System nie boi się ludzi. Boi się ich dusz!


Urodziliśmy się po to, żeby zwyciężać, a żyjemy, ciągle przegrywając.

Czy system się nas boi?

Tak, boi się potencjału ukrytego w naszych duszach. Nasza siła jest w tym, co zostało nam przekazane i co świat za wszelką cenę chce nam wymazać z pamięci.

Od samego początku Bóg przekazuje nam jedną informację, ale zawsze doprowadzamy do naszego upadku. Mówi nam: nie postępuj tak, nie ufaj swoim żądzom i podszeptom innych ludzi. My jednak zawsze słuchamy tzw. świata i lecimy jak ćmy do światła, którym jesteśmy łudzeni po to, żeby zginąć. Jesteśmy samobójcami.

Ciekawą rzeczą jest to, że tylko w Raju, Adam i Ewa nie wiedzieli, jakie skutki będą miały ich decyzje. Tzn. wiedzieli, co Bóg im powiedział, ale nie wyobrażali sobie skutków swoich działań, nie mogli się uczyć na własnych błędach. Każde następne pokolenie miało już coraz więcej przykładów opłakanych skutków ludzkich działań.

Czy coś to zmieniło w postępowaniu ludzi?

Oczywiście, że nie. Często wybieramy zło. Wygląda to tak, jakbyśmy szli po wspaniałych, drogich dywanach prosto na swoją koronację, ale gdzieś po drodze, w bocznej nawie, zobaczyli jakieś nasze pożądanie – może cielesne, może duchowe – jakąś nieznaną żądzę, która nas przyciąga, kusi, aż w końcu nie wytrzymujemy i jak żona Lota odwracamy się. Stajemy się zwykłym kamieniem – perła zostaje rzucona świniom na pożarcie.

Odrzucamy koronę, odrzucamy słowa: „Ja zwyciężyłem świat”.

To jest nasz odwieczny błąd pychy i pożądania.

Nasze żądze doprowadzają nas do sytuacji, w której nie chcemy ponosić konsekwencji naszych czynów. W sposób mechaniczny usiłujemy je zatrzymać, żeby móc spełniać swoje ludzkie zachcianki.

Rzymianie (zwłaszcza elity) używali emetyków — substancji wywołujących wymioty. Najczęściej były to: – napoje z dodatkiem ziół (np. ciemiężyca), – silnie solone lub gorzkie mikstury, – czasem mechaniczne prowokowanie wymiotów.
Cel był prosty: opróżnić żołądek i kontynuować ucztę.

Zamiast schematu:
Czyn – skutek – refleksja – korekta zachowania.

Tu zostaje:
czyn – techniczne unieważnienie skutku – powtórzenie czynu.

Proste schematy naszego działania są widoczne nie tylko w nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu. W tym przypadku niszczymy tylko swoje ciała — jesteśmy samobójcami, ponieważ działamy bezpośrednio na szkodę samych siebie.

Cechą ludzką jest jednak zwiększanie zasięgu szkodliwości swoich działań, co doprowadziło do akceptacji, a nawet promowania mordowania dzieci nienarodzonych jako czynu mającego coś wspólnego z wolnością.

Zastosowano ten sam schemat:

Czyn – unieważnienie skutków (poprzez aborcję, tabletki poronne i tym podobne metody zabijania) – powtórzenie czynu.

W ściekach lądują zarówno brudy, nadmiar jedzenia jak i życie ludzkie. I to jest akceptowalne przez człowieka. Świadczy to dobitnie nie tylko o jego upadku moralnym, ale też o tym, że ewolucjoniści się mylą. Nie jest możliwe i chyba nigdy się nie zdarzyło w świecie zwierząt, żeby jakiś gatunek działał tak destrukcyjnie, samobójczo na samego siebie, jak potrafią robić to ludzie.

Urodziliśmy się po to, żeby zwyciężać, ale zamiast tego działamy dokładnie odwrotnie niż nakazuje nam natura i zdrowy rozsądek — a więc Bóg. Najłatwiej odrzucamy to, co nam Bóg przekazuje. Wydaje nam się to takie proste, ponieważ wystarczy powiedzieć: „to jakiś zabobon, zacofanie”, bez wyjaśnień naukowych czy nawet logicznych, i już świat nas akceptuje i stawia na piedestałach zbudowanych z piasku, a nie ze skały.

Jak piękne motyle fruwamy na słonecznej, zielonej łące, wiedząc, że przeznaczona jest ona na wysypisko śmieci. Nic nie robimy, udajemy, że to kłamstwo, aż przyjeżdżają śmieciarki, wysypując na nas tony śmieci świata, pogrzebując nasze przeznaczenie — może już na zawsze.



Jednak jest iskierka nadziei, iskierka prawdy – jeśli pozwolimy jej się prowadzić.

Tylko jest jeden problem: my nie jesteśmy ślepi i głusi z powodu choroby zewnętrznej, którą można wyleczyć mechanicznie — może pigułkami szczęścia, a może innymi naszymi ludzkimi sposobami. Trawi nas choroba wewnętrzna. Żyjemy w kłamstwie. Tańczymy, tonąc w śmieciach, tak jakbyśmy dalej byli na pięknej łące.

Piękno, tak jak i prawda, są bardzo proste. Piękna duszy nie potrzebuje retuszu, prawda tak samo — sama się obroni. Jednak proste, to często białe albo czarne, a my tego nie lubimy. Szukamy czegoś więcej, palety kolorów pomiędzy. Nie wystarczy nam wiadomość, że Świątynia została zniszczona — szukamy sensacji w stylu, że istnieje trzech papieży i jeden z nich jest bardzo ukryty, bo strzeże największych tajemnic. Ciekawe? Sensacyjne?

Dla mnie nie, bo nic nie zmienia, nic nowego nie wnosi. Co za różnica, czy mamy jednego bluźniercę, czy trzech? Teraz mamy ich setki, a nawet tysiące wśród kapłanów.

Dlaczego o tym wspominam? Jest tylko jeden powód: brak logiki, czyli najprawdopodobniej kłamstwo. Skąd autorzy tej teorii wiedzą o tym? – Od bibliotekarzy i archiwistów. No tak — system tak bardzo ukrywał istnienie trzeciego papieża, że zapomniał ukryć jego tajemnice. Wiedza bezużyteczna. To są tylko sensacje, które umiejętnie przekazuje nam system, w dawce niepowodującej wymiotów, pozwalającej kontrolować nasze emocje i chęć buntu. To tylko jeden przykład, ale pamiętajmy, że jeżeli istnieje cenzura — i to bardzo ostra — w Internecie, to jak to jest możliwe, że takie i podobne sensacje są bezproblemowo rozgłaszane?

Odniosę się jeszcze do jednej sprawy — tzw. listy Epsteina, a nawet nie do niej samej. Chodzi o ludzi w to zamieszanych. Ludzi wysoko postawionych, przyzwyczajonych do wszechobecnej inwigilacji.

Dlaczego robili sobie zdjęcia z dziećmi i sami ze sobą w takim miejscu?

Byli i są kompletnymi idiotami?

Nie sądzę. I w sumie mnie to nie interesuje, ale powinniśmy zadawać sobie takie pytania, czytając z wypiekami na twarzy takie sensacje. Jednak pytanie powinno brzmieć inaczej:

Dlaczego te zdjęcia NIC realnie nie zmieniły?

I to tyle na ten temat. Niech każdy spróbuje sam odpowiedzieć na te pytanie.

Cechą prawie wszystkich grup i portali piszących o walce z systemem jest pokazywanie religii jako narzędzia do otumaniania społeczeństwa — ale zawsze chrześcijaństwa — a inne religie, jako narzędzia oświecenia: duchowość wschodnia itp.

To jest działanie zgodne z systemem. Inaczej nigdy by one nie zaistniały w szerszym gronie, a już na pewno nie w całkowicie kontrolowanych mediach społecznościowych.

Tak jeszcze z ciekawości zadam jedno pytanie: dlaczego średniowiecze jest pokazywane tak, jakby ludzie nigdy się nie myli? Brakowało wody? Budowali wspaniałe zamki i katedry, ale byli „zacofani” i myć się nie umieli?

To, co przekazuje nam Pan nasz Jezus Chrystus, jest naszym wyzwoleniem duchowym. Dusza jest tym, co pozwala nam zwyciężać świat, który nas nienawidzi. Przyjemności i pragnienia, którymi żyjemy, są tym, co nas gubi. Nie przez to, że wszystkie są złe, ale przez to, że zawładnęły naszym życiem i nie myślimy o niczym innym.

Nie potrafimy ich zostawić, rzucić wszystkiego i iść za Chrystusem, za głosem naszej duszy. Duszy, która tak naprawdę każe nam myśleć i wybierać między dobrem, a złem. Jeżeli możesz powstrzymać skutki swoich czynów mechanicznie, to już nie jest wybór, ponieważ według ciebie wyeliminowałeś zagrożenie i dany czyn w twoich oczach jest normą — ani zły, ani dobry. Jest to oczywiste okłamywanie siebie, nie Boga, który zna nasze myśli. Dokonałeś wyboru wcześniej, np. zakładając, że kupisz tabletki, a więc dokonasz aborcji.

Globalnie rynek związany z aborcją — obejmujący zabiegi oraz farmakologiczne środki poronne — ma wartość liczoną w dziesiątkach miliardów dolarów rocznie.

Jeżeli myślisz, że tylko na tym zarabiają firmy farmaceutyczne, to głęboko się mylisz. Powikłania poaborcyjne — fizyczne czy psychiczne — też są doskonałym sposobem zarabiania na ludzkiej głupocie.

Tak jest w wielu dziedzinach medycyny. Szczepionki generują duże pieniądze, ale leczenie powikłań po nich — wcale nie mniejsze.

Nie jesteś żadnym królikiem doświadczalnym. Jesteś skarbonką pieniędzy, którą trzeba rozbić i ograbić do ostatniego pensa. Jak już nic nie zostanie, wtedy podstawia się eutanazję — coraz częściej bez twojej zgody, ale za to dla twojej „wygody”, bo nie musisz cierpieć. Kiedyś ktoś, kto by cię okradł, zranił, a następnie zabił, byłby najgorszym zbrodniarzem. Teraz jest twoim wybawicielem.

Okrutne? Może. Ale prawdziwe.

Jeszcze jeden przykład. Kobieta skromna, dbająca o swoją reputację, chcąca mieć rodzinę i dzieci, jest przedstawiana jako ofiara szowinizmu mężczyzn, traktowana przedmiotowo, jako niewolnica zabobonu — oczywiście chrześcijańskiego. Tymczasem w islamie, gdzie nie może pokazać nawet kawałka palca, ma to być symbol wyzwolenia. Jednak kobieta bez skromności, zmieniająca partnerów jak rękawiczki, wydaje się bardziej podobna do przedmiotu przekazywanego z rąk do rąk. Nie wspominając o tym, że w tych innych religiach za takie czyny zostałaby ukamienowana.

To są paradoksy wpojone ludziom przez system, o których wydaje mi się, że warto co jakiś czas przypominać.

Powinieneś być zwycięzcą — po to się urodziłeś — ale musisz zaakceptować samego siebie takim, jakim jesteś naprawdę. Powinieneś myśleć i dokonywać samodzielnych wyborów. To nie są trudne wybory, nie potrzebujesz superinteligencji. Potrzebujesz tylko trzeźwego spojrzenia na siebie i otaczającą cię rzeczywistość. Pozwoli ci to zaakceptować krzyże i przeciwności losu, które spotykasz w życiu, a po pewnym czasie — jeżeli nie jesteś wierzący — odzyskać wiarę, która jest naturalną potrzebą człowieka. Wielu wybitnych naukowców po latach badań stawało się wierzącymi — i to głęboko wierzącymi. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby u ciebie też tak się stało.

Naukowcy badali prawa biologii, fizyki, matematyki, a ty musisz zbadać prawa, które rządzą tym światem, i odrzucić wszystko, co jest kłamstwem. Zagłębić się też w swoją duszę, odkryć to, co zakryte, zadawać pytania, znajdować odpowiedzi, pamiętając, że samo zadanie pytania często jest odpowiedzią.

Nie — nie zaczynaj od pytań w stylu: czy jest Bóg, czy „matrix” istnieje.

Zacznij od prostych zadań, np. wyłapywania wszelkich nielogiczności w tym, co jest przekazywane przez wszechobecną propagandę.

Jest takie proste pytanie: jeżeli służba zdrowia nie ma pieniędzy, to dlaczego pacjenci chcący spróbować leczenia alternatywnego są straszeni, że nie będą mogli dalej korzystać z jej usług?

Taki pacjent powinien być poklepany po plecach i nawet zachęcany do takich działań, ponieważ więcej pieniędzy zostaje w systemie.
Warto jeszcze raz zaznaczyć to nie system jest głównym wrogiem, tylko ludzka ucieczka od odpowiedzialności.


Myśl. Myślenie nie boli, ale
bezmyślność bardzo boli.



Arkadiusz Niewolski


ZASADY PUBLIKOWANIA KOMENTARZY
Prosimy o merytoryczne komentarze. Naszym celem jest obnażanie kłamstwa, a nie przyczynianie się do potęgowania zamętu. Dlatego bezpodstawne opinie zaprzeczające obiektywnej prawdzie publikujemy wyłącznie, gdy zachodzi potrzeba reakcji na fałszywe informacje.

2 odpowiedzi na „System nie boi się ludzi. Boi się ich dusz!”

  1. Awatar Andrzej
    Andrzej

    Pan nazwa to systemem i słusznie . Ale to nic innego jak odwieczna walka z Bogiem ,która zaczeła się wcześniej niż w edenie. Bogu nic nie może zrobić ,to mści się na ludziach , Bożym stworzeniu. Ludzie zapominają że mamy naprawdę wolną wolę i jeszcze mniej oddaje swój los Bogu. Stąd ciągłe porażki. Niech Matka Najświętsza ma nas w Swej opiece, bo giniemy.

    Polubienie

  2. Awatar Zbyszek
    Zbyszek

    Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

    Polubienie

Skomentuj