Większość z was zdaje sobie sprawę, że w każdym biznesie sprzedażowym potrzebna jest grupa docelowa. Zresztą dotyczy to niemal wszystkiego, co robimy, chyba że skierowane jest to do nas samych. Przecież nawet jak żona w domu krzyczy, to kieruje to do określonego odbiorcy, nawet jeśli ten odbiorca twierdzi, że to nie do niego — w tym przypadku mąż lub dzieci.
Więc podchodząc do sprawy bardzo profesjonalnie, kilka lat temu przeprowadziłem analizę naszej strony i stwierdziłem autorytatywnie, że nasza grupa odbiorców mieści się w granicach 0,001–0,002%, czyli od jednej do dwóch osób na każde 100 tysięcy. Wiem, każdemu z was wydaje się ona za wysoka, ale przy takiej liczbie odbiorców, mieszczącej się w granicach błędu statystycznego, nie będziemy się spierali. Nie mówię tutaj o liczbie czytelników, bo ich liczba nie odzwierciedla liczby odbiorców z grupy docelowej.
Jeżeli chodzi o jakość pisania, to musimy sobie uświadomić, że nie ma to nic wspólnego ani z grupą docelową, ani z kunsztem pisarskim, tylko z marketingiem. Nikt nie kupi śmieci, ale jeżeli ładnie je zapakujesz, np. zgniłe jabłko w tęczowym opakowaniu, to już większość rzuci się je kupować, chociaż zdaje sobie sprawę, że jest bezwartościowe.
Więc patrząc na to realnie, gdyby w dzisiejszych czasach pisali Sienkiewicz czy Mickiewicz, prawdopodobieństwo ich sukcesu byłoby bardzo, bardzo małe. Chyba że Kmicic nie byłby heteroseksualny, a Zagłoba nie pijakiem, tylko ćpunem, któremu pomaga w problemach wegetarianin Skrzetuski. Oleńka musiałaby nosić odwrócony krzyż itp.
Może się komuś wydaje, że to żarty. Nie, tak wygląda realnie nasz świat i nasze życie.
Mało kto tak naprawdę zdaje sobie sprawę, jak ciasne są nasze kagańce i jak krótka jest smycz. Jesteśmy głupimi skazańcami, przykutymi ciężkimi łańcuchami do muru niewiedzy, ale głośno krzyczącymi o wolności. I to obojętnie, po której stronie sztucznej barykady, muru się znajdują.
Jednak żeby potwierdzić oszałamiającą wielkość grupy docelowej, przejdźmy do konkretów.
Pierwszym kryterium jest człowieczeństwo, czyli ludzie, a nie istoty gorsze od zwierząt.
Musimy sobie uświadomić, że gatunek niedbający o swoje potomstwo jest skazany na zagładę. Więc ludzie, którzy są za aborcją, czyli zabijaniem własnych dzieci, są pozbawieni elementarnych cech istot inteligentnych, takich jak rozum, i stoją w rozwoju niżej od zwierząt, które dbają o swoje dzieci.
Oczywiście trzeba brać pod uwagę całkowity zakaz aborcji, a więc w Polsce około 9% społeczeństwa opowiada się za tym.
Dlaczego całkowity zakaz? Ponieważ jest to nawet zgodne z prawem karnym — morderstwo jest morderstwem, najwyżej są okoliczności łagodzące lub uniewinniające. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że jest to zabicie drugiego człowieka. Ja wiem, że teraz próbuje się uniewinniać nawet zwyczajnych morderców i skazywać białych ludzi za tak zwaną mowę nienawiści, ale musimy mieć jakiś punkt odniesienia. Musimy założyć, że kiedyś istniała elementarna sprawiedliwość i do niej będziemy się odnosić.
Zabicie człowieka jest przestępstwem łamiącym prawa boskie, a więc tak samo ludzkie (teraz to różnie bywa z wyrokami). Sąd najwyżej uwzględnia jakieś okoliczności łagodzące wyrok. I co ciekawe, zabicie osoby niepełnosprawnej raczej nie jest sprawą, która może zmniejszyć karę, ale u zwolenników aborcji jest to sprawa priorytetowa w celu usprawiedliwienia morderstwa.
Czy zabicie bezdomnego zmniejsza karę? Nie. To dlaczego koronnym argumentem aborcjonistów jest to, że nikt nie chce adoptować takich dzieci? Czy można zabijać ludzi za to, że ich nikt nie chce?
I tutaj najważniejsza rzecz. Kara śmierci jest uważana za niehumanitarną, ponieważ zdarzają się pomyłki sądowe, a więc wszelkiej maści mordercy i zwyrodnialcy dostają szansę przeżycia. Tutaj należy się zapytać: a co z pomyłkami lekarskimi, które występują znacznie częściej niż sądowe? Dzieciom nie należy się taka szansa?
Morderstwo to jest morderstwo, obojętnie, czy je nazwiesz aborcją, czy eutanazją.
Przejdźmy dalej. A więc tak, około 9% ludzi mogłoby być moją grupą docelową. W tej grupie są wierzący, zresztą pozostała część nie może nazywać się chrześcijanami, czy się to komuś podoba, czy nie. Są też niewierzący, którzy odpadają z grupy docelowej.
Biorąc pod uwagę fakt, że dzisiejszy Kościół modernistyczny, bezprawnie używający nazwy „katolicki”, nie ma nic wspólnego z wiarą w naszego Pana Jezusa Chrystusa i czynami wspiera aborcję i inne bluźnierstwa, jego zwolennicy też odpadają z grupy docelowej. Wszystkie odłamy w jakiś sposób współpracujące, nawet w najmniejszym stopniu, z watykańską synagogą szatana też odpadają.
Pozostają sedewakantyści, zapatrzeni w swoje racje i swoją wielkość tak bardzo, że odrzucają wszystkich i traktują ich z wyższością. Wygląda to tak, jakby nie przyjmowali do wiadomości, że katolików już praktycznie nie ma i trzeba budować kościoły w duszach na skalę naszej wiary. Pogaństwo zalało świat i trzeba nawracać pogan, tak jak to robił św. Paweł, a nie siedzieć w swoich wieżach prawdy absolutnej i czekać, aż zagubione owieczki same przyjdą i się nawrócą. Więc też odpadają z grupy docelowej.
Teraz dodajmy do tego zwolenników dyktatora Piłsudskiego, wielbionego przez tłumy po wszystkich stronach, Wojtyły, zjawy z Medjugorje czy też majaków Faustyny Kowalskiej. Oni też odpadają, a takich spraw jest jeszcze dużo, bo np. wszystkie strony dzisiejszej debaty politycznej opierają się na kłamstwach dla ludzi bez rozumu. Zawsze jest ktoś winny: Ruscy, Niemcy, Żydzi, Ukraińcy, mogą być nawet kosmici, byle nie Polacy, którzy na nich głosują.
Jasno z tej analizy wynika, że nawet 0,002% społeczeństwa jako grupa docelowa to i tak bardzo dużo.
Tak na marginesie dodam, że ten post i tak, jak zwykle, Google i inne media będą banować, a więc przeciwnicy, czyli 99,998–99,999% społeczeństwa, nie muszą się martwić. Zasięg będzie na poziomie grupy docelowej — 0,001–0,002%.
Arkadiusz Niewolski


Dodaj komentarz