Nauka Katolicka

Rozmyślania o pokucie cz. 11 – O zaparciu się siebie

Otóż bez zaparcia się, bez pewnego przymusu i nacisku, jakże my ten cel osiągniemy? Cóż w nas zdziałają wszystkie te mo­wy, które się obiją o uszy nasze; co wszyst­kie te światła które rozjaśnią duszę naszą? Może jeno jakieś uczucia pobożności kończące się razem z rekolekcjami, jakiś żal za prze­szłość, jakaś bezpłodna chęć na przyszłość. Ale nigdy nie przyjdziemy do wniosku jedy­nie pożytecznego..

 

Duch zaparcia się jest konieczny. 1. dla korzystania z rekolekcji. 2. Dla pozbycia się
wad. 3. Dla nabycia cnót.

1 .

a. Cześć oddajmy Mądrości Przedwiecznej, która zstąpiła z nieba na ziemię, aby nam
dać tę wielką i ważną naukę, której zrozu­mienie dokładne stanowi o powodzeniu tych
rekolekcyj.

b. Podziwiajmy, jak ta Mądrość Przed­wieczna chcąc, aby natura wciąż miała przed
oczyma wyrok śmierci nań wydany, pobudza nas ku temu różnymi sposobami. I tak mówi. „Kto nie odstępuje wszystkiego co ma, nie może być nie tylko moim kapłanem, ale na­wet moim uczniem.

 

c. Królestwo niebieskie otrzymuje się jeno gwałtem, aby się doń dostać, trzeba wiele
walk ze sobą stoczyć. Nie wchodzi tam, kto sobie wygodnie żyje, według upodobania swej woli. Brama jest ciasna, aby tam wejść, potrzeba się dobrze umęczyć, zepsutą naturę swoją ujarzmić, podbić.  

 

d. O Jezu najsłodszy, Mistrzu mój Boski, dzięki Ci niech będą nieskończone, żeś nam
dał o zaparciu się naukę tak ścisłą i szcze­gółową.  Wyryj ją łaską swoją na sercu mojem, aby ona była odtąd regułą mojego postępowania, i abym żałował za to, żem ją tak mało pojmował dotąd, a jeszcze mniej praktykował.

 

e. O, Boże, jakże konieczną jest rzeczą, abym się stał mężem zaparcia, abym serce
swoje oderwał od tego, co jest mi drogiem i abym się zaparł siebie samego. Bez tego żadnego pożytku z rekolekcji nie odniosę. Bo jakiż jest ceł tych świczeń świętych? Oto, ażebym z opieszałego stał się gorliwym, ma­chinalność zastąpił duchem wiary, rozproszenie— skupieniem. Oto, abym pokruszył swoje więzy, swoje nawyknienia naganne, zmysłowe— abym wraszcie poprawił swoje usposobienie i wolę własną, zapanował nad sercem i jego skłonnościami — słowem odnowił całe życie moje. Oto cel, do którego zmierzać będą i wszystkie nauki jakie posłyszymy, i wszystkie czytania jakie podejmiemy, i wszystkie słowa wewnętrzne, jakie Duch ś. do serca poda.

Otóż bez zaparcia się, bez pewnego przymusu i nacisku, jakże my ten cel osiągniemy? Cóż w nas zdziałają wszystkie te mo­wy, które się obiją o uszy nasze; co wszyst­kie te światła które rozjaśnią duszę naszą? Może jeno jakieś uczucia pobożności kończące się razem z rekolekcjami, jakiś żal za prze­szłość, jakaś bezpłodna chęć na przyszłość. Ale nigdy nie przyjdziemy do wniosku jedy­nie pożytecznego; a mianowicie, oto zamiast słuchać zachcianek swojej własnej woli, jak było dotąd, poddam się stałej regule życia, będę posłusznym, zajmę się gorliwie wszyst­kimi obowiązkami posługiwania mojego.

 

f. Zatem, zmienię swoje usposobienie, zła­godzę szorstkość, umiarkuję popędliwość, pokonam niechęć, niecierpliwość, melancholię. Powstrzymam rozproszenie to prawie ciągłe, pohamuję lekkość i trzpiotowatość, zaniecham czytania niewłaściwego, nie będę zabiegał o nowości, które jeno roztargnienie sprawiają i czas pochłaniają niepotrzebnie.

 

g. Zazwyczaj bywa tak, że rozważamy cnoty w teorii, podziwiamy skutki jakie wy­dały w żywotach Świętych; ale nie rozważa­my w praktyce, w zastosowaniu do nas, do zmiany naszego serca, naszego sposobu myśle­nia, mówienia i działania; ponieważ to wymaga zmiany życia, pozbycia się nawyknień grzesznych. I jeżeli to nie nastąpi, to rekolekcje będą zupełnie bezpożyteczne. Stawmy się w obec Boga, wnikajmy w siebie i na­bierzmy odwagi skłonić siebie, gwałt sobie za­dać, uledz, bo tym tylko sposobem rekolekcje nasze pożytecznemi uczynić możemy.

 

2.

a. Bez zaparcia się wady nasze zostaną jakiem i były: bo ażeby poprawić swoje wady,
potrzeba o tem myślić i tego chcieć. Bez za­parcia się tego uskutecznić nie można. Nie
myślimy o tem: bo skoro nie utrzymujemy się w skupieniu, to żyjemy w ustawicznem roz­proszeniu, pozwalamy, aby umysł nasz błąkał się wszędzie, gdzie próżność pociąga, cieka­wość unosi, wyobraźnia prowadzi, coś że tak powiemy popycha.

Powtóre, niechcemy tego; możebyśmy i chcieli, gdyby nie potrzeba było żadnej ofiary, żadnego wysiłku; ale cóż kiedy bez tego obejść się nie można. Odziedziczy­liśmy po naszym pierwszym ojcu wolę nieporządną, ku temu nas ciągnącą, co jest zaka­zane, a temu się opierającą, co jest zalecone. Dostało się nam serce zimne dla Boga i rzeczy  duchownych, a płonące dla stworzenia i uciech zmysłowych; nieprzyjazne temu wszystkiemu, co krępuje, nudzi i niepokoi, a chętne ku temu wszystkiemu co schlebia i bawi— dusza wreszcie, ognisko wszystkich namiętności, przytułek wszystkich występków, w zawiązku co najmniej będących

 

b. Otóż, aby wyrwać chwasty tak mocno zakorzenione, potrzeba grunt poruszyć i dobrze się namęczyć; aby utrzymać w porządku na­turę tak skoszlawioną, potrzeba ją bez ustanku zwalczać, ustawiczny gwałt jej zadawać. Nie potrzeba miłować siebie, szukać siebie; bo w tem jest korzeń i źródło wszelkiego zła. Ach! wysuszmy to źródło, wytnijmy ten korzeń, a wszystkie wady nasze— zdaniem ś. Augustyna—-tym sposobem naprawimy, bo człowiek grzeszy, aby sobie sprawić jakąś przyjemność, albo uniknąć jakiegoś trudu.

 

c. Miłujemy, dajmy na to, samych siebie, chcemy żyć wedle swego upodobania, więc
regułę, która nas krępuje, musimy na bok usu­nąć: stąd życie bez porządku, zamieszaniu
ciągiem podległe. Stąd modlitwa i ćwiczenia duchowne opuszczone, stąd czas stracony na zabawę i fraszki; stąd nauka teologii jako praktyka przestarzała odesłana do ławek szkolnych, stąd przygotowanie na ambonę i do ka­techizmu zaniechane, jako zajęcie początkują­cego.

Miłujemy samych siebie, i stąd żądza bogacenia się, zabiegi o stół dobry, zamiłowa­nie w zbytkownem umeblowaniu, przebywanie i za domem, ubieganie się o to wszystko, co może sprawić jakąś przyjemność. Miłujemy sa­mych siebie, a stąd zachcianki bez ustanku się pojawiające, często jedne drugim przeciwne, tysiączne słabostki małe, z których jedne gwał­towne, natarczywe, niecierpliwią się, szemrzą, utyskują, jeśli nie są zaraz zaspokojone inne j bardziej zdradliwe, ponieważ są bardziej ukryte, napadają cichaczem i tryumfują, jakby bez , wiedzy serca, które ujarzmiają. Wejdźmy tu w samych siebie i zobaczmy, o ile zaparcie się jest konieczne dla poprawy naszych wad.

 

3 .

a. Bez zaparcia się uprawa cnót jest nie­możliwa. Bez zaparcia się można odbywać
długie modlitwy, posty i jałmużny; można oka­zywać pobożność, ale nie mieć cnoty.

Brak pokory, bo lekkie poniżenie zasępia i pognębia, przyznane innym pierwszeństwo wywołuje szem­ranie, talent i cnoty innych rozbudzają zazdrość, uroszczenia innych nas pobudzają do takich samych, wynajdują wady we wszystkiem co drudzy czynią, i to tylko cenią co sami robią.
Brak miłości, bo nie umie stłumić w sobie chętki do obmowy i krytyki, używania szyderstw i satyry; nie umie znieść wszystkiego cierpliwie i nie sprawiać przykrości nikomu. Stąd nadwerężenie dobrych stosunków, zmro­żenie serc, starcia nieuniknione skutkiem róż­nych zapatrywań, żądz i usposobień; stąd po­działy, stronnictwa pustoszące świątynię i gor­szące ludy.

Brak słodyczy, bo do tego trzeba tłumić zapalczywość, poskramiać żądze serca i wybuchy gniewu, pokonywać nieugiętość charakteru, koniecznie na swojem postawić
chcącego.

 

b. Od kapłanów bez zaparcia się, nic po­dobnego spodziewać się nie można. Najmniejsze
zadraśnięcie wywołuje zaraz niecierpliwość i gniew.

 

c. Brak miłości Boga, bo ta miłość o tyle panuje w sercu, o ile człowiek wyzbywa się
samego siebie. Brak zdania się na wolę Bożą, stosowania się do niej we wszystkiem, przywiązania i zachcianki własne opanowują serce, słowem, w kapła­nach bez zaparcia nie ma nic trwałego; grunt jest winą wszystkiego. Jeśli panują nad sobą, to są świętymi; jeśli dogadzają sobie to są ludźmi. Wejdźmy w siebie samych; nie jest że to prawdą, żeśmy dotąd cnót naszych nie cenili, jak należy?

 

P o s t a n o w i e n i a:

1-e. Zaofiarowujmysię często Bogn podczas tych rekolekcyj, zapewniajmy uroczyście, że się zapieramy siebie, że niechcemy przywiązywać się do żadnego stworzenia, ani do siebie samych, ale zdajemy się całkowicie na Boga i na wolę Jego świętą.

2. Że po rekolekcyach przy łasce niebios zachowamy zawsze tego samego ducha ofiary,
jakim byliśmy tu przejęci; że wolę naszą, usposobienie nasze, upodobania i przyjemności poddajemy zupełnie rozporządzeniu Pana nad Pany.

 


Ks. Antoni Chmielowski – ROZMYŚLANIA O POKUCIE I JEJ WARUNKACH, Petersburg, 1908 r.

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Rozmyślania o pokucie cz. 11 – O zaparciu się siebie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: