Co jest potrzebne duszy, aby miała wpływ na materię?
Oczywiście wiara. Ale to jest rzecz, bez której dusza nawet nie zacznie myśleć o innych sprawach.
Lustro. Lustro prawdy – nie raz o nim pisałem. Nie jest ono przedmiotem realnym, ale może być, jeżeli tego chcesz. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś przeglądał się w prawdziwym lustrze. Czasami warto zobaczyć swoje oczy, które często są odbiciem twojej duszy.
Pamiętam, że jako 17-letni chłopak mieszkałem przez parę tygodni w pokoju, w jednym rogu którego stało wielkie lustro. Mała izba i duże lustro powodowały, że niezależnie od tego, co byś robił, zawsze widziałeś siebie w tym lustrze. Dość nieprzyjemne uczucie. Czasami zastanawiam się, czy to nie było przyczyną poważnych decyzji, które wtedy podjąłem i które zmieniły bieg całego mojego życia. Zwłaszcza że później, po latach, właśnie spojrzenie w lustro i ujrzenie własnych oczu – które były złe – stało się jakby katalizatorem mojego nawrócenia.
To może świadczyć o tym, że realne lustra też są ważne. Ale czy naprawdę są? Nie jestem o tym przekonany, ponieważ tak naprawdę widzisz w nich to, co chcesz zobaczyć.
Są one często takimi zwierciadłami:
„Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie – kto jest najpiękniejszy, najmądrzejszy, najsprytniejszy…”
I zawsze widzisz, że to ty.
Co to ma wspólnego z rzeczywistością?
Problem w tym, że nic.
Dusza widzi prawdziwego ciebie i ty musisz to zaakceptować, jeżeli chcesz mieć prawdziwy wpływ na otaczającą cię rzeczywistość.
Pan nasz Jezus Chrystus czytał w naszych duszach jak w otwartej księdze. Znał jej wszystkie najciemniejsze zakamarki i one decydowały o tym, jak na nas patrzył.
„Zostaw wszystko i chodź za Mną.”
To jest zdanie, które obnaża ludzką hipokryzję. Zawsze mamy jakieś wytłumaczenie. Pieniądze, rodzina itp.
Zawsze wszystko jest ważniejsze od Boga, a tym samym od tego, czego nasza dusza naprawdę pragnie – ścisłego zjednoczenia z Bogiem.
Tylko przez zwierciadło duszy możemy dostrzec, jacy jesteśmy naprawdę.
Nie umiemy tego zaakceptować, a nawet mało tego – nie potrafimy przyjąć słów prawdy od innych, czy to przyjaciół, czy to wrogów. Uważamy, że oni nie rozumieją naszej sytuacji. Przecież to jest życie w kłamstwie.
Wrogowie najczęściej dostrzegają nasze słabości i – tak jak szatan – w nie uderzają. Może nam się to nie podobać, ale często to jest prawda. Wojska atakujące twierdzę szukają słabego punktu i w niego uderzają. Tak samo wrogowie naszych dusz.
Moderniści schlebiają ludzkim grzechom i to powoduje, że jeszcze nie wszyscy posłuchali nakazu ucieczki, a nawet przyciąga nowych wyznawców fałszywej religii.
Dusza jest dużo silniejsza od naszego ciała, ale żeby okazać tę siłę, musi być ściśle połączona z Bogiem, a tym samym z Prawdą – przede wszystkim z prawdą o samym sobie. Nic nie pomogą magiczne zaklęcia i pogańskie zwyczaje, bo one są kłamstwem i modlitwą do drzew i kamieni.
Zawsze na pierwszym miejscu musisz postawić swoje zbawienie, a dopiero później możesz pomagać innym. Nie uratujesz innych dusz, jeżeli nie masz czystej swojej. Co za pożytek dla tonącego z ratownika, który sam nie umie pływać? Niechybnie obaj pójdą na dno.
Czy Pan nasz Jezus Chrystus powiedział do Natanaela, że widział go w świątyni?
Nie.
Widział go tam, gdzie szczerze się modlił – samotny, w ciszy, jakby w małej izdebce duszy.
Taka modlitwa jest słyszalna, jest gotowa przenosić góry, zmieniać nasze życie.
Chociaż bez bezpośredniej rozmowy z Bogiem nie ma nic, to jednak sama modlitwa może nie wystarczyć. Cuda się zdarzają, ale nie są regułą. Oczywiście można zakładać, że podczas modlitwy przed śmiercią wyzwolisz w sobie taką wiarę, żal za grzechy i skruchę, że to uratuje twoją duszę po całym życiu w kłamstwie. Ale takie założenie i nadzieja jest czystym szaleństwem. Roztropniej jest przygotowywać się do tego momentu dużo wcześniej – najlepiej przez całe życie.
Czy Pan Jezus modlił się, żeby Bóg Mu zesłał osiołka?
Nie. Kazał uczniom go przyprowadzić.
To, co możesz zrobić sam – zrób, a Bóg ci to wynagrodzi. To jest oczywiste, ale tak wielu myśli, że modląc się, sprawia, że coś się zrobi samo.
Módl się, żeby twoje przedsięwzięcie się udało, dało dobre owoce – a nie o to, żeby Bóg za ciebie coś zrobił albo żeby ludzie wpłacali pieniądze, to wtedy będziesz pracował w winnicy Pańskiej.
To jest podstawowy błąd naszych modlitw. Traktujemy modlitwę jako magiczne zaklęcie, a Boga jako czarodzieja.
Jeżeli chciałem założyć stronę http://www.niewolnikmaryi.com, to nie modliłem się o to, żeby Bóg mi ją założył i cudownie sprawił, żeby ludzie ją czytali. Po prostu założyłem ją i prowadzę przez prawie 8 lat. I chociaż jest banowana z każdej możliwej strony, Bóg sprawia, że istnieje i dociera z prawdą katolicką do tych, co szukają – a więc do wystarczającej liczby ludzi. Nigdy nie modliłem się o pieniądze, chyba że nie miałem za co opłacić domeny itp. – ale nawet wtedy tylko o pomoc w znalezieniu rozwiązania.
Zdaję sobie dobrze sprawę, że Faustyna czy też Wojtyła otwierają ludziom portfele, ale zamykają drogę do Zbawienia – i to jest dla mnie ważniejsze. Nie sprzedam duszy diabłu tylko dlatego, że większość tego chce, bo takie treści ich interesują. Kłamstwo zawsze będzie kłamstwem i tego nic nie zmieni – nawet mylenie NMP ze zjawą z Medjugorje.
Dusza może zmieniać rzeczywistość i to jest fakt niezaprzeczalny, ale musi się do tego odpowiednio przygotować i zdawać sobie sprawę, że zmiana, która nastąpi, może nie być tym, czego człowiek oczekuje.
Modlitwa o usunięcie cierpienia może oznaczać modlitwę o śmierć.
Modlitwa o nawrócenie jest modlitwą o narodzenie się na nowo. Jeżeli modlisz się o swoje nawrócenie, to jest na pewno łatwiej niż o czyjeś – ponieważ wtedy jest to bardzo ciężka modlitwa oznaczająca śmierć duchową i zmartwychwstanie duszy.
Warto się modlić o cierpienie, ponieważ to nas bardzo wzmacnia. Co to za życie bez przeszkód i problemów? To marazm człowieka, który duchowo już nie żyje.
Ludzie czasami potrafią się modlić na ulicach, a nie potrafią w myślach z samym sobą porozmawiać. Te modlitwy są puste, na pokaz. Tak jak bogacze wrzucają garść pieniędzy, ale nie mają nawet szczypty wiary. Biedny z ostatnich rzędów w świątyni oddaje ostatni nędzny grosz, ale często dużo więcej wiary i miłości.
Powoli buduje się w nas obraz człowieka, który potrafi przenosić góry.
Gdy ten obraz stanie się rzeczywistością – Świątynia w naszych duszach zostanie odbudowana na skale wiary.
A to dopiero początek…”
Arkadiusz Niewolski


Skomentuj