia rozbijają się o spokój!

Obcować z duszą prostą, jest to poniekąd obcować z Bogiem! Któż przeniknie Przed­wiecznego, którego drogi są niezbadane? Staje On po stronie dusz prostych, a wtedy nie po­trzebują one ubiegać się i dociekać, na niepo­kój odpowiadać niepokojem ; Oblubieniec cały ciężar wziął na swoje ramiona, za nim stoją jak za tarczą, pełne pokoju.
Działanie Boże podaje im środki tak stosowne, że zadziwiają niemi tych, którzy ich podejść pragną. Wszyst­kie usiłowania nieprzyjaciół obracają się na korzyść duszy Bogu oddanej, korzysta ona z tych, którzy chcą z niej korzystać, wznosi się tym, czym ją chcą poniżyć; wszystkie przeciwności obracają jej się na dobre, a pozwalając nieprzyjaciołom , aby działali, odbiera od nich takie przysługi, że jednej tylko rzeczy lękać się powinna, to jest, aby nie wzięła oso­bistego udziału w walce, którą Bóg sam pro­wadzi, a w której wrogowie są narzędziem tylko; nic jej więc nie pozostaje, jak przyglądać się w spokoju robocie bożej i brać z prostotą boskie pociechy. Nadprzyrodzona roztropność ducha Bożego, która jest źródłem tych pociech, przenika nieomylnie najtajniejsze okoliczności i popycha duszę w kierunku oświecającym tak pewnie, że znika wszystko, co się temu oświe­ceniu sprzeciwia.

Dusza, oddana Bogu, może śmiało nic nie czynić dla swego usprawiedliwienia; działanie Boże ją usprawiedliwia.

Portem i przystanią bezpieczną, gdzie dusza Bogu oddana chroni się przed nawałnicami życia jest ów rozkaz Woli Bożej, nastręczającej się co chwila pod postacią to krzyżów, to naj­zwyczajniejszych wydarzeń. Ręka Boża ukrywa się w nich, aby wspierać i prowadzić tych, co jej się oddali, a to powinno skłonić duszę do dziecięcego oddania się Bogu, bo wtedy stanie ona poza sprzecznościami wszelkimi, nie potrzebując niczego na swoją obronę.

Skoro Bóg a nie kto inny działa, po co szukać usprawied­liwienia gdzie indziej? Okaże się ono w skutkach, trzeba im tylko pozwolić się rozwinąć. Dies diei eructat verbum. Nie idąc za swoją myślą, nie potrzeba bronić się słowami; słowa są zby­teczne. I na cóżby się zdały? Czy na zdanie sprawy z tego, co robimy? Ależ to nie jest nasza sprawa; osłoną jest tylko Woli wyższej, która pobudziła do działania i której nacisk czujemy w sposób niewysłowiony.

Niech więc następstwa wytłumaczą same swoje przyczyny, gdyż wszystko wiąże się do­skonale w tym porządku bożym, wszystko jest konsekwentnym; powód rzeczy poprzednich występuje jako skutek w następnych. Dusza Bogu oddana nie żyje już w świecie myśli, wyobraźni lub słów wielu, nie to ją zajmuje,ożywia, utrzymuje, nic ona w tyn wszystkim dla siebie nie spostrzega, nie widzi drogi swo­jej i nie stara się przewidzieć dokąd zajdzie, nie używa rozwagi, która by ją w znużeniu podtrzymywała lub wskazywała jej mniej trudną pielgrzymkę — lecz wszystko przyjmuje i do­pełnia w uczuciu niezmiernej słabości swojej.  Droga przed nią otwarta, wstępuje na nią śmiało i po prostu, w pokoju, prawdzie i prostocie postępuje po niej, chodząc w przykaza­niach Bożych ślad w ślad za Jezusem, którego na każdym spotyka kroku, Jego szukając jedy­nie; On też objawia jej swoją obecność i sam grom i jej nieprzyjaciół.

ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ!  – Pozostałe części


W. O. J. P. CAUSSADE, T. J. – ZDAJ SIĘ NA WOLĘ BOŻĄ! Przekład z szóstego wydania oryginału francuskiego, przejrzanego i skróconego przez W. O. H. RAMIERE T. J. KRAKÓW 1935. NAKŁAD I WŁASNOŚĆ KSIĘGARNI KATOLICKIEJ

Skomentuj