fot. catholicfamilynews.com

Abp. Viganò potępia heretycką teologię Benedykta XVI


Tekst arcybiskupa Viganò dotyczący niedawnego listu Benedykta XVI i „permanentnej rewolucji” Soboru Watykańskiego II

DE HOC MUNDO
„Sekularyzacja” władzy
jako przesłanka wolności religijnej i dialogu ekumenicznego
Teoretyzowana przez Sobór Watykański II

Regnum meum non est de hoc mundo.
J 18,36

I. Wstęp

Rana zadana przez Sobór Watykański II ciału eklezjalnemu, a w konsekwencji całemu ciału społecznemu, po sześćdziesięciu latach wcale nie jest zagojona, a wręcz przeciwnie – na oczach wszystkich nadal ulega gangrenie z bardzo poważnymi uszkodzeniami. Entuzjastyczne i pełne samozadowolenia tony, jakimi Bergogliański Sanhedryn wychwala Sobór, nie mogą anulować ruiny, jaką sprowadził on na Kościół i dusze.

W moim poprzednim eseju na temat autoreferencyjności „kościoła soborowego” ( tutaj ) zwróciłem uwagę na kilka kluczowych aspektów tego kryzysu tożsamości, do których ostatnio dodano element, który uważam za fundamentalny dla zrozumienia wywrotowej natury Soboru. Odnoszę się do listu, który Benedykt XVI wysłał do rektora Uniwersytetu Franciszkańskiego w Steubenville ( tutaj ) 7 października. Chciałem zająć się tym tematem głębiej: zbadanie tezy Ratzingera jest niezbędne, aby zidentyfikować przesłanki ideologiczne i metody praktycznej realizacji rewolucji zapoczątkowanej przez Sobór Watykański II na froncie doktrynalnym, moralnym, liturgicznym i dyscyplinarnym w Kościele katolickim.

II. Permanentna rewolucja

Użyłem wyrażenia „rewolucja zapoczątkowana przez Sobór Watykański II”, ponieważ teraz wydaje mi się jasne, że niedopuszczalne ekscesy, na które Jorge Mario Bergoglio pozwalał przez prawie dziesięć lat, są po prostu spójnym zastosowaniem w sferze eklezjalnej zasady permanentnej rewolucji, o której w sferze społecznej teoretyzowali Marks, Engels i Trocki. Idea „permanentnej rewolucji” wywodzi się z obserwacji ideologów bolszewizmu, że proletariat nie był tak entuzjastycznie nastawiony do metod komunistycznych i że jeśli chcą oni rozprzestrzenić walkę klasową na całym świecie, to trzeba ją wymusić za pomocą władzy i uczynić nieodwracalną: bo tylko w rewolucji pojawia się χάος [chaos], który napędza działania wywrotowe przeciwko porządkowi społecznemu.

Podobny sposób postępowania przyjął kościół bergogliński: ponieważ rewolucja soborowa nie została przyjęta z entuzjazmem przez „proletariat katolicki”, Komitet Centralny Santa Marta ucieka się do tego, co Lenin nazwał „przepisywaniem rewolucji”, rozszerzając mentalność Vaticanum II również na te obszary doktrynalne, których początkowo żaden z jego zwolenników nie odważyłby się dotknąć.

Dlatego konieczny jest Synod o synodalności, to znaczy ustanowienie czegoś w rodzaju „stałej rady”, a raczej „stałego aggiornamento ” ( tutaj ), który czyni siebie promotorem rzekomych instancji klasy bazowej — eklezjalnej wersji proletariatu — takich jak diakonat żeński i „radykalne włączenie” par rozwiedzionych i powtórnie poślubionych, par konkubenckich, poligamistów i par homoseksualnych z adoptowanymi dziećmi, które wyznają ruch LGBTQ (tutaj). Należy zauważyć, że wszystkie te żądania, które są całkowicie niedopuszczalne z doktrynalnego i moralnego punktu widzenia, wiernego Magisterium, nie stanowią wiernego i spontanicznego obrazu tego, czego duchowieństwo i wierni żądają od Najwyższej Władzy Kościoła. Kościoła, a raczej oszukańczą fikcję propagandy bergogliańskiej, na wzór manipulacji, których już wcześniej doświadczono na Synodzie o Rodzinie, który dał początek heretyckiemu monstrum zwanemu Amoris Lætitia .

Również w tym przypadku rzeczywistość jest zniekształcana przez rewolucję, aby siłą dostosować ją do własnej dystopijnej myśli, z arogancką ideą posiadania rozwiązania lepszego niż to, które zamierzyła dwutysiącletnia mądrość Kościoła lub wola jego Założyciela.  Mamy do czynienia z masową manipulacją stosowaną w dziedzinie eklezjalnej, przy użyciu technik najgorszych reżimów totalitarnych, które dziś są przyjmowane zarówno przez elity globalistów z farsą pandemii i transformacji ekologicznej, jak i przez sektę bergoglian, która jest sojusznikiem i zwolennikiem Agendy 2030 Fundacji Rockefellera .

III. Ratzingerowska synteza Ludu Bożego i Mistycznego Ciała

List Benedykta XVI z 7 października 2022 r. przedstawia to, co powiedział już w swoim przemówieniu do niemieckiego parlamentu 22 września 2011 r. (tutaj). Pierwsze sformułowanie krytyki średniowiecznego augustianizmu [1] pojawiło się jednak w rozprawie Lud i dom Boży w nauce Augustyna o Kościele , wygłoszonej dawno temu w Paryżu, z okazji Kongresu Augustianów w 1954 r. ( tutaj ).

Przywołując ideę rozwiniętą przez szkołę Harnacka, Ratzinger stwierdza:

„Dwa civitates nie oznaczały żadnych ciał zbiorowych, ale raczej reprezentację dwóch podstawowych sił wiary i niewiary w historii. […] Civitas Dei nie jest po prostu tożsamy ​​z instytucją Kościoła. Pod tym względem średniowieczny Augustyn popełnił rzeczywiście fatalny błąd, który dziś, na szczęście, został ostatecznie przezwyciężony”.

Tematem poruszonym w rozprawie i krótko poruszonym w liście jest eklezjologiczna nauka o Mistycznym Ciele, która zdaniem autora zakończyła się encykliką Mystici Corporis Piusa XII . Pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy Pius XII był chory, nastąpiło odrodzenie rerum novarum cupiditas [2]postępowych teologów, dla których nadprzyrodzony wymiar Kościoła był zbyt duchowy i dlatego musiał zostać zastąpiony bardziej uwodzicielskim augustiańskim wyrażeniem „ludu Bożego”, łatwym do interpretacji zarówno w kluczu ekumenicznym, jak i dla włączenia narodu żydowskiego Starego Prawa, a także w kluczu demokratycznym dla możliwego rozwoju socjologicznego i politycznego. Oczywiście ta ideologiczna definicja ujawnia swoje modernistyczne tło doskonale spójne z myślą Harnacka i jego ucznia.

Nie umknie uwadze, że ten temat 25-letniego Ratzingera zostanie podjęty również przez Sobór i dlatego nie ma nic dziwnego w dumie, z jaką Papież Emeryt odwołuje się właśnie do tematów, które były decydujące w jego formacji teologicznej i w jego karierze kościelnej, a które teraz są realizowane w praktyce przez jego Następcę.

Filozoficzne podejście Josepha Ratzingera jest zasadniczo heglowskie i dlatego jest przepojone „absolutnym idealizmem” [3] zgodnie ze schematem „teza-antyteza-synteza”. W tym przypadku, między katolicką tezą o Ciele Mistycznym a progresywistyczną antytezą ludu Bożego, II Sobór Watykański i okres posoborowy rzekomo zakończyły się przyjęciem dokładnej syntezy, którą sformułował w swojej rozprawie z 1954 r.: Kościół jest Ludem Boży istniejącym jako Ciało Chrystusa ”, w którym Chrystus daje się wierzącemu jako Ciało i przemienia go we własne Ciało.

Śmiała teza, po bliższym przyjrzeniu się, grozi pomieszaniem istotnej różnicy między Ciałem Chrystusa prawdziwie obecnym w całości w postaciach eucharystycznych a Ciałem Chrystusa urzeczywistnionym mistycznie przez zjednoczenie żyjących członków Kościoła z jego Boską Głową. To zamieszanie pozwoliłoby wówczas wielu postępowym lub całkowicie heretyckim teologom mrugnąć do protestantów dzięki nieprecyzyjnemu sformułowaniu „Ciała Chrystusa”. Równie dobrze dałoby to Franciszkowi możliwość przywłaszczenia sobie śmiałych pauperystyczno-eucharystycznych metafor Raniero Cantalamessy, który definiuje ubogich jako „prawdziwe Ciało Chrystusa”, którego „prawdziwa obecność” rzekomo urzeczywistnia się wśród tych, którzy go przyjmują.

IV. Civitas Dei i civitas diaboli

Powstały problem jest złożony i rozwinięty: składa się z dwóch aspektów, jednego ad intra, odnoszącego się do tego, czym jest i chce być „kościół soborowy”; drugiego ad extra , dotyczącego jego roli w świecie i relacji z innymi religiami. Aspekt ad intra dotyka natury instytucji, dążąc do jej dekonstrukcji w kluczu demokratycznym i synodalnym pod fałszywym pretekstem ponownego odkrycia „szerszego wymiaru duchowego” ze szkodą dla dogmatu; aspekt ad extra implikuje „ekumeniczne” podejście do świata, dialog z sektami i fałszywymi religiami oraz rezygnację z ewangelizacji narodów, zastępując ją przesłaniem ekologicznym i filantropijnym, pozbawionym dogmatów i moralności.

Błąd „średniowiecznego Augustyna”, według Emeryta, polegał rzekomo na tym, że chciał utożsamić Civitas Dei z widzialnym Kościołem, podczas gdy oczywiste jest, że jest to ważny model dla Christianitas, czyli ponadnarodowego społeczeństwa w którym prawa i przepisy spełniają nadzieje psalmisty: Beatus populus, cuius Dominus Deus eius — „Błogosławiony lud, którego Bogiem jest Pan” (Ps 143,15).

Doktryna uczy nas, że właśnie ze względu na swój ziemski wymiar Kościół Walczący jest jednocześnie święty jak niebieskie Jeruzalem i grzeszny w swoich członkach, nieomylny w swoim Magisterium i omylny w swoich ministrach. Nie jest też prawdą, że św. Augustyn lub jego średniowieczni komentatorzy wskazywali na państwo jako na civitas diaboli ; wręcz przeciwnie, uznali jego opatrznościową rolę w ekonomii zbawienia i konieczność podporządkowania władzy cywilnej nie tylko prawu naturalnemu, ale także katolickiemu Magisterium.

Jeśli istnieje civitas diaboli, rozpoznawalna przez swoje ontologiczne zło, to należy ją zidentyfikować w Nowym Porządku Świata i we wszystkich tych równie ponadnarodowych organizacjach, które działają na rzecz ustanowienia globalistycznej synarchii. Nie jest wyjątkiem sekta bergoglian, która nieprzypadkowo jest sojusznikiem i zwolennikiem tych wywrotowych przestępców.

V. Ratzingerowska krytyka średniowiecznego augustynizmu

Kolejny bardzo poważny błąd teologiczny, który zafałszowuje prawdziwą naturę Kościoła, tkwi w zasadniczo sekularystycznych podstawach soborowej eklezjologii, która stara się dostosować obiektywną rzeczywistość do własnego schematu ideologicznego, który podlega ciągłym zmianom.

Używam terminu „sekularysta” [„ laicista ”], ponieważ wydaje mi się jasne, że ta wizja jest całkowicie pozbawiona nadprzyrodzonego spojrzenia: tego wszechogarniającego spojrzenia, które potrafi widzieć ziemskie rzeczywistości sub specie æternitatis [z perspektywy wieczności] nie dla zwykłych spekulacji intelektualnych, ale dlatego, że jest ożywiany cnotami teologicznymi. W nonsensach tych intelektualistów wyłania się beznadziejny brak pasji, wnętrzności, krwi: wszystko to jest teoretyczne, wszystko ustalone w celu aseptycznego udaremnienia Odkupienia i anulowania ordo christianus [chrześcijańskiego porządku], przywłaszczając sobie orwellowskie metody kultury anulowania .

Ten błąd, zasugerowany w tekstach Soboru Watykańskiego II, a w szczególności w Dignitatis humanæ dotyczących wolności religijnej oraz w Nostra aetate dotyczącej relacji Kościoła z religiami niechrześcijańskimi i judaizmem, umieszcza „soborowy kościół” w celowej nieciągłości z Kościołem katolickim, „po raz pierwszy”, według słów Benedykta XVI. Stwierdza on:

„Odniósł się do wolności wyboru i praktykowania religii, a także wolności jej zmiany, jako podstawowych praw wolności człowieka. Właśnie ze względu na swoje najgłębsze racje taka koncepcja nie mogła być obca wierze chrześcijańskiej, która pojawiła się na świecie z twierdzeniem, że państwo nie może decydować o prawdzie i nie może żądać żadnego rodzaju kultu. Wiara chrześcijańska domagała się wolności dla przekonań religijnych i dla ich praktykowania w kulcie, nie naruszając tym samym prawa państwa do własnego porządku: chrześcijanie modlili się za cesarza, ale nie oddawali mu czci. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że chrześcijaństwo swoimi narodzinami przyniosło światu zasadę wolności wyznania”[4]

Nieporozumienie opiera się na podwójnym znaczeniu, jakie przypisuje się terminowi „wolność wyznania”. W sensie katolickim wskazuje na wolność osoby ochrzczonej do publicznego wyznawania Prawdziwej Wiary bez przeszkód ze strony państwa. W sensie modernistycznym odnosi się do abstrakcyjnej wolności każdego, kto wierzy, że ma takie samo prawo i taką samą wolność uznaną przez państwo.

Kolejne nieporozumienie powstaje, gdy państwo, które uznaje szczególne prawa i przywileje Kościoła, jest traktowane obojętnie w porównaniu z państwem, które wyznaje religię fałszywą lub deklaruje się jako „świeckie” i zabrania wyznawania Religii Prawdziwej lub utożsamia ją z jakimkolwiek innym kultem. Na przestrzeni wieków Kościół zawsze starał się roztropnie godzić swoje prawa z różnymi sytuacjami narodów, w których katolicyzm nie był tolerowany lub był prześladowany: prowokowanie władców antykatolickich do prześladowania ich katolickich poddanych byłoby aktem lekkomyślnym lub nieroztropnym. Niemniej jednak fakt, że Kościół może prosić o tolerancję dla siebie i dla swoich wiernych w sytuacjach liczbowej mniejszości, nie oznacza, że równe prawa dotyczą innych sytuacji, w których Kościół widzi swoją instytucjonalną rolę uznaną przez państwo oficjalnie wyznające katolicyzm.

A jednak, w imię „wolności religijnej” teoretyzowanej przez Sobór Watykański II, to sama Hierarchia poprosiła narody takie jak Hiszpania czy Włochy o rezygnację z uznania jej za religię państwową, modyfikację konkordatów i zniesienie przywilejów, które stulecia katolicyzmu została prawnie uznana. Z tego punktu widzenia niewłaściwe jest więc twierdzenie, że „chrześcijaństwo swoim narodzinami przyniosło światu zasadę wolności wyznania”, co więcej, ze względu na swoją różnorodność musiało stawić czoła prześladowaniom i męczeństwu swoich wiernych. Pierwsi chrześcijanie nie prosili o dopuszczenie Trójcy Przenajświętszej do Panteonu, ale raczej o pozostawienie im swobody praktykowania własnego monoteizmu, który tak zdumiewał Rzymian. I domagali się tej „wolności religijnej” dla siebie, z pewnością nie dla pogan,

Wydaje się, że zapomina się o tym, że Kościół jest posiadaczem praw, które wywodzą się bezpośrednio od Boga, i że do państwa należy ich uznanie i ochrona, nie tylko ze względów ilościowych, ale dlatego, że religia katolicka jest obiektywnie prawdziwe i społecznie niezbędne dla realizacji dobra wspólnego. W tym względzie warto zacytować Leona XIII:

„Jeżeli istnieje lekarstwo na zło świata, nie może to nastąpić w żaden inny sposób, jak powrót do życia i zwyczajów chrześcijańskich. Jest to uroczysta zasada, że ​​aby zreformować upadające społeczeństwo, należy przywrócić je do zasad, które je stworzyły, doskonałość każdego społeczeństwa polega na dążeniu do celu: w takim sposób, aby zasada generowania ruchów i działań społecznych była taka sama, jak ta, która wygenerowała skojarzenie.  Dlatego odejście od pierwotnego celu jest zepsuciem; powrót do niej jest zbawieniem”. [5]

Fakt, że państwo może odmówić uznania tych praw jest przypadkowy, a Kościół może również zdecydować, że nie będzie się narzucał; ale nie do niego należy domaganie się praw dla tych, którzy szerzą błąd, wyłącznie w celu dogadania się z nimi lub dania dowodu ekumenicznej gorliwości, która jest całkowicie obca jego misji.

VI. Fałszowanie rzeczywistości, aby fałszywy pomysł wydawał się prawdziwy

Przy bliższym przyjrzeniu się, myśl tradycyjna zwraca większą uwagę na rolę osób zajmujących stanowiska instytucjonalne — papieży, królów, prałatów i władców, wiernych i poddanych — niż na abstrakcyjną koncepcję instytucji: ponieważ Pan umarł, aby zbawić nasze dusze, niebędące osobami prawnymi; i dlatego, że zadaniem Kościoła jest nawracanie wszystkich ludów, w tym władców narodów, w taki sposób, aby nawet rola, jaką pełnią, była ożywiana łaską i przyczyniała się do większego dobra ludu, którym rządzi.

Ten mityczny „średniowieczny Augustyn” nie popełnił żadnego błędu: ani wskazując nadprzyrodzony paradygmat, do którego ziemska władza — zarówno duchowa, jak i doczesna — musi się dostosować, ani w teoretyzowaniu podporządkowania władzy cywilnej władzy religijnej, przy czym obie razem podlegają władzy Boga.

Fatalny błąd został popełniony raczej na silnie zideologizowanym froncie kościelnego neomodernizmu i politycznego progresywizmu, których zwolennicy starają się, bez żadnych podstaw, przypisać politycznemu augustianizmowi sformułowania doktrynalne, które według nich nie odpowiadają przesłaniu pierwszych wieków. Święty Augustyn nigdy nie twierdził, że władza państwa jest w jakiś sposób oderwana od prawdziwej religii. Zamiast tego, biskup Hippony oświadcza:

„Mówimy, że [chrześcijańscy cesarze] są szczęśliwi, jeśli rządzą sprawiedliwie; jeśli nie unoszą się wśród pochwał tych, którzy oddają im wzniosłe honory, i posłuszeństwa tych, którzy pozdrawiają ich z nadmierną pokorą, ale pamiętają, że są ludźmi; jeśli czynią swoją władzę służebnicą Jego majestatu, używając jej do jak największego rozszerzenia Jego kultu; jeśli boją się, kochają i czczą Boga; jeśli bardziej niż swoje własne miłują to królestwo, w którym nie boją się mieć rywali; jeśli są powolni w karaniu i gotowi do ułaskawienia; jeśli stosują karę tylko tak, jak jest to konieczne do rządzenia i obrony państwa, a nie dla zaspokojenia własnej wrogości; czy udzielają ułaskawienia nie po to, aby naruszenie prawa przeszło bezkarnie, lecz z nadzieją, że przestępca może zmienić swoje postępowanie; czy kompensują surowe decyzje, do których podjęcia są często zmuszeni, łagodnością współczucia i wspaniałomyślnością; czy ich luksus jest tak bardzo ograniczony, jak mógłby być niekontrolowany; jeśli wolą rządzić zdeprawowanymi namiętnościami niż wieloma narodami i jeśli postępują w ten sposób nie z tęsknoty za próżną chwałą, lecz z miłości do wiecznego szczęścia; jeśli nie zaniedbują składania prawdziwemu Bogu ofiary pokory, łaski i modlitwy za własne grzechy. Mówimy, że cesarze chrześcijańscy obdarzeni takimi cechami są szczęśliwi w obecnym wieku przez nadzieję, a w wieku, który nastąpi, będą szczęśliwi w cieszeniu się samą rzeczywistością, kiedy przedmiot naszego oczekiwania się spełni.”

W rzeczywistości nie jest możliwe, aby społeczeństwo złożone z pojedynczych osób, z których każda ma moralny obowiązek uznania Bożego Objawienia i przestrzegania przykazań Bożych oraz autorytetu Kościoła, mogło uchylić się od tego samego obowiązku. Tak jak nie jest prawdą, że obecność innych religii, liczbowo istotnych, niezależnie od wypaczeń doktryn, których nauczają, może legitymizować postawę rezygnacji i uznania marginalizacji Jedynej Prawdziwej Religii, przede wszystkim wtedy, gdy ta utrata zgody i poparcie ze strony państwa i społeczeństwa wynika głównie z abdykacji Hierarchii Katolickiej na podstawie soborowych odchyleń.

VII. Sakralność władzy wobec dryfów totalitarnych

Sformułowanie św. Augustyna — które nie zostało wyczerpane w De civitate Dei, ale znajduje obszerne ortodoksyjne wyjaśnienie w całym zbiorze jego pism — powinno być odczytywane w spójności z Pismem Świętym i Magisterium Kościoła katolickiego, które ponadto są spadkobiercami zastępczej wizji władzy cywilnej, która należała do samego narodu izraelskiego, którego królowie byli przedstawicielami autorytetu Boga, podobnie jak monarchowie chrześcijańscy, począwszy od Bizancjum.

Sakralność władzy cywilnej, odziedziczona po cywilizacji grecko-rzymskiej, była tak głęboko zakorzeniona w świecie chrześcijańskim, że przybrała nawet uroczyste konotacje właściwe dla święceń: możemy pomyśleć o namaszczaniu monarchy krzyżmem czy oo szatach liturgicznych cesarza Wschodu i carów Rosji, o rytuale koronacji cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego, o ceremoniach prałatury doży weneckiego. Ale także we Comuni we Włoszech, pozornie przedstawianej jako bardziej „świecka” w stosunku do Monarchii, koncepcja dobrze zorganizowanej res publica została rozwinięta w średniowieczu w zgodzie z wiarą, czego przykładem jest Ambrogio Lorenzetti na freskach Alegoria dobrego rządu wPalazzo Publico w Sienie.

Sztuczne rozdzielenie harmonii i hierarchicznej komplementarności między władzą duchową a władzą doczesną było niefortunnym zabiegiem, który stwarzał przesłanki, ilekroć był realizowany, do tyranii lub anarchii. Powód jest aż nazbyt oczywisty: Chrystus jest Królem zarówno Kościoła, jak i Narodów, ponieważ  wszelka władza pochodzi od Boga (Rz 13,1). Zaprzeczanie temu, że rządzący mają obowiązek poddania się panowaniu Chrystusa, jest bardzo poważnym błędem, ponieważ bez Prawa moralnego państwo może narzucić własną wolę, niezależnie od woli Boga, a tym samym obalić boski κόσμος [porządek] Civitas Dei , aby zastąpić ją arbitralną wolną wolą i piekielnym χάος [chaosem]  civitas diaboli .

I tutaj rozumiemy, że zarówno jedno, jak i drugie civitas stanowią model, do którego należy dążyć, a nie rzeczywistość działającą bez zawiłych „uduchowień” i prymitywnych „realizmów”. Rozumiemy również, jak za tymi zaledwie intelektualnymi spekulacjami kryje się idealistyczne podejście heglowskiej matrycy, które wyrasta z pragnienia stworzenia fikcyjnej rzeczywistości, aby przeciwstawić się rzeczywistości zamierzonej przez Boga, w istocie narzucając prometejską alternatywę dla Męki Zbawiciela ,która gorszy właśnie z powodu odkupieńczego Krzyża i faktu, że w ekonomii Odkupienia Krzyż jest tronem królewskim: regnavit a ligno Deus[Bóg królował z drzewa]. Przekonanie, że świat jest w stanie nie być chrześcijański i może obejść się bez Boga, przeżywając samemu, jest piekielną i bluźnierczą chimerą.

VIII. Sekularyzacja władzy kościelnej

Z drugiej strony, ci, którzy chcieli nadać teologiczną patynę świeckiej naturze państwa – jako koniecznej konsekwencji „wolności religijnej”, którą teoretyzowano dla jednostek – musieli z konieczności zanegować doktrynalne przesłanki Pisma Świętego, Ojców i Magisterium, odwołując się do rzekomego zepsucia prawdziwego chrześcijańskiego przesłania w dziełach średniowiecznych myślicieli. Jak widać, dewiacje doktrynalne zawsze opierają się na kłamstwie, fałszerstwie historycznym i ignorancji rozmówców, którym chcą narzucić swoje błędy.

Konsekwencje są druzgocące i widoczne dla wszystkich: jeśli societas perfecta [doskonałe społeczeństwo] nie jest zobowiązane do uznania Pana za swojego Władcę, to z konieczności musi to dotyczyć również ziemskiego Kościoła, którego Hierarchia może zatem zdecydować się na sprawowanie władzy po prostu w celu jej utrzymania, a nie w ściśle określonych granicach ustanowionych przez jego boskiego Założyciela. To nie przypadek, że okres posoborowy zrobił wszystko, aby anulować doktrynę o Królewskości Chrystusa, manipulując tekstami liturgicznymi święta ustanowionego przez Piusa XI w 1925 roku encykliką Quas primas.

Ratzinger mówi o „mojej eklezjologii”, twierdząc, że Kościół nie może nazywać się Civitas Dei, ani nie może ośmielać się uważać za wciąż aktualną doktrynę, którą Pius XII zdefiniował w swojej encyklice Mystici Corporis z 1943 r . Emeryt pisze: „Jednak całkowite uduchowienie koncepcji Kościoła mija się z realizmem wiary i jej instytucji na świecie. Tak więc na Soborze Watykańskim II kwestia Kościoła w świecie stała się w końcu prawdziwym centralnym problemem”. Na tyle centralnym, aby zmodyfikować doktrynę katolicką, by jawiła się jako à la page , dialogiczna, inkluzywna, filantropijna. Ale to właśnie utrata roli Domina gentium [Pani lub pani pogan], doprowadziła „kościół soborowy” do wyrzeczonej, marginalnej pozycji społecznej nieistotności: jest to pretium sanguinis [cena krwi], którym się splamił, zdradzając mandat Chrystusa i pozwalając się zanieczyścić ideami świata.

A jeśli Kościół aż do Piusa XII miał za wzór Civitas Dei i uważał się za Mistyczne Ciało Chrystusa, pomimo słabości jego członków, to wydaje się, że w ostatnich dekadach modelem, który zainspirował zwolenników Vaticanum II, jest raczej model civitas diaboli, sądząc po wsparciu, jakie Stolica Apostolska oferuje ideologii globalistycznej, neomaltuzjańskim urojeniom „zielonej gospodarki”, transhumanizmowi i całemu repertuarowi gender i LGBTQ.

30 października 2022
Domini Nostri Jesu Christi Regis


Źródło: catholicfamilynews.com, tłumaczenie i podkreślenia w tekście: niewolnikMaryi.com

[1] Termin augustynizm średniowieczny oznacza rozwój myśli augustyńskiej, w szczególności w odniesieniu do politycznych i społecznych implikacji doktryny o Civitas Dei i civitas diaboli , które zdaniem innowatorów wypaczyły pierwotną myśl św. przykład teokratycznej wizji władzy, zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Jest rzeczą oczywistą, że ta krytyka jest pozorna i oparta na prawdziwych fałszerstwach historycznych: idea, że ​​wszelka władza pochodzi od Boga, była już bardzo jasna dla biskupa Hippony, a jej wyjaśnienie w średniowiecznym augustynizmie politycznym jest doskonale spójne z Tradycją.

[2] Sallust, Bellum Catilinæ , 48 Rerum novarum cupiditas Catilinæ animum incendebat. Katylina płonęła pragnieniem rewolucji [ dosłownie: pragnieniem nowości].

[3] Heglowski idealizm oznacza porzucenie logiki arystotelesowskiej (zwanej też logiką niesprzeczności ) na rzecz nowej, tzw.logiki substancjalnej . Bycie nie jest już statycznie przeciwstawne niebytowi, ale staje się z nim zbieżne, przechodząc w stawanie się. Idealizm heglowski, który rozwiązuje wszystkie sprzeczności rzeczywistości w absolutnym Rozumie, będzie miał immanentystyczny wynik, uznając w sobie, a nie w transcendentnej zasadzie, cel i ostateczny cel filozofii.

[4] Joseph Ratzinger, Opera omnia , tom VII/1, Gli insegnamenti del Concilio Vaticano II , Libreria Editrice Vaticana, 2016, Prefazione (Castel Gandolfo, 2 sierpnia 2012).

[5] Encyklika Rerum novarum , 27 (15 maja 1891).

[6] De Civitate Dei, V, 24.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: