Nauka Katolicka

O Narodzeniu Syna Bożego – Św. A.M. Liguori

W gospodzie więc odprawiono ich surowo; wszelako święty Józef, rodem z Betlehemu, pocieszał się nadzieją, że u swoich krewnych lub znajomych przyjęcie znajdzie: ale i ci odprawili go z surową niegrzecznością, z szyderstwem, nawet słowami go zelżyli. Zmartwiony wrócił św. patryarcha ze łzami w oczach do Maryi, czekającej za miastem na niego, aby jej swoje niepowodzenie oznajmić i użalić się nad zatwardziałością ludzi. „Nie wiem“, rzekł na koniec, „gdziebyśmy się na noc schronić mogli,... ale znam przecie niedaleko miasta jaskinią, dokąd pasterze swoje trzody przed burzą i nawałnicą zapędzają; — tam się więc udajmy.“

W on czas, gdy Marya z każdym dniem swego połogu wyglądała, wyszedł rozkaz od cesarza rzymskiego Augusta, żeby ludność całego rzymskiego państwa spisaną została. Już i kraj żydowski należał wtedy do państwa rzymskiego, już było berło od Judy odjęte, bo już czas Messyasza był przyszedł. Gdy ów rozkaz także w Nazarecie ogłoszono, żeby się każdy Izraelita do swego rodzinnego miasta udał, aby się dał zapisać w księgi ludności; zaczęli także nasi święci oblubieńcy przygotowania do dalekiej podróży robić, albowiem musieli się do Betlehemu udać, zkąd pokolenie Dawidowe, do jakiego oboje należeli, pochodziło.
Najśw. Panna przewidując, że nim do Nazaretu powróci, długi czas upłynie, i oświecona przez Ducha św. o wypadkach w zamierzanej podróży, zaopatrzyła się jeszcze w domu w potrzebne pieluszki i płócienne przewiązki dla Dzieciątka bożego, które porodzić miała; i wśród dżdżystych wiatrów i przykrych mrozów pory zimowej udała się na bydlęciu jucznem w drogę z mężem swoim

Tak owóż blisko ośm dni spędzili wśród wielkich trudności na tej pielgrzymce, nim wreszcie ku wieczorowi na górze leżące miasto Dawidowe ujrzeli. Znękani uciążliwą podróżą udali się zaraz po przybyciu do Betlehemu do publicznej gospody.

Zwyczajem krajów wschodnich, był to wielki dom z mnóstwem komórek czyli celek, gdzie każdego podróżnego bez różnicy na kwaterę przyjmowano; ale każden musiał sani o żywność się starać, jakiej mu było trzeba. Św. ewangelista podaje jednak, że dla naszych świętych wędrowników nie było miejsca w gospodzie, i to z pewnością dla tego, że z małej liczby jeszcze nie zajętych komórek, które dla okazalszych podróżnych trzymano, żadnej dla siebie nająć nie byli w stanie, bo nie mieli tyle pieniędzy, aby cenę przez napływ ludzi w Betlehemie podwyższoną, za komórkę zapłacić.

W gospodzie więc odprawiono ich surowo; wszelako święty Józef, rodem z Betlehemu, pocieszał się nadzieją, że u swoich krewnych lub znajomych przyjęcie znajdzie: ale i ci odprawili go z surową niegrzecznością, z szyderstwem, nawet słowami go zelżyli. Zmartwiony wrócił św. patryarcha ze łzami w oczach do Maryi, czekającej za miastem na niego, aby jej swoje niepowodzenie oznajmić i użalić się nad zatwardziałością ludzi. „Nie wiem“, rzekł na koniec, „gdziebyśmy się na noc schronić mogli,… ale znam przecie niedaleko miasta jaskinią, dokąd pasterze swoje trzody przed burzą i nawałnicą zapędzają; — tam się więc udajmy.“

Marya, która z Ducha św. wiedziała, iż takie przyjęcie znajdzie Syn Boży u ludzi, jak oto św. Jan pisze: „Świat jest uczyniony przez niego: a świat go nie poznał. Przyszedł do swej własności: a swoi go nie przyjęli Marya nie zasmuciła się wcale nad niepocieszną nowiną swego skłopotanego oblubieńca, ale odpowiedziała ze spokojnem, Bogu całkiem poddanem sercem: „Chodźmy więc dobrej myśli, gdzie nam Opatrzność iść każe; On przecie z nami jest, On nas zaprowadzi na to miejsce, które jego ręka sobie przygotowała dla spełnienia tajnych zamiarów swojej mądrości.“

Skoro Marya i Józef do biednej gospody wstąpili, jaką wspomniona jaskinia dla nich była, uczuli się nagle niebieską pociechą napełnieni, i upadłszy na kolana, dziękowali gorąco Najwyższemu za spokojne i święte ustronie, jakie dla nich zgotował.
Gdy św. Józef w skale wyciosaną stajenkę, która Synowi Bożemu wnet za pałac i za tron jego majestatu służyć miała, z barłogu i śmieci oczyścił, i bydlę juczne, na jakiem Panna Marya podróż odbyła, u żłobu uwiązał (przy którym podobno już i wół stał, bo św. Hieronim, Grzegorz, Paulin i inni ojcowie kościoła piszą: „w tej oborze poznał wół swego właściciela, a osieł żłób pana swego“, jak św. Izajasz prorokował), pokrzepili na koniec siły, podróżą i mrozami zwątlone lichym posiłkiem. Następnie prosiła św. Panienka, bo przeczuwała, że się jej godzina zbliża, swego św. towarzysza, aby się po tak wielkiem utrudzeniu dnia tego na krótki spoczynek udał; Józef usunął się w ciemny kąt jaskini, lecz nie na spoczynek, ale do modlitwy.

Tymczasem poczęła dziewica Bogarodzica przygotowywać ubogie pieluszki i przewiązki, a zebrawszy z ziemi garść siana, które bydełko upuściło, wysłała niem twardy i zimny kamienny żłóbek i przykryła ubogie posłanie nie mniej ubogą kołderką; skończywszy to przygotowanie, rzuciła się na kolana do gorącej modlitwy. Podczas zachwycenia, w jakie śród modlitwy wpadła, narodził się Syn Boży dziecięciem z jej łona.

Gdy Marya znów do siebie przyszła z zachwycenia, w jakiem wraz z nią i św. Józef tajemnice Trójcy Przenajświętszej oglądał: oto już leżało Dzieciątko Boże, Syn Boga i Dziewicy w żłobie na sianie kołdrą przykrytem. Na ten cudowny widok rozpłynęło się serce Maryi i Józefa w najsłodszych uczuciach miłości, adoracyi i niebieskiej radości. — Wszakże Marya była jedyna z niewiast Panną przed porodzeniem, Panną podczas porodzenia, Panną po porodzeniu; Marya jedyna z córek Ewy łączyła w sobie koronę panieńską i zaszczyt macierzyństwaI Tak samo święty Józef, jedyny z mężów, synów Adamowych, za godnego uznany od Boga, aby jego ojcowskie miejsce zajmował; rzucił się gwałtownie ową łaską porwany, przed żłóbkiem na kolana, wychwalając Słowo, które się stało ciałem, całując z uszanowaniem nóżki Dzieciątka Bożego i ofiarując się jemu na wieczystą służbę.

Ale Syn Boży, który gardził marnym przepychem świata, który wzgardził nawet pomieszkaniem ludzkiem i wszelką wygodą, od ludzi za potrzebną uznaną, potrafił sobie uświetnić swoje przyjście cudami, które cały świat zatrwożyły, a które narodom w sromotnem bałwochwalstwie i grzesznych namiętnościach pogrążonym, wszechmocność prawdziwego Boga głośno przypomniały. Albowiem wedle jednozgodnego podania dawnych wieków, zakwitły w onej świętej nocy — w grudniu — winnice w dolinie Engaddy, zapadła się nagle świątynia bogini pokoju w mieście Komo, zamilkło na zawsze wiele bożyszczów i ich kapłanów, przez których dotąd złe duchy przemawiały i łatwowiernym, zabobonnym bałwochwalcom wyrocznie o przyszłości dawały. Jak zaś złe duchy oniemiały i głos swój straciły, tak podniosły duchy niebieskie swój głos na rozkaz swego Pana: owóż wszystkie chóry aniołów zebrały się w świętej jaskini betlehemskiej, aby wielbić swego Boga i Pana w postaci człowieczej utajonego. Wielu z nich zostało na różne strony świata wysłanych: jedni, aby oznajmić w otchłani bawiącym duszom patryarchów, proroków i innych sprawiedliwych narodzenie obiecanego Zbawiciela i blizki koniec ich cierpień; drudzy, aby pastuszkom koło Betlehem też samą wesołą nowinę zwiastować; inni znów, aby z odległych wschodnich krain królów i książąt przez wewnętrzne i zewnętrzne objawienie powołać do złożenia czci boskiej nowonarodzonemu królowi żydowskiemu. — Od razu zlękli się pobożni pastuszkowie, gdy ich nagle niebieskie światło ogarnęło i anioł do nich przemówił: „Nie bójcie się, bo oto powiadam wam wesele wielkie, które będzie wszystkim ludziom; iż się wam dziś narodził Zbawiciel, który jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowem. A ten wam znak: znajdziecie niemowlątko uwinione w pieluszki i położone w żłobie.

Ale gdy się po tych słowach anieli ku niebiosom unieśli, z rozlegającym się po całej okolicy śpiewem: „ Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, dobrej woli!“ nabrawszy pastuszkowie ducha, udali się skwapliwie do jaskini, aby Dzieciątku Bożemu pokorny ukłon złożyć. Następnie powiedzieli wszystko, co im aniołowie oznajmili; Marya zaś, mówi pismo św., przechowała wszystkie te słotna w sercu swojem, zastanawiając się nadtem, jak się wszystko z przepowiedniami proroków tak cudownie zgadzało, przez co się jej wiara, uszanowanie i miłość do Najśw. Dzieciątka, jako prawdziwego Boga, bez miary pomnożyła i niezachwianie ustaliła.

Od chwili, jak się Marya matką Syna Bożego stała, dbała z niewypowiedzianą miłością i troskliwością na wszystko, co się jej boskiego dziecięcia dotyczyło; do takowej staranności skłaniała ją nie tylko wrodzona miłość macierzyńska, lecz więcej jeszcze święte uszanowanie dla Syna Bożego, jako Boga i Pana swego.


Żywot Przebłogosławionej Dziewicy Bogarodzicy Panny Maryi. Tudzież Cuda i łaski jakich wierni wszystkich wieków za Jej wstawieniem się doświadczyli. Św. Alfons Maria de Liguori. Opracowane:  J. P. Silbert. Królewska Huta 1870 r.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “O Narodzeniu Syna Bożego – Św. A.M. Liguori

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: