POSTĘP DUSZY: Właściwy użytek darów duchowych (2)


OZNAKI DARÓW DUCHOWYCH

Po czwarte, mamy rozważyć oznaki tych darów duchownych. Jedne z nich oznaczają zapowiedź przyszłego nawiedzenia Bożego, drugie zaś są znakiem obecnego nadejścia Pana – podział ten warto sobie dobrze przyswoić.

Oznak przyszłego nawiedzenia Bożego jest pięć. Niekiedy bez żadnej widocznej przyczyny budzi się w nas jakieś uczucie, które nam mówi, że Pan jest blisko i że trzeba się gotować na Jego przyjście. Tego rodzaju przeczucie, jakkolwiek nieoczekiwane, przecie nie budzi w nas wewnętrznego niepokoju i nie wtrąca nas w zamieszanie, choć pierwszym jego skutkiem bywa wzrost bojaźni i uszanowania. Niekiedy bez jakiejkolwiek dostrzegalnej zmiany naszych usposobień wewnętrznych czy zewnętrznych zajęć, słyszymy w duszy głos, który nas napomina do uświęcania się, do skruchy, do spowiedzi lub zwraca nagle naszą uwagę na jakiś poszczególny grzech powszedni. Albo dziwny pokój zalewa naszą duszę. Niekiedy czujemy i postępujemy tak, jak byśmy się znajdowali w przeddzień jakiegoś wielkiego święta. Dziwny pokój zalewa naszą duszę. Pokój ten może się zjawić nagle, podobnie jak nagłe milczenie zalega klasę na odgłos kroków nauczyciela, albo też może wzrastać stopniowo, dopóki nie stanie się już całkiem widoczny.

Niekiedy budzą się w nas jakieś nieznane dotąd tęsknoty, odczuwamy niezwykłe łaknienie sprawiedliwości i świętości, jak gdyby rozwarła się w nas jakaś pustka bezmierna, którą pragniemy napełnić. Niekiedy wreszcie opanowuje nas silne, pokorne, a jednak skuteczne pragnienie, by się oczyścić na przyjście Boga, gdyż czujemy, że tylko dusze czyste stają się oblubienicami Pana. Ostatni ten znak uchodzi w większości wypadków za bezpośrednią zapowiedź nawiedzenia Pańskiego. Za jego ukazaniem, Jezus nie zwleka już z przyjściem, podobnie jak zstąpił w łono Maryi, skoro tylko dziewicze Jej usta wyrzekły: Fiat – niech mi się stanie. Przychodzi, by nas upomnieć, nauczyć, pocieszyć lub skarcić, lecz skarcić z taką miłością, że jedna taka nagana więcej w sobie pociechy zawiera, niż wszystkie ziemskie rozkosze.

 

Pięć też jest znaków obecnego już przyjścia Pana do duszy dla obsypania jej swymi darami duchownymi.

Pierwszym z nich jest nagłe rozprzestrzenienie ducha, jak gdyby jakaś ściana się przed nami zapadła, a wzrok nasz wybiegł w rozległe i malownicze przestrzenie, wyzłocone światłem słonecznym. Drugi polega na niespodziewanych strumieniach pobożnych myśli i uczuć, jak gdyby się upusty niebieskie otwarły i wody wystąpiły ze swoich brzegów, jak za dni potopu. Trzecim znakiem jest jasne rozeznanie rzeczy niebieskich, jak gdyby się naraz stało nam wiadomym pożycie mieszkańców nieba oraz zrozumiałymi ich uczucia względem ziemi i rzeczy ziemskich. Czwarty polega na odczuciu, że pobożność jest naszym najistotniejszym pokarmem, tak nam się wydaje czymś rzetelnym i tyle siły i mocy wlewającym w każdą władzę duszy, a nawet w znużone członki ciała. Piątym wreszcie znakiem jest pogarda świata, zmieszana z pewnym niesmakiem, który nam każe odwracać serce od świeckich zabaw i bogactw. Doznajemy wówczas uczucia na kształt wstrętu, jaki w nas rodzi wiadomość o zdradzie i podłości naszego przyjaciela. Z tą chwilą ponowne przywiązanie się do świata staje się niemożliwością. – Każdy z powyższych znaków stanowi świadectwo, że Pan przyszedł.

 

Warto też zaznaczyć, że również sposób przyjścia Pańskiego do duszy bywa dwojaki.

Czasem przenika najpierw do wyższej części duszy, z której dopiero, na kształt zbawiennej rosy, słodycz spływa po trochu na całą naszą istotę, na same nawet członki ciała. Innym razem jawi się w niższych częściach duszy, skąd dopiero, podobnie jak źródło, tryskające z wnętrza ziemi, zalewa nas całych. Pierwszym sposobem zdaje się Bóg ześrodkowywać nas w Sobie, w drugim zaś każe nam się rozpłynąć w miłości i w dziełach miłosierdzia względem bliźnich. Pierwszy stanowi drogę słodyczy, drugi raczej drogę pociechy duchownej; Bóg jednak w swoim postępowaniu nie krępuje się jednym lub drugim sposobem działania.

 

 

POWODY ODMOWY DARÓW DUCHOWYCH

Po piąte, spróbujemy, zawsze śladem starych mistrzów życia duchownego, określić z całym uszanowaniem powody odmowy, opóźnienia lub zawieszenia darów duchownych ze strony Boga.

Św. Grzegorz wymienia tu jako przyczynę ten powód, byśmy sobie nie wyobrażali, że owe dary duchowne są owocem naszej natury, że są naszym dziedzictwem lub czymś należącym się nam po sprawiedliwości. Nie umielibyśmy się utrzymać w stosunku najzupełniejszej zależności względem Boga, gdyby nie to czasowe pozbawienie darów duchownych, które nam dziwnie do tego pomaga.

Innym razem Bóg pragnie w ten sposób spotęgować w nas szacunek dla Jego darów, bardziej uduchowić naszą za nimi tęsknotę i podsycić żar oczekiwania na Jego przyjście, postępując z nami, wedle wyrażenia św. Jana Klimaka, podobnie jak matka z niemowlęciem.

Inną przyczyną może być to, byśmy mogli sami siebie upokorzyć i Boże opuszczenie złożyć na karb naszych własnych grzechów, na swoją niewdzięczność, na niedbalstwo i brak pokory, szczególnie zaś na brak uszanowania w sposobie przyjmowania Boga, kiedy nas raczy nawiedzać.

Może to być również środek przeciw próżności i zbyt wielkiemu upodobaniu w sobie, jakoby wszystkie te dary były oznaką naszej świętości, a nie nadmiarem Bożego miłosierdzia.

 

Niekiedy też bywa, że wzgląd na słabość naszego ciała skłania Boga do powstrzymania potoku swych łask, by nasze zdrowie nie ucierpiało wskutek przejęcia się rzeczami Bożymi, które odbiera nam sen i apetyt, czyniąc nas niezdolnymi do wypełnienia obowiązków lub zadań naszego stanu.

Czasem Opatrzność przewiduje, iż moglibyśmy się dać uwieść uczuciowym słodyczom łaski do tego stopnia, że popełnilibyśmy niejedną nieroztropność, gdyby nam ich nie ujął, podobnie jak dzieci, chorujące z nadmiaru łakoci; w ten sposób przyszłaby na nas reakcja; ogarnęłaby nas duchowa niemoc, przesyt i szkodliwa gnuśność.

Kiedy indziej Bóg zawiesza swe łaski, ponieważ zaczynamy się ociągać w zajęciach zewnętrznych i w pomaganiu bliźnim oraz zbywać niedbale swoje obowiązki, zbytnio rozmiłowawszy się w słodyczach samotnego obcowania z Bogiem. Istotnie bowiem jak długo ono trwa, tak długo odwraca duszę od wszystkiego innego, by ją sobą opanować całkowicie.

 

Czasami się zdarza, że Bóg się od nas oddala, by nam dać sposobność do ćwiczenia się w cnotach prawdziwych i rzetelnych przez wzgląd na łaski, poprzednio nam udzielone. Albowiem rzetelna cnota opiera się na Bogu samym, nie zaś na Jego słodyczach i pociechach. Gdyby zaś dary owe trwały bez ustanku, nigdy byśmy nie doszli do jasnego rozeznania, wciąż biorąc za własną zasługę to, co w rzeczywistości było owocem pociechy.

Miło jest również Bogu widzieć, jak się trudzimy bez pomocy Jego odczuwalnych pociech, albowiem przez to upodobniamy się do Niego w Jego własnej przebłogosławionej Męce, a dla siebie zyskujemy wspaniałe korony. Zresztą, jest Bożym pragnieniem, byśmy przyswoili sobie doświadczenie życia duchownego, przechodząc szereg prób przeróżnych, ucząc się robienia wiosłami w chwilach zastoju oraz rozwijania swych żagli, gdy wiatr dogodny powieje.

Niekiedy też tym sposobem pragnie Bóg posunąć nas naprzód w heroicznej pokorze lub dać nam sposobność do odpokutowania już tutaj czyśćca za swoje niewierności lub wreszcie wypalić w nas ślady jakiegoś grzechu przez to straszne osamotnienie, podobne temu, w jakim wołał Job: Dla pychy, jako lwicę ułapisz mnie, a wróciwszy się, dziwnie mnie męczysz (Job 10, 16).

Czasem znowu widząc w nas pospolity błąd niedoceniania łaski, zbliża się do nas i znów się oddala, abyśmy przez porównanie tych stanów umieli ocenić własną słabość oraz skuteczność łaski. W głębsze tajemnice oschłości czy opuszczenia nie chcę już wchodzić, byłoby to bowiem niepożyteczne dla tych, dla których piszę.

 

Na ogół obfitość łask zależy od naszego postępu w życiu duchownym. Gerson w swej Górze kontemplacji zauważa, że trzy są pory łask na podobieństwo trzech pór roku. Stan początkujących przypomina zimę, gdzie słońce kryje się za chmury i mgły, zimno i opady wzrastają, a tylko w niektóre dni świeci słońce i jawi się przelotna pogoda. Początkujący bowiem muszą znosić wielkie ciemności, pozostałe z poprzedniego ich życia oraz walczyć z przeciwnościami nie dość jeszcze umartwionych namiętności; jednak: Bóg raczy ich niekiedy nawiedzać i rozjaśniać nad nimi swoje oblicze promienne weselem i dobrocią. Zatem wielki mistrz teologii mistycznej daleki jest od poczytywania słodyczy duchownych za dziecinne łakocie dla początkujących na drodze świętości.

 

Ci, którzy już poczynili pewne postępy w modlitwie, przeżywają pewnego rodzaju wczesną wiosnę duchowną. Życie ich odznacza się większą rozmaitością. Jednego dnia mają niebo pogodne i jasne, drugiego na przemian – pochmurne i dżdżyste. Jednak dni słoneczne zjawiają się często. Tak to Słońce sprawiedliwości nawiedza często postępujących, sprzyja im, daje świadectwo swojej obecności i zostawia po sobie wonne kwiaty gorliwych pragnień. Niemniej jednak ginie im czasem z oczu, tak iż maluczko Go widzą, a maluczko potem tracą Go z pola widzenia, aby ta rozmaitość zaostrzała ich głód i tęsknotę do Niego i uczyła ich bawić z Nim dłużej, gdy znowu się ukaże.

Dla doskonałych trwa lato, gdzie słoneczne promienie przypiekają goręcej i rzadziej kryją się w chmurach; jednak od czasu do czasu zrywają się burze, w których grad, grzmoty i deszcze ulewne mieszają się z sobą – słowem burze, jakich nie zna pora zimowa. W ten sposób ludzie doskonali cieszą się spokojem trwalszym, bardziej stałym, częściej doznającym nawiedzeń Bożych, ale też podlegają co pewien czas wewnętrznym walkom i oschłościom w stopniu o wiele wyższym i dotkliwszym od innych, by mogli w ten sposób więcej postąpić w pokorze. Mimo to jednak, wśród tych burz zsyła im Bóg od czasu do czasu promienie światła, tak że noce wydają się nam być prawie dniami a to wskutek częstości tych Bożych błyskawic.

 

SPOSOBY OTRZYMANIA DARÓW

Po szóste, mamy rozważyć sposoby otrzymywania tych darów duchownych. Stare dzieła duchowne nauczają, że mamy błagać o nie Boga, podobnie jak owa natrętna wdowa ewangeliczna. Jeżeli chcemy wiedzieć – powiada jedno z nich – jak ich mamy pożądać, przypatrzmy się, jak starzy patriarchowie pożądali przyjścia Chrystusa. Na nich się mamy wzorować. Tego samego Chrystusa, którego oni pragnęli w ludzkiej postaci, tego my pragnąć winniśmy w postaci darów duchownych; Jego to bowiem w nich szukamy. Sicut antiqui patres! – trudno o przykład gorętszej tęsknoty.

 

Przyjmować dary duchowne z pokorą i wdzięcznością zarazem – to wyborny środek, ażeby je otrzymywać powtórnie z jeszcze większą hojnością i słodyczą. Gdy Pan nasz widzi, jak usilnie staramy się Go zatrzymać i nie wypuścić od siebie, podobnie jak Jakub, walczący z aniołem aż do rana, szybko do nas powraca. Jeżeli usiłujemy przetworzyć słodycz Jego darów w cnoty rzetelne, w większe umartwienia, w zdwojone modlitwy i w świętość praktyczną, mamy zapewniony szybki Jego powrót i częstsze nawiedzenia.

 

Dwie są jednak okoliczności, w których Jezus z przyjemnością i miłością nas odwiedza, chociaż doń mówimy: Fuge, dilecte mi – odejdź ode mnie, mój Umiłowany! Pierwsza, kiedy roztropność nam mówi, że nadmiar nabożeństwa mógłby zaszkodzić naszemu zdrowiu lub naszym pracom; druga, gdy posłuszeństwo i obowiązek odwołują nas od tajemnych pieszczot miłości Bożej. Musimy umieć, jak mawiał św. Filip, opuszczać Chrystusa dla Chrystusa.

 

Co więcej, wreszcie, jeśli chcemy jak najczęściej doznawać darów niebieskich, strzeżmy się zbyt chciwego i nieumiarkowanego ich pożądania oraz wszelkiego uczucia upodobania w sobie, gdy je posiadamy. Ludwik Blozjusz przytacza przykład pewnej osoby pobożnej, która pięciu latami oschłości odpokutowała chwilkę próżnego upodobania w otrzymywanych darach duchownych. Nade wszystko jednak unikajmy wszelkich zawinionych roztargnień na modlitwie, gdyż Bóg nie napełnia dusz, nie wyzutych ze siebie samych, jak przestrzega św. Bernard, powołując się na cud Elizeusza, uczyniony ubogiej wdowie: A gdy już pełne były naczynia, rzekła do syna swego: Przynieś mi jeszcze naczynie. A on odpowiedział: Nie mam. I stanęła oliwa (4 Król. 4, 6).

 

Po siódme, zastanowimy się nad właściwym użytkiem tych darów duchownych. Po tym, cośmy dotychczas powiedzieli, wystarczy w kilku słowach załatwić tę część naszego przedmiotu. Widzieliśmy, że bardzo należy sobie cenić dary duchowne i o nie się modlić, lecz nie okazywać się zbyt na nie łasym. Należy ich pragnąć nie dla nich samych, ale dla boskich skutków i dla owoców cnoty gruntownej, które im towarzyszą. Słodycz winna w duszach naszych przetwarzać się w środek uświęcenia, pociecha zaś w siłę do postępowania na drodze doskonałości. Przyjmować je winniśmy z najgłębszą pokorą i z rosnącą gorliwością. One mają się stać rdzeniem naszych umartwień, wyrazem ich na zewnątrz winna być ciągła i przemyślna uprzejmość względem drugich, gorliwość o dusze i posługiwanie ubogim. Istnienie ich winniśmy ze świętą przesądnością trzymać w tajemnicy, jak gdyby jakiś sekret, powierzony nam przez króla. Posiadają bowiem taką właściwość, że ulatniają się z chwilą, gdy zostają odkryte.

Jeżeli Bóg zechce, byśmy odsłonili któryś z darów, jakimi nas obdarza, niewątpliwie ześle nam światło, usuwające wszelkie nieporozumienie co do Jego woli oraz natchnienie, które nie pozwoli nam się dłużej opierać. Ale taka okoliczność może się nie zjawi przez cały przeciąg naszego życia. Musimy też nabyć sztuki zapominania i przypominania sobie tych darów we właściwym czasie. Będzie to miało zastosowanie w chwilach zarozumiałości i przygnębienia, tych dwu czynników, które nie przestają nigdy wytrącać nas z równowagi duchowej. Owocem, wreszcie, tych darów winna być tęsknota za Bogiem; czyż bowiem, dając nam przedsmak nieba na ziemi, nie pokazują nam, że nie samo niebo jest rozkoszą duszy, ale Bóg, który jest w niebie?

 

Po ósme, należy jeszcze uwzględnić różnice między starszą a nowszą literaturą w sprawie tych darów duchownych. Z poprzednich naszych uwag wynika, że dary te nastręczają pewne niebezpieczeństwo i dlatego winny być używane z wielką ostrożnością i umiarkowaniem. Pomijając pewne krańcowości, nie sądzę, by można było wynaleźć zagadnienie, co do którego starsi i nowsi pisarze duchowni pozostawaliby w rzeczywistej sprzeczności. Geniusz starszych skłaniał ich raczej do podkreślania piękności, pożytku, a nawet konieczności darów duchownych, podczas gdy w duchu nowszych pisarzy raczej uwydatnia się dążność do uwypuklania niebezpieczeństw, związanych z nieumiarkowanym pożądaniem oraz z niewłaściwym używaniem darów duchownych.

 

Każdy pisarz musi się zwracać do ludzi swego wieku. W przeciwnym razie, nie wywołałby należytego oddźwięku. Otóż pozwolę sobie przypuścić, że pisarze nowocześni mają do czynienia z ludźmi bardziej zniewieściałymi, aniżeli Gerson, Ryszard od św. Wiktora, Tauler, Ruysbroke, Hugo od św. Wiktora, św. Bonawentura i Ludwik de Blois, nie mówiąc już o św. Janie Klimaku, św. Nilu, Kasjanie czy św. Grzegorzu. Ten brak umartwienia musiał się odbić na stosunku do darów duchownych, czyniąc pożądanie duchownych słodyczy bardziej nieumiarkowanym, a korzystanie z nich – mniej ostrożnym.

 

Nowoczesny zwrot umysłów do subiektywizmu oraz powszechny rozstrój nerwowy niemało się przyczyniły do pomnożenia złudzeń, a może w związku z nadchodzącymi czasami Antychrysta rozluźnił się też łańcuch, na którym szatan jest uwiązany. Nie jest też wykluczone, że czasy, kiedy się tworzyły nowsze szkoły ascetyczne, sprzyjały wielu złudzeniom, ponieważ mnóstwo ciemnych zagadek teologii mistycznej nie było jeszcze wyświetlonych w sposób naukowy przez szereg dzisiejszych pisarzy. Przy tym liczny poczet nowszych Świętych oraz ich pisma mocno rozpowszechniły znajomość niezwykłych darów duchownych, tak że wielu przypisuje sobie niesłusznie owe stany nadprzyrodzone, o jakich czytali w żywotach Świętych. Możliwe też, że pokora dziś mniejsze znajduje uznanie na świecie niż dawniej, chociaż właściwie ona nigdy nie cieszyła się zbyt wielkim szacunkiem. Nadto istnieje cały szereg fałszywych słodyczy duchownych, właściwych herezjom osnutym na tle życia ascetycznego. W jansenizmie kryje się nie tylko błąd dogmatyczny, ale też szatański spirytualizm; potępienie kwietyzmu, nawet w złagodzonej przez Fenelona postaci, odstręczało dusze nawet od aktów czystej miłości.

(…)

Jakiż jest tedy – w kilku słowach – wynik naszych dociekań nad przedmiotem tak delikatnym, jak kwestia darów duchownych? Pochodzą one od Boga i są oznaką Jego miłości. On wie najlepiej, kiedy i jak ma ich udzielać, a ponieważ zawsze ma przy tym na oku nasze dobro, nie zaś szkodę, więc nie ma podstawy do owych wygórowanych obaw, które mogą nas opanowywać. Uważanie ich za jakieś łakocie dla przynęcania dzieci jest równie błędne ze stanowiska teologicznego jak niestosowne, obraźliwe i sprzeczne z doświadczeniem, gdyż właśnie Święci są uczestnikami tych darów w najwyższym stopniu. Nie trzeba także w darach duchownych dopatrywać się jakiejś drogi wyjątkowej, jednej spośród wielu, jakimi prowadzi Bóg dusze. Wprawdzie bowiem jednym dostaje się więcej, drugim – mniej, jednak nie ma wypadku, by jakaś dusza była ich całkiem, lub prawie całkiem pozbawiona. Dlatego też uzyskanie tych darów winno się stać przedmiotem naszych najpoważniejszych modlitw.

 

Za pośrednictwem darów duchownych osiągamy niejako doświadczalną znajomość Boga, która choć wymaga uzupełnienia ze strony nauk teologicznych, sama przecie przewyższa wszystko, co teologia dać może. One dają nam moc nad naturą i szatanem. One poddają nam ducha ludzkiego i moce piekielne. One darzą nas łatwością w pełnieniu naszego powołania. One podsycają naszą miłość, zbroją przeciw pokusom, pogłębiają ufność w Bogu, potęgują w nas dar wiary i czynią nas pokrzepicielami braci naszych. Czyż nie możemy powtórzyć za rzeszą w Kafarnaum: Panie, daj nam zawżdy tego chleba (Jan 6, 34) – albo dosłownie sobie przyswoić modlitwę Samarytanki: Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła ani tu czerpać nie chodziła (Jan 4, 15).

 

https://atomic-temporary-160379284.wpcomstaging.com/2021/08/06/postep-duszy-wlasciwy-uzytek-darow-duchowych-1/


O. Fryderyk William Faber, Postęp duszy, czyli wzrost w świętości. Kraków 1935

 

WESPRZYJ NAS

Jeśli podobają się Państwu treści które publikujemy i uważacie, że powinny docierać do większej ilości odbiorców, prosimy o wsparcie rozwoju naszej strony.
Wybraną kwotą:

10,00 PLN
50,00 PLN
100,00 PLN

Lub inną dowolną:

PLN

Dziękujemy

WSPIERAM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: