Strobosfera nr 88. To nie czas na szarych, to nie czas na nieobecnych


Piergiorgio Seveso


Liczne i poważne są zarzuty, jakie można postawić niektórym katolickim tradycjonalistom: wśród nich z pewnością ten, że rzutują oni na rzeczywistość własne nierealistyczne aspiracje, pobożne życzenia i naiwne, choć bezpodstawne nadzieje.
Powierza się los „człowiekowi chwili” (Ratzingerowi, Burke’owi, Prevostowi, Müllerowi – a kto wie, jakiemu jeszcze innemu osiwiałemu „purpurowi”) po to, by zrealizować nieprzyznawane marzenia o restauracji, a jeszcze częściej – o kompromisie między siłami rozkładu a postawami konserwatywnymi.
Marzy się, snuje plany, wyciąga wnioski, a nawet przewiduje urojone zwycięstwa, całkowicie tracąc kontakt z rzeczywistością w gorączkowym, halucynacyjnym zapale godnym jakiejś sławnej, intelektualnej powieści XX wieku.

Pierwszy rok rządów Prevosta pokazał jak bardzo niektórzy „katoliccy tradycjonaliści” są naturalnie skłonni do samoodurzenia, do uczynienia z ulotnego „dobrego momentu” albo „dobrego słowa” ze strony „władz soborowych” fundamentu, na którym buduje się kartkowe zamki na chwiejnych karczemnych stołach, a nawet zamki na lodzie.
Często zastanawiałem się, czy i ja czasem nie ulegam tym rzutom pragnień na rzeczywistość, które ją przekraczają, poetyzują, a w ostatecznym rozrachunku – wymazują. Bez pobłażliwej samousprawiedliwiania się, powiedziałbym, że nie. Historia włoskiego tradycjonalizmu katolickiego przyzwyczaiła mnie bowiem do najbardziej swawolnej ironii, graniczącej z nieczczym brakiem szacunku, nie pozbawionej jednak obiektywnej oceny wartości ludzi i „instytucji”.
Ostatecznie pozostaje tylko Bóg, który panuje nad tradycjonalistami, opornymi i katolikami integralnymi – wszystko inne to blade cienie, które blakną i przemijają.
Stosując tę samą miarę do najnowszych wydarzeń, konsekracje biskupie FSSPX są z pewnością wydarzeniem przełomowym, wykraczającym daleko poza wewnętrzne dynamiki i logistyczne potrzeby tej wspólnoty religijnej, a prawdopodobnie także poza intencje jej organizatorów. W ostatecznym rozrachunku jest to potężne potwierdzenie woli życia katolicyzmu rzymskiego wobec „chrześcijaństwa soborowego”.
Ta wola życia – niezależnie od intencji poszczególnych osób, niezależnie od profili konsekrowanych i konsekratorów – jest znakiem opatrznościowym nieomylności Kościoła katolickiego. Wpisuje się ona w proces zachowania episkopatu katolickiego i Święceń kapłańskich, który w latach 80., zaledwie kilka lat po „intronizacji rewolucji soborowej”, zaowocował powstaniem koniecznych tratw ratunkowych dla katolicyzmu.
Te tratwy, chroniące episkopat katolicki, należą do najcenniejszych rzeczy, jakie dzisiejszy katolik – godny tej nazwy – może spotkać, chronić, strzec i bronić. To zatem czas na odważne piersi biskupie, ale także na odważny laikat, który stanie się radosnym orszakiem, a w niektórych przypadkach – obronnym szańcem dla tych „chwał episkopatu” XXI wieku. Z pewnością nie jest to czas na laikat szary, ostrożny, drżący i lękliwy, a już tym bardziej na laikat celowo i sztucznie nieobecny.
Oto zatem, do czego jeszcze mogą służyć te biskupie konsekracje: aby służyć jako kartka lakmusowa dla małoduszności bojaźliwych mieszkańców zakrystii, dla prawniczych wykrętów i włóczykijów, dla dusznej, samoreferencyjnej i bezowocnej kulturki zbyt wielu osób, dla „diakonis”-posłuszeństwa, które staje się ślepotą i nierealizmem.
Do tego – i do wiele więcej – służyły i będą służyć konsekracje biskupie formalnie „bez rzymskiego mandatu”, ale… z mandatu Boga, Kościoła i Tradycji.
Nie bądźcie więc małoduszni, słabi i płaczliwi, nie rozpraszajcie się w wielu doczesnych sprawach, nie zapadajcie w odrętwienie z powodu afazji zakrystyjnej ani nie milknijcie z powodu jakiegoś zwyrodnialego puryzmu czy totalitaryzmu piwnicznego. Przyjdźcie – jeśli chcecie – z nami, by wzmocnić i ożywić dzieło, które zawsze potrzebuje świeżej krwi oraz odważnej i hojnej ofiarności młodych umysłów i serc, by walczyć o Chrystusa Króla i Maryję Królową w tym powszechnym zatopieniu Prawdy i Obowiązku.

Tekst oryginalny znajduje się tutaj:
Regina confessorum, ora pro nobis


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

Skomentuj