W szkole św. Teresy (18)  – O szczęśliwości niebieskiej


„Oko nie widziało i ucho nie słyszało i w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują.
(I Kor. 2, 9).

„Wielkie to szczęście, komu dano oglądać rzeczy tam­tego świata, i miejsce, gdzie ma żyć wiecznie; jako wędrowiec, z daleka dążący do krainy, w której ma za­mieszkać, z większą łatwością i otuchą będzie znosił trudy podróży, gdy wie, bo naocznie o tym się przekonał, że tam, dokąd zmierza, czeka go słodki, niczym niezmą­cony odpoczynek: tak i ten, kto raz ujrzał rzeczy niebie­skie, z łatwością potem wznosi się do rozważania ich; w nich sobie osładza przykrości ziemskiej pielgrzymki i prawdziwie już, rzec można, ma obcowanie swoje w niebiosach. Jedno spojrzenie w niebo pogrąża duszę jego w głębokim skupieniu, wszystka myśl jego rozkosznie się zatapia w tej rajskiej krainie, której chwałę Pan z da­leka raczył mu ukazać. Wielki to zysk! Nieraz tego do­znaję, że towarzystwem moim i pociechą moją są ci, któ­rzy tam żyją i którzy sami, zdaniem moim, prawdzi­wie żyją.

„Ci zaś, którzy tu żyją, tak mi się wydają umarłymi, że choćby cały świat mi dotrzymywał towarzystwa, jeszcze czułabym się wśród niego samotną. Doświadczam tego szczególnie w chwilach, kiedy przychodzą na mnie owe wielkie zapały miłości; wówczas wszystko, co widzę oczy­ma ciała wydaje mi się jakby sen i naigrawanie; wszystka pożądanie moje ciąży ku temu, co oglądałam oczyma duszy, a że od tych rzeczy widzę się jeszcze daleką, więc z tęsknoty umieram

„O jaka to będzie, prócz wspólnej wszystkim, po­szczególna dla każdego, przygodna chwała, jakie wesele błogosławionych, gdy dostąpiwszy tej szczęśliwości, ujrzą i wiecznie wspominać będą, jako od chwili nawrócenia swego, — choć może niejeden późno zaczął, — niczego nie opuścili, co jedno dla Boga uczynić mogli, niczego me zaniechali, aby Mu każdy, wedle miary sił i stanu swego, który mniej, który więcej, ale każdy z całego przemożenia swego, wszystko na wszelki sposób i samych siebie oddali w ofierze? Jak bogatym okaże się, kto wszystkie bogactwa porzucił dla Chrystusa! Jak wysoko uczczonym będzie, kto dla miłości Jego wszelką czcią ziemską wzgar­dził i podobał sobie w głębokim poniżeniu! Jak mą­drym będzie znaleziony, kto cieszył się, gdy go poczyty­wano za szalonego głupca, kiedy samą Mądrość przed­wieczną tym zelżywym mianem obrzucano!

„Lecz jakże mało — snać dla grzechów naszych —dzisiaj jest takich! Tak jest! znikł między nami, rzec by można, i wyczerpał się rodzaj tych, których ludzie mieli za szaleńców, patrząc na czyny ich bohaterskie, godne prawdziwych miłośników Chrystusa!

„O świecie, świecie! jakże fałszywy twój honor zy­skuje na tym, że mało jest takich, którzy by cię znali!”

O jakież to śmiechu warte mamidło, wszystko, co jest na świecie, jeśli nam do tego końca nie dopomaga i do niego nie wiedzie! Chociażby wiecznie trwać mogły wszystkie, ile ich i jak wielkie przedstawić sobie zdo­łamy uciechy, i bogactwa, i rozkosze jego, — wszystko to śmiecie i gnój w porównaniu z tymi skarbami, których posiadaniem cieszyć się mamy bez końca. A i te skarby jeszcze niczym są w porównaniu ze szczęśliwością posiadania Pana naszego, Stwórcy i Władcy wszystkich skarbów nieba i ziemi. O ślepoto ludzka! kiedyż już, kiedyż zejdzie nam z oczu ta ziemia?”

Wśród tych dóbr, którymi cieszy się dusza w kró­lestwie niebieskim, nie najmniejszym jest to, że już nic nie ma wspólnego z rzeczami tej ziemi; — pokój i chwała przenikają aż do głębi całe jej jestestwo; raduje się tym, nie wszyscy się radują; nosi w sobie głębokie, niepożyte uciszenie wewnętrzne; wszystka istność jej wzbiera niewypowiedzianym weselem, iż wszyscy święcą i chwalą Imię Pańskie, a nikt już Go nie obraża; wszyscy Go miłują i ona też miłuje Go, i żadnego już innego zajęcia nie zna, prócz miłości Jego, i nie może nie miłować Go, bo Go zna. Podobnież i my, gdybyśmy Go znali, miłowalibyśmy Go, choć nie tak doskonałą jak wybrani w niebie, i nie taką, jak oni, bez żadnej przerwy ustawiczną, ale zaw­sze inną, niż teraz, bez porównania gorętszą miłością,

„Oni już wyzwoleni z więzienia ciała przybili szczę­śliwie do brzegu; my jeszcze jesteśmy w drodze, jeszcze łódź nasza żegluje na pełnym morzu. Ale bywają chwile wytchnienia dla dusz do ojczyzny niebieskiej dążących; widząc je strudzone, Pan niekiedy daje im jasne widze­nie tych rzeczy, które zgotował wybranym Swoim, aby z niego mieli bezpieczną nadzieję, iż kiedyś pójdą na­pawać się wiecznie pełnym zdrojem tych rozkoszy, których teraz przez krótką chwilę dano im kosztować kroplami“

Dusza, która takiej łaski dostąpiła, „za nic już ma wszystkie rzeczy ziemskie, bo w porównaniu z tym, co oglądała, wydają się jej tylko błotem; życie na tej ziemi cięży jej jak brzemię nieznośne, i w czym się przedtem kochała, tym teraz się brzydzi. Snać dlatego spodobało się Panu ukazać jej nieco ze wspaniałości krainy niebie­skiej, podobnie, jak ludowi izraelskiemu przed wnijściem do ziemi obiecanej, szpiedzy wysłani na zwiady, przy­nieśli stamtąd okazy bogatej urodzajności onej krainy miodem i mlekiem płynącej, aby łatwiej zniosła trudy tej uciążliwej drogi, mając przed oczyma on kres błogo­sławiony, u którego znajdzie odpocznienie“

„Odkąd Pan mi ukazał niezmierzoną różność, jaka zachodzi w niebie między szczęśliwością jednego, a szczęśliwością drugiego, widzę dobrze, że i tu na ziemi, gdy tak Mu się podoba, nie masz miary w darach Jego. Zatem i ja chciałabym nie zachowywać miary w służbie Boskiego Majestatu Jego, i wszystko życie moje i siły i zdrowie na nią poświęcić, bym snać nie utraciła z winy własnej choćby najmniejszej cząsteczki większej szczęśliwości w niebie.

I gdyby mi dano do wyboru, co wolę: czy znosić aż do końca świata wszelkie, jakie mogą być na tej ziemi cierpienia, a za to potem wstąpić o jeden maluczki sto­pień wyżej w chwale niebieskiej, czy też zaraz, bez żad­nego cierpienia wejść do chwały, ale w stopniu nieco niż­szym; twierdzę bez wahania, że z najochotniejszą goto­wością wybrałabym wszelkie cierpienia doczesne, aby za tę cenę osiągnąć szczęście oglądania o jeden stopień bli­żej wielmożności Boga; bo im bliżej kto Go ogląda, tym  więcej miłuje Go i chwali. Lecz „o rozkoszy moja, Pa­nie Boże mój! dopókiż jeszcze będę czekała szczęśliwości oglądania Oblicza Twego?… O jakże mi się dłuży to wy­gnanie! jakie ciężkości znoszę, tęskniąc do Boga mego!“

O dusze święte, które już cieszycie się szczęśliwo­ścią waszą, bez obawy postradania jej kiedy bądź, i upo­jone rozkoszą domu Bożego, bezprzestannie śpiewacie Panu hymny uwielbienia: jakiż błogi los przypadł wam w udziale! Jakże słusznie zawodzicie bez przerwy wasze pienia chwały! jakże wam szczęścia waszego zazdrości dusza moja, iż już jesteście wyzwolone od tej boleści, jaką tu cierpieć musi, kto miłuje Pana, na widok tych ciężkich zniewag i zelżywości, zadawanych Bogu mojemu w tych nieszczęśliwych czasach naszych, i tej brzydkiej niewdzięczności, jaką Mu ludzie za dobrodziejstwa Jego odpłacają, i tej martwej ich obojętności na zgubę tylu dusz, które szatan w przepaść wieczną porywa.

O błogo­sławione dusze niebieskie! wspomóżcie nędzę naszą, wstaw­cie się za nami do miłosierdzia Boga naszego, aby nam dał do serca kropelkę jaką rozkoszy waszych i zesłał do dusz naszych promień jaki tego jasnego, jakiem wy się cieszycie, poznania Jego. — Ty sam, Boże mój, daj nam choć w cząstce niejakiej zrozumieć tę ogromną, wiekuistą wagę chwały, zgotowaną tym, którzy mężnie potykają się w walkach tego nędznego, krótkiego jak sen, żywota. Uproście nam światła, o dusze miłością wieczną płonące, abyśmy choć z daleka pojąć zdołali rozkosz, jaką was uszczęśliwia jasno każdej chwili obecna przed oczyma waszymi wieczność tej rozkoszy, i jaką, wciąż nową ra­dością upaja was pewność niewzruszona, że radość ta nigdy się nie skończy!

„O jakże nędzni jesteśmy, Panie mój! znamy dobrze te prawdy i wierzymy w nie; ale dzięki nieszczęsnemu temu obyczajowi naszemu, że nigdy się nie zastanawiamy nad nimi, stają się one tak obcymi duszy naszej, jak gdybyśmy ich nie znali i znać nie chcieli. O rodzaju sa­molubny, chciwy swoich tylko upodobań i rozkoszy, jakże nie rozumiesz własnego dobra twego, że nie chcesz po­czekać czas krótki, a miałbyś rozkosz przeobfitą i niewy­czerpaną? że nie chcąc na nią poczekać rok jeden, pocze­kać może dzień jeden, może jedną godzinę, lub chwilę tylko, wolisz utracić ją na zawsze, rzucając się do tej nędznej uciechy, która ci się nasuwa na oczy i zmysły twoje nęci!…

„O wy, dusze błogosławione, wspomóżcie nas przy­czyną waszą, kiedy tak blisko jesteście źródła żywota, zaczerpnijcież z niego i dla nas wody żywej abyśmy od­ważnie i mężnie szły naprzód po łych stromych i ostrych wertepach, jakimi są drogi tego życia, boć w końcu idąc naprzód w pokorze, przez miłosierdzie Boskie dojdziemy do onego miasta Jeruzalem, kędy w porównaniu z rozno­szą tam nam zgotowaną, maluczką i wspomnienia nie­godną rzeczą będzie się nam wydawało wszystko, cokol­wiek tu ucierpiałyśmy”.

W szkole św. Teresy (17) – O zdaniu się na Boga


Ćwiczenia duchowne w szkole św. Teresy od Jezusa” – Wydawnictwo „Głosu Karmelu”, Kraków 1933.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: