Historia cudownego obrazu Matki Boskiej Nieustającej Pomocy

W piętnastym wieku mieszkał na wyspie Krecie, czyli Kandyi, pobożny kupiec, który miał wielkie nabożeństwo do Matki Boskiej; a za największy skarb domu swojego poczytywał obraz cudowny Najświętszej Panny Maryi, przed którym się zazwyczaj modlił. W owym czasie wielu Kreteńczyków, obawiając się najazdu tureckiego, postanowiło opuścić tę wyspę i szukać spokoju w odległych krainach. Ów poczciwy kupiec wybrał się z innymi; a nie chcąc, ażeby obraz Najświętszej Panny Maryi był wystawionym na zniewagi niewiernej tłuszczy, zabrał go z sobą i wsiadł na okręt, odpływający do Włoch.

Najświętsza Panna wynagrodziła wkrótce troskliwość swojego sługi, doświadczywszy jednak poprzednio jego ku Niej zaufania. Zaledwie bowiem okręt wypłynął na morze, niebo pokryło się chmurami, fale zaczęły się piętrzyć, wybuchła okropna burza, i okręt był w największym niebezpieczeństwie. Załoga robiła, co mogła, dla zażegnania tego wielkiego niebezpieczeństwa; ale siły jej wyczerpały się. Zdawało się, że już nie ma ratunku, i z trwogą oczekiwano chwili, kiedy wszystkich otchłań morska pochłonąć miała.
W tej straszliwej w trwodze, ów pobożny kupiec wydobywa swój cudowny obraz, pokazuje go towarzyszom niedoli, zachęca ich do pokładania nadziei w Tej, którą Kościół „Gwiazdą morza” nazywa, i sam dając przykład, pada przed świętym obrazem na kolana. Zaledwie ci nieszczęśliwi ludzie zwrócili się do Najśw. Panny Maryi, a oto burza ucichła, niebo się wypogodziło.

Po kilku dniach szczęśliwej podróży, Kreteńczycy wysiedli na ląd stały w jednym z portów Włoch południowych. Nasz zaś pobożny kupiec wybrał się zaraz w dalszą podróż do Rzymu, gdzie czas niejaki spędzać zamierzał, przed udaniem się na miejsce, w którym miał się stale osiedlić, Gdy jednak, jako pobożny pielgrzym, zwiedzał liczne i piękne kościoły tej stolicy świata chrześcijańskiego, nagle zachorował i stan jego szybko się pogarszał. Mieszkał zaś u przyjaciela swego, rzymianina. Czując się bliskim końca swej pielgrzymki na tej ziemi, nasz kupiec wezwał do śmiertelnego łoża przyjaciela rzymianina, opowiedział mu o skarbie, który wiózł ze sobą, i oddał mu ten cudowny obraz, zaklinając go, ażeby się postarał o uczczenie tego obrazu przez wystawienie go w którymś z kościołów rzymskich. Przyjaciel zaprzysiągł, że ostatnią wolę konającego wykona; a nasz pobożny kupiec, opatrzony św. Sakramentami, spokojnie Bogu ducha oddał. 

Należało się spodziewać, że przysięga, wykonana w tak ważnym przedmiocie, i w tak uroczystej chwili, nie pozostanie bez skutku. Ale żona tego rzymianina, olśniona pięknością obrazu, oświadczyła mężowi, że się nie zgodzi, ażeby taki skarb z ich domu został wyniesiony. Na próżno mąż przedstawiał żonie, że jej żądanie jest niesprawiedliwe, a nawet bezbożne; tłumaczenia te były bezskuteczne. Po długich domowych rozterkach, upór żony zagłuszył u męża głos sumienia.
Obraz pozostał w ich domu, ale kara Boska za niedotrzymanie przysięgi niedługo na siebie dała czekać. Najświętsza Panna objawiła mu się trzykrotnie we śnie, zagrażając ciężką karą, gdyby się ociągał ze spełnieniem swojego zobowiązania. Gdy i to nie pomogło, Najświętsza Panna objawiła mu się w taki sam sposób po raz czwarty. Tym razem jednak powiedziała mu : „Trzy razy cię przestrzegałam ; trzy razy mię nie usłuchałeś. Teraz, nim ja dom twój opuszczę, ty go opuścić będziesz zmuszonyI” Wkrótce ta straszna przepowiednia ziściła się. Nieszczęśliwiec zachorował i po kilku dniach wyniesiono go nieżywego na cmentarz.
Tak okropny wypadek jeszcze nie przełamał uporu pozostałej wdowy. Jej także widocznie potrzebne było napomnienie. Razu pewnego jej córeczka, niewinne jeszcze dzieciątko, rzuciła się w jej objęcia, wołając:

„Mamo! mamo! widziałam w tej chwili wielką Panię, przecudnej piękności, która mi powiedziała :Idź natychmiast do twojej matki i powtórz jej te słowa : Matka Boska Nieustającej Pomocy chce być wystawioną w jednym z kościołów rzymskich, ażeby ją i wierni czcić w nim mogli”.

Od tej chwili obraz ten zaczęto nazywać „Obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy”.

Zdumiona słowami córeczki, wdowa tego rzymianina już miała zaniechać swego uporu, kiedy nadeszła jakaś jej sąsiadka. Ta, dowiedziawszy się o tym, co zaszło, radziła nie zważać na jakieś przywidzenia dziecięcia, i tak pięknego, a jak mówią, cudownego obrazu, nie pozbywać się z domu. Ale za tę nieuczciwą radę zaraz na miejscu ukaraną została; bo zaledwie ją wypowiedziała, padła, wijąc się w najboleśniejszych kurczach. Wśród tych cierpień, prosi, ażeby jej obraz cudowny przyniesiono, i jak tylko się go dotknęła, bóle ją opuściły.

Tym razem, widząc takie cuda już na własne oczy, wdowa po nieszczęśliwym wiarołomnym rzymianinie nie śmiała dłużej sprzeciwiać się woli Królowej Niebieskiej; ale nie wiedziała do którego z kościołów rzymskich ma oddać ten obraz cudowny. Otóż Najświętsza Panna objawiła się powtórnie tej samej córeczce, mówiąc: Że chce być umieszczoną pomiędzy ulubionym przez siebie kościołem Matki Boskiej Śnieżnej a kościołem ukochanego przybranego syna swego, św. Jana Laterańskiego.
Słowa te, przez dziecinę powtórzone, łatwe były do zrozumienia. Między dwiema świątyniami, przez Najświętszą Pannę wskazanymi, znajdował się kościół św. Mateusza, a przy nim klasztor O.O. Augustianów. Widocznie ten przybytek Pański Najświętsza Panna obrała sobie za siedzibę swojego cudownego obrazu, tam też go natychmiast odniesiono.

Dnia 27 marca 1490 r. zebrało się liczne duchowieństwo i lud wierny w kościele św. Mateusza w Rzymie, dla obchodu wielkiej uroczystości. Z klasztoru Augustianów wyruszyła wspaniała procesja wśród niesłychanej ciżby śpiewających pobożne pieśni i modlących się wiernych. Był to jakby uroczysty pochód Matki Boskiej po tej części miasta, zanim zamieszkała na miejscu, które sobie sama obrała.
Zaraz też na wstępie Najświętsza Panna raczyła objawić rzymianom swoje wszechmocną łaskawość. Podczas tego pochodu rozległ się okrzyk radosny. Kobieta, której ręka od dawna zawianą i ubezwładnioną była, za dotknięciem się cudownego obrazu, natychmiast wyleczona, zaczęła ręką władać i Boga chwalić.

Po procesji umieszczono cudowny obraz w wielkim ołtarzu, skąd, jakby z tronu miłosierdzia, Matka Boska obdarzała wiernych licznymi i cudownymi łaskami. Kościół św. Mateusza stał się wkrótce jednym z najbardziej w Rzymie uczęszczanych miejsc pielgrzymek. Trwało to blisko przez trzy wieki, mianowicie aż do rewolucji francuskiej, która tyle kościołów zniszczyła, tyle bezbożnej nienawiści do wszystkiego, co chrześcijańskie, na świat wylała.

 

Stare kroniki klasztoru św. Mateusza opisują, jak, pewnego razu, sługa kościelny złakomił się na bogate ofiary, wota, ze złota i srebra, którymi obraz cudowny był poobwieszany. Pozdejmował je tedy z ołtarza, spakował do worka, i wyszedł z kościoła, chcąc je zanieść do siebie. Lecz zamiast się dostać przed drzwi swojego mieszkania, sam nie wiedząc jakim sposobem, zaszedł przed drzwi kościoła św. Mateusza. Próbował powtórnie i po raz trzeci podążyć z uniesionym łupem, ale za każdym razem siła jakaś wyższa odprowadzała go przed wrota znieważonego przez niego kościoła. Ten cud otworzył mu nareszcie oczy, i skruszył serce tego nędznika. To też, łzami zalany, powróciwszy przed ołtarz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, pooddawał wszystkie zabrane przedmioty. A skrucha jego tak była szczerą, że nie wahał się opowiadać wszystkim o popełnionej przez siebie kradzieży, i o cudownym wdaniu się w tę sprawę Najświętszej Panny Maryi.

Lecz, niestety, ta zbrodnia przewyższoną później została przez większych jeszcze nędzników, za czasów rewolucji francuskiej, w roku 1789. Kiedy francuzi opanowali Rzym, rzymianie dowiedzieli się z przestrachem, że, dla jakiejś mniemanej potrzeby strategicznej, świątynia, w której się mieścił ulubiony przez nich cudowny obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, ma być zniszczona.
Wielebni Ojcowie Augustyjanie, wygnani z klasztoru, przy zburzeniu kościoła św. Mateusza, uszli z cudownym obrazem w inną stronę miasta, za rzekę Tyber. Tam otrzymali od Ojca św. Piusa VII inny kościół Matki Boskiej, zwany Sancta Maria in Posierula, wraz z przyległym do niego klasztorem. Lecz jakiś zbieg okoliczności nie pozwolił im wystawić cudownego obrazu w tym kościele. Obraz złożony został w domowej kaplicy klasztoru. Zresztą Matka Boska nie na tym miejscu chciała być czczoną.  Obraz cudowny, nie wystawiony na widok publiczny, został powoli zapomniany. 

 

Około 1840 r. w tym klasztorze Augustyjańskim znajdował się w bardzo już podeszłym wieku brat Orsetti. Wszyscy jego współbracia, z dawnego zgromadzenia przy kościele św. Mateusza, już byli zeszli z tego świata. On jeden jeszcze pozostał, pamiętał dawne czasy, i chętnie o nich mówił. Opatrzność Boska w tym widocznie celu tak długo go przy życiu utrzymywała, ażeby go użyć do wskrzeszenia nabożeństwa do cudownego obrazu, za jego jeszcze życia, często do klasztoru Augustyjanów, znajdującego się przy kościele Sancta Maria in Posterula, przychodził młody człowiek, nazwiskiem Michał Marchi. Przez lat trzynaście do tego klasztoru i kościoła uczęszczając, zapoznał się i zaprzyjaźnił ze wszystkimi zakonnikami, a zwłaszcza ze starym bratem Orsetti’m.  Razu pewnego, kiedy  tylko we dwóch znajdowali się w kaplicy domowej klasztoru, brat Orsetti zatrzymał się przed obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, i głosem wzruszonym odezwał się do swojego towarzysza: „Przypatrz się dobrze, Michale, temu obrazowi. To jest cudowny obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, który dawniej czczono w kościele św. Mateusza, i święto Matki Boskiej pod tym wezwaniem obchodzono corocznie bardzo uroczyście”.
Dwa lata jeszcze żył brat Orsetti, i bardzo się przywiązał do młodego Michała Marehi’ego; a jakby przeczuwał, co się kiedyś dziać będzie, często do niego powtarzał: „Nie zapominaj o tym obrazie, który się znajduje w kaplicy domowej. Pamiętaj, że to jest cudowny obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy z kościoła św. Mateusza. Pamiętaj o tym dobrze”. Ażeby to utrwalić w pamięci młodzieńca i dodać więcej powagi swym słowom, przerywał często swoje opowiadanie i ze wzruszeniem zapytywał Marclii’ego: „Czy zrozumiałeśmię dobrze ? Bo to jest najważniejszą rzeczą. To jest właśnie obraz, co słynął z tylu cudów”  Michał Marchi słuchał brata Orsetti’ego, ale nie zdawał sobie wcale sprawy z tego, na co mu ta wiadomość przydać się będzie mogła.

 

W r. 1852 brat Orsetti umarł, mając już lat 86. Michał Marchi wkrótce potem zamierzył wstąpić do zakonu. Właśnie w ten czas Ojcowie Redemptoryści z zakonu, założonego przez św. Alfonsa Liguori’ego, zakupili w Rzymie dom, zwany Villa-Caserta. Michał Marchi wstąpił do tego klasztoru. W kilka lat później jeden z zakonników tego zgromadzenia, trudniący się badaniami historycznymi, znalazł różne dokumenty, odnoszące się do dawnego kościoła św. Mateusza, na którego miejscu stała Villa Oaserta. W tych dokumentach była wzmianka o słynącym z cudów obrazie Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.  Zakonnik opowiedział na zgromadzeniu braciom zakonnym to, co o tym obrazie wyczytał. Zgromadzeni Ojcowie słuchali go z zadziwieniem. Obecny przy tym  Ojciec Michał Marehi, przypomniał sobie wtenczas zwierzenia dawnego swojego przyjaciela, starego Augustianina, brata Orsetti’ego. Opowiedział wtedy swoim współbraciom, że ten obraz cudowny jeszcze istnieje, że nie tylko wie, gdzie się znajduje, ale ze go niejednokrotnie oglądał, i w ogóle wszystko, co o tym obrazie wiedział.
Ojcowie Redemptoryści jednak nie śmieli prosić o wydanie im tego obrazu, nie wiedząc, jakiby tytuł prawny mógł ich żądanie usprawiedliwić. Wkrótce jednak zupełnie niespodziewany wypadek tytuł ten im wyjawił. Co sobotę zbierają się w Rzymie pobożni w wielkim kościele Towarzystwa Jezusowego, zwanym al Gesu, na nabożeństwa, odprawiane na cześć Matki Boskiej, w czasie których wygłaszaną bywa jakaś nauka. W szeregu nauk ze wzmiankami o kościołach rzymskich, specjalnie czci Matki Boskiej poświęconych, kaznodzieja, który miał naukę w pierwszą sobotę miesiąca lutego 1863 roku, mówił o słynnym dawniej z cudów obrazie Matki Boskiej Nieustającej Pomocy; opowiedział całą historię tego obrazu i sposób, jakim Najświętsza Panna sama objawiła swoje wolę, ażeby ten Jej obraz wystawiony został na cześć publiczną, w kościele, stojącym między świątyniami Matki Boskiej Śnieżnej i św. Jana Lateraneńskiego. Wreszcie dodał: „Kto wie, czy tu, wśród moich słuchaczów, nie ma kogo, coby wiedział, gdzie ten obraz jest
teraz ukryty? Kto wie, czy nie będzie daną naszej nieszczęśliwej epoce powszechnego wstrząśnienia i rewolucji odkryć ten skarb cudowny ?“

Łatwo sobie wyobrazić, z jakiem wzruszeniem Ojcowie Redemptoryści dowiedzieli się o tych słowach kaznodziei; zasięgnąwszy od niego wiadomości, skąd czerpał informację  o historii tego obrazu, przedstawili rzecz całą Ojcu świętemu. Pius IX, uwzględniając tę okoliczność, że świeżo przez Ojców Redemptorystów wybudowany kościół św. Alfonsa znajduje się na tym samem miejscu, na którym stał dawniej kościół św. Mateusza, i że jest jedynym kościołem, znajdującym się między kościołem Matki Boskiej Śnieżnej, a św. Janem Lateraneńskim, to jest w miejscu, w którym Najświętsza Panna sama niegdyś objawiła wolę, ażeby Jej obraz pod nazwą Nieustającej Pomocy był wystawiony ku czci wiernych, wydał rozporządzenie, aby obraz ten, ukryty w kaplicy domowej Augustianów z klasztoru St Mariae in Posterula, wydanym został 0. 0. Redemptorystom, dla umieszczenia go w kościele św. Alfonsa.

Ten obraz malowany jest olejno na drzewie, w stylu bizantyjskim, w którym są zresztą malowane prawie wszystkie obrazy cudowne, czczone na polskiej ziemi, jak równie wszystkie, czczone przez chrześcijan obrządku greckiego. Obraz ten jest niewielkich rozmiarów, ma bowiem zaledwie 50 cm. wysokości a 40 szerokości. Na złotem tle widać Matkę Boska, trzymającą na ręku Dzieciątko Jezus. Głowa i ramiona Matki Boskiej pokryte są chustą ciemno-błękitnego koloru. Suknia jej czerwona, złotem obszyta. Swiatłość na około głowy, ozdobiona rysunkiem misternej roboty, Nad czołem, na chuście, promienista gwiazda. Nad głową, na tle złotem, widać 4 litery greckie MP ΘΥ , które znaczą: Matka Boska. Dzieciątko Jezus, siedząc na lewej ręce swej Matki, tuli się do Niej, ściska rączkami swoimi  Jej dłoń prawą, a główkę zwraca na lewo, podnosząc słodziutkie oczęta na przedmiot poza nim będący. Ubrane jest w sukienkę zieloną, z czerwoną przepaską, otulony płaszczykiem ciemno-żółtego koloru. Główka Jego otoczona jest także światłością. Z lewej nóżki spada Mu trzewiczek. Nad lewem ramieniem widać napie IG XC, który znaczy: Jezus Chrystus. Poza Dzieciątkiem Jezus, trochę wyżej od Jego główki, wymalowany jest anioł, trzymający w ręku potrójny Krzyż, i trzy gwoździe. Nad głową anioła napis, oznaczający, że to jest archanioł Gabryjel. W tej samej wysokości, po lewej stronie obrazu, jest drugi anioł, trzymający w ręku naczynie, z którego sterczą: włócznia i trzcina z gąbką, a nad tym aniołem napis, oznaczający, iż to jest Archanioł Michał.

Szczególną cechą tego obrazu jest wyraz twarzy Najświętszej Panny, zwróconej do widzów, pełen spokoju i łaskawego współczucia. Zdaje się, jak gdyby do wszystkich przemawiała: „Miejcie do mnie zaufanie, wy, co cierpicie; cierpiałam i ja , i umiem mieć współczucie dla cierpienia drugich. Ja jestem Matką Boską Nieustającej Pomocy”.

 

Dnia 26 kwietnia 1866 r. wspaniała procesja wyszła z klasztoru Wielebnych 0. 0. Redemptorystów w Rzymie, zwanego Villa Caserta. Obraz cudowny, wracając na miejsce, przez Matkę Boską wybrane, niesionym był przez ulice tej części miasta Rzymu, pośród tłumu pobożnych, chwałę Bogarodzicy wyśpiewujących. Przy tej sposobności Matka Boska chciała widocznie okazać, że powraca na toż samo miejsce, z tą samą, co dawniej litością, i z tą samą co dawniej potęgą. W jednym z domów, koło których ta procesja przeciągała, leżało od dawna schorzałe, i prawie już konające czteroletnie dzieciątko. Siedziała przy jego łóżeczku zrozpaczona matka. W tem słyszy, że idzie procesja. Porywa dzieciątko z łóżeczka, wychyla je przez okno i woła do przenoszonego obrazu: „Matko Najlitościwsza! daj dziecku zdrowie, albo weź je ze sobą do nieba”. 
Matka Boska ulitowała się nad boleścią tej matki i dziecko natychmiast wyzdrowiało. W innym znów domu, koło którego taż procesja przechodziła, leżała ośmioletnia dziewczynka, która już od lat czterech zupełnie straciła władzę w nogach. Jej matka, usłyszawszy modlitwy i śpiewy, postanowiła także wezwać pomocy Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. W tej chwili dziecko, uczuł  jakieś wstrząśnienie i odzyskało trochę władzy w członkach. Na widok tak cudownego, chociaż tylko połowicznego wyzdrowienia, matka bierze swe dziecko na ręce, niesie je do kościoła św. Alfonsa, składa je przed cudownym obrazem, i z tą wiarą, co cuda otrzymuje, woła: „Teraz, o Maryjo! dokończ tego, coś rozpoczęła”. Zaledwie te słowa wymówiła, dziecko powstało o własnych siłach i zaczęło chodzić bez żadnej pomocy, wśród ogólnego podziwu obecnych.

 

Od tego czasu tyle cudów i łask doznano przed tym obrazem Matki Boskiej, że Stolica św., uznawszy go za jeden z licznych cudownych obrazów Najśw. Panny Maryi, raczyła zezwolić, ażeby, według starożytnego obyczaju, kapituła kościoła św. Piotra ukoronowała ten obraz. Ceremonia ta odbyła się w r. 1867 z wielką pompą, wobec licznego grona dostojników Kościoła, zebranych wówczas w Rzymie z różnych stron świata, na obchód 18-tej stuletniej rocznicy męczeństwa SS. Apostołów: Piotra i Pawła.

Nabożeństwo do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy rozkrzewiło się od tego czasu w Europie i Ameryce, i doszło nawet do Australii. I nic w tym nie ma dziwnego. W. 0. Saintrain w dziele, wydanym pod tytułem : „Maryja, Nieustająca Pomoc dla ludzi”', mówi: „że ten obraz cudowny jest uprzywilejowany miedzy uprzywilejowanemu”. Zwyczajnie bowiem wierni otrzymują łaski przed obrazami cudownymi tylko w tych miejscach, w których się te obrazy znajdują, a nie przed każdą ich kopią i przed każdym wizerunkiem tych obrazów. Obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy stanowi wyjątek od tej ogólnej reguły.

Z kościoła św. Alfonsa w Rzymie, w którym sobie główną siedzibę obrała, Jej najlitościwsza potęga dosięga wszystkich, nawet najodleglejszych części kuli ziemskiej. Kopie tego obrazu, umieszczone w innych kościołach 0.0. Redemptorystów, i w innych kościołach katedralnych, parafialnych i klasztornych, są pośrednimi źródłami, z których jej łaski obficie spływają, tak, że do wielu takich kościołów odbywane bywają pielgrzymki. Medaliki nawet i obrazki, przedstawiające Matkę Boską Nieustającej Pomocy, służyły niejednokrotnie do uzyskania różnych nadzwyczajnych łask, uzdrowień, nawrócenia grzeszników i innowierców,i to nie tylko w Rzymie, ale i w rozmaitych miejscowościach starego i nowego świata.

 


Nowenna najskuteczniejsza, czyli Dziewięciodniowe nabożeństwo do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Księg. Katolicka dra Władysława Miłkowskiego, Kraków,1889. 

Tomasza a Kempis ĆWICZENIA DUCHOWE. O prawdziwej skrusze serca (1)
Może ostatni już dzień, ostatnia może godzina, jutro światła może nie ujrzysz. …
Cokolwiek nasuwa się twym myślom, badaj to jak najskrzętniej – Kard. Jan Bona: O zmysłach wewnętrznych
Bóg Wszechobecny widzi jak najdokładniej wszystkie tajniki twego serca i nie ma …
Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 1 – Wstęp)
Wielki to żal, widzieć tyle dusz, obdarowanych przez Boga zdolnością i łaską …
Bezbożni i wybrani – O różnych formach oddalenia od Boga
Odznaczają się ową niewrażliwością na sprawy duchowne, która jest owocem długiego pobłażania …
Jak należy się modlić?
Powiada św. Augustyn: proszą ludzie źli, źle, o złe rzeczy. W ogólności musi …
Nauka o konieczności wiary katolickiej
Co sądzić o bredniach ludzi, twierdzących, że każda religia i każda wiara ma …
Prawdziwe pojęcie pobożności Cz.2
Inne nabożeństwa są fałszywe dlatego, że są osobliwe, niezwykłe albo dziwaczne. Niektóre …
O pokorze Maryi
…jak żadna inna stworzona istota, prócz Syna Bożego, nie wzniosła się do …
Rozmyślania o miłości Bożej (33 – ost.) – O cierpieniach i krzyżach.
Ponieważ krzyże i cierpienia prze­ciwne naszej naturze, są najskuteczniejszym środkiem do wytępienia …
O prawdziwym szczęściu – Ks. Karol Antoniewicz
Patrzcie w około siebie, na ten świat – jakże tam mało szczęśliwych …
Prawdziwe pojęcie pobożności – Cz. 1
Pobożność istotna streszcza się w rozumnej gotowości woli do służby Bożej i opiera się …
O zaślepieniu człowieka
Biada nam, jeżeli zaufamy własnemu rozumowi, jeżeli będziemy sami chcieli sądzić o …

Skomentuj