Umartwienie wewnętrzne polega na zupełnem i ustawicznem wyrzeczeniu się siebie, w każdym życia wypadku; jak to Chrystus Pan wymaga od tych, których powołuje do postępowania za Sobą. A że jedynie drogą czystej miłości Bożej, można ten cel osiągnąć i doprowadzić go do szczytu doskonałości: zarówno też wytrwałe ćwiczenie się w umartwieniu wewnętrznem , jest nieodzownym i najskuteczniejszym środkiem potęgowania w nas coraz bardziej miłości Bożej.
Wszystko w nas zazwyczaj buntuje się i sprzeciwia uczuciu Boskiej miłości, trzeba zatem zaprzeć się i zwyciężać we wszystkiem. Jest to także najlepszym dowodem naszej prawdziwej ku Bogu miłości, jeżeli rzeczywiście i to nie słowem ale czynami, zapieram y się samych siebie i zwyciężamy się przy każdej nadarzonej okoliczności. Inne wszystkie sposoby i środki na nic się nie przydadzą i żadnej nie mają wartości, jeżeli tego jednego, najważniejszego dowodu nam brakuje; on jeden starczy za wszystko i Bóg ponadto nic więcej od nas nie wymaga.
Ta nieustanna walka, jaką miłość Boża każe nam staczać z naszą własną miłością, jest ciężka i długotrwała, gdyż kończy się z życiem dopiero; jest także nad wyraz przykrą, ponieważ ciągle trzeba się mieć na baczności, nie wypuszczać z rąk broni, i nie zostawiać ani chwili wypoczynku i spokoju zepsutej naturze naszej; jest na koniec nad wszelkie pojęcie bolesną, nic bowiem nie może być ściślej z nami złączone nad miłość własną, i aby ją do gruntu zniszczyć i wykorzenić, niemałej pracy potrzeba; Bogu tylko wiadomo, ilu nadludzkich niemal wysileń i cierpień ta ofiara wymaga; a nawet trudno z góry obliczyć i przewidzieć cały ogrom cierpienia, jaki nas w tej ciężkiej walce do ostatniego tchnienia życia, czeka.
Ale niestety, w tej tak ważnej dla nas sprawie, wcale wyboru niema; musimy albo zupełnie i całkowicie zaprzeć się samych siebie, lub też kładąc pewne granice i warunki w wyrzeczeniu się miłości własnej, stawiamy sobie przeszkodę w wypełnieniu najpierwszego i najważniejszego przykazania Boskiej miłości.
Nie powinniśmy jednak tem się przerażać. Chociaż umartwienie wewnętrzne jest trudnem i dotkliwem, ale łaska Boża zawsze dobrą wolę wspomaga, czyniąc słodkiem i miłem w skutkach to, co dla natury wydawało się w prost wstrętnem i odstręczającem . Cóż bowiem może być słodszego nad to uczucie, gdy w pełni przekonania przyznać sobie możemy, że w miarę naszej pracy nad zwyciężaniem złej i zepsutej natury naszej, widzimy znaczny nasz postęp na drodze miłości Bożej; gdy z uczuciem wdzięczności wolno nam będzie powiedzieć: „Miłość Boża napotykała w sercu mojem, takie a takie przeszkody; z pomocą łaski, zwyciężyłem je i dziś już nie istnieją!”
Nawet filozofia pogańska stawiała swoim wielbicielom jako szczyt doskonałości, jako rzecz najwznioślejszą i najpiękniejszą, umiejętność panowania nad własnemi żądzami i namiętnościami, i trzymanie nad niemi władzy. I rzeczywiście, sam rozum wskazuje nam niezmierne korzyści, a także i konieczność tego panowania nad sobą; lecz rozum ludzki mógł tylko ocenić i podziwiać tę wzniosłą cnotę; — a jedynie mądrość chrześcijańska na łasce Bożej oparta, może ją dosięgnąć; ponieważ jednak wymaga od duszy wielkich walk i ofiar, to też w tem życiu jeszcze, w nagrodę za wierne współdziałanie z łaską, obdarza tę duszę obfitością słodyczy i wesela.
Tak, w istocie, żadne szczęście ziemskie nie da się porównać z tą niebiańską radością,, jaką po długotrwałych walkach, uczuwa dusza świątobliwa, gdy miłość Boża zapanuje w jej sercu, odnosząc stanowcze zwycięstwo nad wszelkiemi jej władzami tak umysłu, jak woli. O ile dawniej spełniając dobre uczynki, musiała walczyć i przezwyciężać pewien wstręt i opór, o tyle teraz wszystko jej przychodzi z nadzwyczajną łatwością, i nawet dziwny ku temu pociąg uczuwa. Bez najmniejszej trudności wystrzega się nawet cienia grzechu, ponieważ obrzydzenie tegoż i odraza weszły niejako w jej naturę. Odzyskała najzupełniejszą wolność, gdyż odtąd podlega jedynie i to z własnego wyboru wpływom łaski Bożej; umarła zresztą i obojętna na wszystko inne, żyje tylko w Bogu i z Bogiem, Jego wyłącznie sprawami zajęta.
Mamy tu na myśli jej stan zwyczajny, nie wyłączając rozmaitych usterek, błędów, a nawet i lekkich uchybień, od których niestety nie jest wolną słaba, ludzka natura; lecz pomimo tych ułomności, które skłaniają ją do ciągłego czuwania nad sobą, do upokarzania się i nieufania sobie: niemniej jednak jest tak zupełnie szczęśliwą, jak tylko istota ludzka na tym świecie nią być może ; i aby to szczęście osiągnąć, powinniśmy jak najchętniej zgodzić się na wszelkie możliwe ofiary i cierpienia.
Szczęście, o którem mówimy, rozpoczyna się z chwilą, kiedy nie słowami tylko, ale rzeczywiście i to ze szczerego serca, rozpoczynamy ćwiczyć się w umartwieniu wewnętrznem; i w miarę postępu naszego na tej drodze, zwiększa się też i uczucie naszego wewnętrznego zadowolenia; które też dochodzi do szczytu prawdziwego szczęścia, jeśli zdołamy doskonałość naszą osiągnąć w tym stopniu, do jakiego Bóg nas powołał.
Tym to sposobem nie zachodzi nawet potrzeba wyczekiwania nagrody za poniesione trudy i prace nasze w tym względzie, ponieważ nagroda sama towarzyszy tym naszym pracom i usiłowaniom, w miarę ich postępu, i nie mówiąc już o nadziei w przyszłości, w tem życiu jeszcze napełnia serce nasze przedsmakiem tego szczęścia i wesela, które przez wieczność całą będzie naszym udziałem.
Dodajmy jeszcze, że miłość Boża, która nam nakazuje umartwiać zmysły nasze, przynosi sama w sobie dar niezrównanej osłody; a chociaż w pierwszej chwili ten dar ukrywa, w miarę zasług naszych i własnego upodobania, powoli nam go udziela w coraz wyższym sto pniu, aż w reszcie sami nie rozumiejąc i nie pojmując jak i kiedy się to stać mogło, przychodzimy do tego, że w rzeczach które nam były w prost wstrętne i odrażające, teraz najwyższe upodobanie znajdujemy.
Ponadto jeszcze miłość Boża czasami tak porywa i pochłania oddane jej dusze, tak niezrównaną napełniając je pociechą, że te dusze czują się nad wyraz uszczęśliwione, że przez umartwienia swoje nabyły pewnego rodzaju prawa do tych pociech; ponieważ jest to rzecz wiadoma, że Bóg nie udziela tych pociech za darmo, i nieraz drogo okupić je trzeba; dusze nieumartwione i w służbie Bożej leniwe, nigdy ich nie doznają.
Lecz nie na nich to zasadza się prawdziwa miłość Boska, ale jak to już kilkakrotnie powtarzaliśmy, na zupełnem wyrzeczeniu się samych siebie; i chociaż czas tych niebiańskich słodyczy przeminie, siła Miłości Bożej jest tak potężna i wielka, że częstokroć w największych oschłościach zarówno zwycięża gwałtowne pokusy, jak w chwilach najsłodszych pociech.
Bóg w swoich najmędrszych wyrokach, nigdy nie doświadcza nas nad siły, ale stopniowo tylko, i stosownie do łask których nam udziela, zsyła nam w równej mierze doświadczenia, próby i walki.
Ojcowskie serce Jego, znając słabość naszej natury, zakryło przyszłość przed naszemi oczyma, i w dobroci niepojętej, najpierw każe nam w małych i łatwych rzeczach bój staczać, zachowując większe i cięższe doświadczenia do chwili, w której nabierzemy więcej hartu i siły; lecz zarazem gdy walka staje się coraz trudniejszą i Bóg Swoją pomoc podwaja: tak, że ostatnie zwycięstwa zazwyczaj, znacznie mniej nas kosztują od pierwszych.
Na koniec, we właściwem słowa znaczeniu, nie my to staczamy boje, ale raczej łaska za nas walczy. Bóg Sam staje w naszej obronie i gromi naszych nieprzyjaciół potęgą Swoją.
Doświadczają tego szczególnie te dusze, które czując własną słabość, całą swoją ufność i nadzieję w Nim położyły. Od nas wymaga tylko dobrej woli, gotowości i odwagi mężnej i wytrwałej, w stawianiu każdej chwili czoła nieprzyjacielowi duszy naszej; następnie wzywania Jego świętego Imienia, zaraz, gdy tylko jakakolwiek pojawi się pokusa; a wreszcie, abyśmy podług słów Pisma św., uzbrojeni „mieczem Ducha świętego” i zakryci „tarczą wiary”, stanęli do boju bez trwogi i obawy. Czyż podobna przypuścić aby Dawid, który zaledwie wyszedł z lat dziecinnych, był w stanie o własnej sile zabić Goliata kamyczkiem z procy? Nie ulega żadnej wątpliwości, iż w tym wypadku, jak i w wielu innych, działał Bóg, w Imieniu którego i z którym wspólnie Dawid walczył.
O Boże mój! widzę i coraz bardziej utwierdzam się w tem przekonaniu, że wszelkie umartwienia a przede wszystkiem wewnętrzne, tylko u leniwych i małodusznych trwogę wzbudzają; a to z tego powodu, że licząc zbytecznie na własne siły, nie mają niezbędnej ku Tobie ufności. I ja do tej pory byłem ta kim, lecz odtąd postanawiam całą siłą woli z tego się poprawić i nieubłaganie wytępiać w sobie to wszystko, cokolwiek za pomocą Twojej łaski, odkryję przeciwnego Twojej świętej miłości. Ty, od wieków, przez niepojętą wszechwiedzę i mądrość, myślałeś o mnie, i przeznaczyłeś mi pewien stopień uświątobliwienia, do którego mam dążyć; stopnia tego inną drogą osiągnąć nie zdołam , jak tylko wyrzeczeniem się w równej mierze,
własnej woli i własnej miłości.
A zatem Boże mój, z całem poddaniem i bezgraniczną w Tobie ufnością, zgadzam się z tem wszystkiem, co względem mnie postanowiłeś; lecz wiem o tem, że sam z siebie, bez Twojej- pomocy nic uczynić nie zdołam. Nie odmawiaj mi więc Twej łaski, i nieprzebraną dobrocią Twoją, wspieraj słabe moje siły! Późno i bardzo późno zabieram się do dzieła; lecz w Twojej to mocy, o Boże, uzupełnić i dopomóc mi, abym przez ten czas, który mi jeszcze do życia przeznaczasz, wynagrodził te utracone lata, w których nie służyłem Tobie z całem oddaniem! Ty możesz to uczynić i z pewnością chcesz mnie wysłuchać; a gdybym co nie daj Boże, trwał dalej w oziębłości mojej, sobie tylko musiałbym przypisać winę, — bo Ty mi łask potrzebnych zawsze chętnie udzielasz; i jeśli z nich nie skorzystam, przez całą wieczność wyrzucać sobie będę, że nie starałem się ukochać Cię w tym stopniu i w tej mierze, jak to było Twoją wolą i Twojem życzeniem; i jak to, pomimo pozornych przeszkód, ze w szelką łatwością wykonać mogłem!
Pozostałe części Rozmyślań o miłości Bożej: TUTAJ
Ks. Jean Nicolas Grou T. J. – Rozmyślania o miłości Bożej. Warszawa 1910.


Skomentuj