Nic nie wiesz, choćbyś dużo umiał, jeżeli nie znasz samego siebie – O władzach duchowych (Kard. Jan Bona)

O władzach duchowych

1. Pan Bóg dał ci władzę rozumu, abyś Go poznawał, a poznając miłował, lecz przez grzech odniósł rozum podwójną ranę, nieświadomość i ślepotę. Stąd też błądzisz w samym poznaniu prawdy i nie wiesz, co czynić, a czego unikać należy. Dlatego też tak troskliwie należy strzec rozum, aby mu zmysły czegoś złego nie poddały, jak pilnie strzeże się miasto przed nadchodzącą epidemią, lub twierdze, oblężone przez nieprzyjaciela, przedtem, aby się do nich nikt nieznajomy nie dostał. Zmysły bowiem przesyłają wyobraźni wrażenia ze świata zewnętrznego, wyobraźnia przedstawia swe wyobrażenia rozumowi, ten tworzy pojęcia, wydaje sądy i przedstawia je woli. Atoli zmysły przyjmują dobre i złe wrażenia. Stąd też rozum powinien je przyjmować, lub odrzucać.

 

2. Najpierw potrzeba powściągnąć rozum od zbytniej ciekawości. Czemuż zajmują twą duszę marności, kiedy ona dla gruntownej prawdy i dla Boga stworzona. Mądrość jest powściągliwa. Kto pożywa jakąś ostrą truciznę, aby poznać jej własności, ten pierwej umrze, niż się przekona o jej smaku. Tak samo i ci, co zaciekają się w nieswoje rzeczy, pierwej popadają w zgubę, niż znajdą to, czego szukali.

Wiedza nieużyteczna jest bardzo bliską sąsiadką nieuctwa. Kto chce być prawdziwie mądrym, ten nie uczy się dla rozgłosu, lecz dla życia i nie szuka w nauce pociechy duchowej, lecz lekarstwa. Cieszysz się, żeś poznał siły ciał niebieskich? Jakże głupim jesteś, jeżeli nie znasz własnej niemocy!

Chcesz być znakomitym mówcą? Lepiej by było, żebyś się nauczył milczeć. Chcesz poznać coś nowego? A cóż może być bardziej nowego nad to, że ty odnowisz się duchowo? Temu się więc oddaj! Chciałbyś zbijać błędy drugich? Czemuż własnych nie poprawiasz? Chcesz się uczyć historii i poznać czyny drugich? Dobrze, ale pamiętaj, że pierwej powinieneś wiedzieć, co sam masz czynić. Sprawiałoby ci przyjemność, gdybyś mógł tyle umieć, iżby cię wybierano na rozjemcę w sporach naukowych? Czemuż nie chcesz być rozjemcą w sprawie własnych rozterek duchowych?

Gdybyś nie gonił za tym, co zbyteczne, łatwiej byś znalazł to, co konieczne. Ta zaś nauka jest konieczną, która cię zrobi raczej dobrym, niż uczonym.

 

3. Czemuż się trudzisz i frasujesz nad zagadnieniami, które częstokroć dowcipniej jest ze wzgardą odsunąć od siebie, niż je rozwiązać? Czemuż tak zapalczywie pracujesz, aby się dowiedzieć o tym, co pragnąłbyś zapomnieć, gdybyś poznał. Lecz jak pod innymi względami, tak i w naukach bywamy niewstrzemięźliwymi. Książek mamy bez liku. Urządzają biblioteki, raczej na pokaz i dla ozdoby, niż dla pożytku czytelników. Chociażbyś długo żył, zaledwo byś mógł przeczytać rejestry ogłoszonych dzieł. Wśród nich wiele jest szkodliwych i niebezpiecznych; wiele niegodnych czytania; wiele próżnych i tak niedorzecznych, że choćbyś je i przeczytał, niczego się nie dowiesz. Bardzo wiele jest takich, iż wystarczy spojrzeć na tytuł, aby się domyślić, że w nich nie ma nic dobrego i osobliwszego. Zadowolnij się kilkoma, lecz doborowymi. Do należytego wykształcenia ducha, nie potrzeba wiele książek i nauk.

 

4. O jakże próżny jest umysł ludzki! Wysuszamy się nad książkami i zajmujemy się niezliczonymi sztukami i umiejętnościami, jakbyśmy mieli żyć przez kilka wieków, a nie dbamy o życie wieczne, które zjednywa się nie naukami, lecz cnotą.

Na cóż się zda, badać dzieje obcych królestw; co za korzyść ze zapisywania całych foliałów obrazami krwawych wojen, jakie staczały ze sobą różne narody? Czyż nie lepiej by było, wytępiać własne złości, niż przekazywać potomnym cudze bezprawia? – Geometria uczy cię mierzyć obszary twej posiadłości; oby cię raczej uczyła mierzyć to, co ci powinno wystarczyć. Arytmetyka uczy cię liczenia; oby cię raczej uczyła gardzić i ze spokojem duszy znosić utratę tego, co tak troskliwie liczysz. Muzyka uczy cię, jak się zgadzają ze sobą tony; oby to raczej uczyła cię w jaki sposób przychodzi się do zgody wewnętrznej i abyś umiał zapobiec rozstrojowi między zmysłami a rozumem. Uczy cię, które melodie są smutne, a które wesołe; oby cię uczyła nie wynosić się w szczęściu, a nie wydawać żałośnych jęków w nieszczęściu.

Nie potępiam nabywania tych nauk, lecz one wszystkie dopiero wtenczas mogą ci przynieść pożytek, skoro poznasz siebie samego i swe rzeczy ostateczne. Nic nie wiesz, choćbyś dużo umiał, jeżeli nie znasz samego siebie.

 

5. Jest to podłą i haniebną przywarą, podglądać ludzkie sprawy, śledzić cudze obyczaje i porywczo o nich sądzić. Ty ktoś jest, co sądzisz sługę cudzego? Panu swemu stoi, albo upada (1). Bóg jest sędzią wszystkich, a cały sąd sobie samemu zastrzegł. Jak możesz odważyć się na takie zuchwalstwo, że zasiadasz na trybunale Bożym?

Doglądaj samego siebie i szpieguj tajniki własnego sumienia. Przypatrz się, ile tam gnieździ się złego, ile dobrego nie dostawa; a nie śledź oczyma Argusa życia drugich. W sobie samym znajdziesz tak obfite zasoby złego, że możesz na krytykowaniu tego zetrzeć zęby, choćbyś miał najostrzejsze.

Prawie nic nie ma tak dobrego, żeby złośliwy umysł nie zdołał tego na złe przekręcić. Nawet Ewangelii nadużywają heretycy, a czyny Pana Jezusa umieli żydzi przekręcać. Jako zepsuty żołądek obraca wszystkie pokarmy w żółć, tak samo dusza złośliwa na złe tłumaczy wszystko, co ujrzy i co usłyszy.

Częstokroć dobroć lub złość uczynku zależy jedynie od dobrej lub złej intencji, którą jedynie Bóg, badający serca i nerki, poznać może. 

A chociażby postępki bliźnich, nie dały się żadną miarą usprawiedliwić, cóż cię to jednak obchodzi? Czyż się nie wstydzisz wyciągać wszelkie brudy z ukrycia i pokazywać je publicznie? Czemuż nie zważasz na siebie samego, ty, co jesteś gorszym, niż inni? Przeciwko sobie ostrz swój język, samemu sobie ubliżaj, oskarżaj własną swoją nieprawość i sądź samego siebie. Unikniesz bowiem sądu Bożego, jeżeli samego siebie będziesz surowo sądził.

 

6. Jak często chełpimy się bystrością umysłu dlatego, że postępki innych rzekomo umiemy rozpoznać! I tak np. podejrzewamy bardzo pochopnie, że nam ktoś jest niechętnym, że o nas źle mówi, że nas nienawidzi i nami pogardza. Abyś się pozbył tej przywary, musisz najpierw poskromić tę żądzę, która cię skłania do przypodobania się ludziom i troski o ich szacunek. Następnie pozbyć się trzeba nawet chęci dowiedzenia się, co o tobie ludzie myślą lub mówią; zdarza się bowiem często, że ani nie pomyślą o tobie ci, których uważasz za swych oszczerców i szpiegów.

Powiedz sam do siebie za Apostołem: Jeślibym się jeszcze ludziom podobał, nie byłbym sługą Chrystusowym (2). Do innych zaś mów: U mnie to jest najmniejsza, abym był od was sądzony, albo od dnia ludzkiego (3). Jesteś takim, jakim cię Bóg widzi. Nie zmniejszy to twojej złości, ani nie zwiększy twej dobroci, co ludzie myślą lub mówią o tobie. Lepiej jest być dobrym, niż za dobrego uchodzić.

 

7. Nic się nie stanie wbrew twojej woli, jeżeli się jej zupełnie zaprzesz, a zdasz się całkowicie na wolę Bożą. Tym sposobem dojdziesz do niezamąconego spokoju duszy, do ciągłej równowagi umysłu.

Żyj jak chcesz, bylebyś umiał chcieć to, coś powinien chcieć. Powinieneś zaś chcieć to, co Bóg chce. To jedynym warunkiem szczęścia doczesnego: chcieć aby wszystko szło po woli Bożej, a nie po naszej woli. Pan Bóg prowadzi cię do celu drogami przyjemnymi i przykrymi, powodzeniami i nieszczęściami. Poddaj się Boskiej Opatrzności i idź za nią ochoczo, bo choć się będziesz opierał, przecież musisz iść za nią, a będziesz bezbożnym. Pan Bóg prowadzi chcącego, a niechętnego ciągnie.

 

 


Kard. Jan Bona – Przewodnik do nieba.  Tarnów 1900.  

Przypisy:
(1) Rzym. XIV, 4.
(2) Gal. I, 10.
(3) I Kor. IV, 3.

Tagi:

Skomentuj