Rozmyślania o miłości Bożej (31) – O przyczynach i przejawach miłości własnej

I.

Miłość własna pochodzi głównie z wiel­kiej niedoskonałości, jakiej każde stworzenie, od chwili swego przyjścia na świat podlega: ta niedoskonałość objawia się zazwyczaj we własnym szacunku, w przy­właszczaniu sobie korzyści i zalet, tak wewnętrznych jak i zewnętrznych, które otrzymaliśmy od Boga ; i w niezmiernym upodobaniu w sobie i w tych korzyściach, rządząc nimi według własnej chęci i woli.

Początek złego zasadza się na przywłaszczeniu sobie własnej swej isto­ty : spoglądamy na siebie, jak gdybyśmy byt i istnienie sobie samym tylko mieli do zawdzięczenia; wszystkie inne złe skutki, błędy, upadki i grzechy nasze, są tylko tego fałszywego mniemania następ­stwem.

Przed upadkiem Adama, miłość wła­sna w istocie ludzkiej była martwa i jakby nie istniała wcale; dopiero po grzechu pierwszych rodziców rozwinęła się gwał­townie w skłonność niepohamowaną i to od pierwszej niemal chwili naszego przyjścia na świat; rodzimy się z tą skłon­nością i dziedziczymy ją w smutnym spad­ku po rodzicach naszych; zanim zdołamy przyjść do pełnego rozumu, zanim poję­cie nasze jest w stanie odróżnić złe od dobrego, —już ta miłość własna zakorze­niła się w nas głęboko i olbrzymie zro­biła postępy.
Weźmy na przykład życie małej dzieciny; jeszcze rozumek u niej nie rozwinięty wcale, a już zdaje się jej, że wszystko do niej należy, że każdy po­winien jej ustępować, i że wszyscy na to stworzeni, aby jej służyć i nią się wyłącz­nie zajmować. I tym to sposobem w szczu­płym obrębie swego istnienia, myśli, dzia­ła i żyje, jedynie pod wpływem miłości własnej.

Gdy w reszcie po latach wielu, owa dziecina przychodzi do używania rozumu, i przez wszczepiane jej nauki moralne, widzi całą obrzydliwość i szkodę tej zgu­bnej skłonności,—wtedy wstyd ją ogarnia; lecz zamiast od pierwszej chwili wystą­pić mężnie do boju i starać się ją zwal­czać na każdym kroku; całym jej stara­niem zazwyczaj, jest ile możności ukrywać przed drugimi a nawet i przed sobą sa­mą to wstrętne uczucie; i niebawem popada w bezgraniczne zaślepienie, uspra­wiedliwiając się i tłumacząc jak najkorzystniej, każdy objaw swej miłości wła­snej.
Tak to żyjąc z dnia na dzień, popada w coraz większą niewolę tej, ze wszechmiar złej skłonności, i w skutek tego brak jej nawet sił potrzebnych do rozpoczęcia walki; a choć czasem jakieś małe odniesie zwycięstwo, za to nieba­wem w rzeczach ważniejszych niejednokrotnie jej ulegnie.

Częstokroć się zdarza, że zwyciężenie miłości własnej w jakimś wypadku wyraźnym i więcej bijącym w oczy, służy do schlebiania tej skłon­ności w rzeczach subtelnych i bardziej ukrytych: jak to się zdarzało w życiu mędrców pogańskich. Nieraz to powodowani uczuciem pychy, wzgardzali oni dobrami tego świata, poświęcali miłość, dla żądzy wyniesienia się, a następnie dostojeństwa i zaszczytu, pragnienie odzyskania spokoju i własnej woli.

Czym więcej widzieli w sobie zalet tym wyżej wynosili się nad tłum pospolitych śmiertelników; a przypisując sobie wyłącznie zasługę ze zdobytych cnót rozlicznych, przejęci bezgraniczną pychą, spoglądali ze wzgardą na świat cały, w tym prze­konaniu, że im nikt dorównać nie może. iluż to światowych chrześcijan, tą samą postępuje drogą, wyrzekając się jakiego występku lub wady, aby natomiast ulec innym, częstokroć większym.

I słabe siły ludzkie nic tutaj poradzić nie mogą; rozum opanowany miłością własną, powierzchowny sąd tylko wydać może, i zawsze szukać będzie pewnego usprawiedliwienia. Aby mógł w tym kierunku zdrowe i trzeźwe wydać zdanie, musi koniecznie być pod wpływem łasi , a jeszcze aby tę łaskę otrzymać, porzeba nieodzownie pragnąc gorąco uswiętobliwienia i doskonałości chrześcijańskiej.
Większość chrześcijan, za pomocą laski zwyczajnej, może z łatwością unikać i poprawiać się z błędów i upadków ra­żących, i tylko wyraźnie przez złą wolę nieustannie w nich. trwają; inaczej jednak rzecz się ma z ukrytymi a subtelnym i for­telami i wybiegami miłości własnej, któ­rym podlegają wszyscy, nieraz bezwie­dnie i mimowolnie.

Po głębszej rozwadze przyznać musi­my, że nie w naszej to mocy, odkrywać zwalczać i tępić tę złą i zgubną skłon­ność, tak głęboko zakorzenioną i tak za­starzałą! Jeżeli uda się nam zwyciężyć miłość własną w jakimś kierunku, nie mamy najmniejszego prawa szczycić się tym i wynosić, jakby to wyłącznie naszą było zasługą; owszem, powinniśmy Bogu złożyć za to dzięki, ponieważ światło odwaga i pomoc w tej sprawie, z nieba nam zostały dane.

A jeżeli dotąd jeszcze ulegamy tej nieszczęsnej skłonności, na­sza w tym jest wina, ponieważ nie odpo­wiedzieliśmy wiernie natchnieniom łaski i lekceważyliśmy głos sumienia. Odkądże to zrozumieliśmy nareszcie o ile miłość własna zatruwa i psuje wszystkie nasze myśli, uczucia, zamiary i czyny? Od tej chwili, w której postanowiliśmy służyć wierniej Bogu i czuwać nieustannie nad sobą, z pomocą Jego łaski. Gdybyśmy wcześniej byli ten akt oddania się Bogu zrobili, bylibyśmy na tej drodze znaczny już za łaską Bożą uczynili postęp i na­brali sił do zwycięskiej walki z miłością własną. Jeszcze do tej pory czas nie jest stracony; z Bożą pomocą każdej chwili rozpocząć możemy, to najważniejsze dzie­ło zbawienia naszego.

II.

Miłość własna dzieli się na dwie czę­ści na dwa, że się tak wyrazimy, kona­ry do jednego należące drzewa, a tymi są własna wola i własny rozum. Właści­wością tego ostatniego jest upodobanie w sobie, w swej mniemanej doskonałości i chęć wywyższania się nad wszystkich; zaś własna wola, pobudza pas do buntu przeciw wszelkiej władzy, i pragnie być zawsze i we wszystkim niezależną.

Własny rozum skłania nas nie tylko do wynoszenia się nad drugich; ale nieraz nawet Boga samego w tysiącznych życia zdarzeniach, pod nasz sąd poddaje; znaj­duje zawsze w wyrokach Bożych coś do zarzucenia: już to w sprawach odnoszą­cych się do artykułów wiary, które obowiązani jesteśmy jak najściślej wykonywać; lub też w tych, które wprost zmierzają do wyroków Jego Opatrzności. Tak w ogóle jak i w najdrobniejszych szczegółach, żądając od Boga, zdawania przed nami pewnego rodzaju rachunku, dlaczego tak, a nie inaczej z nami postąpił? dla­czego dopuścił, że nas ta strata, lub to nieszczęście spotkało?

Takie badanie i dociekanie wyroków Bożych i przenoszenie nad nich sądu własnego, jakkolwiek nie zawsze są grzechem śmiertelnym, nie­mniej jednak zasługują na ostre potępie­nie i naganę, ponieważ są zawsze wyni­kiem nieznośnej i wstrętnej pychy, którą odnajdziemy w każdej niemal podobnej myśli naszej i w każdym uczuciu, jeśli je poddamy pod światło łaski Bożej i pod zasady Ewangelii świętej.

Własna wola rości sobie prawo pa­nowania nad wszystkim ; nie znosi i nie jest w stanie ścierpieć, aby jej cokolwiek sprzeciwić się mogło; gniewa się i obu­rza na przykazania Boże, które ją krępu­ją i poniekąd łamią; i na wyroki Opatrz­ności Boskiej, którym podlegać musi, a które zazwyczaj nie zgadzają się z jej pragnieniam i i zamiarami: to też jedynie wskutek nieuchronnej konieczności, pod­daje, się jarzmu Bożemu, unikając staran­nie tego wszystkiego, przed czym bezkarnie uchylić się może; i nawet wypeł­nianie tych praw , których lekceważenie wiecznym potępieniem grozi, wydaje się jej nadmiernym ciężarem.

Własny rozum i własna wola stworzy­ły piekło, zaludniając otchłań jego od początku wieków do dziś dnia, niezli­czoną ilością dusz potępionych. One też podsycają płomienie ognia czyścowego, które są przeznaczone do oczyszczania dusz sprawiedliwych, lecz trądem miłości własnej choćby z lekka dotkniętych. Któż bowiem jest tak doskonały, aby mógł po zejściu z tego świata, bez oczyszczenia połączyć się z Istotą uajdoskonalszą i najświętszą, jaką jest Bóg, Ojciec nasz nie­bieski?! Niestety! nawet nasze uczynki do­bre i nasze cnoty, podlegać będą musiały tem u oczyszczeniu, i nie ujdą surowości sądu Boskiego!! Zanim je przyjąć raczy, wpierw je przepuści przez ogień czyścowy, aby zniszczyć i wytępić to wszyst­ko, cokolwiek miłość własna mogła w nich swym w pływem domieszać i popsuć, czy to w czystości intencji, lub też w niedokładnym wykonaniu i w próżnej chwale, która nieraz już po czynie spełnionym w najlepszej intencji, jeszcze się odnaj­dzie, szukając własnej korzyści w tem, co było wyłącznie przeznaczone dla Boga! Jakżeż małą jest liczba chrześcijan, w których Bóg po zejściu  z tego świata, nic takiego nie odnajdzie co by w pierw zanim ich przyjmie do nieba, nie musiało być oczyszczonym przez ogień czyścowy!

Stąd też łatwo zrozumiemy, ze przede wszystkim we własnej woli i we wła­snym rozumie, obowiązani jesteśmy umar­twiać i tępić naszą miłość własną; pod­dając nasz rozum, rozumowi Boskiemu, a wolę, woli Bożej; i to nie tylko w rze­czach ważnych, od których zawisło zba­wienie naszej duszy, ale jednym słowem we wszystkim.

Aby ile możności to ćwiczenie przy­swoić sobie, starajmy się o nabywanie dwóch cnót w tym ćwiczeniu niezbę­dnych, to jest: pokory i posłuszeństwa. Pokora służyć nam będzie ku wytępieniu pychy, zarozumałości i próżności umysłu; posłuszeństwo zaś, łamiąc nieustanie naszą wolę, kłom nas pod jarzmo władzy i nauczy zależności od najwyższej Istoty, której wszyscy z największą rozkoszą po­winniśmy ulegać. Te dwie cnoty są podstawą życia chrześcijańskiego; one też głównie służą nam, w ćwiczeniu się w umartwieniu wewnętrznym ; i miłość własna wcale przystępu mieć nie może do duszy, która jest praw dziw ie posłusz­na i pokorna.

Nadmienić tu jeszcze musimy o znacz­nej wyższości umartwenia wewnętrznego nad zewnętrznym. To ostatnie odnosi się tylko do ciała, i częstokroć chybia celu, bo nawet buntujących się zmysłów nie uspokaja; a co gorsza, pycha umysłu i upór woli obok umartwień zewnętrznych, nie tylko wcale się nie zmniejszają, lecz nieraz potęgują się jeszcze. Podczas gdy umartwienie wewnętrzne, działa w prost na miłość własną, która coraz bardziej poskramiana, uśmierza zarazem panowa­nie zmysłów; ponieważ często budzące się w nas zwierzęce instynkty, są właśnie karą zesłaną na nas przez Boga, za py­chę rozumu i buntowanie się woli.

III.

Miłość Boża i miłość własna są jakby dwa ciężary na szalach wagi, które o prze­wagę nawzajem walczą. Cokolwiek du­sza przez złe lub dobre czyny, ujmuje jednej szali, to przekłada na drugą; lub też chcąc się jaśniej wyrazić—o tyle tylko daje jednej, o ile drugiej odbiera. Miłość własną podsycać możemy tylko z uszczerb­kiem miłości Bożej — i odwrotnie. Temi też słowy święty Augustyn określa dzia­łalność miłosierdzia i chciwości. Najlepszym tedy objawem przewagi miłości Bo­żej w sercu naszym jest, gdy przyznać sobie możemy, że ścigamy bezwzględnie każde poruszenie miłości własnej; że jej nigdy w niczym najmniejszego nie robi­my ustępstwa; że baczną zwracamy uwa­gę, na wszelkie jej ukryte podejścia i wy­biegi; że nas to wcale nie boli, owszem, cieszymy się, gdy Bóg zsyła nam upoko­rzenia i sprzeciwia się naszej woli, czy to przez rozmaitego rodzaju krzyże, któ­rymi nas doświadcza, czy przez ludzi, czy też przez pokusy szatańskie.

Kochamy rzeczywiście Boga, gdy wzglę­dem siebie uczuwamy prawdziwą pogar­dę i gdy nie troszczymy się wcale o przyjaźń i szacunek ludzki. Leży to już w na­turze serca ludzkiego, że żyć bez miłości nie może; gdy zatem wystrzegamy się, o ile to jest w naszej mocy, miłości wła­snej, którą Chrystus Pan tak bezwzglę­dnie potępił, najpewniejszym jest to zna­kiem, że wtedy Boga prawdziwie ko­chamy.

Prawda, że miłość własna, pominą­wszy wyraźne i w oczy bijące objawy, posiada także tak delikatne i subtelne odcienia, że prawie zawsze pod tym względem złudzeniu podlegać możemyi nigdy w tej materii zupełnej pewności osiągnąć nie zdołamy. Lecz dusza szcze­ra i pełna prostoty, nie powinna nigdy z tego powodu oddawać się zbytecznej trosce i niepokojom (gdyż byłby to nowy objaw miłości własnej); ale z zupełnem poddaniem się woli Bożej, należy jej się w tedy zwracać w nieustannej modlitwie do Boga, i prosić Go, aby jej nie oszczę­dzał w cale, lecz dodał jej siły, aby i sama oświecona przez Ducha świętego, nie oszczędzała się w niczem, cokolwiek tyl­ko przeciwnego miłości Bożej zdoła spostrzec w sobie. Niechaj zatem bada spokojnie w obecności Boskiej, najskryt­sze tajniki swego serca; i gdy za pomocą łaski, odkryje jakikolwiek błąd naj­mniejszy, lub najlżejszą niedoskonałość, niech natychmiast stara się je sprostować, uzna własną winę i prosi Boga gorąco o pomoc, aby się mogła z tego poprawić.

Rozmyślania o miłości Bożej (29) – O miłości własnej (cz.1)

Rozmyślania o miłości Bożej (30) – O miłości własnej (cz.2)

Pozostałe części Rozmyślań o miłości Bożej: TUTAJ


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Skomentuj