„ANTYCHRYST ” (1) – Upadek wiary Chrystusowej

Syn człowieczy przychodząc, izali znajdzie wiarę na ziemi? (Św. Łukasz 18.)

Przyjście Antychrysta musi jeszcze poprzedzić obojętność chrześcijan do artykułów wiary katolickiej i prawie zupełny upadek religii Chrystusa Pana; ponieważ Kościół nie tylko stoi na wierze, ale też żyje i oddycha wiarą; jeżeli prosta, szczera i mocna wiara ożywia chrześcijan, wtedy Kościół stoi bezpiecznie; jeżeli przeciwnie zacznie ta wiara słabnąć i gasnąć w chrześcijańskich narodach, wtedy i Kościół słabieje, gaśnie i chyli się do upadku. Taki stan wiary pokazał nam Chrystus Pan jako pewny znak przyjścia Antychrysta: “Syn człowieczy przychodząc, iżali znajdzie wiarę na ziemi?”

Kto może powątpie­wać, że w dzisiejszych czasach wiara wielce upadła ; z jednej strony zatruły ją herezje i przewrotna wieku polityka, z drugiej filozofia antychrześcijańska zupełnie podkopała wiary funda­menta. Słowa wyrzeczone przez Chrystusa Pana nie rozumieją się o osobistym przyjściu Syna Bożego na sąd ostateczny, bo wiemy, że w tej dacie wiara Chrystusowa, po upadku Anty­chrysta i nawróceniu żydów stanie w najwyższym blasku, lecz upadek ogólny wiary Chrystusowej bierze się jako bliższy znak przyjścia Antychrysta; ten nieprzyjaciel zastanie dostatecznie przysposobiony świat na przyjęcie jego nauki, odegra więc rolę najdzikszą; to, co dobrego zastanie, przytłumi i zupełnie bę­dzie się starał wyniszczyć; ale nagle niebiosa pomoc zeszłą Ko­ściołowi i upadek bezbożności nastąpi. Błogosławiony ten któ­ry z wiarą stanie przed Antychrystem i nie ulęknie się jego prześladowania; a znowu przeklęty na wieki, który pośpieszy za nieprzyjacielem i przyjdzie mu w pomoc do zniszczenia Ko­ścioła.

Któż może zapewnić, azali dzisiejszy stan upadku po­wszechnego wiary nie jest tym czasem oznaczonym przez Chry­stusa Pana? Zuchwały libertyn Nemrod do adoracji słońca przyciągnął pokolenie Noego; przewrotny polityk Jeroboam do cielca egipskiego synówr Izraelskich namówił. Arjusz, Manes, Mahomet i tylu innych, wiele narodów zarazili przewrotnymi na­ukami; to wszystko nie wchodzi ani do porównania, ani do podobieństwa z okropną klęską, którą piekielni filozofowie istotny wiary fundament, nie w jednym kraju lub prowincji, ale we wszystkich krajach i narodach, we wszystkich częściach zie­mi, gdziekolwiek znaleźli się prawowierni chrześcijanie, przyjęli ogólną zarazę i dziś sami rozsiewają truciznę i nie wiedząc, spo­sobią drogę Antychrystowi.

Kto mógł choć pomyśleć kiedy o tem, że Bóg. który świat stworzył i rządzi ludzkiemi narodami, nie mógłby przemówić ani przez proroka, ani przez anioła, ani przez siebie dla objawienia tajemnic wiary katolickiej? Dziś je­dnak znajdują się tacy szaleńcy, którzy przeczą tej prawdzie, co gorsza, tacy ludzie powszechnie dziś zowią się mędrcami, filozo­fami i wielki mają kredyt u ludzi. Ten gatunek szalonej herezji zachowało sobie piekło dla naszego wieku i poszczęściło mu się arcyprzewybornie, bo największy występek, najśmieszniejsze sza­leństwo poczytano za mądrość.

Prawdziwie mówiąc, rzadka du­sza w dzisiejszym chrześcijańskim świecie, która by albo do szczę­tu nie straciła wiary, albo jej nie zwątliła aż do owej obojętności, która odwieczne prawdy chce pogodzić z fałszami, która usiłuje jedną barwą przyodziać wszystkie religie, zasłaniając grzecznym wyrazem — TOLERANCJA.

