Rozmyślania o miłości Bożej (15) – O DRODZE MIŁOŚCI (Kto kocha szczęśliwy jest gdy może cierpieć)

O drodze miłości.

Miłość nie zna innej bojaźni nad tę je­dyną, czysto synowską, bojaźń zasmucenia i niepodobania się najlepszemu Ojcu; temu niebieskiemu Ojcu, którego ukochała nad wszystko. Ta bojaźń wypływająca z miłości, jest zupełnie odmienną od tej, którą nam dyktuje kara i sprawiedliwość Boska. Ona to o poczuciu nadzwyczaj delikatnem, stara się unikać najlżejszych dobrowolnych uchybień, najmniejszych błędów, najdrobniejszego oporu, lub nie­wierności łasce, świętej. Nie ścieśnia i nie oziębia serca, lecz przeciwnie rozszerza je i rozgrzewa. Nie sprawia niepokoju, nie wywołuje postrachu; a jeśli przypad­kiem błąd jaki dostrzeże, przez żal ser­deczny i szczery, napowrót duszę słodko i spokojnie do Boga sprowadza; stara się jak najprędzej ten błąd naprawić i nagro­dzić Bogu to niezadowolenie, ktorego była powodem przez niewierność swoją, i dalej trwa w niezamąconym pokoju i ufności w miłosierdziu Bożem.

Miłość oczyszcza nadzieję z osobistych widoków, w jakie łatwo wpada samolu­bny umysł ludzki. Dusza pod wpływem miłości, nie jest zdolna i nie potrafi wcho­dzić z Bogiem w jakiekolwiek rachunki i układy, lub spełniać dobre czyny w tym celu aby jak najwięcej zebrać zasług; a właśnie ta bezinteresowność tak się Bogu podoba, że w dwójnasób taką duszę w przyszłości nagrodzi. Staraniem tej duszy jest, nie myśleć o tem co już dla Boga zrobiła, bo zresztą wszystko w jej oczach niedoskonałem się wydaje i pra­gnie coraz więcej czynić i dawać coraz więcej dowodów miłości swojej. W niczem własnej nie widzi i nie szuka chwa­ły w szystko do Boga odnosi i wszystko wyłącznie na łasce Bożej opiera!

Miłość bez wątpienia tęskni za szczęściem wiecznem i każdej chwili myślą swoją ku nie­mu się wyrywa; lecz pobudką tego pragnie­nia nie jest tyle chęć nagrody, jak raczej gorące życzenie złączenia się z Bogiem i uzyskania tej pewności, że już ją nic nigdy od miłości Bożej odłączyć nie mo­że. W tem wszystkiem słodszą jest dla niej myśl, że wypełnia wolę Bożą i że o ile to w jej mocy, przyczynia się do Bożej chwały: jak jakikolwiek jej własny, osobisty interes, który dla niej podrzędne miejsce zajmuje.

Miłość wypływająca z najczystszych nawet pobudek, wcale nie wyklucza na­dziei i nie mogłaby istnieć bez niej, jak długo na tym tu świecie żyjemy. Jakżeż dusza kochająca Boga nie miałaby z utę­sknieniem wyglądać tej chwili, w której wolno jej będzie z tym Bogiem połączyć się na wieki? a co w niebie dopiero nastąpić może! Owszem, możemy to twier­dzić, nawet na podstawie naszej wiary świętej, że im wyższą jest miłość, tem samem i pragnienie nasze gorętszem i na­dzieja silniejszą być musi; do tej dosko­nałości miłość nasza ku Bogu dą­żyć powinna, aby spełnienie woli Bożej stawiała wyżej nad własne szczęście i gotowa była w danym razie to wieczne szczęście swoje nawet Bogu poświęcić, gdyby Bóg zażądał od niej tej ofiary.

Przypuszczenie powyższe niechaj ni­komu nie wydaje się czczem urojeniem, pod pozorem, że w rzeczywistości jest to rzeczą absolutnie niemożliwą aby Pan Bóg istotnie zażądał kiedykolwiek od ja­kiej duszy ofiary z jej szczęścia wiecz­nego. I przyznać trzeba, że Bóg w rze­czy samej nie chciał, aby Abraham poświęcił Mu na ofiarę własne swoje dzie­cko; a przecież wymagał od niego tego dowodu zupełnego poddania się Jego woli świętej; Abraham nie wahał się złożyć Panu tę najwyższą ofiarę swego  posłuszeństwa i miłości, i był najzupeł­niej zdecydowany ją wykonać.  Tak samo i teraz niejedna dusza może się znalezć w podobnem położeniu; wskutek gwałto­wnych pokus lub doświadczeń, gdy nie jest w stanie zastanowić się i rozpoznać co się z nią dzieje, wówczas wyobraża sobie, że Bóg żąda i wymaga od niej ofiary z jej szczęścia wiecznego; wtedy złamana i zbolała, pod wpływem jednak swej gorącej miłości i poddania, składa Bogu tę największą ofiarę, bo wola Boża droższa jej nad wszystko. Wielu świę­tych jak to nam z ich żywotów wiado­mo, ’przechodziło tę ognistą próbę miło­ści- a ileż jest takich dusz heroicznych  nieznanych i ukrytych przed światem!

W każdym razie jest to rzeczą dowiedzioną, że dla wszystkich mieszkań­ców nieba, wola i upodobanie Boże sto­kroć jest milszem od ich własnego szczę­ścia. Ponieważ jednak tego stanu dosko­nałości nie zdobywa się w niebie, musi­my zatem, współdziałając wiernie z ła­ską Bożą, pozyskać go albo w tem życiu jeszcze lub też w przyszłem ogień czyśćcowy duszę naszą oczyści i uwolni od wszelkiej skazy miłości własnej. Czy zatem możemy choćby chwilę jedną wahać się nad wyborem? A choćby droga miłości Bożej, tę jedną tylko przedsta­wiała nam korzyść, że nas uwolni od kar czyścowych, albo też je skróci, już to samo byłoby dostatecznym powodem, abyśmy o ile to w naszej mocy, praco­wali pilnie nad zgładzeniem wszelkich poruszeń miłości własnej.

Niektórzy mogliby nam zarzucić, że to jest absolutnem niepodobieństwem, jak długo żyjemy na świecie, doprowadzić do tego stopnia zupełnej bezinteresowności naszą miłość ku Bogu. Odpowiemy jednak, że możliwość pod tym względem wcale wykluczoną nie jest: a najlepszym tego dowodem, że Bóg darząc nas w tem życiu obfitością łask Swoich, najwyraź­niej wskazuje, że Jego zamiarem jest abyśmy starali się utrzymywać dusze nasze w takiej doskonałości, żebyśmy wcale nie potrzebowali przechodzić przez czyściec do nieba. Drugim dowodem tej możliwości są słowa modlitwy Pańskiej, której nas Sam Chrystus Pan nauczył: a w któ­rych nam nakazuje prosić Boga Ojca, aby wola Jego spełniała się na ziemi, tak jak i w niebie; co znaczy: abyśmy tę wolę Bożą wypełniali jeszcze za życia równie doskonale, jak ją spełniają święci i anio­łowie w niebie.

Na pytanie, co robić aby ten szczyt doskonałości osiągnąć, tę jedną tylko znamy odpowiedź: Postanówmy bez zwło­ki ukochać Boga z całego serca, z całego rozumu i ze wszystkich sił naszych! Ponieważ jednak niewiele jest dusz na święcie, które chciałyby szczerze i serdecznie w ten sposób Boga ukochać i wcale nie dokładają do tego starań; Bóg zmuszony jest większą liczbę swoich wybranych, stosownie do ich stopnia miłości, dłużej lub krócej zatrzymywać w czyścu.

II.

