Luty – Miesiąc Matki Bożej Bolesnej: O Siedmiu Boleściach NMP- Cz. 7 Złożenie Jezusa do grobu

ROZWAŻANIE
SIEDMIU BOLEŚCI MATKI PRZENAJŚWIĘTSZEJ.

Siódma Boleść.

ZŁOŻENIE JEZUSA DO GROBU

Matka obecna śmierci syna swojego, albo na jego cierpienia patrząca, bez wątpienia cierpi tyleż, a mo­że więcej nawet od niego. Lecz gdy wszelka już zniknie nadzieja, gdy śmierć nastąpi, gdy już i z ciałem jego przychodzi się rozstać na zawsze i w grobie je złożyć, o! wtenczasto, wtenczas największa boleść ogarnia nieszczęśliwą matkę! I ten to był siódmy a osta­tni miecz boleści przeszywający serce Maryi, nad którym teraz uwago naszą zatrzymamy.

Lecz, żebyśmy lepiej pojąć i ocenić potrafili osta­tnią tę boleść Matki Przenajświętszej, powróćmy my­ślą na Górę Kalwaryi, gdzieśmy Ją zostawili trzymającą na swojem łonie zwłoki Syna drogiego, i zle­wającą Je gorzkiemi łzami. „O! Synu mój, Synu, mogła wtenczas powiedzieć powtarzając słowa Hioba, odmieniłeś mi się w okrutnego (Job. 80. 21.). Zawsze byłeś dla mnie źródłem najwyższej pociechy, teraz stałeś się powodem niepojętej boleści. Piękność Twoja niezrównana wdzięki któremi jaśniałeś, przymioty któremi wszystkich serca pociągałeś do siebie, wszystko to co obudzało we mnie najżywsze do Ciebie przywiązanie, przemieniło się w tej chwili jakby w tyleż bolesnych pocisków raniących duszę moją, a tem do­tkliwszych dla mnie, im Cię więcej kochałam. O! Sy­nu najdroższy! straciwszy Ciebie, cóż mi na ziemi zostało? O! prawdziwy Synu Boży! Tyś mi był ojcem, synem, oblubieńcem. Tyś duszą był moją; teraz osieracasz mnie z ojca, owdawiasz po oblubieńcu, zasmucasz stratą jedynego dziecka! Syna tylko tra­cąc, wszystko straciłam!” (S. Bernard, de lament. Virg. )

Tak Marya w najwyższej pogrążona boleści, pła­kała nad ciałem Jezusa trzymając Je na ręku; lecz obecni tam uczniowie Pańscy, obawiając się, aby tak wielka boleść o śmierć Ją nie przyprawiła, pospie­szyli z przygotowaniami pogrzebu, aby niezwłocznie ciało przenajświętsze pochować. Siłą prawie wydarli Je z objęć matczynych, nabalsamowali i owinęli w prześcieradło, na którem Zbawiciel raczył zostawić wizerunek twarzy swojej. Lecz gdy Je już do grobu nieśli na własnych rękach, aniołowie z Nieba zstą­pili aby im towarzyszyć, a za nimi postępowały święte niewiasty otaczając Maryą. Gdy Matka Przenajświę­tsza przybyła na miejsce, gdzie już złożyć miano w grobie zwłoki Zbawiciela, o! z jakąż radością by­łaby razem z Nim wstąpiła do grobu, byle się z Sy­nem ani na chwilę nie rozłączać. Lecz nic taką była wola Boska: same tylko ciało włożono do grobu, kła­dąc tam także, jak to utrzymuje Baroniusz, gwoździe i koronę cierniową. Gdy otwór zawalić już miano ka­mieniem grobowym, nadeszła była chwila, w której Marya rozłączając się z Jezusem, ostatnie już spojrze­nie na Niego zwrócić jeszcze mogła. „A więc (mu­siała wtenczas zawołać) Synu mój, już Ciebie oglądać więcej nie będę! Synu, jedyna miłości moja, skła­dając Cię w grobie, składam tam i serce moje.” Marya pragnęła koniecznie, mówi święty Fulgenty, pogrzebaną być razem z Jezusem. A i sama Przenaj­świętsza Panna w jednem z objawień świętej Brygidy, powiedziała: „Zaprawdę powiedzieć mogę, że gdy grzebano ciało Syna mojego, złożono od grobu dwa niejako serca, moje obok Jezusowego.” (Obj. św. Bryg. ks. 2. rozd. 21)

Na koniec, podnieśli kamień uczniowie, i zawarli w grobowcu ciało Jezusowe, on skarb nad skarbami na ziemi i w niebie najdroższy. Zatrzymajmy się tu na chwilę: Marya z ciałem Jezusa, serce swoje po­grzebała, bo Jezus był jedynym Jej skarbem; a Pi­smo Boże powiada: Gdzie jest skarb wasz tam i serce wasze będzie (Luc. 12. 34). A my, gdzie dla serc naszych skarby zakładamy? niestety! marne stworzenia, znikome uciechy i rozkosze świata tego, oto co najczęściej jest celem naszej miłości najwyższej, i w nich skarby nasze upatrując, w nich serca nasze zanurzamy, ma­jąc Przenajświętszy Sakrament Ołtarza, w którym Pan Jezus z miłości ku nam przebywa, gdzie w ka­żdej chwili znaleść Go możemy gotowym wysłuchać łaskawie prośby nasze i udzielać nam łask najpotrze­bniejszych.

Lecz wróćmy do Maryi: zanim odejść miała od gro­bu, powiada święty Bonawentura, poczęła błogosławić kamień go przykrywający: „O! szczęśliwy kamieniu, zawołała, pokrywający w tej chwili Tego, którego łono moje przez dziewięć miesięcy nosiło, bądź błogo­sławiony; teraz wzbudzasz we mnie zazdrość, gdyż pod twoim zimnym głazom spoczywa Ten, który był mojem jedynem dobrem i najwyższym szczęściem na ziemi.” Potem wznosząc myśl swoją do Ojca przed­wiecznego: „Panie, mówiła, polecam Ci duszę Syna mojego, który i Twoim jest Synem.” I słowa te były to ostatnie jej pożegnanie grobowca Jezusowego, od którego odeszła udając się na samotność, w której odtąd całe swoje przebłogosławione życie spędziła.
Na jej twarzy taki był rozlany smutek, boleść Jej serca tak się w oczach i wszystkich rysach odbijała, że, jak mówi święty Bernard, każdy patrzący na Nią, luboby Jej nieszczęścia nie podzielał, na ten widok Jej smutku łez by wstrzymać nie mógł. Samych nawet uczniów pańskich i święte niewiasty towarzyszące Przenajświętszej Pannie, więcej rozrzewniał widok Jej niezmiernej boleści, jak samo wspomnienie śmierci Zbawiciela.

Święte niewiasty, mówi święty Bonawentura, wło­żyły na Matkę Przenajświętszą ubranie wdowie z za­słoną, okrywającą niemal twarz całą. Przechodząc około krzyża, zbroczonego krwią jeszcze niezastygłą Jej Syna, pierwsza przyklękła i oddała mu cześć głęboką. „O! krzyżu święty, powiedziała, kłaniam się Tobie i cześć Ci oddaję; boś ty już przestał być hańbiącem rusztowaniem, a stałeś się tronem największej miłości Boga ku lu­dziom, ołtarzem miłosierdzia, krwią Baranka Bożego poświęconym!”

Zchodzi na koniec Marya z Kalwaryi, i przybywa do swego mieszkania, gdzie naprózno serce Jej i oczy szukają Jezusa. Co krok napotyka tam tylko przedmioty przypominające Jej Syna i ostatnie chwile, w tem miejscu z Nim spędzone przed śmiercią. Stają Jej wtenczas na pamięci, żywiej jak kiedykolwiek, i pieszczoty z ukochanem dziecięciem, gdy Je jeszcze w żłobku Betleemskim pielęgnowała, i pobyt Ich w Nazarecie, i te różne ciągłe dowody przywiązania Jezusa do Matki, i te
czułe a pełne miłości synowskiej spojrzenia Jego, i te słowa mądrości Boskiej pełne z Boskich ust Zbawi­ciela od najmłodszych lat wychodzące. Potem znowu, przypomina sobie wszystkie okoliczności bolesnej męki i okrutnej śmierci Jezusa, na która dopiero co patrzała; zdaje się Jej, że widzi przed sobą i gwoździe i ko­ronę cierniową i włócznię; że obok Niej leży pokrwa­wione, skatowane i zlodowaciało ciało Jej Syna ze świeżemi ranami i obnażonemi biczowaniem kościami, z ustami rozwartemi i osłupiałemi oczyma. Niestety! o! cóż to za noc bolesną spędziła wówczas Matka Przenajświętsza! „Gdzie wasz mistrz?” pytała Jana świętego i świętą Magdalenę. „Moi drodzy, gdzie Syn mój? gdzie Jezus? gzie nasza miłość i pociecha jedyna? O mój Boże! któż Go nam zabrał?” I płacze Marya i łez utulić nie może, i wszyscy z Nią będący płaczą i smutek podzielają.

A tyż duszo moja, czyż z niemi nie zapłaczesz! Czyż Jezusa nie kochasz, czy Maryi boleść Cię nie porusza! Do Niej, do Niej uciekaj się duszo moja, i mów z Bonawenturą świę­tym: O! Pani i Matko moja, spraw abym z Tobą za­płakał, a za grzechy moje będące powodem i śmierci Syna Twojego i Twoich boleści, szczerze żałował. Ty łzy wylewasz z miłości i żalu za Synem Twoim; dajże wylać oczom moim łzy skruchy, któremibym zmazał winy moje. O Pani i Matko moja! jeślim Cię obraził, tedy przez sprawiedliwość proszę, przeszyj serce moje współubolewaniem nad boleściami Twojemi; jeślim Ci służył wiernie, tedy jako zapłaty do­magam sie tej rany! O biada mi! biada! gdybym widząc Zbawcę mojego poranionego i Ciebie z przeszytetn sercem mieczem boleści także zranioną, sam nie odniósł stąd rany na sercu.

««»»

Przykład

Pisze ojciec Engelgrave (In Domin. inir. oct. Nativ.), że pewien zakonnik tak był dręczony skrupułami, że niekiedy bliskim już okazywał się rozpaczy; lecz że miał szczególne na­bożeństwo do Matki Bożej Bolesnej, więc do Niej zawsze uciekał się w swoich strasznych uciskach we­wnętrznych, i rozpamiętywując Jej boleści doznawał wielkiej ulgi. Gdy bliskim był już śmierci, szatan bardziej jak kiedy dręczył go skrupułami i usiłował przywieść do ostatecznej rozpaczy. Aż oto najlitościwsza Matka, widząc w tak wielkiem niebezpiczeństwie jednego ze swoich sług wiernych, okazała się mu i rzekła: „Dlaczegóż synu mój w takie smutki zapadasz, ty któryś tylekroć razy współubolewając w moich smutkach, przynosiłeś mi pociechę? Bądź dobrej myśli! oto Jezus posyła mnie do ciebie, aby cię pocieszyć; nie obawiaj sio niczego, pójdź ze mną do raju,” i po tych słowach pobożny zakonnik pełen pociechy niebieskiej i ufności, skonał najspokojniej.

MODLITWA

O! Maryo Przenajświętsza! obudź w sercu mojem współczucie boleści Twoich, daj mi z Tobą zapłakać; racz wyjednać mi łaskę, abym nigdy nie wypuszczał z pamięci męki Zbawiciela mojego za mnie ponie­sionej i boleści Twoich, któreś za grzechy moje ofia­rowała Bogu; abym odtąd wszystkie dni żywota mo­jego poświecił na opłakanie tych grzechów, i na wy­lewanie łez nad rozmyślaniem śmierci Jezusa i Two­ich boleści; gdy bowiem nadejdzie dla mnie ostatnia godzina, pamięć-to tych boleści Twoich, będzie jedynie mogła uchronić mnie od rozpaczy, i doda od­wagi na widok tylu i tylu grzechów, któremi za ży­cia Jezusa obraziłem. Przez boleści Twoje, proszę Cię i zaklinam o! Matko najboleśniejsza! uproś dla mnie szczere do Boga nawrócenie, wszelkie potrze­bne mi łaski, wytrwałość w dobrćm, a nareszcie śmierć świątobliwą, abym tu na ziemi za życia czcząc godnie Twoje boleści, radości Twoje w chwale Syna Twojego mógł opiewać na wieki. Amen.

Poprzednie części TUTAJ


UWIELBIENIA MARYI przez Św. ALFONSA LIGUOREGO Biskupa i Doktora Kościoła. Kraków. 1887 r.

Skomentuj