Jeśliśmy w tym roku Boga nie utracili, niceśmy nie utra­cili – Ks. Karol Antoniewicz na koniec roku

Treść: Ostatnie chwile roku starego; pierwsze chwile nowego. — Zmienne koleje przeszłorocznej żeglugi. — Podziękowanie za dobrodziejstwa; zgodzenie się z wolą Bożą. — Rachunek z zysków i strat minionego roku. — Bóg zasmuca, Bóg pocie­sza. — Napomnienia dla rodziców, dzieci, nieszczęśliwych, opuszczonych. — Kto jest prawdziwie nieszczęśliwym? — Wspólne życzenia. — Pamięć przed Bogiem o zmarłych.

Stanęliśmy nad wielkim, głębokim, posępnym grobem, w który Bóg za chwilek kilka wtrąci jako bryłkę ziemi, jako jeden liść zwię­dły ten rok 1850, aby z tego grobu nie powstał już na wieki! (…)

Rok, który nam ucieka, to jak ten człowiek, który kona po cięż­kiej i bolesnej chorobie; na głowie jego wieniec zwiędłych, suchych kwiatów; a tymi kwiatami, to uwiędłe nadzieje ludzkie; a na tych kwiatach błyszczą, jak gęste rosy kropelki, łzy boleści i smutku; a u stóp jego dogorywają lampy, a tymi dogorywającymi lampami, to złudzenia, marzenia, teorie szczęścia, któreśmy bez Boga uzyskać chcieli, a które dzisiaj dymem się rozeszły!

Kilka godzin jeszcze, a z wysokiej Mariackiej wieży, w cichej, mroźnej, gwieździstej nocy, dzwon zegarowy północ wybije i ostatnie uderzenie młotu zegaro­wego, to pierwsze uderzenie tętna żywotnego 1851 roku! A stary Zygmunt z wieży zamkowej zahuczy jakby na powitanie, zahuczy ra­dosną na przyszłość nadzieją! I słońce zejdzie poranne i zaświeci w okna twoje i zaświeci w serce twoje i na suchej gałązce odświergocze ptaszyna poranną piosenkę i dzwony pobożnym dźwiękiem zgromadzą lud do świątyń Pańskich, aby cześć i pokłon oddać Te­mu, który jest Panem życia i śmierci! I obok trumny ujrzysz koleb­kę; na trumnie rok 1850, na kolebce rok 1851, jako nowo narodzone dziecię, pełne wdzięku, uroku — i na głowie jego wieniec z kwia­tów nowych nadziei i u stóp jego lampy, może niestety nowych złudzeń, a w ręku jego przekleństwo albo błogosławieństwo Boże! Wy­bieraj, co chcesz.

Rok stary nas pożegnał i my go pożegnali; rok nowy nas po­wita i my go powitamy! Ale czyż mamy za ten przeszły dziękować? Czyż możemy na ten przyszły się cieszyć?

O! mamy, mamy za co zawsze dziękować; a jeśli nie, to nie Boga, ale nas samych wina!
Dziękuj, jeśliś był szczęśliwy; dziękuj, jeśliś umiał być nieszczęśliwym; dziękuj, jeśliś Boga i w szczęściu i boleści nie utracił. Ciesz się w nadziei, że będziesz szczęśliwy; ciesz się, że za pomocą Boską po­trafisz krzyż twój dźwigać; ciesz się, jeśli Boga chcesz i umiesz kochać!

My jesteśmy, jako ten żeglarz, który po całorocznej ciężkiej że­gludze wraca do rodzinnego brzegu swego. O! ciężka, przykra, bo­lesna była ta żegluga! Zmienne przebywał] koleje; były chwile, gdzie mu słońce świeciło i chwile ciemnej, groźnej nocy. Czasami wiatr pomyślny rozdymał żagle, czasami wicher burzliwy zanurzał łódkę jego; płynął to po górach spienionych bałwanów, to po spo­kojnej wód przejrzystych powierzchni; raz spoczywał błogim snem ukołysany, albo walczył w pocie czoła swego! To też i my przeżeglowaliśmy ten rok cały; policzmy wszystkie dnie i godziny! Były chwile, gdzie łaska Boża światłością napełniała duszę naszą, a były chwile, gdzie w tej duszy było tak ciemno, sucho i tęskno! Czasami miłość Boga czyniła nam życie tak swobodne i łatwe, a czasami wi­cher namiętności zanurzał nas w morzu boleści i udręczeń wewnętrznych; płynęliśmy, przebijając się przez bałwany zdrad, podłości i prześladowań ludzkich, lub dając się powodować słodkim wpływom modlitwy i rozmyślania; spoczywaliśmy u stóp krzyża w słodkim du­szy pokoju, albo czuwając, musieliśmy walczyć z pokusą! I przybije żeglarz do brzegu i zarzuci kotwicę i wywiesi wesołą chorągiewkę na pokładzie łódki swojej, i wyskoczy na ląd i padnie na kolana, składając Bogu dzięki za szczęśliwy powrót! I my, i my przybyliśmy do brzegu roku 1851: zarzućmy kotwicę nadziei na przyszłość, za­tknijmy chorągiew wspomnienia przeszłości i upadłszy na kolana, Bogu złóżmy dzięki za ten rok szczęśliwie przeżyty!

I szuka żeglarz domu swego i pospiesza do chatki swojej i puste znajduje miejsce! Chatka jego w ogniu spłonęła, woda ją zabrała, zły człowiek ją z­burzył! I pyta: gdzie żona moja? I wskażą mu grób! I pyta: gdzie ojciec, gdzie matka moja? Garść popiołów! I pyta: gdzie dziecko moje? Usnęło snem śmierci! I otrze łzę w oku i westchnie: Bóg dał, Bóg wziął; jak się Bogu podobało, tak się stało! Bądź wola twoja!

Dziś rok, o tejże samej godzinie, na tymże samem miejscu, niejeden z nas tu się znajdował. I twarz twoja była rozpromieniona szczęściem i nadzieją, a dziś tak smutny i posępny jesteś! I oko twoje było napełnione łzami, a dziś to oko tak radośnie świeci! I dziś rok, byłeś nieprzyjacielem Boga twojego, a teraz żyjesz łaską i miłością Jego! Dziś rok byłeś dzieckiem krzyża, a teraz tak daleko od krzyżaś odstąpił! O! oblicz, oblicz się tylko z wewnętrznym i zewnętrznym życiem twoim, czyś w tym roku zubożał, czyś się wzbo­gacił?

Matko, spojrzyj w około siebie, na to grono dziatek, co cię otacza, policz je, czyż ci żadnego nie brakuje? Nie! są wszystkie! O ! jeśli tak, przytul je do serca twego, złóż na czole ich krzyżyk macierzyńskiego błogosławieństwa, podziękuj Bogu i proś Go rzewnie, serdecznie i gorąco, aby, jako ci żadnego nie brakuje na ziemi, tak aby ci żadnego nie zabrakło w niebie; proś Go, abyś dziećmi twymi stanęła otoczona na sądzie wielkim, po prawicy Syna człowie­czego; nie rozdzielaj ich na ziemi między Bogiem a światem, abyś ich nie rozdzieliła między Bogiem a szatanem na wieki!
Nie mów jako niektóre matki niebaczne: to dziecko ma tyle zdatności, talentów, urody, że może szczęście swoje zrobić na świecie, dla świata je wy­chowam; a to inne, upośledzone od natury, niechaj Bogu służy!
Matko, strzeż się, abyś nie stanęła sama przed Bogiem, aby dzieci bez ciebie nie weszły do nieba! Patrz, jak te dziecięta serca i rączki do ciebie podnoszą; o! podnieś ty tak serce i ręce twoje do Boga, dziękując Mu, że ci ten skarb zachował! Nie twoja miłość, nie twoje staranie, nie twoja mądrość zachowała je od choroby, kalectwa, śmierci i zepsucia; ale jeśliś była dobrą matką, Bóg ci łaską swoją dopo­magał; o! zostań nią i na ten rok! Jeśliś była złą matką, Bóg miej­sce twoje zastąpił; o! popraw się na ten rok przyszły!

Ale jeśli obli­czywszy grono dziatek, znajdziesz, że najpiękniejszy kwiateczek usechł w tym wianeczku i próżnia w sercu twoim i próżnia w domu twoim i gorąca łza zakręci się w oku twoim, a nikt, oprócz Boga, tej łzy nie dojrzy i cicho westchnie serce twoje, tak, że tylko Bóg jeden to westchnienie posłyszy i powiesz: Nie masz go! dziś rok, te ręce je­szcze to dziecię piastowały, rozgrzewało je to serce, a dzisiaj na próżno tęskni to serce, na próżno woła je głos mój, na próżno szuka je oko moje! O! wtedy, wtedy głos Boży odezwie się na dnie duszy twojej; Płacz, ale nie narzekaj! Co ja dziś czynię, ty nie wiesz, ale przyjdzie czas, gdzie wiedzieć będziesz!

Rok 1850 przyniósł ci krzyż, a krzyż twardy i bolesny, a imię jego: Śmierć! Zostałaś bez siły, bez nadziei, bez pociechy, boś może jeszcze nie miała łez w oku twoim, modli­twy w ustach twoich, Boga w sercu twoim! Sucha i twarda była w nim rozpacz! Patrz na te drzewa w tej chwili suche i twarde, bez liścia i kwiatu; ale gdy słońce wiosny zabłyśnie, ożyje to, co dziś jest martwe i owoc wyda! Gdy łaska Boża rozgrzeje serce twoje, to ten krzyż, który dziś dźwigasz, wyda kwiat i owoc żywotny!
Ciężki ten krzyż był w tym roku dla ciebie, bo słaba była wiara twoja, bo zimna była miłość twoja! boś szukała pociechy nie w wierze, ale w rozumie; nie w Bogu, ale w świecie!

I spojrzysz w około siebie: patrz, oto ten domek twój rodzinny, tak cichy i swobodny i te drzewa dziś suche ocienią go gęstym liściem i te powoje dziś zwiędłe będą się wić po murach jego, a obok ciebie ten mąż, ta żona i cały urok szczęścia domowego! O ! ten rok cały był tak błogosławiony, tak szczęśliwy, tak uroczy dla was! Żadne wielkie nieszczęście nie przestąpiło progów dom u waszego, bo żaden grzech ciężki nie wkradł się w dusze wasze! O! możecie swobodnie i spokojnie jedno drugiemu spojrzeć oko w oko, bo wam sumienie nie ma nic do wyrzucenia; podzielaliście w miłości i bojaźni Bożej wszystkie złe i dobre chwile roku tego, razem serca wasze Bogu dzię­kowały, razem oczy wasze przed Bogiem płakały! Obyście tak razem po wszystkie wieki w Bogu i z Bogiem cieszyć się mogli!

Ale jeśli szukając domu twego, oko twoje zapłacze nad gruzami i popiołami i z tego domu rodzinnego żadnej nie uratowałeś nawet pamiątki, jeśli widzisz całą majętność twoją zburzoną i to, coś nabył tyloletnią krwawą pracą, z dymem uleciało, o! wtedy cięż­kie i bolesne rok ten wspomnienie na duszy twojej wypiętnowane zostawi. Ale rok ten zostawił ci żonę, męża, a miłość nawet wśród gruzów może być szczęśliwa!
Ach! może i to nie? Szukasz tej, która była aniołem pociechy dla skołatanego serca twego; szukasz tego, który był przewodnikiem twoim na ciernistych życia tego drogach! O! na próżno! na cmentarzu zimne popioły, a w niebie Boga miłu­jąca dusza! Dla ciebie nic nie pozostało, tylko garść popiołów i wspo­mnienie! O! ciężki był ten rok dla ciebie! Ale z rokiem boleść się nie skończyła; bo boleść i nad czasem panuje.

Wszystkoś stracił, pamięć tej straty została! O! nie trwóż, nie lękaj się; Bóg ciebie zasmucił, bo taki był wyrok sprawiedliwości i mądrości Jego! Bóg ciebie pocieszy w miłosierdziu swoim! Patrz wspomnieniem w rok przeżyty, a wspomnieniem tym, jest grób; patrz nadzieją w ten rok przyszły, a nadzieją tą jest Bóg! Za tobą śmierć, przed tobą zmar­twychwstanie!

Dzieci, padnijcie na kolana, oto stają przed wami ten ojciec i ta matka; siwy może już włos na głowie ich, ale serce tak was gorąco kocha. Zachował wam Bóg ten skarb drogi przez ten rok cały; proście Go, aby go wam zachował i na ten rok przyszły. Pod sercem matki to tak, jak w promieniu słońca, rozgrzać możecie serce wasze; pod ręką błogosławiącą ojca, to tak swobodnie, jak pod cie­niem drzew rozłożystych wędrownik, wytchnąć możecie!
Spytajcie tych, a są tu tacy, którzy ojca i matkę stracili: co to jest być sierotą? O! któż biednej sierocie zastąpi serce matki? któż ją tak kochać, błogosławić cieszyć i nauczać będzie; któż jej smutek pojmie; któż łzy jej otrze? Znajdziesz dużo takich, którzy cię kochać będą, ale serca matki, widzi Bóg, nie znajdziesz! O! nie szukaj na próżno!

O! ty, któryś w tym roku doznał tęsknoty sieroctwa, ty, któraś po raz ostatni doznała w tym roku pieszczot rodzicielskich, podnieście serca wasze do Boga, bo On jest teraz wyłącznie ojcem waszym, On jest matką waszą! Jest w sercu dość miejsca na boleść i na miłość; boleścią pamiętajcie o nich, jako byli na ziemi; miłością, jako przy miłosierdziu Bożym są teraz w niebie! Milcząc i miłując, między wspomnieniem krótkiej przeszłości a nadzieją długiej przyszłości, idź biedna sieroto tą wąską, ciernistą przeznaczenia twego drogą! Nie narzekaj, ale módl się za umarłych, módl się za przeszłość, módl się za przyszłość.

A ty biedny i nieszczęśliwy, który gorzką pracą na kawałek chleba zarabiasz, któryś nie przez rozpustę i złe nałogi, ale przez chorobę, nieszczęścia i smutny zbieg okoliczności, przyszedł do biedy i nędzy; ty, coś przez rok cały walczył z głodem i zimnem, z jakimże uczuciem rok ten pożegnasz?

Każda godzina tego ubiegłego roku jest boleścią nacechowana; ileż to razy głos zgłodniałych dzieci rozpaczą ojcowskie rozdzierał serce; ileż to razy widok nieszczęśliwej żony wysączał z oczu twoich strumień łez ulgę czyniących. Stanąłeś nad grobem roku 1850, ty, który byś już rad sam skołatane kości w grobie złożyć! O! nie przeklinaj, nie złorzecz, ale pamiętaj, że za te boleści będziesz Bogu dziękował, jeśli one uczynisz zasługujące dla siebie. Każda godzina wiecznością ci się być zdawała, ale wie­cznością nie była!

Każda godzina taka, może się dla ciebie stać go­dziną chwały wiecznej, jeśliś jej nie splamił, nie zmarnował bluźnierstwem i przekleństwem, powstając na rządy Opatrzności Boskiej! — jeśliś nie w pijaństwie szukał zapomnienia, ale w modlitwie szukał po­cieszenia! — jeśliś nie w rozpuście zabijał ciało, ale w pracy i modli­twie umacniał duszę! — jeśliś płacząc kochał, a cierpiąc błogosławił!

A ty, którego obmowa, prześladowanie i złość ludzka zgnębiły, złamały; którego serce pełne miłości ku ludziom zawsze o twarde rozbijało się skały, albo o zimne trącało lody; któryś przez cały ciąg dni życia twego tak gorąco pragnął prawdziwego dla bliźnich twoich szczęścia, ale w tym pragnieniu nieraz niepojęty, wyśmiany, wyszy­dzony, musiałeś wypić kielich goryczy, co ci świat szyderczo do wy­picia podał: o! czuwaj, czuwaj nad sobą, aby serce twoje nie skur­czyło się, ale jeszcze się większą dla miłości Boga, miłością ku lu­dziom rozprzestrzeniło!

O ! ty, którego jako wędrowca i rok stary pożegnał i rok nowy powitał, bez domu, bez kawałka ziemi, bez kącika swego, podziękuj Bogu; jeśli umiesz Boga kochać, podołasz być bogatym w ubóstwie twoim, a ten rok nowy może ci da w dziedzictwo kawałek ziemi —na cmentarzu!

Oto ten rok ubiegły jednym stratę, drugim korzyść przyniósł; o! nie tyś stratę poniósł, który płaczesz nad utratą majątku, posia­dłości, domu twego, ale ty, któryś stracił łaskę Boga twego!
Nie ty jesteś nieszczęśliwa matka, której śmierć wydarła dziecko, aby je Bogu oddać, ale ty, któraś Bogu dziecko wydarła, aby je światu oddać!
Nie ty, któraś wdową została, ale ty, któraś wiarę małżeńską złamała.
Nie ty, który płaczesz nad grobem żony, ale ty, który łzy gorzkie żonie wyciskasz! – bo cierpienie bez grzechu nie jest nieszczęściem, byłeś umiał z niego korzystać; ale tyś wiele stracił, jeśli te straty bezowocnymi dla ciebie zostały.

O ! wszyscy, wszyscy, jak tu zgromadzeni jesteśmy, złóżmy Bogu dzięki za ten rok przeżyty; jedni za łzy, drudzy za wesele; jedni, że ich Bóg od grzechu zachował; drudzy, że ich Bóg do łaski przypro­wadził.

O ! jeśliśmy w tym roku Boga nie utracili, niceśmy nie stra­cili; jeśliśmy łaskę w tym roku odzyskali, wszystkośmy odzyskali!

Dziś rok, o iluż tu było tych, którzy nas kochali, których my kochali, a dzisiaj na cichym spoczywają cmentarzu! O! kiedy żywi, żywym życzenia składamy, czyż zapomniemy o drogich umarłych? Czyż nie rzucimy jednego kwiateczka, jednej łezki na grób ich? A tą łezką niechaj będzie jedno Zdrowaś Maryja, które ukląkłszy, wspólnie od­mówimy!

Nauki i wiersze ks. Karola Antoniewicza 

Ks. Karol Antoniewicz – Nauczyciel drogi krzyża

Kazanie powiedziane w Krakowie, w pogorzałym kościele Franciszkanów, ostatniego grudnia 1850 r.


KAZANIA ks. Karola Antoniewicza. T. III Kazania świąteczne.  NAKŁADEM WYDAWNICTWA TOW . JEZUSOWEGO. KRAKÓW. 1906.

Skomentuj Cancel reply