Chętnie przedstawiamy czytelnikom te pożyteczne fragmenty książki ,,Arsenał Apologetyczny – Amunicja prawdy dla współczesnego człowieka: od nauki po filozofię, od historii po magisterium,, abp. G. Balleriniego.
Uwaga, skoro są to cytaty: w tekście nie chodzi o postęp techniczny, lecz o cywilizację w jej najgłębszym sensie.
„Aż do połowy (ubiegłego) stulecia wiadomości o epoce poprzedzającej klasyczną cywilizację grecko-łacińską były skąpe, mętne i niepewne; a dzieje, które o niej traktowały, były w większości opowieściami czerpanymi według szablonu francuskiego materializmu albo niemieckiego racjonalizmu — i nie były w niczym tak usilne, jak w zaprzeczaniu Biblii i oczernianiu Kościoła. Lecz od tamtej pory wielka liczba pomników i dokumentów, starszych o całe stulecia od ksiąg mojżeszowych, została wyniesiona na światło dzienne w Egipcie, Asyrii, Palestynie i Azji Mniejszej — z autentycznymi wiadomościami o najdawniejszych ludach, o których zachowała pamięć historia. Otóż te wiadomości są w istocie pełnym potwierdzeniem opowiadania mojżeszowego. Potwierdzają mianowicie, że im dalej cofamy się w życiu dawnych ludów, im bliżej ich początku, tym żywsza jest pamięć objawienia pierwotnego — i tym silniejszy wpływ tradycji oraz wierzeń religijnych i moralnych czystszych, dalszych od przesądów bałwochwalczych, tak wstrętnych teoretycznie, jak i praktycznie. Ów stan, który dziś zwykło się określać mianem fetyszyzmu — stan człowieka dzikiego, kanibala, bardziej zwierzęcia niż człowieka — nie jest pierwszym, lecz ostatnim w hierarchii bytu ludzkiego; nie jest dzieciństwem, lecz zgrzybiałością, agonią owej najniższej i nędznej cząstki rodzaju ludzkiego” [1].
[…] Słynny językoznawca Max Müller, który właśnie w następstwie swych badań nad najstarszymi pomnikami religijnymi wyrzekł się niedowiarczego racjonalizmu, pisze: „Im dalej posuwałem się w badaniach, tym bardziej przekonywałem się, że daremnie szuka się śladów fetyszyzmu w najdawniejszych dokumentach religijnych, jakie nam pozostały, natomiast w epokach późniejszych widać je wszędzie, mnożące się” [1].
[…] Stan dzikusa nie jest stanem natury, jak utrzymywali Rousseau, Hobbes i spółka, lecz degradacją intelektualną i moralną, a po części także fizyczną — zwłaszcza wskutek ciężaru dziedziczności, który przyszło nosić tym ludom, pozostawionym samym sobie i odciętym od wielkich pierwotnych ośrodków cywilizacji.
[…] Augusto Conti zaś nie tylko stwierdza, że „nie ma ani jednego przykładu, od czasów najdawniejszych aż po nasze, by lud dziki — a nawet barbarzyński — doszedł sam z siebie do cywilizacji”, ale zaprzecza wręcz samej możliwości dojścia do niej: „ani też dojść nie może, albowiem plemiona zdziczałe brak odpowiednich impulsów. Mamy natomiast przykłady ludów cywilizowanych, które runęły w barbarzyństwo, a potem w dzikość; przykłady meksykańskie i hinduskie wystarczyłyby za dowód. Ale przykład odwrotny — choćby jeden jedyny — nie istnieje. Historia dowodzi wprawdzie, że przez złe używanie wolności można się zdziczeć; że z dzikości można się scywilizować — nie” [1].
………
Przypisy:
[1] Ausonio Franchi, Ultima Critica, t. III, nr 684.
[1] Tamże. — Literatura na ten temat jest powszechnie znana.
[1] Augusto Conti, Armonia delle cose, t. II: Origini della famiglia e della civiltà.


Skomentuj