Wołanie o wiarygodność – Ks. Jacek Bałemba

Cáusae sunt ruínae pópuli sacerdótes mali.
Źli kapłani są powodem grzechu ludu” (św. Grzegorz Wielki).

Młodemu biskupowi z Efezu Apostoł Narodów poleca: „To wszystko przypominaj, dając świadectwo w obliczu Boga, byś nie walczył o same słowa, bo to się na nic nie przyda, [wyjdzie tylko] na zgubę słuchaczy. Dołóż starania, byś sam stanął przed Bogiem jako godny uznania pracownik, który nie przynosi wstydu, trzymając się prostej linii prawdy” (2 Tm 2, 14-15).

Kard. Louis Billot istotę liberalizmu określa jako „brak związku pomiędzy tezami a działaniami”.

Jeśli kaznodzieja głosi kazania o brzydocie grzechu kradzieży, to oczywiście spełnia ni mniej, ni więcej, tylko swój kapłański obowiązek.
Jeśli faktem publicznie znanym jest, że ten kaznodzieja grzechu kradzieży się dopuszcza, sprawa się komplikuje. Jest problem wiarygodności kaznodziejskiej i skuteczności głoszenia.
Jeśli kaznodzieja głosi kazania o ubóstwie zreformowanej mszy, to oczywiście spełnia ni mniej, ni więcej, tylko swój kapłański obowiązek.
Jeśli faktem publicznie znanym jest, że ten kaznodzieja zreformowaną mszę odprawia, sprawa się komplikuje. Jest problem wiarygodności kaznodziejskiej i skuteczności głoszenia.
Jeśli kaznodzieja wskazuje krytycznie na pewne aspekty doktrynalne, będące od kilkudziesięciu lat powszechnym odejściem od nieskazitelnego depozytu wiary, to oczywiście spełnia ni mniej, ni więcej, tylko swój kapłański obowiązek.
Jeśli faktem publicznie nieznanym jest, czy ten kaznodzieja złożył wobec Pana Boga przysięgę antymodernistyczną, wykluczającą błąd, i czy upublicznił o tym informację, sprawa się komplikuje. Jest problem wiarygodności kaznodziejskiej i skuteczności głoszenia.

Problem nie jest nowy. Apostoł Narodów pisał: „Pouczony Prawem znasz Jego wolę i umiesz rozpoznać co lepsze, a jesteś przeświadczony, żeś przewodnikiem ślepych, światłością dla tych, którzy są w ciemności, wychowawcą nieumiejętnych, nauczycielem prostaczków, mającym w Prawie wyraz wszelkiej wiedzy i prawdy… Ty, który uczysz drugich, sam siebie nie uczysz. Głosisz, że nie wolno kraść, a kradniesz. Mówiąc, że nie wolno cudzołożyć, cudzołożysz? Który brzydzisz się bożkami, okradasz świątynie? Ty, który chlubisz się Prawem, przez przekraczanie Prawa znieważasz Boga. Z waszej to bowiem przyczyny – zgodnie z tym, jest napisane – poganie bluźnią imieniu Boga” (Rz 2, 18-24).

Święty Grzegorz Wielki mówi: „Ten, kto postępuje nagannie, sprawia, że jego przepowiadanie doznaje wzgardy”.
Problem grzechu osobistego istniał od zawsze. I oczywiście, duchowny wierzący będzie się starał prowadzić życie wolne od grzechu. Z racji powszechnego nawarstwienia błędów dzisiaj jednak – jeśli wolno się tak wyrazić – szczególnej ostrości strategicznej nabiera kwestia kultu i doktryny: czy jako duchowny sam pozostaję wierny wyłącznie odwiecznej doktrynie katolickiej i czy sam sprawuję wyłącznie odwieczny, miły Niebu, kult.

I może głównym problemem dzisiaj nie jest powolność żmudnego procesu dojrzewania duchownych do pełni katolickich rozumień, do konsekwencji, do decyzji, które podjąć należy. Po kilkudziesięciu latach niszczenia, rugowania i zmieniania katolickiego depozytu wiary, wszystkim nam potrzebna jest wzajemna cierpliwość. Natomiast jest przerażające, że bardzo wielu duszom świeckim wyżej wspomniana niekonsekwencja i dwoistość duchownych się podoba – są nią ukontentowani, bo usłyszeli z ambony kilka zdań brzmiących po katolicku. Kazanie im się spodobało, więc już nie pytają czy kaznodzieja jest integralnie katolicki – także w zakresie sprawowanego kultu i świętości życia. To też jest jeden z przejawów zamętu powszechnego.

By wyrazić się dosadnie: Nie kontentujmy się byle czym!

Więc, duszo świecka, módl się za duchowieństwo – o powrót do katolickiego depozytu wiary, w zakresie doktryny, kultu i moralności.
Więc, duszo świecka, módl się za duchowieństwo – o spójność słów, decyzji i czynów.
Więc, duszo świecka, w formie stosownej, lecz wyraźnie, dawaj do zrozumienia duchowieństwu, że oczekujesz odeń takiejże katolickiej spójności.
Refleksja nie jest rachunkiem sumienia czynionym kaznodziejom (ten, każdy z nas powinien czynić ze swoich własnych grzechów). W czasach zamętu powszechnego jest wołaniem wielu dusz zagubionych o konsekwencję. Jest głosem uprawnionej tęsknoty wielu serc katolickich za wiarygodnością kaznodziejską. Zgliszcza wołają o odbudowę.


Żródło: sacerdoshyacinthus.com

[Pogrubienia czcionki od niewolnikmaryi.com]

Skomentuj