Ta jest zatem różnica dzisiejszych filozofów od poprzednich nieprzyjaciół wiary i w ogóle wszystkich heretyków. Tamci na miejsce prawdziwej wiary, podsuwali herezję fałszywą; ci zaś nie chcą mieć żadnej wiary. Tamci grzeszyli rozumem do najdziwa­czniejszych uprzedzeń, złości i pychy; ci zaś nie znając tylko naturalne rozumu swego pojęcia, takowe jako bożki wywyższają, obejmując to tylko, co rozum dosięże, a wszystkie inne prawdy odrzucając.

Przypatrzmy się ogólnemu zepsuciu narodów, gdzie kąkol filozofii dzisiejszej został zasiany. Od wschodu, aż do za­chodu i na obydwu biegunach dosięgła zaraza naturalistów, filo­zofów; nie ma stanu, nie ma wieku, miejsca i domu, gdzieby duch liberalizmu i głupoty nie opanował ludzkie rozumy.

Wiara wy­daje się w uczynkach; jeżeli może wątpimy, co się wyżej powie­działo, to zejdźmy do uczynków i przyparzmy się: gdzie jest po­święcenie się za sprawę poczciwą i religijną? gdzie są ofiary skła­dane Bogu, gdzie modlitwa, posty, prawa kościelne i inne obo­wiązki stanu swojego? Jaki szacunek dla duchownych, dla obra­zów i kościołów ? Gdzie się podziały te naturalne, pierwszowiekowe objawy uczuć religijnych? Wszystko to pochłonęła dzi­siejsza filozof ja przewrotna i polityka światowa, która prawdy chrześcijańskie, ceremonie i wszelkie zewnętrzne obrzędy religijne wyśmiewa, szydzi i niesławą obrzuca. Najcnotliwszy kato­lik musi zdobyć się na heroizm, chcąc uklęknąć przed ołtarzem, położyć krzyż na czole, albo uderzyć się w piersi, bo pewien z doświadczenia, że go nazwą fanatykiem, bigotem i głupcem.
Sprawdza się dziś powszechnie w chrześcijańskich narodach, co świadczy pewien mąż pobożny w swoim dziele do ziomków pi­sząc: Ileby kosztowało poczciwego chrześcijanina zdobyć się na bluźnierstwo przeciwko swojej wierze, o tyle dziś trudno znaleźć katolika, któryby pokazał uczynkami, że ma wiarę. Wkrótce zatem zobaczymy, że rodzaj ten powszechnej niewiary na świat cały rzuci nasienie i przetworzy go na królestwo Antychrysta.

Mędrcy tegocześni, libertyni, deiści, materjaliści, masoni, i ateusze, głoszą bezbożnie, że nie może Pan Bóg przez żadne objawienie powierzać człowiekowi swoich tajemnic więc między talmudem a koranem i Ewangelią niknie cała różnica, więc wszystkie wypadają na jedno i wszystkie są bajkami. Sama tylko klasa ludzi prostych trzyma się jeszcze wiary prawdziwej; lecz gdy ta wiara więcej materialności aniżeli formalności za­myka, nie potrzeba wielkiego szturmu na jej obalenie. Pocze­kajmy trochę, kiedy podupadłe duchowieństwo jeszcze bardziej zdrobnieje, a potem przypuśćmy na tę ubogą klasę ludzi chy­trych i przewrotnych, którzyby potrafili sztuką materializmu zagłuszyć poczciwość i sumienie; o wtedy więcej można spo­dziewać się złego, aniżeli zrobiła rewolucja francuska. Mamy jasny przykład z przeszłego wieku. Duchowieństwo francuskie wszystkiemi siłami odpierało drapieżnych wilków fran-masonów, wciskających się do owczarni Chrystusowej. Tych kapłanów nie zajmowało żadne gospodarstwo, bo żyli tylko z dziesięcin, nadto biskupi wizytowali parafie i prawie rzecz była niepodobna, aby ten lud oświecony we wszystkich artykułach wiary, i z na­tury w prostocie swojej przychylny Kościołowi, aby mógł stać się w tak krótkim czasie przewrotnym i prawie bezbożnym.

Padł jednak tryumf na stronę fran-masonów, bo mieli za sobą publiczną wyższego społeczeństwa opinię, i wreszcie dały po­wód dzikie namiętności grzechu pierworodnego, złudzone pochle­bnymi cackami dogadzającej zmysłowości. Gdybyśmy i to je­szcze chcieli wziąść na uwagę, lud prosty ma silną wiarę, ale nie wie, w co wierzy, dlaczego tak, a nie inaczej, zdać sobie sprawy z tego nie może. Pomiędzy takie ludy, gdy wpa­dnie Antychryst z obietnicami wolności, równości, złotego wie­ku i ziemskiego raju, czy trudno mu będzie ułowić całe masy narodu pod swoje sztandary? Łatwo przypuścić, że w kró­tkim czasie cały świat podbije; wyższe klasy społeczeństwa ludzkiego pełne są deistów, fran-masonów, niedowiarków i ateuszów ; niższe zaś składają się z ludzi po większej części z materjalistów , z religją bez fundamentu. Pierwsi, nie ma­jąc żadnej wiary, z łatwością zatem pośpieszą do obozu Anty­chrysta, drugich wiara nader jest słaba i niedołężna, aby mogła oprzeć się tej okrutnej prześladowania epoce, o której tu mo­wa. Ogromna przeto uformuje się armia dla Antychrysta, a mała i nic nie znacząca trzoda wybranych zostanie przy Chry­stusie. Ale nic na temn nie straci Kościół, samo takowe uszczu­plenie sług jego, posłuży na okazję tem większej chwały z po­święcenia i wytrwałości. Naczelny wódz wojska, im z mniejszą garstką wojska pokonywa liczne szeregi nieprzyjaciół, tem wię­kszą chwałę odbiera. Kościół Chrystusa przez garstkę swoich wybranych porazi, zwalczy i zniweczy okrutnego Antychrysta i milionowe jego szeregi, a potem dopiero prawdziwy pokój i tryumf nastąpi.

Oprócz wszystkich wynalazków piekła na obalenie i zupełne zniszczenie wiary Chrystusa Pana na ziemi; najpotężniejsze i najstraszliwsze jest słowotolerancja. Woła świat dzisiejszy: tolerancja! o co to za skarb filozofii! cóż to za produkt oświe­conego rozumu! kochajmy się, bośmy bracia, nie prześladuj­my się, bośmy wszyscy jednej natury i jednego Boga dzieci. Żyd, turczyn, poganin, luter i katolik, zawsze jest człowie­kiem, zawsze bliźnim, zawsze ma prawo do serca, miłości i jedności braterstwa. Jaka nieludzkość gardzić osobą za to, że się nie w naszej wierze urodziła, jak okrutna niesprawiedliwość odpychać równą sobie istotę! — słowa piękne, nic nie mają zdrożnego, owszem, namaszczone uczuciami szlachetności i religii; jednak chcemy dowieść, że to trucizna śmiertelna, a gorsza nad inne, że przybrana na pozór w delikatne cukierki, mamiące oko chrześcijańskie.

Trzeba bardzo zdrowego rozumu, aby za pierwszem wejrzeniem odkryć prawdę, a truciznę odda­lić. Tolerancja w najpiękniejszych kolorach wyszła na świat chrześcijański, aby jej wiarę obalić; odurzyła wszystkich ama­torów nowości, pokazała, że chce zapalić ród ludzki węzłem miłości, a pod pokrywką tych cnót szuka, aby wiarę jedyną, prawdziwą przytłumić w sercach ludzkich, zadusić i na wieki wygasić. Tolerancja, której świat dzisiejszy nauczył się w szkole Woltera, jest sztucznym manewrem do złowienia i usidlania prawowiernych wyznawców, a że jest przyjęta, to jest skutkiem wygasłej wiary, jest skutkiem powszechnego upadku w świętej naszej wierze, a z tego najsprawiedliwszy wniosek bliskości końca i czasów panowania Antychrysta.

Tolerancja, jeżeli ma nosić cechę miłości bliźniego, to z natury własnego już brzmienia, nie może znaczyć, jak tylko miłość cierpliwą, wymuszoną przeciw oburzeniu serca, które czuje gwałty i spostrzega nieprawość. A takiej właśnie bezczynnej miłości potrzeba było masońskim filozofom i dla nich samych i dla zwierzchności chrześcijańskiej, inaczej nie mogłaby się przyjąć na świecie ich szatańska misja, ani by osią­gnęła jaki skutek. Zwolennicy tolerancji domagali się miłości od prawowiernych chrześcijan, a jednocześnie w pismach swoich i mowach publicznyćh bluźnili Bogu i Kościołowi i prześladowali wiernych sług Bożych. Rozpasany świat w nieprawościach, po­wołuje się na prawo Chrystusowe, na jedność i wspólne bra­terstwo, chce, aby mu poklaskiwać i łączyć się z nim w przy­jaźni; a z drugiej strony reńgję nazywa ludzkimi wymysłami, sakramenta zabobonem, księży Chrystusowych kuglarzami, ko­ścioły teatrem , odpusty jarmarkami, przykazania kajdanami, niebo i piekło wymysłem średniowiecznym. Tak więc tym z piekła wylęgłym tolerantom, czy można ze zdrowym rozumem tolerować ich błędy i łączyć się z nimi w sposobie myślenia i we wszystkich zbrodniach oburzających ludzką naturę? Toleranci dzisiejsi domagają się współczucia, a sami nieczułość i barbarzyństwo okazują; wywyższają rozum, a bezecnością i bezwstydem plamią swoje; szukają przyjaźni i wierności, a wę­zeł małżeństwa targają, nazywają go ty ran ją i brakiem wolności. Więcej jeszcze śmieszności i głupoty okazują światu; to­lerują wszystkie zarówno religie; ile sekt i zborów, tyle zdań jako nieomylnych prawd przyjm ują, sami zaś, jako zupełnie wolni, co w nic nie wierzą, publicznie ateizm wyznają, nie od­różniając siebie od nierozumnego zwierzęcia. Należy więc iść za głosem tolerowanych półmędrków? tych niby dobrodziejów i wybawicieli świata z tyranii, którzy zakładają bractwa, for­mują propagandy i legiony, wydają prawa, a to wszystko w celu jakiejś reorganizacji świata, zrzucenia z tronu monar­chów, przywrócenia konstytucji, obalenia kościołów i ołtarzy, złupienia majętnych, wymordowania cnotliwych i zaszczepienia drzewa anarchicznej wolności. Oto jego echo, które po całym świecie głos swój roznosi, to zamiar tolerantów dzisiejszych. Jeden nad drugiego dobitniej i ciągle bez zmęczenia powtarzają zdania: tolerancja sposobu myślenia i mówienia, tolerancja pisma i druku, tolerancja odstępstw religijnych, tolerancja głupoty, barbarzyństwa, i niesprawiedliwości i wszystkich bezecnych, niemoralnych występków. Tej szalonej i nienaturalnej miłości domaga się świat od ludzi przez gładki wyraz tolerancji.
Chce, abyśmy kochali wilka, kiedy przyjdzie dusić trzodę; chce, żeby szanować złodzieja, kiedy się zakrada po majątek; chce, żeby klękać przed łotrem, kiedy nam najdroższe życie wydziera.
Nieszczęściem świat nieprzyjaciela nie poznał, głaskał tolerantów, zachęcał do wyznania ich wiary, a wkrótce drapieżni wilcy rzucili się nie tylko na trzodę, ale właśnie na najwyższych pasterzy, obalili trony, znieśli rządy i władze i strugami krew popłynęła.

Choć niedawne doświadczenie, świat jednak nie za­bezpiecza się na przyszłość, owszem, jak był nieprzezornym i pobłażającym, takim do dziś dnia zostaje. Tolerancja wydzie­ra poddanym najdroższy skarb, religię; a na tym przecież skarbie polega całe bezpieczeństwo rządów i narodów. Tole­rancja toleruje gwałty, rabunki i spustoszenia domów Bożych; jednak wiemy, że upadek domu Bożego przywala cesarskie pa­łace; tolerancja zaleca równość, wolność i miłość bratnią, a tych, którzy przy prawdziwej wolności sumienia i religii zosta­ją, prowadzi pod gilotynę.

Boże! zachowaj nas od takiej tolerancji, od niewoli ducha i upodlenia serca.

Z tego więc, co się rzekło, śmiało wnosić możemy, że ci, którzy głoszą tę tolerancję, winni są zbrodni, fałszu i ateizmu ; a że dzisiaj świat cały takim napełniony; więc bliski jego ko­niec, widoczny wiary upadek, i panowanie Antychrysta zbliżo­ne. Chociażby najw ystępniejszy i znany z łotrowstwa tolerant, otworzył usta i wyrzucił z plugawych warg wszystkie bluźnierstwa przeciw Bogu. mówią przecież współtoleranci światowi: trzeba mu dać pokój, bo dzisiaj tolerancja, nie można powsta­wać na niego, bo to człowiek światły, skończył akademię, był w Paryżu, i t.d. Chociaż kto porzuci ojczystą religię; wyrze­knie się Boga i Kościoła i stanie na stronie okrutnych prześla­dowców, trzeba go jednak respektować, bo dziś tolerancja, a przy tem jest to człowiek ze zdrowym rozumem wysoko położony w świecie, profesor i literat, bo napisał elementarz dla dzieci.
Niech chrześcijanin przejdzie na żyda, albo na turka, niech po­pełni zbrodnię, dopuści się zabójstwa dla potrzeby, lub zemsty, niech powstaną gwałty, namiętności, podłe intrygi i bezczelne kłamstwa; bo trzeba jednak tych wszystkich winowajców unie­winnić, bo dziś tolerancja, a przytem to ludzka słabość, a mo­że nawet mieli do tego słuszne powody! O, przewrotna tole­rancjo dla łotrów i bezbożnych! Dobrze im się dzieje, bo mo­gą kraść, obdzierać i zabijać, bo wyraz tolerancja wszystkie zbrodnie pokrywa i niewinnymi czyni.

Przede wszystkiem jednak szaleni toleranci krzyczą na duchowieństwo, na księży katoli­ckich i biskupów: precz z exkomunikami, precz z groźbą ognia wiecznego, to wszystko się sprzeciwia wolności i braterskiej miłości; niech każdy wierzy, jak mu się zdaje, niech żyje, jak mu się podoba; kary kościelne muszą być skasowane, bo gwałcą prawo naturalnej wolności i braterskiej miłości. Tak argumentują dzisiejsi toleranci, a to z przyczyny, że im cho­dzi o to, aby ich łotrostwa na jawnie wyszły, aby płatać zbrodnie i dogadzać namiętności, a przy tem uchodzić przed światem za męża przyzwoitego według nowoczesnego postępu.
Cóżby było, gdyby te zgubne maksymy zarówno bez wyjątku wszyscy przyjęli? jakież byłoby gospodarstwo w domu, jaki skład w wojsku, jaki rząd w narodzie, gdyby wolno było każ­demu robić, myśleć i mówić jak mu się podoba? do jakiej anarchii przyszłoby całe społeczeństwo ludzkie? Łaska Opa­trzności, że dotąd prawo tolerancji w zupełności i w praktyce jeszcze nie rozwinięte, to jest, że bezpieczni niejako jesteśmy, co do życia i mienia, ale co do artykułów wiary i sumienia prawego, to już w całej mocy panuje tolerancja.

Kto chce wierzyć w Boga i cześć Mu winną oddaje, kto chce wyznaje ateizm i rzuca najwymyślniejsze bluźnierstwa; czyja ochota, pójdzie do kościoła na mszę świętą; inny podczas nabożeństwa jarmarczy w publicznym sklepie. Kto chce zachowuje posty, a inny w wielki piątek je mięso. Jedni wchodzą w związek mał­żeński przyzwoicie, według praw Kościoła, a kto chce, ma otwarte śluby cywilne, które niczem innem nie są, jak grzesznem cudzołóztwem. A na to wszystko broń Boże, gdyby miał powstać pasterz i gromić nadużycia; natychmiast zostanie wygwizdany i poczytany za nieprzyjaciela wolności, za fanatyka, za tyrana i despotę. Straszny cios śmiertelny i wielką klęskę zadała Chry­stusowej wierze protegowana tolerancja. Jeżeli się już podobała tolerantom, aby jednakowem okiem spoglądać na żyda, turka. deistę i ateusza, czemu przynajmniej nie wyświadczą Chrystusowej Ewangelii, tej najsprawiedliwszej grzeczności, żeby też i ona tolerowaną została? żeby nie było wolno lada łotrowi bluźnić i wy­śmiewać religję i szkalować i poniewierać duchownymi do upo­dobania. Z drugiej strony, aby było wolno biskupom i kazno­dziejom mówić otwarcie, śmiało, bez ceremonii i względu na stan i osobę, gromić występki, potępiać niedowiarstwo, stosownie do
zdania Izajasza Proroka: “Wołaj nie przestawając; jako trąbawynoś głos swój, a opowiadaj ludowi mojemu złości ich.” Ale niechby się poważył który z duchownych powstać z ambony przeciwko nadużyciom tolerancji i gromić osobiste błędy i bluźnierstwa wyrzeczone przeciwko wierze; o jakżeby wielka burza spadła na niego! z całą siłą wystąpiliby bracia toleranci, przypo­minając wyraz tolerancji ich błędów i nadużyć, a milczenie na prawdę i sprawiedliwość.

