O dążeniu do doskonałości (Kard. Jan Bona)

1. Jeżeli chcesz być dobrym, musisz pierwej uwierzyć, że jesteś złym. Nie staniesz się nigdy lepszym, jeżeli nie będziesz pragnął postępu duchowego. Nie chcieć postępować znaczy to samo, co wracać się na wstecz. A więc trwaj w dobrych postanowieniach, a o ile możesz spiesz się, by dojść do używania spokoju duszy, wynikającego z poprawy życia. Oznaką poprawy duchowej będzie to, że się dopatrzysz usterek, którycheś dawniej nie widział. Choremu już wtenczas można gratulować, kiedy poznał, że jest chorym. Nie dowierzaj sobie łatwowiernie, lecz badaj siebie samego i staraj się przekonać dobitnie o swym postępie duchowym z nabranej stałości duszy i zmniejszenia się pożądliwości. Wtenczas możesz się uważać za początkującego w życiu doskonałym, kiedy dojdziesz do zupełnej władzy nad sobą. Jest to nieoszacowanym dobrem, być panem samego siebie i dojść do zgody ze sobą. Człowiek cnotliwy zawsze jest jednakim, grzesznik zmienia się każdej chwili.

 

2. Jeżeli chcesz, możesz w jednym dniu dojść do szczytu świętości, jeżeli całym sercem oderwiesz się od stworzeń, a zwrócisz się do Boga.

Po następujących zaś znakach poznasz, że żyjesz życiem wewnętrznym i w zjednoczeniu z Bogiem: jeżeli nie masz upodobania w rzeczach światowych; jeżeli kochasz się w samotności; jeżeli się starasz o to, co jest doskonalsze; jeżeli gardzisz opinią i zasadami świata.

Wielką zaś pomoc w nabyciu wszelkiej cnoty znajdziesz w ustawicznym rozważaniu życia i śmierci Pana Jezusa. To jest księga żywota; w niej samej, chociażby wszystkie inne księgi zaginęły, jako w bogatej i obfitej bibliotece znajdziesz wszystko, cokolwiek prowadzi do zbawienia. Nie wystarczy jednak samo poznanie i rozmyślanie o Chrystusie Panu; lecz musisz Go koniecznie naśladować i tak żyć, jak On nauczał słowy i przykładem. Tylko za pomocą linii, możesz sprostować nierówne zygzaki.

 

3. Prześliczne jest zdanie jednego z Mistrzów życia duchownego: osoby, chcące postępować w dobrem, powinny tak żyć, jakoby się ciągle leczyły. Kto chce dojść do szczytu doskonałości, ten musi pokonywać bardzo wiele przeszkód, które mu drogę tamują, jak np. nieporządna miłość ku sobie lub ku stworzeniom; zbyteczne przywiązanie do rzeczy doczesnych, wywołujące smutek i żal przy ich stracie; zbyteczna troskliwość o wygody: w pokarmach, napojach, pogadankach i rozrywkach; troskliwe zajmowanie się sprawami doczesnymi i uporczywe obstawanie przy własnych poglądach i zachciankach; nieuwaga na poruszenia wewnętrzne i pogardzanie natchnieniami Bożymi, odzywającymi się w tajnikach duszy.

To są najważniejsze przeszkody, tamujące postęp duchowy. Abyś je zdołał usunąć, musisz troskliwie mieć się na baczności i być prawdziwie niestrudzonym w pracy duchowej. Wszystkie twe czyny niechaj ożywia cnota, niechaj uzacnia najdoskonalszy cel i towarzysząca im skrzętność i gorliwość; niech je uszlachetnia czysta intencja, aby wykonane w ten sposób dzieła urzeczywistniały to wysokie pojęcie, jakie masz o doskonałości. Postęp nie zasadza się na mnożeniu ćwiczeń pobożnych, lecz na doskonałym spełnianiu prac codziennych. Nie tyle bowiem samo dzieło, ile raczej sposób wykonania go zasługuje na chwałę.

 

4. Dzień za dniem przemija, czas ucieka, a przeszłości nikt ci już zwrócić nie zdoła. Właściwie nie powinno się mówić: żyję, lecz: będę żył, bo życie zwrócone jest zawsze w kierunku dnia jutrzejszego. Tym sposobem upływa ci życie na szukaniu środków do zaspokojenia jego potrzeb i wymysłów; tymczasem nadchodzi starość, zbliża się śmierć i zastaje cię nieprzygotowanym.

Jako podróżni, zapuściwszy się w żywą pogadankę, nie wiedzą, kiedy doszli do kresu podróży, tak też i ten bieg żywota, który zarówno we śnie jak i na jawie odbywasz, upłynie ci niepostrzeżenie, jeżeli będziesz ciągle zaprzątnięty i roztargniony; dopiero u kresu tej ziemskiej pielgrzymki poznasz, że się już kończy.

A więc czemuż się jeszcze wahasz i ociągasz? Uznaj wartość czasu; używaj go skrzętnie; nie trwoń na darmo dnia ani godziny, bo taka strata nie da się powetować. Nie pozwalasz, aby ci ktoś zabierał posiadłości, o najmniejszą skibę ziemi gotoweś do procesu i zajazdów, a życie i czas pozwalasz sobie byle komu wydzierać, będąc rozrzutnym w tych rzeczach, w których jedynie dozwolone jest sknerstwo. Zastanów się nad twym życiem, policz lata ubiegłe, a chociaż byś już miał i sto lat, przecież przekonasz się, że bardzo dużo czasu trzeba będzie odjąć od tych lat, jako daremnie straconego. Zlicz te godziny, któreś przespał, któreś stracił na biesiadach, swarach, czczych pogadankach z przyjaciółmi i na rozrywkach, dodaj do tego chwile, których nie wyzyskałeś tak, jak należało, a przekonasz się jak mało ci pozostanie na życie właściwie pojęte i przyznasz, że umierasz przedwcześnie.

Często użalasz się na spędzone w lenistwie lata dawniejsze, czemuż przynajmniej obecnych nie używasz tak, iżbyś mógł kiedyś powiedzieć: Nie mogłem żadną miarą lepiej korzystać z czasu, aniżeli istotnie korzystałem. Zaledwo tylko dzień dzisiejszy, a nawet poszczególne jego chwile nazywamy teraźniejszością. Czemuż więc tracisz dzisiejszy dzień, skoro on tylko jest twoją własnością, a czemu się zajmujesz jutrem, które nie należy do ciebie. Największą zawadą do należytego użycia czasu jest odkładanie na później. Dziś żyj, bo jutro może nie twoje.

 

5. We wszystkim, co myślisz, mówisz i czynisz, nie zważając na żadne inne względy, oglądaj się jedynie na Boga i stosuj się we wszystkim do Jego woli. Nie zejdzie nigdy z prostej drogi ten, kto sobie Boga wybrał na przewodnika. W bezpiecznym ukryciu umieścisz swe mienie, jeżeli wszystkie swoje dzieła odnosisz do chwały Bożej i wszystko wykonujesz z pamięcią na obecność Tego, który wszystko widzi, wszystko utrzymuje i wszystkim rządzi.

Przed Jego wzrokiem nigdzie się nie ukryjesz; On ogląda nie tylko słowa i czyny ludzkie, lecz przenika nawet najskrytsze myśli. Lubo zamkniesz drzwi, zasłonisz okna, nie myśl żeś już sam; Bóg jest z tobą, a dusza twoja, do której nie możesz zatamować Mu przystępu, powinna być Jego świątynią. W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (1). Wobec Niego jedz i pij, z Nim używaj przechadzki, z Nim załatwiaj swe sprawy, do Niego stosuj swe życie. Bądź godnym Jego wzroku i tego zaszczytu, aby On z przyjemnością i upodobaniem na ciebie spoglądał. Do życia pobożnego skłania cię koniecznie ta okoliczność, że bezustannie pozostajesz pod dozorem Sędziego Wszystkowidzącego.

Żyj tak, jakoby nikogo nie było na świecie, oprócz ciebie i Boga. Przyjmuj z radością cokolwiek zarządzi względem ciebie Jego Opatrzność, czy to będzie pomyślnością, czy niepowodzeniem. Wszakże Boga szukasz: a więc jakaż różnica, czy tą, lub inną drogą do Niego dojdziesz, bylebyś tylko doszedł kiedyś do Niego.

Nic nie wiesz, choćbyś dużo umiał, jeżeli nie znasz samego siebie – O władzach duchowych (Kard. Jan Bona)


Kard. Jan Bona – Przewodnik do nieba.  Tarnów 1900.  

 

Przypisy:

1) Dz. Ap. XVII, 28.

 

Skomentuj