Ludzie, próbując ratować coś, co dawno zatonęło, chwytają się przysłowiowej brzytwy. Usiłują oddzielić postępowanie kapłanów od głoszonej przez nich nauki. Problem w tym, że obecnie zepsute jest zarówno jedno, jak i drugie
Wiadomo, że nie jest rzeczą możliwą, żebyśmy znali myśli i uczynki prywatne wszystkich kapłanów, i jest naturalną rzeczą, że każdy odpowiada za swoje czyny sam przed Bogiem. Wiadomo też, że nawet wśród 12 apostołów znalazł się zdrajca, a więc czystym szaleństwem jest oczekiwać, że wszyscy kapłani są dobrzy.
Dobrą rzeczą jest też nie interesować się drzazgą w oku jednego człowieka, mając belkę w swoim. To wszystko prawda, ale dotyczy ona życia prywatnego kapłanów i wiernych. Uczestnictwo w bluźnierczych obrzędach (np. nową mszą), zmiana słów lub inne wybryki związane z kultem Boga to całkiem inna, bardziej poważna sprawa.
Zauważmy, że Jezus mówi, żeby nie naśladować faryzeuszy, ponieważ nauczają innych prawdy, ale sami postępują inaczej. Więc ewidentnie zwraca uwagę również na ich złe postępowanie w życiu prywatnym.
W dzisiejszych czasach ludzie toczą spory o tak absurdalne rzeczy, że trudno nawet o tym pisać. Wszystko zamyka się wokół jakichś ludzi. Czy ktoś jest kapłanem, czy biskupem, czy nie? To są dla nich najważniejsze sprawy. Są to proste sprawy, które można łatwo rozwiązać. Teoretycznie łatwo, ale w świecie, gdzie rządzi kłamstwo, zakłamanie i powszechny brak logicznego myślenia, jest to problem nie do rozwiązania dla zwykłych ludzi, którzy albo mają za dużo wiedzy, której kompletnie nie rozumieją, albo nie mają jej wcale i kierują się porywami serca. Może to za ładnie powiedziane — raczej swoimi pożądaniami, które, jak to bywa z uczuciami, są mylne i krótkotrwałe, chyba że usprawiedliwiają własne grzechy, bo wtedy są z ludźmi nawet aż do śmierci.
Dyskusje o postępowaniu takich ludzi jak np. arcybiskup Ryś i jemu podobni, ponieważ jest on kapłanem pogańskiej sekty modernistycznej, są stratą czasu. Czy apostołowie zastanawiali się nad postępowaniem pogan? Czy rozważali ich dobre i złe uczynki? Nie. Po prostu miażdżyli ich kłamstwa prawdą.
Tak zwany ruch oporu czasami mówi prawdę, ale często toleruje też kłamstwa modernistów dla tak zwanego większego dobra. Tylko że nie istnieje coś takiego jak większe dobro i mniejsze zło. Jest tylko prawda i kłamstwo, a wszystkie odcienie pochodzą od szatana. „Tak” i „Nie” — tak powiedział Jezus Chrystus.
Co w tym jest takiego trudnego do zrozumienia?
Ostatnio ktoś do mnie napisał, że czeka mnie Sąd Boży za szkalowanie Bractwa. Nie wiem, w którym tekście to robiłem, ale jest to ewidentne wskazanie, że niektóre struktury prowadzą do ślepego fanatyzmu. Normalna krytyka polega na wskazaniu, w którym miejscu jest kłamstwo, i przedstawieniu prawdy.
„Jeźlim źle mówił, daj świadectwo o złem; a jeźlim dobrze mówił, czemu mię bijesz?”
Każde inne postępowanie jest fanatycznym kłamstwem, niemającym nic wspólnego z wiarą katolicką.
Wielu zwolenników tak zwanej tradycji wychodzi z założenia, że nie można zbyt mocno atakować dzisiejszego kościoła modernistycznego, żeby nie rozproszyć owieczek. Takie założenie jest w gruncie rzeczy absurdalne. Po pierwsze, to nie są owieczki, tylko wyznawcy pogańskiej religii, a więc pomocnicy wilków w owczych skórach. Po drugie, czy Apostoł Narodów, idąc do pogan, głaskał ich kłamstwami, czy walczył z nimi prawdą?
Według mnie nie chodzi o owieczki, tylko o stado baranów, którym otwierają się portfele na kłamstwa, a zamykają na prawdę, a więc trzeba tak nimi manipulować, żeby koryta były pełne.
Tak, zasłona się rozdarła i od dawna jest to widoczne, tylko ślepcy nic nie widzą.
Na koniec jeszcze jedna sprawa. Bóg posłał Pasterza, żeby zgromadził owce i pasł Jego stado, a nie kazał owcom szukać pasterzy. Dał im Swojego Syna, który chodził i nauczał, a nie siedział w domu i czekał, aż przyjdą do Niego. Trzydzieści lat w rodzinnym domu praktycznie nic nie zmieniło, ale trzy lata podróży zmieniły wszystko.
Kapłani, którzy siedzą w swoich kościołach i czekają na owce, są jak pasterze ukrywający się przed wilkami w jaskini i spokojnie patrzący na rzeź swojego stada. W czasie rewolucji francuskiej kapłani z narażeniem życia docierali do wiernych, którzy również narażali życie, przyjmując ich pod swój dach. Nie czekali, ponieważ dobry pasterz szuka, gromadzi i chroni owce, a nie siedzi i wygłasza swoje mądrości.
Faryzeuszom i uczonym w Piśmie potrzebne są wykłady teologiczne, ponieważ próbują rozwiązać węzły, które sami zawiązali, ale zwykłym wiernym potrzeba tylko pasterza i prawdy. Trzymajmy się tego, a bramy piekieł nas nie przemogą.
Arkadiusz Niewolski


Skomentuj