Służyć Bogu jedynie z pobudek miło­ści, jest to także najprostsza i najłatwiej­sza droga do udoskonalenia się, ponie­waż mieści w sobie zarazem i wszystkie inne pobudki w jak najwyższym stopniu.
Jeżeli kocham Boga, to tem samem duszę moją przenika również bojaźń najszczyt­niejsza i najszlachetniejsza, jaką stworze­nie odczuć może: bojaźń w uczuciu słod­ka i bardzo skuteczna w zasadzie; bo jakkolwiek w niektórych okolicznościach, z natchnienia Ducha św. nie wyklucza myśli o strasznym sądzie Bożym, zazwy­czaj jednak polega wyłącznie na nieustannem czuwaniu, aby w niczem nigdy nie obrazić Boga, najlepszego naszego Ojca.

Jeżeli kocham Boga, wierzę Jego obietnicom i najzupełniejszą mam ufność w nieprzebranem miłosierdziu Jego, na którem też opieram całą moją nadzieję, tak w tem jak i w przyszłem życiu.
Wreszcie jeżeli kocham Boga, nie potrze­buję czynić starań w celu nabycia każdej z cnót z osobna : ćwicząc się w miłości, tem samem nabywam ćwiczenia i we wszystkich innych cnotach i to bez po­równania w wyższym i doskonalszym stopniu, niż gdybym w każdej z tych cnót osobno się ćwiczył. Dla lepszego zrozumienia rzeczy, wypada tu nadmie­nić, że ćwiczenie się w miłości nie zwalnia nas bynajmniej z obowiązku i chęci nabywania również i cnót innych; lecz że miłość jest najgłówniejszą, czyli matką cnót wszystkich, stąd wynika, że kto się ćwiczy w miłości, musi tem samem nie­odzownie i inne cnoty nabywać. Podług słów świętego Pawła: „Prawo Boże wy­pełnia miłość”; i inną jeszcze pochwałę miłości tenże święty daje, utrzymując, że ona jest królową cnót wszystkich, które postępują za nią w orszaku.

Miłość zwalnia mnie od tych niezli­czonych, rozmaitych ćwiczeń i praktyk, któremi zamęczają się niektóre dusze, przerzucające się nieustannie przez zbytnią gorliwość lub niesmak z jednej cnoty w drugą; a co nie przyczynia się wcale do ich postępu na drodze doskonałości, lecz przeciwnie ów postęp raczej wstrzymuje, w zbudzając w duszy nieustanny niepokój i zamieszanie.

Kto kocha, ten trzyma się stale jednego systemu, to jest współpracowania wiernie z natchnieniem łaski, poddając jej wpływowi wszelkie myśli, uczucia i uczynki swojej w każ­dym czasie, w każdem miejscu i w każdem położeniu, w ucisku, czy w radości, w smutku, czy w powodzeniu, miłość prawdziwa nie podlega zmianie i zawsze gotowa wszystko poświęcić dla Boga!

Dla dusz pragnących doskonałości chrześcijańskiej, droga miłości jest zatem najprostsza i najłatwiejsza, i samo z siebie wypływa, że każda praktyka religijna, każde pobożne ćwiczenie, jakie spotyka­my w dziełach duchownych, jak na przykład: akty żalu za grzechy, dobrego postanowienia, ofiarowania się Bogu, lub też akty dziękczynne: wszystkie zawsze mu­szą mieć cechę gorącej miłości ku Bogu.
Miłość z prostotą złączona, zbliża czło­wieka do stanu dusz błogosławionych w niebie, których największą rozkoszą jest chwalić, wielbić i nieustannie kochać Boga: z tą tylko różnicą, że święci są oddani wyłącznie miłości, podczas gdy my, nie widząc i nie posiadając jeszcze Boga, oprócz miłości, pokładamy w Nim jeszcze wiarę i nadzieję naszą. Miłość podnosi duszę, że się tak wyrazić ośmie­limy, do stanu niemal Boskiego, o ile zdolną jest do tego słaba ludzka natura; Bóg jest sam ą miłością i miłością żyje, otóż i my stosownie do stopnia naszej ku Niemu miłości, w Nim żyjemy i prze­mieniamy się w Niego.

III.

Wiele słodyczy i pociechy w życiu znajdują te dusze, które służą Bogu na drodze miłości. Serce stworzone do ko­chania odgrywa tu największą rolę: wszystkie namiętności i źle skierowane uczucia ludzkie, które są powodem tylu łez i nieszczęść na świecie, źródło swe w sercu mają; jeśli zatem serce całkowi­cie zwrócimy ku Bogu, rzecz naturalna, że to serce Bóg opanuje i przepełni słodyczą Swoją.

Miłość skłania powoli ale skutecznie, pragnienia i wolę naszą do woli Bożej; w prawdzie czasam i ta miłość działa gwałtownie, odrywając jednej chwili zbolałe serce od tego wszystkiego, co sta­wiało przeszkodę działaniu łaski, siłą pio­runu niszcząc i niwecząc wszelkie zapo­ry, jakie miłość własna bezwiednie czę­stokroć ku swej własnej zgubie kładzie.
W pierwszej chwili podobna gwałtowność łamie duszę, niby prąd rozhukanej fali, zdaje się nam, że to próba ponad nasze siły; lecz gdy pierw sza walka przeminie, słodycz miłości Bożej w całej pełni od­czuwamy i nie zamienilibyśmy jej z ża­dne skarby świata!

Drugą zaletą miłości jest ów spokój, owa cisza wewnętrzna, w której dusza oderwana od wszelkich stworzeń, o ile to możliwe przy słabej naturze ludzkiej, w tem życiu jeszcze nieustannie w Bogu spoczywa; tej korzyści i tego szczęścia żadna z cnót innych dać nam nie może.
„Bojaźni„, jak święty Jan naucza: „cier­pienie i boleść nieustannie towarzyszą”. Nadzieja, jakkolwiek napełnia pociechą serca nasze, zawsze pewien niepokój obudzą. Jedna miłość tylko wolna od utrapień bojaźni, usuwa zarazem wszelkie niepokoje duszy, nad którymi nadzieja sama przez się zapanować nie jest w stanie. Miłość napełnia serce świętą rado­ścią, którą święty Paweł nazywa, że w połączeniu z miłością są owocami na­tchnienia Ducha św. Radość ta jest czysta, niewzruszona, nadziemskiem szczęś­ciem rozjaśnia oblicze, a napełniając ser­ce wieczną pogodą, jest przedsmakiem tej radości, jaka jest udziałem świętych w niebie.

Miłość, jak już wyżej powiedzieliśmy, utrzymuje duszę w nieustannym spokoju, a ten spokój, tenże sam Apostoł, także obok radości, do darów Ducha św. zali­cza. Kto kocha, ten nigdy nie poddaje się uczuciom niepokoju i trwogi.

Niepo­kój duszy z trzech źródeł wypływa, a temi są: złe sumienie, miłość własna, lub też pokusy szatańskie. Miłość Boża za­wsze sumienie w dobrym utrzymuje sta­nie: miłość własną stara się na każdym pokonywać kroku, a wszelkie pokusy i podszepty ducha ciemności odrzuca z po­gardą, walczy z nimi i wychodzi z nich zwycięsko. Bóg jest źródłem pokoju, a że do Boga tylko drogą miłości trafić można, w niej zatem jedynie znaleźć mo­żemy ten pokój, „który wszelkie przecho­dzi pojęcie i którego świat dać nam nie może!“

Droga miłości jest najłatwiejsza, pomimo rozlicznych przeszkód, jakie nam przedstawia. Przeszkody te stawiamy so­bie sami, wskutek zepsutej natury naszej, którą z gruntu naprawić i oczyścić może jedynie albo miłość Boża, lub też ogień czyścowy. Jeżeli czujemy się na siłach, do wykonywania cnót chrześcijańskich z zapomnieniem o sobie, znakiem to jest, że w nas Duch święty działa. Miłość w ogóle jest szlachetna, silna, przedsiębiercza i odważna: nic ją nie zraża i każ­dej chwili gotowa do największych po­święceń i ofiar, jeśli dobro ukochanego przedmiotu tego wymaga, lub gdy pra­gnie mu się przypodobać. Jeżeli miłość czysto naturalna, lub też pochodząca z pobudek zmysłowych, czyni człowieka zdolnym do największych wysiłków i ofiar: o ileż wyższą, czystszą i w objawach skuteczniejszą pow inna być miłość nadnaturalna, której przedmiotem jest Sam Bóg i którą On Sam w sercach naszych zapala, łaską Swoją wszechmocną wspie­ra i ożywia tak licznemi i ważnemi ze względu na własne dobro nasze — pobud­kami!

Najszczytniejszą pobudką w każdym czynie i w każdym życia wypadku, jest zawsze miłość: obawa lub osobisty inte­res, nie są w stanie obudzić w nas tego zapału, chęci i odwagi. Miłość zamyka oczy na wszelkie nasuwające się jej przeszkody lub trudności, nie zważa na nie, lub też stara się  je usuwać; zwycięża wstręty i nawet największe niebezpie­czeństwa zrazić jej nie zdołają; owszem, z całym zapałem i radością wyzywa je do walki i z zupełnem zapomnieniem o sobie do wszelkich ofiar gotowa, na każde wezwanie, a choćby tylko domyślne życzenia ukochanego przedmiotu!
„Miłość” — mówi święty Augustyn — „nie czuje ciężaru, a jeśli go uczuje, przez żar miłości lekkim się on jej staje!„—ponie­waż ten kto kocha, nigdy się tak szczę­śliwym nie czuje, jak gdy może cierpieć wielkie trudy i ofiary ponosić dla przedmiotu swojej miłości. Na koniec miłość odważa się na wszystko, i rzeczywiście nic dla niej niema trudnego!

O Boże mój! Gdy sięgnę pamięcią do najmłodszych lat mego życia, przyznać muszę, że kochałem, ale niestety! nie Cie­bie, a przynajmniej nie w tym stopniu, jak powinienem był Cię ukochać; z własnego doświadczenia lat ubiegłych przekonałem się, że pod wpływem miłości, z roz­koszą i chętnie spełniamy to wszystko, co w przeciwnym razie, jedynie tylko z poczucia obowiązku, trudnem a nawet niemożliwem dla nas byłoby. Czemuż więc miałbym się trwożyć? czemuż nie miał­ym z całą gotowością odpowiedzieć Twemu świętemu wezwaniu, w którem żądasz, abym względem Ciebie dał do­wody bezinteresownej miłości?! Czyż nędzne stworzenie miałoby mieć przewa­gę nad mojem sercem wobec Ciebie, Bo­ga mojego i największego mojego dobra!
Czyż Ty o Panie, który jesteś źródłem wszelkiej doskonałości, miałbyś mieć mniej zasług i mniej dla mnie powabu i w pragnieniu przypodobania się Tobie, miałbym mniejsze znajdować zadowole­nie, jak w chęci dogodzenia stworzeniom?! A ponieważ w nieskończonej dobroci Swojej pozwalasz, abym i własne szczęście moje w miłości Twojej widział, gdzież zatem skuteczniej i pewniej szu­kać mam tego szczęścia, jeśli nie w Tobie?…

cdn.

Rozmyślania o miłości Bożej (14) – O drodze bojaźni i drodze nadziei

Pozostałe części Rozmyślań o miłości Bożej TUTAJ


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Codziennie wieczorem wspieramy osoby wyrażające swoje poddanie się woli Boga naszą modlitwą:

Niech się stanie wola Twoja! (Módlmy się)

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie.”

Wskazane jest też dodać za Matką Boga: „Oto Ja służebnica(sługa) Pańska(i), niech Mi się stanie według Twego słowa!”

Codziennie wieczorem wspieramy osoby tak wyrażające swoje poddanie się woli Boga modlitwą :

CZYTAJ CAŁOŚĆ