Tak więc bez wachania możemy wyrzec, tolerancja, która wy­szła ze szkoły Woltera i z lóż masońskich, zatruła wszystkie chrześcijańskie narody, wszystkim stanom zamąciła głowy i jest najpierwszym dowodem upadku wiary Chrystusowej. Dosyć jest zdrowym rozumem zastanowić się nad znaczeniem i dążnością te­go wyrazu, aby nie odkryć błędu i nie poznać sideł piekła, czychającego na zgubę naszą. Człowiek, który może zdobyć się na ró­wną cześć i poważanie dla talmudu jak dla Ewangelii, dla pism św. Ojców jak dla bezecnych romansów, dla loży masońskiej jak dla Chrystusowego Kościoła; człowiek, który na jednym ołtarzu składa ofiarę Bogu i szatanowi, który jedno kolano ugina przed Chrystusem, a drugie przed Baalem, taki człowiek, mówię, czy ma prawdziwą wiarę? niema nie tylko wiary, ale i rozumu, bo chce połączyć kłamstwo z prawdą.

Takich zwyczajnie ludzi wi­dzimy na dzisiejszym świecie, pełnych zewnętrznej ogłady, wy­mowy i edukacji, którzy chętnie podzielają swoje zasady i religię, stosownie do towarzystwa, w jakiem się znajdują; z żydem będzie myślał i wierzył po żydowsku, z lutrem, po lutersku, z ateuszem. jako ateusz, z łotrem, jako łotr, a z poczciwym znowu, jako pełen cnoty. Bardzo wielu takich tolerantów, profanują dziś chrześcijańskie i katolickie imię; ale większa, daleko większa liczba jest mdłych, oziębłych i nie czułych dusz, które choć jeszcze nie wyparły się wiary Chrystusowej, chodzą na Mszę św. i żegnają się krzyżem, ale czynią to dla tego, że to widzą po star­szych i od takowych obawiają się prześladowania. Czy ich re­ligię kto pochwali albo zbluźni, to im wszystko jedno, czy kto na­zwie Chrystusa Pana Bogiem, czy człowiekiem, bynajmniej się nie obrażają; jeżeli księży prześladują, kościoły burzą i papieża z dóbr wypędzają, i na to są obojętni.

Któż teraz zaprzeczy, czy nie pełno takich imieniem tylko chrześcijan na świecie? Pełno niedowiarków, a raczej materialistów, którzy sobie wybrali pe­wien przedmiot za Boga i koło niego pracują, starają się i myślą i w nim cały koniec szczęścia znajdują. Cóż już więcej nad to wymyśleć można do upadku wiary Chrystusowej i czy za pano­wania Antychrysta gorszy stan Kościoła może spotkać? Pra­wdziwie wyrzec można, że zbliżający się nieprzyjaciel Chrystusa, ma już dostatecznie drogę przygotowaną; nic mu nie pozostaje, jak tylko zrzucić maskę obłudy, ogłosić się prorokiem i wystąpić z całą gwałtownością przeciwko małej już cząstce prawowiernych Chrystusowych, którzy nie poszli za ogólną świata zarazą, ale wiernymi do końca przetrwali, szczęśliwi tacy, bo cokolwiek zjawi się na świecie, zawsze tryumf świętych Pańskich będzie nieomylny, a przeciwnie, sromota i kara bezbożnych razem z ich naczelnikiem, bez wątpienia musi nastąpić.

cdn.

 


ANTYCHRYST według autorów  W.P. M.  W. B. Drukiem „Miesięcznika Franciszkańskiego”, PULASKI, WIS. 1938 r.

1 komentarz do “„ANTYCHRYST ” (1) – Upadek wiary Chrystusowej”

  1. Obecna, postępująca w czasie i nasilająca się próba zaczęła się od odcięcia ludzi od osłony cywilizacji łacińskiej i kultury katolickiej w świecie zewnętrznym. Potem nastąpiło przejście do odcinania i mącenia w życiu duchowym i sakramentalnym wewnątrz Kościoła. Ostatnio kolejna faza polegała na wejściu bezbożnego państwa do samych kościołów i albo próbie pozamykania ich albo narzucenia wiernym hańbiącego piętna – znaku kontroli nawet ich modlitwy i kultu Bożego. Katolikowi pozostawiono tylko miejsce w szeregu panteonu różnych wiar i ograniczone prywatne uczucie religijne, którym ma rozładowywać swoje niezadowolenie społeczne. Kolejnym etapem jest doprowadzenie onego do jedynego nasuwającego się przy osaczeniu go tak fałszywymi założeniami wniosku, to jest że to wszystko w takiej postaci jest bez sensu i że uczucie religijne może zastąpić innym mniej kłopotliwym uczuciem. Stąd masowy eksodus „wiernych” z kościołów w Polsce i przechodzenie na nabożeństwo „wirtualne” czyli żadne.

Skomentuj