Rozmyślania o miłości Bożej (21) – O przymiotach Boskiej miłości

O przymiotach Boskiej miłości

I.

Miłość Boża trzy główne przymioty posiada: nieskończoną objętość, potęgę i bezinteresowność.

Co do objętości w stosunku serca ludzkiego, miłość nie zna granic, bo też i pragnień serca na­szego pokąd żyjemy na świecie, nic w ca­łej pełni zadowolić nie może. Czasem wprawdzie stawiamy granice tym naszym pragnieniom; lecz wówczas serce milczy, a przemawia głos rozumu, wiary, albo też pewna przewaga w obliczeniu tej lub owej korzyści. Wszystko to w stosunku do stworzeń da się ograniczyć z łatwo­ścią; lecz co do miłości naszej względem Pana Boga, ani rozum, ani wiara, ani ża­dne w świecie obliczenia nie potrafią oznaczyć możliwych granic; przeciwnie, nawet tak rozum jak i wiara, każą nam w miłości dla Boga wszelkie usuwać granice.

Co do innych przedmiotów, któ­re same z siebie nic nie znaczą, a któ­rych wartość na tem polega jedynie, że od Boga pochodzą i że Bóg nas nimi obdarzył: te nie mogą i nie mają naj­mniejszego prawa ograniczać naszej mi­łości ku Bogu, choćby przedstawiały nam jak największe doczesne korzyści, tak więc w stosunku do Boga, do tej Istoty nie­skończenie pięknej i doskonałej, miłość nasza powinna dążyć o ile tylko siły jej na to pozwolą, do nieskończoności; tak dalece, że jak święty Bernard utrzymuje: Miarą naszej miłości ku Bogu jest to właśnie, że powinna być bez miary.”
A jeżeli jakiekolwiek granice stawiać jej musimy, pochodzi to z naszej nędzy, nie­doskonałości i ograniczenia słabej natury ludzkiej, która do nieskończoności w znieść się nie jest w stanie. Ta słabość naszej natury i jej samo przez się ograniczenie we wszystkiem , daje jej właśnie możność i zdolność dążenia w uwielbianiu Boga, do nieskończoności.

Im bardziej dusza ukochała Boga, tem mocniej pragnie kochać Go coraz więcej;

serce przejęte głęboko ogniem miłości Bożej, nie potrafiłoby stawiać sobie gra­nic i mówić: „Dotąd tylko ukocham, a dalej nie pójdę; na tę i na tam tą ofiarę godzę się chętnie, a więcej nic uczynić nie chcę”. Miłość oddaje Bogu wszystko, i wszystko pragnie Mu poświęcić; nic nie zachowuje dla siebie. Nie zna wahania ani też ludzkiej przezorności; nie oblicza, nie rozumuje wcale i nie obawia się skutków.

Tak też święty Bernard malu­je nam ją temi słowy: „Gwałtownego porywu miłości nic powstrzymać nie zdoła, nie lęka się sądu, ani też nie podlega w pływowi jakiejkolwiek rady; nie słucha rozumu, ani nawet obawy zawstydzenia, lub hańby!” 

Dusza wiernie miłości odda­na, ślepo powodować się daje wewnętrz­nemu głosowi, który ją prowadzi i rzą­dzi nią, według swej woli i upodobania. Często Święci posuwali tę miłość Bożą aż do szaleństwa. A przecież i Pan nasz Jezus Chrystus, podług słów świętego Pawła, ukochał Ojca Swego, aż do „szaleństwa krzyża„. I rzeczywiście dla rozumu ludzkiego jest to niepojęte wcale; Bóg staje się czło­wiekiem; przychodzi na świat maleńką dzieciną, w uniżeniu i najwyższem ubó­stwie; poddaje się wszelkim dolegliwo­ściom, nieodłącznym w tak młodym wie­ku; następnie podlega rozkazom stworzeń swoich i jest im we wszystkiem posłusz­ny; zarabia na życie pracą, albo też utrzy­muje się z jałmużny; później naraża się na wzgardę, potwarze, prześladowania; znosi w pokorze i milczeniu wszelkiego rodzaju najstraszniejsze cierpienia i hań­bę; umiera wreszcie jak ostatni ze zbrodniarzy sromotną śmiercią na krzyżu, aby dać dowód Ojcu Swemu i ludziom, do jakiego stopnia ich ukochał.

1 jak to wszystko w pojęciu ludzkiem da się wytłumaczyć?

Jedni wprost przeczą wszystkiemu, nie mogąc uwierzyć nawet w tak nadzwyczajną ofiarę; inni nazywają to niepojętym szałem, który jak dawniej oburzał pychę faryzeuszów i mniemanych mędrców żydowskich, tak i za naszych czasów, oburza pyszne i nieugięte umy­sły uczonych światowców. Lecz w po­jęciu Boskiem i wiernych sług Kościoła, jest to najszczytniejsza z ofiar i najwyż­szy dowód miłości, jaki kiedykolwiek Bo­gu mógł być oddany ; Bóg Człowiek nie mógł kochać inaczej.

Jeżeli oblubieniec ziemski poświęca bez wahania dla przedmiotu swojej mi­łości, majątek, spokój, zdrowie, honor i życie nawet, — świat mówi, że to szaleń­stwo; i słusznie,—stworzenie bowiem nie zasługuje nigdy na tego rodzaju ofiary. Ale gdy dusza szlachetna, dla miłości Bo­żej wyrzeka się świata, bogactw, zaszczy­tów, przyjemności; jeżeli krzyżuje ciało swoje rozmaitego rodzaju pokutami; je­żeli gdy Bóg od niej zażąda, złoży Mu chętnie w ofierze zdrowie swoje, honor i życie; a nawet z natchnienia Bożego posunie się do tej najszczytniejszej ofia­ry, którą wielu świętych uczyniło, a mię­dzy innymi święty Franciszek Salezy, gdy Bóg dopuścił na niego najstraszniejszą pokusę, jaka duszę kochającą Boga spo­tkać może—to jest myśl, że go w przyszłem życiu Bóg odrzuci od siebie. Otóż świę­ty ten dręczony tą natarczywą pokusą, uczynił akt heroiczny zdania się na wolę Boga, temi słowy:

Jeżeli o Boże wyrok Twej sprawiedliwości skaże mnie na odrzucenie i pozbawi tego szczęścia, abym Cię mógł kochać i wielbić przez wiecz­ność całą; spraw, abym przynajmniej w tem życiu poświęcił się Twojej  miło­ści, i kochał Cię nieprzerwanie całą gorącością mego ducha!“

Tego rodzaju ofiary, poświęcenia i wyrzeczenia się sa­mych siebie dla Boga, szaleństwem nie są wcale; przeciwnie, można je nazwać prawdziwie świętą mądrością, łaską nad­naturalną, życiem najwięcej zbliżonem do życia Jezusa Chrystusa na ziemi;

ponie­waż Pan Bóg zasługuje na największe ofiary; i nie ma nic takiego, czego mogli­byśmy miłości Boskiej odmówić, lub jej się sprzeciwić; bo oddając Bogu wszyst­ko, tem samem wszystko zyskujemy, i ża­dnej nie ponosimy straty; w samej miło­ści znajdując najwyższą nagrodę za wszel­kie ofiary i poświęcenia.

 

II.

Drugim przymiotem miłości Boskiej jest jej siła i potęga ; potęga tak wielka, że nic się jej sprzeciwić i nic się jej oprzeć nie jest w stanie.

Ona to zwycię­ża i depcze wszelkie powaby świata, jak i podszepty szatana; ona panuje nad słabością ciała i nad namiętnościam i zepsu­tej natury; jej wpływ usuwa najbardziej zadawnione nałogi, skłania do pokory i uległości wobec Boga zbuntowane wła­dze umysłu; zwycięża najgwałtowniejsze pokusy, i w reszcie osłabia, a nawet czę­stokroć najzupełniej wyniszcza, wszelkie poruszenia miłości własnej; potęga miło­ści na koniec, staje nieraz do walki nawet z Bogiem Samym, gdy na nią zsyła próby i doświadczenia, jak to mamy przy­kład z życia Jakuba.

Przypatrzmy się sile miłości Bożej w życiu męczenników świętych. My nie bylibyśmy w stanie znieść widoku ich męczeństwa; z trudnością czytamy opisy o tych strasznych męczarniach, które Oni jednak ponosili z radością. Przypatrzmy się dalej życiu pustelników i różnoro­dnych zakonów płci obojga, którzy tak chętnie i z taką gotowością podjęli ostre pokutnicze życie i wytrwali w niem do późnej starości. Weźmy przykłady z ży­cia tylu sławnych pokutników, których straszne umartwienia, przejmują przera­żeniem i trwogą wyobraźnię naszą i wy­dają się nam w prost niemożliwe, trudne do uwierzenia; albo też tych apostołów i misjonarzy, płonących gorliwością szerze­nia wiary Chrystusowej w śród pogań­skich, dzikich i barbarzyńskich narodów : żadna przeszkoda, żadne niebezpieczeń­stwa i trudy powstrzymać ich nie zdołały; a którzy w nagrodę za olbrzymią swoją pracę i poświęcenie mieli to jedno tylko pragnienie, aby przelać krew swoją dla miłości swojego Mistrza i Pana.

Przy­patrzmy się na koniec tym duszom, odda­nym życiu wewnętrznemu, które miłość prowadzi do zbawienia twardą i cierni­stą drogą krzyża, a które dobrowolną ofiarą poddały się tym niewymownym cierpieniom, wiadomym tylko Bogu sa­memu, przez ludzi jednak niepojętym i niezrozumianym !

Miłość o tyle jest prawdziwą, o ile jest w zasadzie odważną i silną. Jeśli się trwoży, miesza i zraża jakąkolwiek przeszkodą, jeśli się cofa na widok gro­żących jej doświadczeń i cierpień; — zna­kiem to jest, że nie ma gruntownej podstawy, że jest bardzo niestałą i słabą.

Prawda, że wszystko zdobywamy sto­pniowo; tak samo i miłość niepodobna aby odrazu powstała w całej swej potę­dze i sile; błądzimy utrzymując, że ja­kaś dusza pozbawiona jest miłości Bo­żej, lub też kocha zbyt słabo, jeżeli nie jest jeszcze zdolną do bohaterskich czy­nów i jakichś nadzwyczajnych ofiar, wy­magających wielkiej odwagi i męstwa.

Mała dziecina może być na swój wiek bardzo silna, jakkolwiek słabą jest w po­równaniu dorosłego człowieka. Ponieważ jednak Pan Bóg, jako najrozumniejsza Istota, nigdy nie doświadcza nas nad si­ły, i żąda od nas tego tylko, co wykonać jesteśmy w stanie: zatem miłość nasza jest bezwarunkowo bardzo słaba, jeżeli w codziennych, drobnych i utarczkach ży­cia, cofamy się przed tak małą dla Niego ofiarą, i radzibyśmy o ile, możności usunąć się przed tem, co nam nie dogadza, jeżeli nie jesteśmy poddani natchnieniom Ducha świętego, i w spełnianiu małych rzeczy, do których sposobności każda do­starcza nam chwila, wierni nie jesteśmy.

Miłość nasza jest słaba, jeżeli łatwo pod­pada zmianie i łatwo ostyga, przecho­dząc z gorliwości w stan zniechęcenia i martwoty; jeżeli zraża się najmniejszą trudnością i nie jest w stanie przezwy­ciężyć najlżejszej przeszkody; słabą jest i to bardzo słabą, jeśli w przypuszcze­niu, że Bóg zażąda od niej jakiejś wię­kszej ofiary, brak jej tej silnej woli i chę­ci, oddania Panu Bogu bez namysłu wszystkiego, cokolwiek by zażądał.

 

 

III.

Trzecim przymiotem świętej miłości jest bezinteresowność zupełna.

Bezinte­resowność tę święty Bernard nazywa miłością czystą i określa ją temi słowy: „Kto kocha miłością czystą, ten szuka jedynie ukochanego przedmiotu, a nie korzyści, jakie mógłby stąd osiągnąć„; ja­ko to: dobra doczesne, a nawet i własne zadowolenie wewnętrzne, słodycze i po­ciechy duchowne.

Lecz ta bezintereso­wność o ile jest wzniosłą i szlachetną, w dobrze zrozumianem pojęciu, o tyle byłaby błędną, gdybyśmy ją posunąć chcieli aż do tego stopnia, żeby serce nasze zobojętniało w pragnieniu posiadania Boga w wieczności; co jest prze­cież główną podstawą naszej miłości ku Bogu, i do czego obowiązani jesteśmy dążyć, jako do ostatecznego naszego końca. Jeżeli mówimy o pominięciu wła­snych widoków, żadną miarą tej myśli mieć nie możemy; bo posiadanie Boga jest celem naszych dążeń i wszystkich naszego życia zabiegów; sprzeciwiałoby się to woli Bożej, i wytkniętemu nam przez Boga przeznaczeniu; ale rozumieć tu mamy wszelkie inne uboczne sprawy, korzyści dodatkowe, do których nie jest przywiązane ani przymnożenie chwały Bożej, ani też nasze osobiste szczęście tak doczesne; jak i wieczne.

Ponieważ jednak wiara uczy nas, że przede wszystkiem powinniśmy mieć chwa­łę Bożą na celu, miłość przeto każe nam przekładać wolę Bożą nad nasze własne szczęście: tak dalece, że gdyby nam to dane było do wyboru i możliwość de­cyzji zależała od nas,—powinniśmy bez wahania sprawę Bożą na piewszem po­stawić miejscu, bez względu na własną korzyść.

Lecz podobny wypadek nigdy miejsca mieć nie może, bo chwała Bo­ska najściślej z naszem szczęściem jest złączona; pozostaje nam tylko wszelkie nasze własne uczucia i pragnienia, pod­dać czyli podporządkować woli Bożej.
W nadzwyczajnych wypadkach tylko, jak to już wyżej nadmieniliśmy, ” Bóg do­świadcza wyjątkowe dusze, i, aby z miłości ku Niemu złożyły mu ofiarę ze swego szczęścia przyszłego, ofiarę warunko­wą, to jest, jeśli tak się Bogu podobaćbędzie.

Taka to jest bezinteresowność i ta święta obojętność, jakich miłość domaga się od nas. „Wola i upodobanie Boże mówi święty Franciszek Salezy „jest głównem pragnieniem duszy, zupełnie a bezinteresownie Bogu oddanej: tak da­lece, że w olałaby piekło z woli Bożej, jak niebo z własnego wyboru; a nawet i w takim wypadku wybrałaby piekło, gdy­by widziała, że jakkolwiek Bóg zostawił jej zupełnie wolny wybór, wolałby jednak aby nie wybierała nieba!” „Jest to rzecz poprostu absolutnie niemożliwa , jak to ten sam święty w dalszym ciągu obja­śnia;—lecz podobny przykład jasno nam maluje gorącą miłość tej duszy dla Bo­ga która jednak pod ciężarem strasznych doświadczeń i pokus, nie jest w stanie dostrzec tej niemożliwości. Gdyby ją spostrzegła, gorycz zbolałej’ duszy jednej chwili zmieniłaby się w słodych i wesele, a ofiara jej w szelką straciłaby wartość; tak jak ofiara Abrahama nie miałaby zna­czenia, gdyby był naprzód przewidział, że Bóg wstrzyma jego ramię, w chwili gdy je uzbrojone nożem na własne dzie­cko podniesie!

Lecz’podobnych doświadczeń zupeł­nej i bezinteresownej miłości, Bóg nie wymaga i nie zsyła na nas w zwykłem, codziennem życiu. Nie od nas to zależy, stawiać się w tak trudne położenia i wyszukiwać sposobności do składania Bogu tak nadzwyczajnych ofiar; tak jak i Abra­ham nie szukał i nie starał się wejść w to położenie, aby złożyć Bogu ofiarę z własnego syna.

Co do nas, starajmy się zadowolnić tem, czem nas Duch świę­ty natchnie; i w codziennych życia wy­padkach, oczyszczajmy ile możności mi­łość naszą ku Bogu, ze wszelkich osobi­stych widoków i poruszeń miłości wła­snej.

Jeśli na chwilę tylko w tej pracy spoczniemy, natychmiast miłość własna weźmie przewagę nad sercem naszem i starać się będzie odwracać naszą uwagę od dobroczyńcy, pocieszyciela i źródła wszelkiego szczęścia a natomiast zwracać myśli nasze ku osobistym widokom, jako to: nadziei nagrody, pociech we­wnętrznych i rozmaitych korzyści tak do­czesnych, jak wiecznych; obudzać w nas będzie nadmierne w tych przedmiotach zamiłowanie, przywłaszczanie ich sobie, jako rzeczy nam należnych, i szukanie ich wyłącznie dlatego, że nam sprawia­ją przyjemność i zadowolenie.

Wprawdzie podobne uczucia miłości własnej, w początkach występne nie są ; lecz bar­dzo nie podobają się Panu Bogu, z po­wodu ich nieczystej intencji, a także i z tej przyczyny, że jeżeli nie walczymy z nie­mi i nie stawiamy im oporu, powoli osła­biają w nas miłość ku Bogu, odwracając myśl naszą od źródła wszelkiego dobra i szczęścia.

 

Bóg nas stworzył w tym celu i jest Jego pragnieniem, abyśmy wpółpracując z Jego łaską, której wszystkim obficie udziela, tak za życia oczyścili miłość naszą ku Niemu, abyśmy po śmierci prosto do nieba przyjęci być mogli. Zostawia nas prawdzie w niepewności podczas życia na ziemi, bo chce abyśmy tem więcej zaufali Jego miłosierdziu, zdając się zupełnie na Jego świętą wolę; z gorącą miłością i dziecięcem zaufaniem zgodzili się na wszystko, cokolwiek nam przeznaczy.

Żąda jednak i wymaga, abyśmy z naszej strony pracowali o ile to w naszej mocy nad zdobyciem zbawienia wiecz­nego żyli jedynie tą nadzieją i tem pragnieniem , i wszystkie sprawy nasze ziemskie do tego celu kierowali.

Mówiliśmy już o tem, lecz nie szkodzi powtórzyć to raz jeszcze, że: aby dusza zaraz po śmierci do  nieba przyjętą być mogła, jej miłość ku Bogu musi być nieodzownie i całkowicie wolna od wszelkiej, choćby najdrobniejszej skazy miłości własnej; a choćby nawet nie cią­żyła na niej żadna wina grzechu powszedniego, jeżeli nie pozbyła się zupełnie za życia na ziemi, wszelkich odcieni własnej miłości: już to samo wystarcza, że musi nieodwołalnie przejść przez czyściec.
Bramy nieba bowiem zamknięte są dla wszelkich osobistych widoków, choćby w zasadzie najszlachetniejszych; tam panuje niepodzielnie tylko chwała Boża,w której stworzenie, własne swoje szczęś­cie widzi; bo przez Boga i w Bogu jedynie szczęśliwem być może. Tam tow całej pełni zrozumiane będą słowa św.Pawła, że : „Bóg jest wszystkiem we wszystkiem !” Powinniśmy często i głę­boko tę prawdę rozważać.

 

Pozostałe części Rozmyślań o miłości Bożej: TUTAJ


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Codziennie wieczorem wspieramy osoby wyrażające swoje poddanie się woli Boga naszą modlitwą:

Niech się stanie wola Twoja! (Módlmy się)

„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie Moja wola, lecz Twoja niech się stanie.”

Wskazane jest też dodać za Matką Boga: „Oto Ja służebnica(sługa) Pańska(i), niech Mi się stanie według Twego słowa!”

Codziennie wieczorem wspieramy osoby tak wyrażające swoje poddanie się woli Boga modlitwą :

CZYTAJ CAŁOŚĆ