Chrystus głową Kościoła, Duch święty duszą.

Chrystus głową niewidzialną Kościoła — Duch święty duszą Kościoła.

Z chwilą Wniebowstąpienia Zbawiciel przestał być widzialnym fundamentem i widzialną Głową Swojego Kościoła. Ale związek między Nim a tym Jego Kościołem nie został zerwany. Przeciwnie — stał się jeszcze ściślejszym, głębszym. Chrystus żyje w Kościele jako jego najwyższa Głowa niewidzialna. Kościół i Chrystus są teraz i do końca świata jedno.

Zwierzchnik państwa jest mocą swej władzy w każdej wsi, w każdem mieście swego państwa. Wielcy prawodawcy, jak Likurg i Solon, żyli wciąż w swym narodzie przez mądre prawa, które ziomkom nadali.(…)

Czy tylko w ten sposób jak imię fundatora złączone z jego fundacyą i jak wieszcz jedno jest ze swoim narodem, także Chrystus jedno jest ze Swym Kościołem dlatego, że za niego cierpiał, że w nim złożył Swą naukę i łaskę, że w nim i przezeń obejmuje w Swe ramiona przeszłe i przyszłe pokolenia, chce je dźwignąć aż do nieba, uszczęśliwić i ich szczęściem świat aniołów zadziwić?

 

Kościół żywą świątynią

Nie wolno tu wdawać się w domysły. Patrzmy, jak Pismo św. pojmuje wzajemny stosunek Chrystusa do Kościoła.
,Już nie jesteśmy goście i przychodnie pisze św. Paweł do Efezyan, ale współobywatele z świętymi i domownicy Boży, wybudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie głównym węgielnym kamieniem sam Jezus Chrystus, na którym wszystko budowanie wywiedzione rośnie w Kościół święty„. (2, 19-21).

Budowanie to jest czysto duchowe, podobne raczej do żywego organizmu niż do martwej budowy. Wywodzi się ono bowiem z dusz na żywym niewidzialnym kamieniu węgielnym, którym jest Pan nasz Jezus Chrystus. (…)

Potem ułożyli się na tym niewidzialnym kamieniu węgielnym Abel i Henoch, patryarchowie, prorocy i wszyscy Święci Starego Testamentu. Z chwilą wcielenia Chrystusa kamień węgielny zarazem i główny budowniczy stał się na krótki czas widzialnym i wybrał sobie w Piotrze i innych apostołach głównych swych współpracowników, a obok nich i po nich powołał ludzi najszlachetniejszych, świeckich i duchownych z wszystkich narodów, aby razem z Bogiem pracowali nad budową tego Kościoła i wspólnego szczęścia w niebie.
Odtąd też mężowie nauki poświęcają na usługę tego Kościoła swoją wiedzę; artyści, poeci, natchnienie swego geniuszu; święci swoje cnoty heroiczne; inni ukryte swoje cierpienia, posty, umartwienia. Są i inni jeszcze niemniej cenni budowniczowie, których mi zapomnieć nie wolno. Mam na myśli matki i ojców, którzy wychowują na podobieństwo Chrystusa swoje dzieci, dalej katechistów świeckich, uczących katechizmu sierotki, których nikt nie uczy. Wszyscy oni jak z jednej strony są żywymi kamieniami w budowie Kościoła, tak z drugiej współbudowniczymi.

Nikt Chrystusowi nie jest za lichy, ani na budulec, ani jako współbudowniczy. Trzeba tylko, aby człowiek dał się dobrowolnie użyć na materyał budowlany, żeby pozwolił się wyrwać z gór pychy, wyciągnąć z błota nieczystości, ociosać krzyżem, wygładzić cierpieniem, opieczętować, jakby marką fabryczną, imieniem i wizerunkiem Chrystusa. Albowiem nic się przy tej budowie nie robi gwałtem. Wolność anioła i człowieka uszanowana jest jak w powołaniu na budulec i współbudowniczego, jak też w wytrwaniu w budowie do końca. I tak będzie do skończenia wieków, aż cały Boży plan będzie wykończony, budowa dojdzie do zamierzonej wielkości i doskonałości i Chrystus ukaże się znowu w postaci widzialnej, aby oddać cały Kościół, królestwo Swoje, Ojcu, ,,żeby Bóg był wszystko we wszystkich” (l. 1. do Kor. 15, 24 -28). Za cement zaś w tej budowie służą wszystkim krew Chrystusowa, łaska poświęcająca, krew męczenników, miłość Boga i bliźniego

Kościół ciałem Chrystusa.

Jeszcze dosadniej określa św. Paweł wzajemny stosunek Chrystusa i wiernych, kiedy kilkakrotnie powtarza, że Kościół i Jezus należą do siebie, jak członki ciała do głowy tego samego ciała. ,,Chrystusa dał (Bóg), powiada on, Głową nad wszystkim Kościołem, który jest ciałem Jego” (Efez. l, 22. 23). A nieco dalej czytamy, że wierni są ,,z ciała Jego i z kości Jego” (Efez. 5, 30). W liście do Koryntyan mówi, że ,,Kościół, to Chrystus”. (l. Kor. 12, 12; zob. też I. do Kolos. 3 ,11; Efez. l, 3).

Tę samą myśl znajdujemy w Dziejach Apostolskich. Kiedy mianowicie Szaweł jechał do Damaszku, aby wygubić chrześcijan, spadł on, olśniony cudownym blaskiem, z konia i usłyszał głos: Szawle, Szawle, czemu mię prześladujesz? A gdy zapytał: Panie, kto jesteś, który do mnie tak mówisz? usłyszał drugi raz głos z nieba: Jam jest Jezus, którego prześladujesz. (Dzieje Ap. 9, 4, 5). Nie mówi tu Chrystus: Czemu prześladujesz sługi moje, braci moich, moich świętych, ale czemu mię prześladujesz, jak człowiek, któremu ktoś udepce nogę, powiada: czemu mię depcesz a drugi, któremu ktoś kaleczy rękę: czemu mię kaleczysz?

Tu należą też słowa, które Chrystus powie w dzień sądu do błogosławionych: Łaknąłem, a daliście mi jeść; pragnąłem a napoiliście mnie; byłem gościem, a przyjęliście mnie; nagim, a przyodzialiście mnie; chorym, a nawiedziliście mnie; byłem w więzieniu, a przyśliście do mnie… Zaprawdę, powiadam wam: Coście uczynili jednemu z tej braciej mojej najmniejszych, mnieście uczynili (Mat. 25, 35. 36. 40).
,,Zbawiciel, powiada św. Augustyn, wskazuje temi słowy, że jest On w biednych, jako w swoich członkach. To też gdy biedni cierpią głód, Chrystus ten głód cierpi”.

A potem dodaje św. biskup z Hipony te przepiękne i głębokie słowa: ,,Dziękujmy Bogu, że staliśmy się nie tylko chrześcijanami, ale Chrystusem… Podziwiajcie, cieszcie się, Chrystusem staliśmy się. Jeśli On bowiem Głową, my członkami: całym człowiekiem jest dopiero On i my razem” (1).

W objaśnieniu zaś do psalmów pisze św. Augustyn: ,,Jezus Chrystus i wszyscy ludzie, którzy są Jego członkami, to dwoje w jednem ciele„. Podobne określenia naszego stosunku do Chrystusa mógłbym przytoczyć z pism innych Ojców i pisarzy Kościoła. Dodam jeszcze tylko słowa św. Atanazego, który powiada: człowieczeństwem Chrystusa jest teraz cały Kościół. Jakoby powiedział: gdy w chwili Swego wcielenia Syn Boży przyjął do Swej osoby i natury Bożej tylko jedno ciało, wzięte z Najśw. Maryi Panny, to w Kościele Swoim i z Kościoła formuje Sobie od początku świata ogromne ciało społeczne z całej ludzkości.

 

Chodzi teraz oto, jak rozumieć te słowa, że jesteśmy członkami ciała Jezusowego, którego On jest Głową, słowa, które i dzieci powtarzają przy katechizmie i starsi wciąż słyszą z kazalnicy.

Rzecz to, Ukochani moi, nie łatwa do pojęcia. Chodzi tu o szczyty chrześcijaństwa i największe jego głębiny. Apostoł wyraźnie zaznacza, że wielką tajemnicą jest przebywanie Chrystusa w nas. Z tego też powodu nauczyciele Kościoła nazywają ten nasz stosunek z Chrystusem związkiem mistycznym t. j.: duchownym i tajemniczym.
Z drugiej strony znowu nic lepiej nie maluje niezmiernej godności chrześcijanina i nic bardziej nie wzbudza miłości ku Zbawicielowi, jak właśnie możliwie najdokładniejsze pojmowanie tego tajemniczego związku Boga Człowieka z duszami.

Przede wszystkiem trzeba przypomnieć, że wielkie to zbiorowe ciało Chrystusowe, którem jest Jego Kościół, nie buduje się z naszych ciał, jeno z dusz, choć rzecz pewna, że z połączenia się Chrystusa z naszemi duszami także na ciała nasze spływa poświęcenie.
Stąd św. Paweł niekiedy także ciała nasze nazywa członkami Chrystusowymi (1. do Korynt. 6, 15.)

Dalej jest rzeczą jasną, że ponieważ chodzi tu o wielką spółkę dusz z Chrystusem, czyli o wielkie ciało duchowe, ten stosunek między nami, członkami, a Chrystusem-Głową nie może być całkowicie taki sam jak ów, który istnieje między gło­wą naszego ciała ludzkiego i członkami tegoż naszego ciała. Ręka bowiem, noga, oczy i inne członki naszego ciała nie istnieją każdy dla siebie i nie mają wolnej woli, ani też członek każdy dla siebie nie ma całego życia ludzkiego, ale dopiero wszystkie razem wzięte tworzą jedno ciało ludzkie.

W ciele zaś duchowem, jakiem jest Kościół, każda dusza także po połączeniu się z Chrystusem zachowuje całą swoją odrębność i całą daną sobie od Boga wolność

Ale chociaż stosunek dusz naszych do  Chrystusa Głowy nie jest całkiem ten sam, co między ręką, nogą, oczami naszemi a głową naszego ciała ludzkiego, to jednak podobieństwo obopólnego stosunku tak jest wielkie, że apostoł nie mógł lepiej opisać go, jak nazywając nas członkami Chrystusa, a cały Kościół jego ciałem. Wszystkie członki zwyczajnego ludzkiego ciała mają bowiem z głową tego samego ciała tylko jedno wspólne życie i tworzą między sobą żywą organiczną całość,. Podobnie dusze nasze, złączone z Chrystusem, choć każda ma swoje osobne życie, mają jednak równocześnie jedno wspólne nadprzyrodzone życie z Chrystusem i między sobą, tworząc żywą całość, skojarzoną na podstawie prawa podobnego do owego, które łączy w jeden organizm i na wspólne życie przyrodzone wszystkie członki zwyczajnego ciała ludzkiego.

Dalej, jak w zwyczajnem ciele ludzkiem, przez powiązanie wszystkich członków w jedną całość każdy członek służy drugiemu i całemu ciału, i jak w wielkiej ogólnoludzkiej społeczności świeckiej, choć jednostki umierają, jednak dorobek ich pracy duchowej, moralnej, fizycznej nie ginie, lecz przechodzi cały na pożytek ludzkości teraźniejszej i przyszłej: — tak też dzieje się w Kościele, właśnie dlatego, że jest on nadprzyrodzoną całością organiczną, nie zaś martwem arytmetycznem zesumowaniem jednostek, spisanych w metrykach i żyjących tylko obok siebie. Męka i zadosyćuczynienia Chrystusowe wychodzą na korzyść całości i każdego członka. Z tego też powodu nie przepadła w tej społeczności religijnej żadna łza Najśw. Panny. Nie idzie na marne ani poświęcenie dobrych matek, ani praca rolnika, uświęcona pieśnią ,,Kiedy ranne wstają zorze”, ani mozół ucznia i nauczyciela, podjęty z miłości Pana Boga, ani zakonnicy pokuta. Wszystkie owoce i błogosławione skutki, wynikłe z tego ,,Obcowania Świętych”, wyjdą na jaw dopiero w dzień sądu. Pokaże się wtedy, że niejeden zawdzięcza swoje zbawienie pobożnej żarliwości Karmelitanki, która się za niego, nieznanego sobie, biczowała, i ofierze Szarytki i modlitwie Franciszkanki, która dniem i nocą wołała przed Najśw. Sakramentem: przepuść mu Panie, przepuść… bo on nie wie, co czyni! 

 

Nie zgłębiłby jednak jeszcze należycie stosunku Kościoła do Chrystusa, ktoby stanął na tem, że Jezus i dusze mają tylko wspólne życie nadprzyrodzone. Wciąż trzeba mieć przed oczyma, że dusze tylko z Chrystusa mają nadprzyrodzone swoje życie i działanie.
„Jam jest winna macica: wy latorośle,­ powiedział Zbawiciel…. Jako latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeśli nie będzie trwać w winnej macicy; także ani wy, jeśli we mnie mieszkać nie będziecie…. Kto mieszka we mnie a ja w nim, ten siła owocu przynosi, bo bezemnie nic czynić nie możecie (Jan 15, 4, 5).

Jak w porządku przyrodzonym słońce materyalne jest jakby szafarzem, skarbnicą i – rzec można sakramentem naturalnym światła, ciepła, ruchu, tak człowieczeństwo Jezusowe, zjednoczone z Jego Bóstwem jest dla Kościoła, dla złączonych z Jezusem wiernych, najwyższym i powszechnym dawcą i niejako Sakramentem wszelakiej łaski, natchnienia, działania, słowem, całego nadprzyrodzonego życia.

 

Usuń słońce a zagaśnie życie naturalne. Odejmij z Kościoła Jezusa źródło, przyczynę, narzędzie, pryzmat łaski, a ustanie w Kościele wszelkie życie nadprzyrodzone.

Jezus jako Głowa nadaje też wedle Swej świętej woli kierunek, jakim idzie historya całego Kościoła i życie każdej duszy. Bo i tu podobnie jak w zwyczajnem ciele ludzkiem, każdy członek inne ma do spełnienia zadanie, a wszystkie dopiero razem z Jezusem odtwarzają i powtarzają całe Jego trzydziestotrzyletnie Bosko-ludzkie życie które przeżył w widzialnej postaci na ziemi. Nie jest to znowu, co teraz mówimy, żaden wymysł ludzki, ale najrzeczywistsza prawda, wynikająca między innemi ze słów apostoła, że Chrystus dał niektórych ludzi na apostołów, innych na proroków, innych na ewangelistów, a innym inny powierzył urząd ku doskonałości świętych, ku robocie posługowania, ku budowaniu ciała Chrystusowego (Efez, 4, 11, 12). W jednym więc Świętym objawia się bardziej duch apostolstwa i żarliwości o szerzenie między niewiernymi wiary świętej. W życiu drugiego góruje bezmierna cichość, łagodność Jezusowa. W innych Jego wielka miłość ku biednym, chorym, kalekom, tak że całują ich rany i stają się trędowatymi z trędowatymi. U jeszcze innych przebija się tak wielkie pragnienie dzielenia z Chrystusem Jego męki, iż wołają; cierpieć i nie umierać, aby ciągle módz cierpieć!
Wszyscy też razem, zdobywając w pocie czoła świętość, dorabiają swojemi umartwieniami to, czego niedostaje męce i cierpieniom Chrystusa (Kolos, l, 24). A nie dostaje właśnie współcierpienia naszego z Chrystusem, który nas stworzył bez nas, ale nie uświęci i nie zbawi nas bez naszego współdziałania.

I tak rośnie wciąż społeczne ciało Jezusowe, aż liczba członków i stopień ich świętości dojdzie przy końcu świata do swej właściwej miary i doskonałości, którą apostoł nazwał pełnością Chrystusową (Efez. 4. 13).

 

Kiedy po raz pierwszy człowiek staje się członkiem mistycznego ciała Chrystusowego?

Przy chrzcie świętym. W tym sakramencie Chrystus po raz pierwszy jakby namaszcza duszę krwią Swoją, zamkniętą w łasce poświęcającej, pieczętuje ją Swojem podobieństwem, zaszczepia dziczkę na szlachetnym szczepie Bożym, a włączając w Siebie powiada : –nazwałem cię imieniem twojem: mojeś ty (Izaj. 43. l). Zjednoczenie to i spólne życie zacieśnia się jeszcze więcej przez każdą następną łaskę sakramentalną, a dochodzi do szczytu na ziemi przy Komunii Świętej.

Tu następuje już nie tylko podniesienie naszych władz przez zetknięcie się z Jezusową światłością, miłością, siłą, czystością, słodyczą, pokorą, ale transfuzya czyli przelanie krwi Jego w krew naszą, zetknięcie się Jego duszy ludzkiej z naszą duszą, Serca Jego Najświętszego z biednem sercem naszem.  Tu Jego Bóstwo zjednoczone z Jego człowieczeństwem stokroć bardziej przenika całą naszą istotę, niż ogień rozżarzone przenika żelazo, tak, — że czło­wiek po przyjęciu godnie Najśw. Sakramentu w całej prawdzie może powtórzyć za św. Pawłem : Żyję  ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystusa.

I to jeszcze dodać należy, że podczas gdy ucięta raz ręka lub noga już nigdy na tym świecie nie zrośnie się ze swem ciałem to dusza, która miała nieszczęście przez grzech odpaść od Chrystusa, może każdej chwili wrócić do dawnej wspólności Bożego z Nim życia, a nawet jeszcze więcej miłością zacieśnić dawne z Chrystusem węzły.

 

Duch Św. duszą Kościoła.

Kościół, jak widzieliśmy, nazywa się w Piśmie św. wielkiem ciałem, którego Chrystus najprzedniejszą jest częścią, bo Głową. Jeśli zaś Chrystus jest tego ciała duchowego prawdziwą częścią składową, to wolno się zapytać, kto tego całego ciała jest ostatecznym i najwyższym pierwiastkiem, przyczyną życia i ruchu, czyli duszą, jak się teologowie wyrażają? Kto taki? Cała Trójca Przenajświętsza. Bo gdzie jest Jezus, Bóg-Człowiek, tam musi być osoba Ojca i Ducha świętego.

Ponieważ jednak każdej Osobie Bożej stosownie do Jej szczególniejszego charakteru osobistego osobne przypisujemy dzieła, Ojcu stworzenie, Synowi odkupienie, Duchowi świętemu poświęcenie, więc też w szczególniejszy sposób jedną z Osób Boskich nazwać będziemy mogli duszą Kościoła. Którą?

Gdy Bóg stworzył ciało Adama, wziął tchnienie miłości ze swego serca i zamknął je w tern ciele, ulepionem z ziemi. I patrz! Ciało otworzyło oczy, serce bić zaczęło,
i stanął w raju człowiek żywy.

Kiedy Jezus wstępował na niebiosa, ciało Jego mistyczne, to jest Kościół, już było uformowane z Piotra, Apostołów i wiernych. Ale to ciało jeszcze nie miało ruchu. Boże siły, w niem złożone, były jeszcze jakby w uśpieniu. Nikt jeszcze nie opowiadał słowa Bożego, nie chrzcił, nie bierzmował, nie odpuszczał grzechów, nie odprawiał mszy świętej. Brakowało bowiem jeszcze temu ciału ostatecznego tchnienia miłości — duszy Bożej. Kiedy je otrzyma?

W dzień Zielonych Świątek. Wprawdzie Pan Jezus już przedtem udzielił apostołom
Ducha Świętego, aleuczyniłto im jednym tylko, nadawając władzę odpuszczenia grzechów (Jan 20). W dzień Zielonych Świąt dzieli Go publicznie, uroczyście i w pełności, nie tylko apostołom ale całemu Kościołowi.

Duch św., który zstąpił w postaci ognistych języków, będzie odtąd duszą tego Kościoła aż do skończenia wieków (Jan 14, 16, 17). Pod Jego też tchnieniem zaraz w Kościele nadprzyrodzone życie poczęło swój obieg.
Stał się ruch wielki. Trzy tysiące ludzi się nawróciło, przyjęło chrzest święty. I życie to Boże już nie zamrze, bo Duch święty pozostanie w Kościele aż do skończenia wieków (Jan 14, 16, 17). Nigdy też Kościół nie zapomni tego wielkiego dnia Zielonych Świątek, w którym Duch Święty wziął go uroczyście w swe posiadanie, napełniając swoją obecnością.

Zbierze się niezadługo po Wniebowstąpieniu Chrystusa powszechny sobór w Jerozolimie. Do kogo Piotr i Apostołowie zwrócą się po światłość? Veni Creator Spiritusprzyjdź Duchu święty, zawołają.
A potem ogłoszą Kościołowi, że to, co uradzili, postanowili za natchnieniem Ducha świętego. ,,Zdało się Duchowi św. i nam visutn est enim Spińtui Sancto et nobis, piszą do wiernych, przesyłając im uchwały soborne.

 

I w czasach następnych, ile razy zgromadzą się papież i biskupi, aby rozjaśnić wątpliwości w wierze lub potępić heretyków, zawsze zebrani zwrócą się myślą najpierw tam, kędy jest dusza całego Kościoła.
Przyjdź Duchu św., oświeć nas, błagać będą, a uchwały powezmą znowu w duchu apostołów: Visum est Spińtui Sancto et nobis — zdało się Duchowi św. i nam.

Kiedy indziej znowu zbierze się kolegium kardynałów, aby Kościołowi nowego wybrać następcę św. Piotra. I oni błagać będą: Przyjdź, ach przyjdź Duchu św. —
Veni Creator Spiritus!

A kiedy Kościół będzie potrzebował biskupów, kapłanów — kto ich potrzebną opatrzy łaską, miłością i siłą, aby ludowi byli ojcami i pasterzami — a nie najemnikami ? Znowu Duch św., do którego i tym razem z ust konsekratorów i wiernych popłynie wołanie błagalne: Veni Creator Spiritus!
A gdy para młoda, jedna po drugiej, przyjdzie klękać na stopniach ołtarza, żeby sobie ślubować dozgonną wierność i miłość, a zarazem uprosić światła do wychowania dzieci na wierne syny świętego Kościoła: do kogo ona i błogosławiący jej kapłan wzniosą ręce o pomoc na tę ich nową drogę życia? 1 tym razem napełni się świątynia pieśnią błagalną: Veni Creator Spiritus!

divider-4715969_640

Jakże tedy piękna jest ta nauka o Kościele Chrystusowym! Syn Boży stał się jednym z nas i w całej prawdzie członkiem społeczności ludzkiej, bo jej głową, fundamentem, osią a nawet punktem zbornym wszelkiego stworzenia od początku świata i na całą wieczność. Duszą zaś tej społeczności religijnej jest Duch św., który mieszka w niej razem z Ojcem i Synem jako w najwspanialszej świątyni jedynie godnej Boga, będącego najdoskonalszym duchem.

 

Teraz też rozumiemy lepiej pierwsze stronice Pisma św., na których jest opowiedziane dzieło stworzenia świata. Napisano tam, że Bóg stworzył światło i ujrzał, że było dobre. Rozkazał, aby wody okalające ziemię zebrały się w morza i ukazał się ląd suchy. I stało się tak. I widział Bóg, że było dobre. Uregulował stosunek księżyca do ziemi, ziemi do słońca i widział, że było dobre. Rozkazał, aby ziemia rodziła rośliny, drzewa. I stało się tak. I widział, że było dobre. Rozkazał, aby w wodach rozmnożyły się ryby, ptactwo w powietrzu, różne rodzaje zwierząt na ziemi. I stało się tak. I widział iż było dobre.
Wreszcie stworzył człowieka. Mężczyzną i białogłową stworzył je. Potem przejrzał Bóg jeszcze wszystkie rzeczy, które był uczynił i widział, że były dobre (Gen. rozdz. I.)

Skąd, bracia moi kochani, ten zachwyt Pana Boga na widok świata, że aż woła, iż wszystko jest dobre ? Czyżby Bogu rzeczywiście miały wystarczać drzewa, kwiaty, morza, słońca? Miałżeby On, nieskończony, znaleść istotnie tak wielkie upodobanie w ludziach i aniołach i zadowolić się szczebiotaniem aktów miłości ze strony choćby rozumnego, ale zwyczajnego stworzenia ? Byłoby to prawie niepojętem. Zato dobrze rozumiem akcenty i drżenia miłości, zamknięte w stwierdzeniu, że wszystko jest dobre,: bardzo dobre, jeśli przyjmę, że Bóg w pośrodku tego stworzenia dojrzał swojego Syna, który od wieków postanowił stać się pierworodnym między wielą braci (Rzym. 8, 29), aby całą ludzkość wszczepić w siebie a potem razem z nią jako jeden wielki zbiorowy człowiek uklęknąć przed Ojcem niebieskim i zawołać:

Boże i Ojcze! stworzenie Twoje samo niezdolne było podziękować Ci godnie za życie, które mu dałeś. Ja także, jako Tobie równy Bóg nie mogłem rzucić się na kolana przed Tobą za to, żeś mię zrodził od wieków. Dlatego stałem się człowiekiem.
Przybrałem sobie ludzkość całą jako swoje ciało i teraz razem z nią jako Kościół Twój święty upadam przed Tobą na oblicze, wołając: Wielbimy Cię, kochamy Cię, Święty, Święty, jak zasługujesz — nieskończenie !
Na ten widok wielkiej rodziny ludzkiej, której serce bije w zgodny takt i akkord z Najświętszem Sercem Syna Bożego, Bóg nie mógł nie wpaść w zachwyt i nie powiedzieć: że wszystko było dobre, bardzo dobre.

 


Św. Ks. Abp. Józef Bilczewski- O kościele Chrystusowym czyli Kościół rzymsko-katolicki jest jedynie prawdziwym kościołem założonym przez Jezusa Chrystusa : list pasterski Najprzewielebniejszego ks. Arcybiskupa-Metropolity lwowskiego Józefa Bilczewskiego. Cieszyn. 1908 r.

1) In Joannis Evangel. Tractat.XXI. c. V. nr. 8. ,,Ergo gratulemur et agamus gratias, non solum nos christianos factos esse. sed Christum… Admiramini, gaudete, Christus facti sumus. Si enim caput ille, nos membra; totus homo, ille et nos”.

 

Agnieszka Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

Zostaw komentarz

%d bloggers like this: