„Ty przynajmniej kochaj mnie!”

Wielka, niepojęta miłość Boża powołała świat do bytu. Z miłości i dla miłości stworzeni jesteśmy z niczego. Bóg więcej nie pragnie, jak być kochanym, i uczynić nas szczęśliwymi.
Człowiek wzgardził tą Bożą miłością; upadł i byłby na wieki utracił szczęście i życie, gdyby nie nowy objaw miłości: odkupienie nas przez Jezusa Chrystusa.

Miłość Boskiego Serca

Przed wiekami zrodzony z Ojca, czekał Jezus z upragnieniem chwili, kiedy będzie mógł dać dowód najpiękniejszej swej ku ludziom miłości i przez Swą ofiarę oddać Bogu chwałę, a nam przywrócić utracone synostwo Boże. Porzucił dla nas niebo, zstąpił na ziemię i tu przeszedł z nami wszystko: od nędzy niemowlęctwa – aż do najhaniebniejszej i najboleśniejszej śmierci.

„Pożądaniem pożądałem”… mówił przed męką do Apostołów, chcąc w tych słowach wyrazić całą siłę pragnienia ofiary. Bez ofiary nie ma miłości, a przecież Chrystus „umiłowawszy swoje, do końca je umiłował”.

Jego Boskie Serce nie znało granic w okazywaniu nam Swej miłości; dla Niego nie było nic zbyt trudnym, bo kiedy nawet siły ludzkie Chrystusa opuszczały i zmuszały do prośby o oddalenie kielicha, to Serce Jego nie przestało pragnąć wytrwania. Wytrwało też aż do końca w ofierze.

Na tym się jednak nie skończyła wielka miłość Jezusa. Widząc słabość natury ludzkiej, widząc, jak dużo spomiędzy nas upadnie w drodze życia, i nie potrafi o własnych siłach podnieść się, pozostał z nami w Najświętszej Eucharystii... „nie zostawił nas sierotami”. I odtąd nieprzebrane strumienie łask Bożych płyną i płynąć będą aż do skończenia świata; strumienie życia, światła, siły, a nade wszystko MIŁOŚCI, przepełniającej Serce Jezusa Eucharystycznego.

Przez przebywanie z nami i w nas, daje Chrystus swą łaskę, która „oświeca każdego człowieka na świat przychodzącego”, tak, ażeby nikt nie mógł się użalić, że był pozbawiony pomocy Bożej.

W miarę postępu i potrzeb świata, odkrywa łaska Boża coraz to nowe dziedziny wiedzy, wzbogaca umysły wynalazkami i zdobyczami przeróżnymi, tak, że człowiek zstępuje z wyżyny na wyżynę, odkrywając coraz to nowe tajniki mądrości i miłości Bożej.

Hojnym sercem darzy Pan Jezus ludzi, chcąc „ażeby życie mieli – i obficie mieli”. Wszystko, co jest na świecie, poddał Bóg pod władzę człowieka, chcąc go tym samym przypuścić do współudziału w urzeczywistnieniu myśli Bożej w świecie. Słusznie mówi psalmista: „Cóż jest człowiek, iż nań pamiętasz… Postanowiłeś go nad dziełami rąk Twoich, poddałeś wszystko pod nogi jego”.

Niewdzięczność ludzkich serc

I dzierży człowiek ster świata w ręku swoim, ale jakże źle nim kieruje. W zdobyczach duchowych, umysłowych i technicznych zlekceważył pierwiastek Boży, zamknięty w każdym poczynaniu. Każdy niemal dorobek przyjął jako swój, przywłaszczył i wykoszlawił. Za niezliczone dobra i dowody miłości Bożego Serca odpłacił Mu niewdzięcznością i zniewagą. Pychę i egoizm wprowadził do każdej prawie dziedziny życia, w każde środowisko społeczne. Od samolubstwa swego uzależnił przepiękną ideę rodziny, wychowanie młodzieży i dobro społeczne; na miejsce Bożego prawa ustanowił swoje, które schlebiają jego zmysłowości i wygodzie, – jednym słowem na pokarm własnej pychy oddał te wszystkie cuda łaski, którymi Bóg przez niego chciał działać na świecie.

Z pięknego dzieła Bożego, jakim by mógł być świat, z zamkniętymi w nim iskrami Bożej wszechmocy i miłości, uczynił człowiek cmentarz moralny dusz ludzkich i talentów podeptanych. Zamiast znaleźć szczęście i radość życia – cierpi nędzę i ból. Znaczna większość ludzkości poszła w ten sposób na zgubę, a tylko mała liczba jest tych, którzy wytrwali pod sztandarem Chrystusa.

I na to wszystko patrzy Serce Jezusa ze Swego cichego ukrycia w Tabernakulum…

Patrzy i cierpi, a do tych nielicznych dusz, które nie nadużyły darów Bożych, zda się wołać, wskazując na Swe Boskie Serce:

„Ty przynajmniej kochaj mnie!”

„Kochaj!” to jedyna i największa prośba Jezusa. Wczuwając się w to słowo, dziwnym nam się zdawać może, że Bóg nasz musi nas prosić o miłość; a jednak tak jest. Nędza ludzka jest tak niepojęcie wielka, a nicość tak kompletna, że żadnym czynem, nawet najbardziej bohaterskim, nie odpłacimy naszemu Zbawcy za to, co dla nas uczynił, jedynie MIŁOŚCIĄ. Dlatego też Jego Boskie Serce cieszy się, gdy widzi w nas miłość i obiecuje, że u schyłku życia nie z czynów, ale z miary miłości, z jakąśmy przez życie przeszli, sądzeni będziemy.

Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego 

 jest najlepszym wyrazem zewnętrznym naszej miłości i wdzięczności.

A jak miłym jest ono Bogu, świadczy fakt, że tak szybko się rozwinęło i znalazło wyraz w całym szeregu praktyk miłosnych. Można czcić to Boskie Serce przez nabożeństwo prywatne w domu, lub publiczne w kościele, przez przystępowanie w pierwsze piątki miesiąca do Komunii św., przez adoracje pierwszopiątkowe lub godzinę świętą w pierwsze czwartki. Można bowiem Sercu oddawać rodziny nasze w ofierze, urządzając intronizację w domach naszych lub w końcu, należeć do domowych nocnych adoracji wynagradzających. Nie ma chyba duszy, która by choć jednego z tych różnych rodzajów nabożeństw nie mogła praktykować.

Przy wielkiej miłości Boga, a o nią tu przecie chodzi, czas się zawsze znajdzie i więcej może: czas się znaleźć musi, na hołd należnej wdzięczności.

 

Przed Tabernakulum

To najlepsze miejsce na złożenie miłosnej dani, na adorację. Tu przebywa żywy, czujący Jezus, co widzi i słyszy nas. Tu więc możemy złożyć Mu akt wiary za siebie i za tych, co jej nie mają, lub ją utracili. Ukochać serdecznie, powiedzieć Mu, że droższy nam jest nad ojca, matkę, nad rodzinę całą, a choćby serce milczało, szeptać usty za Apostołem: „Panie, Ty wiesz, że Cię miłuję”.

Potem zapewnijmy Pana Jezusa, że Mu ufamy, że klęcząc u Jego stóp robimy Mu choć malutką przyjemność i sprawiamy ulgę Boskiemu Sercu.

Wielbijmy Go z zastępami Aniołów i Świętych za świat cały, odmawiając ze skupieniem „Te Deum”. Przepraszajmy za ludzkość, za bliskich, dalekich, za zbrodnie straszne i za swą własną niewdzięczność i nędze.

Prośmy… o wszystko, co nam serce podszepnie, ale przede wszystkim o panowanie Serca Jezusowego w nas, w duszach naszych bliskich, w rodzinach, w Kościele całym i w narodach.

A w końcu – dziękujmy; Bóg tak mało odbiera wdzięczności od ludzi. Więc składajmy Mu dzięki: za stworzenie nas i odkupienie, za radość i ból, za wszystko stworzone i całą ludzkość, za wiarę i miłość nam daną i w końcu – za Niego samego.

Taką cichą, ale szczerą modlitwą zrobić możemy bardzo dużo, więcej może, niż to się nam zdawać będzie, bo owoców starań naszych nie ujrzymy. Jedynie w duszach naszych panować będzie Bóg coraz wszechwładniej. Miłość rozpalać się będzie coraz więcej, a wtedy może dorzucimy naszym skromnym życiem choć kropelkę słodyczy do kielicha wdzięczności. Żaden wysiłek nie pójdzie na marne, miłością opleciemy każdy nasz czyn, z miłością pójdziemy w świat, między ludzi, na ulicę; a wtedy Serce Jezusa przez wierne Mu dusze w tłum ludzi wniesione, zacznie działać i pociągać; my zaś bądźmy prostymi, nic nieznaczącymi naczyniami w ręku Bożym.

Wytrwała, cicha i ufna praca nad panowaniem Serca Jezusowego na świecie, musi odnieść zwycięstwo, a wtedy spełni się to gorące pragnienie serc naszych, żeby od krańca do krańca ziemi rozbrzmiewał okrzyk:

„NIECH BĘDZIE KOCHANE, CZCZONE, CHWALONE ZAWSZE I WSZĘDZIE TRIUMFUJĄCE SERCE JEZUSA!”

 


„Głos Karmelu” – Oto jak umiłował, rok VIII, nr 6, czerwiec 1934.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s