Czego nas uczy Krzyż Jezusa


,,Mając przed sobą wesele, podjął Krzyż.“
(Hebr. XII, 2).

Słyszeliśmy we wczorajszej nauce, że Chrystus Pan oddał nam Serce swoje z krzyżem, cierniami, raną i ogniem, a zatrzymując się wyłącznie nad Sercem ukochanego Zbawcy, poznaliśmy, że ono jest dla nas wzorem najdoskonalszej miłości Boga i bliźniego.

Dzisiaj z kolei rozbierzemy przymioty krzyża i przekonamy się, że wszystkie one przymioty jedną myśl Bożą, a dla nas bardzo zbawienną zawierają, jedną z najpotrzebniejszych dla życia nauk.
To, co nam się przede wszystkiem rzuca w oczy w tym świętym obrazie Najsłodszego Serca Zbawiciela objawionym św. Małgorzacie-Maryi, jest to Krzyż, który się wznosi ponad Najświętszym Sercem.

Ks. Stanisław Wronka dla Frondy: Serce Jezusa to symbol ...
Krzyż Pana Jezusa daje nam naukę nieskończonej wartości dla zbawienia; naukę o tem, czem jest grzech, i czem jest du­sza ludzka.

Zobaczmy dziś, czego to Krzyż Jezusa  uczy nas o grzechu. Uczy on nas: 1) uni­kać go, 2) wynagradzać zań. Mowa tu głó­wnie o grzechach śmiertelnych; ciernie ra­niące Jezusa nauczą nas i grzechów po­wszednich unikać.

 

I. W jakiż to sposób Krzyż zachęci nas  do unikania grzechu?

Nie trudno to spostrzec. Krzyż mówi do nas, że grzech jest jedynym złem, złem najboleśniejszem dla  Boga i dla serca człowieka.

1) Tak, jest złem dla Boga… Czytamy  w Piśmie św., że grzech Boga zasmuca,  rani i gniewa. Ten Bóg, który tak ukochał  ludzi, który obsypał ich dobrodziejstwami,  nie może pod pewnym względem pojąć tej  niewdzięczności… Czyż to jest możebne?  woła Bóg w bolesnym podziwie. Ach! pój­dę zobaczyć… „Zstąpię i oglądamu” (Gen. VIII, 21).
I ujrzał On, a przejęty do głębi serca  boleścią, poczyna smucić się do tego sto­pnia, że żałuje, iż stworzył tak strasznie niewdzięczne istoty. „Żal mu było, mówi Księga Rodzaju, że uczynił człowieka na  ziemi.“ (Gen. VI, 6).
Chyba niepodobna z większą siłą się wy­razić i z większą mocą przedstawić nam uczucie swoje.

Jakimże to ciężkim smutkiem i rozgory­czeniem trzeba być przepełnionym, ażeby się do podobnego żalu pobudzić. Lecz ciężki ten smutek zmienia się wkrót­ce w oburzenie i gniew najsprawiedliwszy. Jeżeli Bóg nie może znieść obojętnie nie­wdzięczności grzesznika, nie powinien również znosić Swojej obrazy i podobnej pogardy. „Wygładzę człowieka, mówi Bóg, z obliczności ziemi.” (Gen. VI, 7) I otwiera natychmiast upusty niebieskie, ażeby w otchłaniach wody świat oczyścić. Giną wszyscy z wyjątkiem jednej rodziny… I po­tem za grzechy niszczy Bóg ogniem pięć miast występnych…
Powiedzcie proszę, czy mógł Pan Bóg  dosadniej, potężniejszym słowem lub groźniejszym czynem objawić nam, jak dalece grzech rani Go i gniewa?

Ach! tak w księdze prawd wiecznych  czytamy coś bardziej jeszcze zdumiewają­cego, i święty Apostoł Paweł wykłada nam tę tajemnicę boleści i śmierci. Grzech po­suwa się do odnowienia w naszych sercach męki Boga, do umęczenia Go ponownie na krzyżu. A mimo to ukochany Zbawca daje nam Swe Serce, Serce z krzyżem, abyśmy poznali, że grzech jest przyczyną po­nownej śmierci Boga na krzyżu. Wspomnijmy sobie z ręką na sercu największy z grzechów naszego życia, rzućmy na krzyż ten Boski swe wejrzenie, na ten krzyż, na którym zawiesiliśmy Zbawiciela. Słuchajmy tego Boga, mówi On i teraz tak, jak mó­wił na Kalwaryi: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią...“ A błagajcie Go we łzach o przebaczenie, przyrzeczmy Mu, że Go już nigdy więcej obrażać, nigdy w swem sercu śmierci Mu zadawać nie będziem.

Oto wielkie prawdy w Krzyżu Jezusa zawarte, które On nam na pamięć przy­wodzi, i czyż nie wystarczy jedno wspo­mnienie tego Krzyża, ażeby odepchnąć po­kusę i unikać grzechu?… O mój Boże, ra­czej wszystko cierpieć, aniżeli mękę Twoją wznawiać, raczej umrzeć, aniżeli Cię w mem sercu ponownie zabijać!

2) Do tej pierwszej pobudki wypada do­rzucić drugą, równie potężną dla umysłu poważnego, dla duszy myślącej: a tą wła­śnie jest to, że grzech, który jest jedynem złem dla Boga, jest także złem przeważającem w sercu ludzkiem, on je zasmuca i burzy wyrzutami sumienia, wstydu i bo­leści. On je zaślepia, krępuje i ujarzmia on je wreszcie rujnuje i zabija. Duch Św. objawił nam te wszystkie spustoszenia, któ­re grzech w duszach naszych poczynił.

Rozsądek i doświadczenie ukazują nam i po­twierdzają wszystkie te nieszczęścia! Tak jest, Bóg posiada strzały, a strzały ostre, godzi niemi w serce niewdzięczne; ma On i miecz, miecz połyskujący, i zatapia go w duszy występnej; są to zgryzoty wstydu i boleści, które nas po spełnieniu grzechu dręczą. Po spełnieniu grzechu światło du­szy gaśnie, wzrok jej przyćmiewa się mro­kiem złości; nie mówię już o niebieskiem świetle wiary, ale sama nawet iskra rozu­mu przez grzech zostaje przyćmioną.
„Tajemnicę wypowiadam“ i poganie na­wet, aby poznali samych siebie, mawiali: namiętności serca tłumią w nas piękne my­śli i wszystkie szlachetne uczucia!

Tak, niestety, sama nawet swoboda du­szy ludzkiej niknie w złem. Swoboda, ten dar najwyższy, który Bóg sam w człowie­ku poważa, jest niejako krzywdzony; bo Bóg żąda naszego serca, ale go gwałtem nie pociąga… puka do drzwi, lecz ich nie rozbija… A więc ta swoboda przepada i du­sza pozwala się grzechowi ujarzmiać, krę­pować, pozwala panować nad sobą namię­tności, kto bowiem popełnia grzech, staje się niewolnikiem grzechu. „Wszelki który czyni grzech, jest sługą grzechu” (Jan. VIII, 34).

Św. Augustyn długo i nada­remnie walczył, ażeby skruszyć żelazne pę­ta. „Wolą żelazną, mówi, jestem skrępo­wanym.” Trzeba było cudu miłosierdzia Bożego, ażeby go z nich uwolnić.

Przyznaj tedy, że w grzechu największe jest zło. Grzesząc stajesz się niewolnikiem. Jakże często powtarzasz: „nie mogę.“ Tak jest, grzech zapanowawszy w twem sercu silniejszym jest od ciebie, on cię prowadzi do zguby, rujnuje cię, zabija, ze szczętem ogołaca. A iluż to ludzi w tej strasznej niewoli zostaje? Jest to największa tajemni­ca i najsmutniejsza prawda. Dusze zruj­nowane już nie czują, już nie kochają… Wszystko w nich zamarło.

Widzimy dzieci nie miłujące swej matki — matki bez miło­ści dla swych dziatek! Znajdują się, mówi Duch Święty ludzie, których serca są po­piołem i prochem nieczystym. {Sap. XV, 16).  Są i tacy, których serca bez litości, nieczułe, stały się sercem bydlęcia. „Serce zwierzęce niech mu będzie dane“ czytamy o Nabuchodonozorze w księdze Daniela, a było to karą za grzeszne życie jego (Dan. VI, 13). Są wreszcie i tacy, którzy serce strącili zupełnie, zburzyli i stłumili je namiętnościami.

Dwie z tych namiętności stanowią istotne źródło tej ruiny: jest to grzech nieczysty  i niewstrzemięźliwość. „Wszeteczeństwo, i wino, i pijaństwo odejmują serce.” (Os. IV, 11). Otóż krzyż Jezusa przywodzi nam na pamięć te wielkie i straszne prawdy w takiem świetle, z jakiem Zbawiciel w za­miarach swego miłosierdzia obciąża krzy­żem występne serca swych dzieci. Bole­ściami utrapień wielu już wyratował i przez łzy nawraca wyrodne swe dziatki ku swej miłości.

Zastanówcie się, czy to nie w grzechu właśnie pierwsza przyczyna wszystkich utra­pień waszych się kryje, nie tam-li jest źró­dło wszystkich nieszczęść? Spieszmy więc rychło nawrócić się do Pana, a On się zli­tuje nad nami. Myśmy Go obrażali, On jednak nie przestał miłować nas, czyż od­mówiłby nam czegokolwiek, gdyby ujrzał nas nawracających się do Niego?

 

II. Lecz na tem nie koniec, że krzyż uczy nas unikać grzechu i skłania do porzuce­nia go; uczy on nas jeszcze sposobu, w jaki powinniśmy i możemy naprawiać go.

Krzyż Jezusa podwójną tajemnicę grze­sznemu człowiekowi objawia: tajemnicę sprawiedliwości i miłosierdzia. Ten to krzyż naucza nas, w jaki sposób złagodzić sprawiedliwość, zasłużyć na miłosierdzie.
Pa­miętajmy, że jeżeli sprawiedliwość i miłosierdzie spotkały się i objęły na Kalwaryi u stóp krzyża, to tylko dlatego, że tam była ofiara, która usprawiedliwiła wszystko cier­pieniem, a krwią i łzami winy nasze zmazała. Jest to właśnie główny warunek prze­baczenia Boskiego: naprzód łzy, to jest boleść, później krew, to jest pokuta lub ofiara.

Żeby zaś pójść tą drogą odważnie i z ufno­ścią, dosyć jest rzucić jedno jedyne spoj­rzenie na krzyż Jezusa, na krzyż tego Bo­skiego Baranka, który dźwigał grzechy świata, który za nas był ofiarowany; przy­łączmy więc nasze cierpienia do cierpień Jego, zmieszajmy łzy nasze z krwią Jego, naszą śmierć z Jego.

A więc śmiało i z ufnością idźmy na­przód! Jeżeli cierpimy wierzmy w to, iż to jest dowód dobroci i miłosierdzia Boże­go: „Nawróćcie się przestępcy do serca,“ woła do nas prorok (Isai XLVI, 8). Pójdź­my więc do Jezusa, pomnąc na to, że wstę­pując w ślady Jego, możemy odpokutować i zyskać zasługę, możemy zmazać winę, cośmy przez całe życie przez naszą niewdzięcz­ność zadłużyli, a przez nieskończone miło­sierdzie Boże możemy zyskać, nietylko przebaczenie wszystkich win naszych, ale i chwałę wieczną wartości niezmierzonej.  Zanośmy modły do krzyża Jezusowego. Uwielbiajmy ten krzyż najdoskonalszy… Starajmy się pocieszyć Boskiego Mistrza… Wzbudźmy w sobie akt skruchy przez naj­tkliwszą  miłość natchniony.

Jeżeli cierpicie, niechże uczucia nasze w cierpieniu odpowiadają miłości i gorli­wości Jezusa, ażeby Mu wynagrodzić i od­pokutować za swoje grzechy i wyprosić przebaczenie dla biednych grzeszników.
Przyciśnijmy do serca i miłujmy nasz krzyż; on jest piękny, jest dobry i wszystek ze złota, jak mówi św. Franciszek Salezy, to jest wszystkie krzyże, lecz nade wszystko krzyż serca.
A my, biedni grzesznicy, jeżeli nas cier­pienie nawiedzi, i jeżeli Bóg nas kocha je­szcze, to niezawodnie nam je ześle, zapu­ka z krzyżem do serca naszego: ufajmy, weźmy go na się bez szemrania i skargi, z wdzięcznością, pomnąc na to, że Bóg nas doświadcza, a nie tylko otrzymamy odpu­szczenie grzechów, ale ufność nas pocie­szy, a zwycięstwo nam doda odwagi.

Witaj krzyżu święty, nadziejo jedyna,
Przymnóż cnotliwym łaskę,
Zmaż grzeszników winę.

 

 

 

Krzyż Chrystusa Pana uczy nas nie tylko unikać grzechu i wynagradzać zań, o czem  słyszeliśmy już wczoraj, lecz ukazuje nam także, czem jest dusza, jak powinniśmy pracować, ażeby ją zbawić i jak dla miło­ści Boga stracić ją; stracić w znaczeniu słów Ewangelii przez zaparcie się, umiera­jąc prawdziwie w nas samych, ażeby żyć dla Jezusa Chrystusa, ażeby wraz z nim dla świata i jego próżności być ukrzyżo­wanym.

I.

Przede wszystkiem Krzyż ten uczy nas, jak zbawić duszę, bo krzyż tylko ukazuje jedynie nam całą jej wartość. On nam mówi, że Bóg, który tak kochał i poważał dusze, nie lękał się umrzeć za nas na haniebnem drzewie krzyża, a umrzeć wśród tak strasznych mąk i boleści. „O duszo, jak wielka jest twa cena” woła św. Augustyn. Oto cena jednej, jedynej duszy: Bóg ją nabył kosztem łez, krwi, życia i śmierci swojego Syna. Ten Bóg wielki z przybytku wiecznego trzyma w swem ręku szale, ważąc z jednej strony swoje życie, śmierć, krew i łzy, a z drugiej duszę  naszą; otóż to jest jej cena.

Chrystus Pan daje nam swe Serce z krzyżem, abyśmy poznali jaką ceną odkupieni jesteśmy. Nie pytajmy więc świata o wartość duszy, bo on o tem pojęcia mieć nie może. Iluż to bezrozumnych, gotowych jest w każdej chwili zaprzedać swą duszę; o mój Boże, i za cóż to! ze łzami krwawemi wyznać to trzeba… lecz tak często spotkać się z tem można, że już i podziwu ten tak wstrętny handel nie obudzą. Nieraz nieludz­cy wyzyskiwacze pracy w sobotę mówią  do biednych robotników, oszukując ich: „Wszak przyjdziecie jutro do jak wielką jest twa cena,” wola św. Augustyn. Oto cena jednej jedynej duszy: Bóg ją nabył kosztem łez, krwi, i śmierci Syna swojego. Ten Bóg z przybytku wiecznego trzyma w ręku szale, ważąc z jednej strony życie, śmierć, krew i łzy, a z drugiej strony swoje życie, śmierć, krew i łzy, a z drugiej duszę naszą, otóż to jest jej cena.

Chrystus Pan daje nam swe Serce z krzyżem, abyśmy poznali jaką ceną odkupieni jesteśmy. Nie pytajmy więc świata o wartość duszy, bo on o tem pojęcia mieć nie może. Iluż to bezrozumnych, gotowych jest w każdej chwili zaprzedać swą duszę; o mój Boże, i za cóż to! ze łzami krwawemi wyznać to trzeba… lecz tak często spotkać się z tem można, że już i podziwu ten tak wstrętny handel nie obudzą.

Nieraz nieludz­cy wyzyskiwacze pracy w sobotę mówią do biednych robotników, oszukując ich: „Wszak przyjdziecie jutro do pracy, nie­prawdaż moi dobrzy ludzie?zarobicie so­bie pięćdziesiąt groszy za ten dzień, —a oni z radością odpowiadają: chętnie zga­dzamy się na to.” A po cóż to te pięćdzie­siąt groszy? ach, bo oto ci ludzie kosztem potu swojego czoła i pracy rąk własnych sprzedadzą swą duszę za pięćdziesiąt gro­szy! „Tyle tylko warta jesteś! “ o boleści! o hańbo! A cóż powiedzieć na to, gdy inni za podłą przyjemność, za resztki błota sprzedają duszę swoją!..
Nie ziemi o wartość duszy pytajmy, py­tajmy niebios, skąd spadł kosztowny ten kamień. Ach! Zwróćmy się raczej z zapy­taniem do Boga samego, który stworzył duszę; do Boga, który ją odkupił, i Anio­łów jego, którzy skarbu tego strzec win­ni, pytajmy się nieba, ono tylko jedynie naznacza cenę na duszę. Przypuśćmy, żeśmy w pierścieniu bogacza piękny brylant spostrzegli i nieświadomi jego ceny, cóż uczynimy aby się o nią dowiedzieć? Nie zapytamy takiego jak my biedaka, który nas w tym względzie nie objaśni, lecz zwró­cimy się z zapytaniem do tego, z którego ręki wyszedł wspaniały ów pierścień lub też do jego właściciela, i on nam powie istotną jego wartość, która być może star­czyła by na wyżywienie stu rodzin w prze­ciągu całego roku!…

A co warta dusza, spytajmy się Krzyża, spytajmy się Boga, który umarł dla jej zbawienia. Jej ceną są łzy, krew, życie i śmierć Chrystusa! Oto jej wartość!

Wejdźmy teraz sami w siebie. Cóż są­dzimy o duszy naszej, która tyle koszto­wała Boga? cośmy to dla niej do dziś dnia uczynili, co pragniemy teraz uczynić? Iluż to jest nawet między chrześcjanami, któ­rzy się bynajmniej o nią nie troszczą, go­towi w każdej chwili ją zaprzedać! Wi­dzimy ich przejętych ważnością życia, zdro­wia, ciała, najmniejsza słabość ich trwoży, spieszą po radę do ludzi nauki, którzy po­mimo tylu studiów i pracy, tak jeszcze mało umieją, których rady często, mimo wszelkich usiłowań, są bezskuteczne. Je­żeli zaś dusza jest chora albo zraniona, to o nią nie dbają; gdy ona chyli się ku śmier­ci grzechowej, na myśl im nawet nie przyj­dzie pójść do kapłana, który ma moc i wła­dzę leczenia tych smutnych chorób i który tylko jedynie od niebezpieczeństwa śmierci wiecznej uratować ją może.

Ileż to dusz gubi codziennie ta straszna oziębłość, a czyż jest nieszczęście bardziej okropne i zbro­dnia bardziej haniebna!… Ustrzeglibyście się tego, zawsze radząc się krzyża. Roz­ważając częściej tę wielką tajemnicę Krzy­ża, pilniej wsłuchując się w słowa z Kalwaryi; postępując coraz dalej w nauce zba­wienia, będziemy w oczach Boga coraz doskonalszymi się stawać. Bo krzyż Chry­stusa, nade wszystko zaś krzyż jego serca, wkrótce najgłębszej wiedzy o tajemnicy świętości nas nauczy, on nas poprowadzi.
Żeby jednak śmierć stała się nam słod­ką i chwalebną, trzeba umrzeć całkowicie dla świata i dla samych siebie. Jeżeli kto ma jeszcze jakiekolwiek przywiązanie do ziemi i najmniejszy pociąg do życia świa­towego, Jezus, nie tylko że nie będzie żył i królował w nas, lecz wkrótce usunie się zupełnie, pozostawiając nas samych w ciem­nościach nocy na smętnym grobie świata.

Proste porównanie przyczyni się do le­pszego tych słów zrozumienia. W starym przymierzu zabijano ofiary na ołtarzach prawdziwego Boga, była to cześć uwiel­bienia, składana jedynie tylko wszechmoc­nemu Panu, stworzycielowi życia. Na ofia­rę składano jałówkę, baranka bez zmazy, lub łagodnego gołąbka; przy całopaleniu używano mięsa i kości ofiar. Tym sposobem nic z nich nie pozostawało. Jeżeli kapłan pewną i silną ręką utopił nóż w samem sercu ofiary, padało ono natychmiast mar­twe u stóp ołtarza, idąc bez boleści i cier­pień na chwałę Bożą. Jeżeli zaś przeciw­nie, chwiejną i trwożliwą ręką ranił on tyl­ko biedną ofiarę, cóż z tego wynikało? Oto jałówka albo byk zraniony rzucał się z rykiem, uciekając z pod świętego skle­pienia, baranek lub gołąbek uciekał rów­nież, ażeby w strasznych bólach, zdała od przybytku życie swe zakończyć. Oto los dusz, które niebo na ofiarę wzywa, od któ­rych Jezus żąda całopalenia.

Jeżeli one zaraz i doskonale w samych sobie umrą, przestaną żyć dla świata, je­żeli ofiara ich jest doskonałą, częstokroć rany nie czują ani gorąca płomieni, a Bóg w chwili tej śmierci tak korzystnej napeł­nia ich największą rozkoszą. Oto w czem się kryje tajemnica doskonałego życia i świętej śmierci.

Jeżeli dusza wierną jest prawom miłości, udziałem jej jest pokój prawdziwy! Jeśli jest hojna w ofierze dla Krzyża, jeżeli umrze doskonale, staje się wówczas uczestniczką wesela Boga swoje­go, stokroć szczęśliwszą jest ona w grobie ze Żywicielem swoim Jezusem Chrystusem, aniżeli wszyscy razem grzesznicy w upoje­niu czczych rozkoszy światowych.

Tak żyły, tak umarły najświętsze z oblu­bienic Jezusa: św. Teresa, św. Magdalena de Pazzis, św. Katarzyna i nasza Dziewica Nawiedzenia, św. Marya Małgorzata, którą Bóg tak ukochał, iż darował jej Serce swo­je. Nie było dla niej szczęścia nad śmierć z miłości ku swemu Zbawcy. Tak żyją i tak umierają i dziś jeszcze niekiedy wśród świata dusze wierne i gorliwe, znane li tylko Bogu samemu, które On swem świat­łem i pociechą napełnia.
Jednakże, jak to rzadko tak hojną du­szę spotkać można! jakże to mało jest serc prawdziwych przyjaciół Krzyża! jakże mało ofiar złożonych na całopalenie!—Jezus nie ustaje w swych żalach przed tymi, co go kochają. On żąda, abyśmy Go pocieszali. Wznośmyż serca nasze w gorącej mo­dlitwie do Boga, czyniąc godną pokutę, wynagradzając Mu obrazę przez tyle serc niewiernych, niewdzięcznych wyrządzoną, a wzruszeni do głębi i ożywieni żarliwem pragnieniem pomnożenia Jego chwały, nie poprzestawajmy na chęciach tylko i na sil­nej woli w pracy około zbawienia własne­go, lecz wzbudzajmy w sobie nadto chęć ratowania drugich i prośmy Boga o jak największą liczbę dusz i o iskierkę tego świętego ognia miłości dla serc ludzkich, mocą krzyża Chrystusowego odkupionych.

O Jezu, Zbawicielu i Boże nasz, któryś tak bardzo ukochał dusze, zbaw je, a nam daj siłę i laskę do pracy, walki, cierpienia, a nawet śmierci z Tobą, byleby te cierpie­nia uratowały choćby kilka dusz tylko. Amen.

 


MIESIĄC CZERWIEC. O ŻYCIU WEWNĘTRZNEM CHRYSTUSA. Na wszystkie dnie miesiąca Czerwca. Z dziesiątego wydania francuskiego opracował X. Roman Rembieliński prof. Seminarjum Metr. św. Jana. WARSZAWA. 1897 r. 


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: