Aktualności Opinie

Czy Watykan hoduje już lwy? – O sojuszu z Cezarem

Paradoks polega na tym, że wyniszczenie nastąpi w wyniku naszej bierności i braku wiary. Wtedy idziemy na śmierć.

W książce Zwycięscy w imię Krzyża przedstawiona jest scena rzucenia chrześcijan na pożarcie lwom. Każdy powinien ją przeczytać i zastanowić się w którym miejscu jest teraz dzisiejsza hierarchia watykańska. Z tych aren Kościół Święty ruszał na Golgotę. Ci męczennicy za wiarę nie paktowali z cesarzem i pogańskim imperium, ponieważ jedynym prawdziwym ekumenizmem jest nawracanie pogan, a nie paktowanie z nimi.

Każdy powinien zdać sobie sprawę że gdyby ci chrześcijanie żyli dzisiaj to byliby wyszydzeni i pouczani że błądzą, przez dzisiejszych hierarchów, i zwykłych tzw. katolików. Dziś prawda się zrelatywizowała i wg nich Pan Bóg się zmienił, bo jest już tym samym co budda czy pachamama.

Czy oni oddawali pokłon bożkom rzymskim ?

Nie, i za to ginęli w straszliwych męczarniach!

Co by pomyśleli o nas? Czy któryś z nich, by się w ogóle zastanawiał czy jesteśmy chrześcijanami, tak jak oni,  wierzącymi i żyjącymi Słowem Chrystusa?

Bóg jest jeden.  Oni to wiedzieli i za to umierali. Niestety Franciszek wraz z prawie całym duchowieństwem siedzi dzisiaj razem z cesarzem na trybunach i patrzy jak wierni umierają. W wielu przypadkach nie tylko duchowo ale też zabijani w okrutny sposób przez wyznawców tych religii z którymi każą nam się bratać, w imię fałszywego i bluźnierczego ekumenizmu.

Tłum kierowany przez nich kiedyś krzyczał : Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!

Teraz spadkobiercy duchowi faryzeuszy i Judasza zbratali się z globalistami. Zasiedli na tronach wraz z cesarzem, i nie tylko patrzą na efekty swojej judaszowej zdrady, ale czynie wspierają globalistów w budowie nowego pogańskiego imperium.

Czytając warto też się zastanowić co tak naprawdę dzisiaj nam grozi za wspieranie Prawdy ?

Czy coś porównywalnego z tym poniższym opisem ?

Paradoks polega na tym, że wyniszczenie nastąpi w wyniku naszej bierności i braku wiary. Wtedy idziemy na śmierć.

Oto wspomniany cytat z książki:

Naówczas ujrzeliśmy widok, którego póki żyw nie zapomnę. Powoli podniosły sięzapory i lew najprzód, potem pantera i tygrys, biczem wygnane z łożyska, na arenę wybiegły. Zwierzęta zdawały się wylękłe i wcale walki nie okazywały ochoty; tuliły się one do murów, poglądając tchórzliwie, jakby szukały kędy się wymknąć. Każdy wrzask widzów nowym je nabawiał strachem.(…) Wtem kraty od dołu na arenie zaskrzypiały , oczy wszystkich zwróciły się ku nim, szmer na ławach, wyciągnione szyje i głowy. Chrześcijanie! Chrześcijanie! – wołano…
Czekaliśmy, nic się nie ukazywało. Śpiew jakiś smętny dziwny uprzedził ukazanie się trojga ludzi… Był to starzec  wychudły, młode dziewczę wielkiej piękności i mężczyzna w sile wieku czarno zarosły.

Nie dano im snać żadnej broni lub też jej przyjąć nie chcieli, nawet opasek na nogi i włóczni. Przodem szedł najstarszy, a w rękach niósł tylko mały jakiś drzewa kawałek związanego na krzyż, którego użytku i znaczenia zrozumieć nie mogliśmy; za nim postępowało dziewczę, osłaniając się rękami ze wstydu; potem szedł z chmurnem, ale spokojnem wejrzeniem młodzieniec. Idąc, śpiewali ciągle, co śmiech dziki obudziło w tłumach. Doszli tak aż do środka areny, a żadne ze zwierząt ich nie zaczepiło; tu wszystko troje poklękali.

Cezar i tłum sądzili, że o litość proszą, i wrzeć wszystko zaczęło w teatrze, domagając się walki i śmierci. Kobiety wrzeszczały najgłośniej, niecierpliwiły się zwłoką, plwały i łajały. Oni wcale na to nie zważali, klęczeli, zdawali się modlić. Uważałem, że przelękli, jak się nam z razu zdawało, nie byli.
Trwało oczekiwanie chwilę, a dzikie bestye spoglądały tylko na owych ludzi bezbronnych, jakby się na nich rzucić nie śmiały. Nareszcie wygłodzony tygrys przypełznął z tyłu do młodzieńca, skoczył nań, obejmując go łapami, gniotąc i szarpiąc brzuch i piersi, a paszczęką gruchocząc czaszkę.
Stało się to w mgnieniu oka. Padł chrześcijanin ze złożonemi rękami, krew trysnęła obftcie, ale męczarnia była krótka. Tłum szemrać i niecierpliwić się począł znowu; nie tego mu było potrzeba: walki, dramatu i dłuższego pastwienia się.

Gdy młodzieniec upadł, kobieta o krok stojąca od niego i starzec, podniósłszy głos śpiewali ciągle, dziwnie, strasznie i nadludzko spokojnie. Oczy mieli podniesione w niebo, jakby z obłoku bogów jakich zstąpić ku mających spodziewali się. Wprawdzie czułem, jak głos niewiasty a raczej dziecięcia tego zadrżał; widziałem, jak łzy potoczyły się z jej oczu, ale starzec klęczał obok  niej niewzruszony, i wejrzeniem zdawał się Jej sił dodawać.

Tygrys swą pastwą się karmił, a raczej rozszarpywał ją okrutnie, niekiedy tylko poglądając na lwa i panterę, gdy zapach krwi i widok trupa obudziły i tamte zwierzęta. Lew rzucił się nie na ludzi, ale na tygrysa, który od zwłok krwawych odbiegł, pokazując zęby.

Naówczas ujrzeliśmy obraz, któryby z oczu najdzikszego człowieka łzy wycisnął, a z ludu rzymskiego dobyło się tylko naigrawanie okrutne. Młode dziewczę pochyliło się nad zwłokami brata, i stopy jego, płacząc, całować zaczęło. Tak nad niemi pochyloną boku schwyciła pantera, drasnęła ją ledwie i piękna jej główka jak zwiędły kwiat pochyliła się blada, prawie bez śmiertelnego wysilku… Ostatnie tchnienie z ust wyszłe z lekkim wykrzykiem, który śpiew przerwał i płacz razem.
Starzec, zapewne ojciec rodziny, pozostał sam; głosu mu zabrakło, ale ustami poruszał, jakby coś jeszcze odmawiał. Tłum wyzywał, zmuszał, pędził do walki, nakazywał, łajał napróżno: starzec smętnie patrzał na zwłoki dzieci, czekając śmierci z okiem niezmrużonem.

Nie wiem, już jakiem uczuciem oddychał tłum, alem uczuł w sobie taką litość dla tych nieszczęśliwych, taką wzgardę dla tych okrutników, co się śmierci starca domagali, że mi się chciało niemal skoczyć i stanąć w obronie chrześcijanina. Przekonałem się później, iż szlachetne serce Sabiny podzielało moje uczucie.
Chrześcijanie, sekciarze plugawi, przecież to ludzie byli.

(…) Kałuże krwi wsiąkały powoli w piasek. Starzec się modlił; rzucono mu oszczep, aby z nim szedł na tygrysa lub panterę, lecz go nie podjął. — „Na śmierć! na śmierć!” — poczęto krzyczeć ze wszystkich ław; amfiteatr cały, galerya, trząść się zdawały od rozpasanego wrzasku; kobiety suknie szarpały na sobie.
Na ławach senatorskich najbliższych areny powaga dostojności nie wzbraniała równej wrzawy, jak na najwyższych… Starzec się modlił, ale widać było, że strach go nie złamał; nie prosił o życie, nie patrzał nawet na widzów, na Cezara i Westalki.
Byłoby to trwało długo może, bo tygrys ranami a pantera trupem były zajęte, gdyby na znak dany przez Nerona nie przybyli oprawcy. Jeden z nich przyszedł i krótki miecz w piersi chrześcijanina utopił.
Widział on, jak śmierć szła ku niemu, nie drgnął wszakże, tylko oczy ciągle podnosił ku niebu, goręcej zdawał się coraz modlić, czy do niewidzialnych jakichś demonów odzywać, aż gdy kat przypadł, roztworzył ręce nastawił pierś… i krwią zbroczony upadł, nie wypuściwszy z ręki owego kawałka drzewa.
Nie wiem, czy większem byłoby męstwem walczyć z rozpaczą, czy z takiem spokojem czekać śmierci, nie okazując najmniejszej obawy.

Katakumby dla prawdziwej wiary katolickiej już mamy. Czy Watykan hoduje teraz lwy, dla tych którzy są wierni nauce Chrystusa zawartej w Ewangelii i Tradycji Kościoła?

PDF do pobrania: Zwycięzcy w imię krzyża obrazy z życia pierwszych chrześcijan.


Arkadiusz Niewolski

1 komentarz dotyczący “Czy Watykan hoduje już lwy? – O sojuszu z Cezarem

  1. Pingback: „Vademecum ekumeniczne” – Nowa instrukcja jak wysyłać wiernych do piekła – Niewolnik Maryi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: