Nauka Katolicka

Rozmyślania o miłości Bożej (3) -Bóg stworzył mnie abym Go kochał dla Niego Samego

Kochając Boga tylko dla Jego łask i darów, a nie zwracając się nigdy całą potęgą uczucia do Niego samego, znaczyłoby to, że mi­łość naszą ku Bogu podporządkowujemy miłości własnej, kochamy Boga dla sie­bie, bo nam z Nim dobrze, a nie dla­tego, że On Sam przez Siebie zasługuje na bezwzględne uwielbienie.

Rozmyślania o miłości Bożej (1): Wstęp

Rozmyślania o miłości Bożej (2): O miłości Boga do Siebie Samego

Bóg stworzył mnie w tym celu, abym Go kochał dla Niego Samego.

I.

„Przyczyna miłowania Boga w Nim Samym ma źródło swoje”—mówi święty Bernard: najpierw i przede szystkiem z powodu Jego niezrównanej słodyczy i dobroci, następnie i inne nieprzeliczone zalety dają Mu prawo do naszej bezwzględnej i całkowitej miłości. Że głównym powodem mego stworzenia był cel, abym Boga ukochał nade wszystko, to nie ulega żadnej wątpliwości. Wszystkie dzieła Boże są objawem Jego niepojętej do­broci i miłosierdzia. Naturalnie, iż w tych dziełach, stworzenie człowieka pierwsze ma miejsce, a wszystko inne do niego się odnosi. Bóg, Stwórca, który w zasadzie Sam sobie wszystko zawdzięcza, który wszystko cokolwiek stworzył i cokolwiek uczynił, musiał koniecznie dla Swojej własnej stworzyć chwały, ponieważ prócz Niego nic nie było i nic powstać nie mogło wbrew Jego woli Boskiej i wszech­potężnej; Bóg, Pan nieba i ziemi, nie mógł mieć innego celu w stwarzaniu, jak aby to stworzenie ukochało Go i uwielbiało wiecznie Jego nieskończoną dobroć.

Łatwa to zatem rzecz do pojęcia, że te niezliczone i nieoszacowane dobrodziejstwa, jakiemi Bóg nas udarował, a których koroną według Jego obietnicy, ma być wieczna szczęśliwość w Niebie, są aż nadto jasną pobudką, abyśmy Go kochali i uwielbiali całem sercem i duszą naszą. Jest to zupełnie naturalnym wyni­kiem, który też i wolą Boża na każdej prawie karcie Pisma Świętego wyraźnie potwierdza. Niewdzięczność nasza za­tem byłaby niezmierna, gdybyśmy z tych darów Bożych skorzystać nie umieli, lub nie chcieli.

Lecz czy było to zamiarem Boga, abym Go kochał, jedynie dla Jego obietnic i dobrodziejstw, nie myśląc i nie zastana­wiając się, czem On jest Sam w Sobie i o ile przez Swe niezrównane zalety zasługuje na moją miłość?… Rzecz oczy­wista, że tak być nie mogło; i że to sprze­ciwia się w całem słowa tego znaczeniu, tak zamiarom Bożym, jak i warunkom Jego obietnic i dobrodziejstw .

Jeżeli Bóg kocha Sam Siebie, jedy­nie przez wzgląd na Swe nieporównane zalety, tem samem żąda i wymaga, abyśmy Go również wyłącznie dla Jego zalet kochali. Jakkolwiek nie sprzeciwia się temu wcale, aby Jego łaski, dary i niezli­czone dobrodziejstwa, któremi nas nie­ustannie obsypuje, potęgowały naszą mi­łość ku Niemu: chce jednak aby źródłem tej naszej miłości, był On Sam jedynie, i o ile tylko nędza natury ludzkiej zdobyć się na to może, abyśmy nieustannie odrywali myśl naszą od wszystkich innych przyczyn i powodów, a szukali wyłącznie Samego Boga i w Nim tylko znajdowali nasze szczęście i upodobanie.

Kochając Boga tylko dla Jego łask i darów, a nie zwracając się nigdy całą potęgą uczucia do Niego samego, znaczyłoby to, że mi­łość naszą ku Bogu podporządkowujemy miłości własnej, kochamy Boga dla sie­bie, bo nam z Nim dobrze, a nie dla­tego, że On Sam przez Siebie zasługuje na bezwzględne uwielbienie.

Zresztą, powtarzamy jeszcze raz: czy Bóg potrzebował stworzeń? Bynajmniej! Czy w tym celu dał im byt i życie, aby przede wszystkiem kochały siebie, a później Boga i to tylko ze względu na łaski i dobrodziejstwa, jakie od Niego otrzy­mały, lub spodziewają się otrzymać?…

Jest to rzecz absolutnie niemożliwa! Bóg w takim razie musiałby zejść na plan drugi, a On w uczuciu i w sercu naszem powinien i musi pierwsze zajmować miej­sce. Stąd wynika, że nasze uczucie wdzięczności ku Bogu powinno przede wszystkiem i całą siłą zwracać się wy­łącznie ku Samemu Dawcy wszelkich łask i dobrodziejstw. To samo rozumieć mamy i co do nagrody w przyszłem życiu, pominąwszy wszelkie dane nam obietnice: Bóg i wyłącznie Bóg tylko, powinien być jedynem naszem pragnieniem .

Na koniec główną przyczyną, dla której Bóg domaga się naszej miłości; jest, Jego niezrównana doskonałość; tak jak żąda, abyśmy byli świętymi, ponieważ On świę­tym jest; w tym to celu nie szczędzi nam łask, tak naturalnych jak nadnatural­nych, i gdy im wiernie odpowiemy, obie­cał wieczną Swą szczęśliwość podzielić z nami. Łaski te i dobrodziejstwa nie­zliczone zsyła nam, abyśmy za pomocą tychże ukochali Go dla Niego Samego.
Największą nagrodę w niebie otrzymają ci, którzy Boga bezinteresowną ukochali miłością; a nagroda ta polegać będzie na czystszej i doskonalszej miłości, na bliższem zjednoczeniu się z Bogiem, stosownie do uczuć, jakie mieliśmy za życia naszego na ziemi.

II.

Bóg obdarzył mnie rozumem, i w jakimże to celu?. Czy dlatego tylko, aby znać stworzenia, i znać siebie samego?
Nie; rozum mój musi w znieść się wyżej i na podstawie znajomości stworzeń i samego siebie, dojść do poznania naj­wyższego dobra, Boga, — podziwiać jego doskonałości i w tem uwielbieniu, jako w ostatecznym swym końcu, znaleźć źródło swoje i swój spoczynek.

Wprawdzie ciasne granice mego rozumu, nie są w stanie objąć całej potęgi Boskiej istoty; Bóg jeden tylko pojąć i zrozumieć się może. Ale Bóg w miłosierdziu Swojem  obdarzył władze mego rozumu nieustannem pragnieniem badania i szukania odwiecznej Prawdy, więc też w naturalnym rzeczy porządku, żadna doczesna prawda rozumu mojego zadowolnić i uszczęśliwić nie może.

Jakąkolwiek prawdę chcielibyśmy roz­ważać, czy to z dziedziny sztuk lub nauk, czy badać własną duszę lub inne istoty stworzone, zawsze cel tychże ostateczny oprzeć się musi na Bogu, w Nim swe źródło i koniec odnaleźć. Bez Boga i poza obrębem Boskiej wszechmocności, świat cały tak fizyczny jak moralny, grubą przed nami zakryty zasłoną; i jeśli w Bogu nie widzę pierwiastku i końca wszelkich rze­czy stworzonych, w takim razie absolutnie o niczem nie jestem w stanie stworzyć sobie prawdziwego pojęcia.

Stąd wynika, że Bóg umyślnie w ten sposób usposobił władze mego umysłu, aby je skierować do szukania i znalezienia najwyższego Dobra; że jest to nie tylko nieodzowną koniecznością i potrzebą mej duszy, ale że wszelkie badanie i szukanie pierwiastku prawdy, nie odnosząc jej do rzeczy­wistego źródła, to jest do Boga, odrywa nas i wyłamuje po prostu spod praw Boskich.

Jak wszelkie moje poznanie i wiedza wtedy tylko istotną mają wartość, jeśli mój umysł do Boga zwracają; tak też wszelkie moje uczucia wtedy tylko są w porządku, jeśli opierają się na Boskiej miłości; Bóg obdarzył mnie wolną wolą, dał mi zdolność rozpoznawania i ukochania tego, co piękne i dobre. Nic jednak na świecie samo przez się doskonale pięknem i nie­zmiennie dobrem być nie może.

Wszel­kie, najwznioślejsze zalety istot stwo­rzonych, od Boga, który jest źródłem wszelkiej doskonałości pochodzą; Bóg je podniósł z nicości i udarował według Swej woli, w pewnym stopniu pięknem i dobrem; nie w tym jednak celu, abym ja do nich przywiązywał uczucia moje, a tem samem ku ich korzyści zwracał to, co się wyłącznie Bogu należy.

Zalety stworzeń same przez się do mnie przemawiają: „Nie zatrzymuj przy nas serca twego, ale raczej zwróć je ku naszemu w spólnemu Bogu, który nas stworzył i udarował pięknością w tym celu, aby nasz widok rozbudził w duszy twojej ku Niemu, żywszy płomień miłości”.

Wola ludzka, sama z siebie słaba i ciemna, może się czasem zbłąkać bezwiednie i ulec wyobraźni i zmysłom. Lecz rozum jest od tego, aby ją oświecił i kierował jej uczuciami. Możemy zatem tę wolę naszą poddać ro­zumowi, który wspierany łaską Bożą powinien wszelkie naszego umysłu i serca władze, zwracać wyłącznie ku Bogu, abyśmy Go uwielbiali w Nim samym, jak i we wszystkich Jego stworzeniach.

Bóg obdarzył mnie wolną wolą. I w jakimże to celu? Czyż dlatego abym mógł sobą i stworzeniami, które mi powierzył, rozporządzać według mej woli i upodobania? Czyż chciał tym sposobem wy­zwolić mnie spod Swej zwierzchności?..
Niepodobna, abym coś takiego istotnie przypuścić mógł. Zamiarem Bożym było, abym Go ukochał z własnej woli, bez przymusu; abym Mu oddał hołd winny i pierwszeństwo nad wszystkiem na świe­cie; aby tym sposobem miłość moja przy­niosła Mu należną chwałę, zaś dla mnie w tem życiu stanowiła zasługę, a w przyszłem wieczną wysłużyła nagrodę.

Pier­wszym celem Bożym była Jego chwała, a następnie moje uszczęśliwienie. Stosownie do tych Boskich zamiarów, powinie­nem najpierw ukochać Boga, dla Jego nieporównanych zalet i za te wszystkie łaski i dobrodziejstwa, których mi już udzielił i których się jeszcze od Niego spo­dziewam: a na drugim planie dopiero kłaść winienem własne szczęście, jako wynik i skutek tej mojej dla Boga miłości.

Obowiązkiem jest moim zwracać nieustannie pilną i baczną uwagę, aby nigdy w myśli mojej nie zboczyć z obra­nego porządku, abym własnego szczęścia nie przeniósł, lub też nie zrównoważył z Boską chwałą.

III.

Zastanówmy się chwilę nad pragnie­niem naszego własnego szczęścia i uważmy, czy jest ono przeciwne naszej miłości ku Bogu?

Pragnę być szczęśliwym, z naturalnego popędu mego przywiązania do siebie samego; trzeba jednak to uczucie odróżnić od miłości własnej, zazwyczaj występnej i zgubnej. Skąd to pragnienie szczęścia powstało?.. Pochodzi ono z poznania i poczucia mojej własnej nędzy. Gdybym sam sobie mógł wystarczyć, nie pragnął­ bym innego szczęścia.

Dalej zastanówmy się, dokąd mnie to pragnienie prowa­dzi?

Pociąga mnie ono ku Bogu, ku Istocie wyższej ode mnie, doskonałej, nieskończonej, która jedna tylko jest w sta­nie odpowiedzieć moim pojęciom o wymarzonem szczęściu i Sobą zapełnić bezdenną otchłań mego spragnionego serca; ku Bogu, jako ku najwyższemu do­bru i niezrównanemu pięknu.

Gdyby Bóg bowiem nie był Sam w Sobie najwyższym wyrazem wszelkiej doskonałości, to i du­sza moja nie widziałaby w Nim, celu swego upragnionego szczęścia.

Stąd wynika, że zanim zapragnąłem połączyć się i dosięgnąć to odwieczne Dobro, musiałem koniecznie wpierw je poznać, ukochać i uwielbić, dla Jego nieporównanych za­let. To pragnienie, które On Sam we mnie rozbudził, Jego nawzajem ku mnie pociągać nie może, bo jak wyżej mó­wiliśmy, najzupełniej Sam sobie wystarcza; mnie tylko jako istotę niższą i podległą, pociąga ku Sobie, jako do ostatecznego mego końca i jedynego źródła wiecznego mego szczęścia.

To moje pragnienie jest najwyższym dowodem, że Bóg jest nie­skończenie doskonały, a stąd mimo woli i bezwiednie prawie, muszę Go ukochać wpierw dla Jego niezrównanych zalet, jak dla moich własnych korzyści.

Częstokroć jednak złe popędy i mi­łość własna, odrywają nas od tej zasady i uczuciom naszym w tym względzie, wprost przeciwny nadają kierunek. Lecz jak już mówiliśmy, trzeba starać się roz­różnić miłość własną, od dobrze pojętego przywiązania do samych siebie.

Pragnie­nie i dążenie nieustanne do Boga, jako do źródła wszelkiej doskonałości i naj­wyższego szczęścia, jest objawem dobrze zrozumianej miłości, jaką mam dla siebie samego; dowodem jej jest także i to uczucie, gdy za wpływem łaski staram się ukochać Boga najpierw dla Niego Samego, a później dopiero, po rozwadze, jako ostateczny cel mego szczęścia i wszelkich moich pragnień; nie w tem znaczeniu, abym Boga podporządkowy­wał moim uczuciom, gdyż byłby w tem jasny dowód miłości własnej: ale, abym sam całą potęgą mej duszy dążył ku Niemu i w Nim widział jedyne szczęście moje. Tym sposobem miłość nasza ku Bogu, jest czysta, bezinteresowna i prze­wyższa wszelkie osobiste pobudki.

Przekroczenie praw Boskich i występna pobudka miłości własnej, polega na tem, że w pragnieniu szczęścia i posiadania Boga, siebie wyłącznie mamy na celu; że zaś każdy człowiek chce być szczęśliwym, a rozum i wiara uczą nas, iż bez Boga szczęście istnieć nie może; zatem w tej miłości naszej ku Bogu widzimy jedyny środek i sposób uzyskania tego szczęścia.

Tym sposobem, nieznacznie przewracamy cały rzeczy porządek: sta­wiamy miłość ku sobie na pierwszym planie, a miłość naszą ku Bogu w do­datku, jako nieodzowną konieczność.

Ponieważ kochamy siebie, więc rzecz na­turalna, że pragniemy własnego szczęścia przede wszystkiem; a następnie dopiero szukamy Boga, jako środka do osiągnienia prawdziwego szczęścia. Wówczas mi­łość naszą ku Bogu równoważymy z mi­łością stworzeń, których także pragniemy o tyle, o ile nam są potrzebne, dla naszego osobistego dobra.

Ten zupełny przewrót i skrzywienie właściwego pojęcia miłości Bożej, które przedstawiliśmy w całem jego szkaradnem oświetleniu, w praktyce nie objawia się zazwyczaj w tak silnym stopniu, gdyż absolutnie nie mógłby się pogodzić nawet z miłością Bożą, którą Bóg w sercach istot stworzonych, łaską naturalną zawsze zaszcze­pia; ale tę przymieszkę miłości własnej w sposób niedostrzegalny i nieuchwytny prawie, spotyka się u wielu dusz poboż­nych i Bogu oddanych, co bardzo psuje czystość naszej intencyi.

cdn.

O MIŁOŚCI DO PANA BOGA (Św. A.M. Liguori) – Przeczytaj zanim powiesz że Go kochasz!


Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw kłamstwom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Rozmyślania o miłości Bożej (3) -Bóg stworzył mnie abym Go kochał dla Niego Samego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: