Chodźcie i słuchajcie co powie konający! – Pan Jezus na Krzyżu

Skoro tylko oprawcy przybili Pana Jezusa do krzyża, natychmiast przystąpiło ich kilku i wzięli za ramiona krzyża i podnosili powoli do góry; potem kilku wzięło za środkową część krzyża, a znowu kilku za koniec jego i zanieśli jakoby na ma­rach leżącego Jezusa na miejsce, gdzie był wykopany otwór w ziemi na krzyż Pański. To miejsce było na samym szczy­cie góry Golgoty czyli Kalwaryi, to jest trupiej głowy. Nazywało się to miejsce „trupiej głowy dlatego, że ono było zarazem miejscem tracenia złoczyńców ,których tamże grzebano, a zatem w tej gó­rze wiele trupich głów się znajdowało.
Może też być, że na tem miejscu znajdowała się czaszka Adama, który tam miał być pogrzebany, jak twierdzą Ojcowie św. W każdym razie Jezus przyjąwszy na się grzechy ludzkie, ze złoczyńcami był ukrzyżowany, i dla złoczyńców umarł na krzyżu.

Skoro tedy przenieśli krzyż na szczyt Golgoty, podnieśli ramiona jego do góry, i pionowo wpuścili w otwór, przez co Pan Jezus już nie leżał, ale wisiał na krzyżu, a w skutek tego rany Jego się rozdarły jeszcze bardziej i krew znowu pociekła i całe ciało i krzyż i oprawców i ziemię zbroczyła. O, jakiż ból musiał wtedy ści­snąć całe ciało Jezusowe, gdy ono się wstrzęsło a wszystkie rany znowu się otwo­rzyły! Patrzcie dzieci lube, oto Ojciec wasz i Bóg wisi na łożu krzyża; oto matka Jego i matka wasza stoi pod krzyżem, patrząc na umierającego Syna swego.

Chodź­cie więc i wy wszyscy, i słuchajcie, co wam powie konający wasz Ojciec i speł­nijcie testament Jego. Słuchajcie, słuchajcie, oto usta otwiera, i chce coś mówić. Ojcze, modli się, odpuść im, boć nie wiedzą co czynią. Jakoby mó­wił „Ja z mej strony wszystko im od­puszczam, byłeś tylko Ty im odpuścił. Oni bowiem zaślepieni, nieszczęśliwi, nie wie­dzą co czynią „

Panie, co mówisz? Ty im odpuszczasz. Ty ich wymawiasz i tłumaczysz przed Ojcem? Oni Cię tak okrutnie na śmierć skazali, do krzyża przybili i tyle Ci pier­wej mąk zadali i jeszcze teraz szydzą z Ciebie i radują się z Twych katuszy, oni Tobą gardzą, oni chcą imię Twe z obli­cza ziemi wygładzić, a Ty im odpuszczasz?!

Tak jest, odpuszczam, i nie tylko od­puszczam, ale także ich kocham! Chodźcie, chodźcie tu, niech was do Serca mego przycisnę i niech wam błogosławię przed śmiercią! Chodźcie tu grzesznicy, którzy ciężarem grzechów obciążeni jesteście, ja się na was nie gniewam, boć ja za was i dla was umieram! Dziś w uroczysty dzień mój, gdy się spełniły najgorętsze życze­nia moje, że mogę umrzeć za was, daję jako wasz król ogólną amnestyę, ogólne zapomnienie grzechów, odpust zupełny wszystkich grzechów i kar grzechowych! Ojcze, więc i Ty odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!

Czy słyszycie? Jezus wam odpuszcza, Jezus was kocha, Jezus o wszystkiem za­pomina, Jezus prosi Ojca swego za wami, boście nie wiedzieli, coście czynili. O, do­prawdy, gdybyście wy byli wiedzieli i po­myśleli, co czynicie, gdy grzeszycie, nigdy byście nie byli ukrzyżowali Jezusa! I to także uwaźcie, że dobry Jezus na pierwszem miejscu o grzesznikach pamięta! Stoi tam Matka Jego, stoją niewiasty święte, stoi Jan, ukochany uczeń — a Pan Jezus nie o nich ale o grzesznikach pamięta na samprzód, bo dla ich zbawienia przedewszystkiem przyszedł; przyszedł „szukać co było zginęło”, „przyszedł zbawić grze­szników, jak mówi św. Paweł, z których ja pierwszy jestem „.

O naucz się najmil­szy bracie z przykładu Jezusa, jak się masz modlić. Jeśli masz w domu czy za domem jakiego wroga, jeśli ci kto doku­cza, martwi cię, gryzie, to me przeklinaj go ani w duchu ani słowem, ale rzeknij do Boga: „Ojcze odpuść mu, bo nie wie co czyni”, a dopiero potem za przyjaciół, za krewnych, za siebie się módl; bo do­piero w tedy modlitwa twoja miła i droga będzie Panu!

Usłyszawszy jeden z łotrów wiszących obok Jezusa, że Jezus nie przeklina swych wrogów, że się nie rzuca i nie targa na krzyżu, ale spokojnie wisi i nawet modli się za swych wrogów, uczuł litość nad Nim i nad matką Jego. Czuł Jego niewin­ność i uznał w Nim nadludzką cnotę, o miłość nieprzyjaciół. I przyszło mu na myśl całe jego zbrodnicze życie, i wspo­mniał na wszystkie morderstwa i rabunki i inne złości popełniane przez całe pra­wie życie i porównał się z tym, ktorego jako herszta złoczyńców, jako łotra nad łotrami, pomiędzy dwoma zbójcami za­wieszono, a który przecież był zupełnie niewinny — i przyszła mu myśl święta o niesprawiedliwości sądów ludzkich i spra­wiedliwości Bożej i począł się lękać są­dów Bożych i otrzymał dar wiary w Chry­stusa.

Wtenczas to poznał, że Chrystus jest królem nieśmiertelnym, że poza tem ziemskiem królestwem jest inne, świetniejsze, szczęśliwsze, gdzie Jezus króluje wie­cznie. Widząc zaś Jego dobroć i łagodność w spojrzeniu, którem go raczył obdarzyć, pełen żalu i skruchy zawołał: „Panie, po­mnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa twego. A Jezus mu rzekł: Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju .(Łuk. 23, 42, 43.)

Oto wzór nawróconego grzesznika! On wierzy, że Pan Jezus jest królem, który nawet po śmierci króluje, a zatem jest nieśmiertelny; ufa Jego dobroci, bo tylko o pamięć prosi; miłuje swego króla, ser­decznie żałuje za swe grzechy, uznaje słu­szność swej kary, a niewinność Jezusa, staje w obronie swego króla wobec bluźnierstwa swego towarzysza i mękę i śmierć swą jako zadośćuczynienie za swe grze­chy przyjmuje i we własnej krwi jest ochrzczony. Dlatego też z taką ufnością do Pana się zwraca i dlatego też słyszy te słodkie słowa: Zaprawdę mówię tobie: dziś ze mną będziesz w raju.

O jak miło­sierny Pan Jezus, jak wielka dobroć Jego! Za jedną chwilę żalu i skruchy obiecuje raj zbójcy i to jeszcze dziś! Jakże miłą musi być Panu Jezusowi dusza pokorna i żałująca, jak słodkie łzy pokuty, kiedy jej nie tylko wszystko odpuszcza ale i tak prędko niebo daje! O szczęśliwy łotrze, czemuż ja tam na twojem nie byłem miej­scu!

Ale i teraz o Panie, aczem ja wielki łotr i złoczyńca i prawie całe me życie w grzechach spędziłem, widząc Twą do­broć nieskończoną, z płaczem i żalem wo­łam do Ciebie: Panie, pomnij na mnie w królestwie Twojem, kiedy już królujesz wiecznie z Ojcem Twoim. O rzeknij i mnie w godzinę mej śmierci: Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju. Jak ten łotr wierzył i ja wierzę; jak on ufał i ja ufam; jak on kochał i ja kocham, jak on żałował i błagał, ja żałuję i błagam: Panie pomnij na mnie w królestwie Two­jem ! Ach, któżby, choćby największym był grzesznikiem nie nabrał otuchy i ufno­ści, słysząc tak słodkie słowa Jezusa? Nie bój się, jeszcze raj otwarty dla ciebie, jeszcze kto wie jakim świętym zostaniesz, jak wysoko w niebie będziesz; tylko ufaj i słuchaj co ci Pan mówi: Idź w pokoju a nie grzesz więcej! Oto pokuta najwię­ksza i najpierwsza dla grzesznika: Nie
grzesz więcej — a ja ci ręczę, że pój­dziesz do nieba!

Kiedy słowem i przykładem dał Pan Jezus dowód, że przyszedł zbawić grze­szników: dopiero wtenczas zwraca swe oko na Matkę swoją najmilszą i poucza jej ucznia swego Jana, którego miłował, a w nim wszystkich uczniów swoich i braci, mówiąc: Niewiasto, oto syn twój. Potym rzekł uczniowi: oto matka twoja. (Jan 19, 26, 27.)

Bozważ tu, najmilszy bracie, ową niepojętą dobroć Jezusa konającego, że nam daje taką Matkę, abyśmy nie byli sierotami. Wszy­scyśmy bowiem byli niejako sierotami.
Bo acześmy mieli Ojca, to ten Ojciec był na nas zagniewany, dlatego, żeśmy Go ciężko obrazili. Więc też my baliśmy się Go i jako Adam i Ewa kryliśmy się przed Jego wszystko widzącem okiem, nie mie­liśmy odwagi i śmiałości zbliżyć się doń, a zwłaszcza gdyśmy ukrzyżowali Syna Jego ukochanego, w którym On sobie upodobał. Otóż Jezus najsłodszy daje nam na łożu śmiertelnem taką Matkę najdobrotliwszą, Jemu najmilszą i nas kochającą, która jest zarazem i Jego i naszą matką. Do niej tedy mamy się udawać, jeśliśmy obciążeni grzechami, bo Ona jako matka nie gniewa się na nas i zawsze wstawia się za nami do Syna swego, który do niej rzekł: „Oto syn twój, pa­miętaj o nim i kochaj go, jakeś mnie ko­chała, bo on syn twój jak i Ja.

A ty kochany uczniu mój, oto daję ci matkę moją za matkę, czcij i kochaj Ją, jak ja ją kochałem i szanowałem; wszak Ona matka twoja i wszystkich tych, którzy są uczniami moimi, nie zapominaj o jej boleściach i cier­pieniach, ale staraj się o Jej cześć i chwałę i miej pieczę o niej jako dobry syn ma pieczę o swą matkę-wdowę! Tyś jest moim najmilszym uczniem-dziewicą, tobie więc najdroższą matkę moją dziewicę w opiekę oddaję!

Tak więc jesteśmy dziećmi Maryi, a Maryja matką naszą! Wśród strasznych cier­pień Jezus nie zapomniał o nas, nie chciał nas zostawić sierotami, ale dał nam to, co każdemu w tem życiu jest najdroższe to jest, matkę i to taką matkę! Matkę Bożą uczynił matką naszą! Kiedy dziecię płacze i cierpi, wtenczas słodki uśmiech, wdzięczne spojrzenie, uprzejme słowo z ust matki jest wszystkiem dla niego; ono zapomina o płaczu i bólu i także mile się do niej uśmiechnie, przytuli się do serca jej i gorąco ją ucałuje! Tak i z nami Je zus uczynił, bo zna dobrze naturę naszą. Nam koniecznie potrzeba matki. To też protestanci, którzy nie czczą i nie kochają Maryi, zawsze są smutni i choć się we­selą, to wesołość ta nigdy nie jest tak szczera jak u katolików. Bo protestanci są zupełnemi sierotami (…)

Ale na szczęście umierający Jezus daje nam matkę, bo mówi do nas: „Oto matka, twoja“, do niej przybiegaj z ufnością, ona cię pocieszy i przytuli do serca swego macierzyńskiego!

Tak wielkiemi katuszami zmęczony Jezus, kiedy zeń już prawie wszystka krew wypłynęła, język gorączką został spieczony i usta wyschłe były z pragnienia, rzekł cichym głosem: Pragnę (Jan 19, 23).

W tem jednem słowie wylał Jezus całe swe serce i objawił cel swojej męki i śmierci. Czy Pan Jezus miał pragnienie napoju cielesnego? Miał — to prawda, bo Go strasznie paliła gorączka, a człowiek w gorączce, pomimo innych najsroższych boleści tylko wody woła! Ale jak Pan Jezus miał pokarm ku jedzeniu, którym jest spełnienie woli Ojca Jego: tak miał Pan nasz także napój ku piciu, którym jest zbawienie nasze! Więc chwała Ojca i zbawienie nasze to — pokarm i napój Jezusa!

Słyszysz więc, najmilszy, czego Jezus pragnie? Oto zbawienia twego! On go tak pragnie, jak ty pragniesz świeżej wody, gdyś bardzo zmęczony i spraco­wany; owszem bardziej pragnie twego zbawienia, bo On gotów jeszcze raz um­rzeć, byle duszę twą zbawić!

O staraj się zbawić swą duszę, abyś zaspokoił pragnie­nie Jezusa! Nie dawajże Mu żółci i octu, ale daj mu świeżej i czystej wody t. j. staraj się aby dusza twoja była w łasce poświęcającej, która jest jakby ta żywa woda źródlana, wytryskująca do żywota wiecznego!

Jednakże Pan Jezus wiedział dobrze, że to pragnienie Jego zbawienia dusz naszych nie ze wszystkiem będzie zaspokojone, bo miliony ludzi nie będą korzy­stały z męki i śmierci Jego, że umrą w grzechach i pójdą samochcąc na wieczne męki. I ta wiadomość wielkim smutkiem Go napełniła. To też wielkim głosem za­wołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mię opu­ścił? (Łuk. 27, 46.).

Nie narzekając mówił te słowa Pan Jezus, ale chcąc obecnym tam żydom i kapłanom ich pokazać, że Prorok o Nim mówi, gdy psalm dwudziesty pierwszy od tych słów zaczyna i że to, co w tym psal­mie wyśpiewał Dawid prorok, wszystko o Nim jest powiedziane. Następnie i dla tego Pan Jezus te słowa wypowiedział, abyśmy poznali, jak straszne męki cier­piał i jak bolesna to chwila śmierci dla grzesznika opuszczonego od Boga; bo jak wiadomo, Chrystus na siebie przyjął po­stać grzesznika, acz żadnego nie popełnił grzechu, i kary grzeszników wycierpiał aż do opuszczenia od Boga, t. j. że Mu Bóg Ojciec nie dał pociechy wewnętrznej.

O daj ci Panie Boże, żebyś takiego opu­szczenia nie doznał przy śmierci; dlatego mów do Boga Ojca: „Przez opuszczenie Syna Twego najmilszego w godzinę śmierci mojej nie opuszczaj mię Boże mój, ale bądź przy mnie łaską, pomocą i pociechą Twoją“. Ale, chcąc tę łaskę otrzymać, nie opuszczaj ty Boga w życiu przez grze­chy, nie oddalaj się od Niego jak syn marnotrawny, ale wróć do najlepszego Ojca, to On cię w godzinę śmierci nie opuści!

Skoro męki Chrystusa dosięgły już naj­wyższego stopnia, i kiedy już więcej cier­pieć nie było potrzeba, dopiero wtenczas rzekł Jezus: Wykonało się (Jan 19, 30).

Wykonało się wszystko, co prorocy przepowiedzieli o Panu Jezusie, wykonała się wola Boża, wykonało się zbawienie człowieka. Skoń­czyła się męka, wykonało się i do najwyższego stopnia doszła miłość, wyko­nały się wszystkie dzieła Opatrzności Bo­żej względem człowieka!

O, gdybyś ty człowiecze umierając, mógł powiedzieć: Wykonało się; oto spełniłem wszystko, co mi Pan Bóg spełnić rozka­zał, doszedłem do najwyższej dla mnie możliwej miłości ku Bogu i ludziom! Już nie mam tu co robić na świecie; nie po­zostaje mi nic, jak tylko umrzeć i wiecznie z Bogiem się radować. Daj ci Boże, byś przy śmierci na wzór Jezusa mógł powie­dzieć wesoło: Wykonało się!

Już więc Jezus wszystko wykonał; cel przyjścia Jego na świat został osiągnięty, a zatem zostało Mu tylko jedno i ostatnie t. j. umrzeć za nas. Urzekł tedy ostatnie słowo przed śmiercią i wielkim głosem zawołał do Boga, już nie Boże, ale: Oj­cze w ręce twoje polecam ducha mojego. (Łuk. 23, 46.) A skłoniwszy głowę ducha oddał ( Jan. 19, 30). A za­tem dobrowolnie oddaje ducha swego Ojcu niebieskiemu; nikt duszy Jego nie bierze, lecz On sam ją oddaje Ojcu niebieskiemu, od którego ją otrzymał.

Jeśli ty najmilszy, tak będziesz żył i tak cierpiał i umierał jak Pan Jezus, to i ty w godzinę śmierci będziesz mógł powiedzieć: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego”. Jakieżby to było niepowetowane nieszczęście, gdybyś nie oddał Ojcu niebieskiemu ducha twego, i gdyby cię Ojciec niebieski nie przygarnął i nie przytulił do serca swego! Ach, gdzieźbyś się podział wtenczas!

Więc spełniaj teraz w życiu wolę Ojca, abyś mógł z Panem Jezusem powiedzieć: Ja zawsze czynię to, co Mu się podoba, to będziesz mógł tego ducha twego polecić Ojcu i powiedzieć Mu: „W ręce Twoje, Ojcze, polecam ducha mojego; bo on do Ciebie należy, tyś go stworzył, Tobie go wraz z duszą Jezusa Syna Twego najmilszego oddaję!”

Tak tedy Pan Jezus umarł; umarł Bóg i Pan nasz, matkę i dzieci zostawił na świecie. Już zgasło światło, już zamarły usta nad miód słodsze, skostniało ciało, serce bić przestało — Jezus już nie żyje! Przystąpcie dzieci do zwłok Ojca wa­szego i opłakujcie śmierć Jego.

I wy także, niedobre dzieci, któreście Mu życie skróciły, przynajmniej po śmierci Go opłakujcie i poprawcie życie wasze; płaczcie i wy dobre dzieci i zdejmijcie ciało Jego z krzyża i w spaniały Mu sprawcie pogrzeb.
Chodźcie i pomrzyjmy z Nim dla świata, dla jego rozkoszy, dla wszystkiego, co niecnotliwe, co nie prowadzi do nieba!

Gdy ci mąż umrze , który był dobry i któregoś kochała, to mówisz: „Ach ja nieszczęśliwa, niema z kim żyć, pocom ja tu została biedna sierota?” I świat ci nie miły, ani jeść ani bawić się nie możesz, wszystko ci goryczą zaprawione; gdy inni się śmieją, tobie na płacz się zbiera. Oto tak i teraz uczyń. Twój najukochańszy Zbawiciel, który cię bardziej kocha, jak najlepszy mąż małżonkę swoją, bo krew swą za ciebie przelał i życie swe za cie­bie w ofierze przyniósł — umarł. Więc i ty z Nim umrzyj, żyj tak jakbyś nie żył na ziemi, a będziesz się cieszył życiem wiecznem w niebie.

Śmierć Jezusa niech ci będzie nauką. Przypatruj się tym zwłokom Jezusa. Jakie myśli one ci przywiodą?

Opisuje Swetoniusz w życiu Cezara następujące zdarze­nie. Razu jednego przystąpił do Cezara stary weteran i prosił go, aby za nim przed sądem świadczył, mówiąc, że go fałszywie oskarżono. Cezar obracając się do jednego z wodzów rzekł: Idź i zastąp mię przed sądem i świadcz za tym moim weteranem. W tedy weteran ów odsłaniając swe piersi, bliznami okryte rzekł: „Cezarze, gdyś ty był w niebezpieczeństwie życia, ja nie posyłałem za siebie zastępcy, aby cię bronił, ale sam zastawiłem cię piersiami mojemi — oto rany, które za ciebie otrzymałem. Zawstydzony i rozczulony Cezar, osobiście stanął do sądu i bronił swego starego żołnierza! Śliczna ta historya, do łez nas porusza.

Widok martwego ciała Jezusa te same uczucia w nas wzbudzić powinien. Oto nieraz wypada nam bronić Pana Jezusa przed światem — nie odstępujmy więc innym tej zaszczytnej przysługi, ale sami brońmy Pana Jezusa. On odsłania nam ciało swe ranami okryte i woła: Ja nie anioła, ani innego czło­wieka posłałem by cię bronił od- śmierci wiecznej, ale sam we własnej osobie za­stawiałem się za ciebie, dałem się męczyć i umarłem za ciebie! Więc, ty przynaj­mniej broń mię i sam nie godź w tę pierś mieczem grzechu i nie zabijaj mię nie­wdzięczny. Słuchaj głosu tych ran, głośniej wołających, niż głos tysiąca ludzi!

Skoro umarł Jezus, zezwolił Piłat zdjąć ciało Jezusa i uczciwie je pogrzebać. Więc zdjęli pobożni uczniowie Jezusa Józef z Arymatei i Nikodem zwłoki Pańskie i złożyli je na łonie Maryi. O bolesna Matko! Takiegoż to Syna oddają Ci lu­dzie! Tyś im dała żywego, pięknego synaczka, a oni Ci oddają martwego, bla­dego i ran pełnego! Kiedy matka płacze, to dobre dzieci przychodzą i tulą się do jej serca, płaczą i mówią: „Nie płacz matko, nie płaczu, i starają się ją pocie­szyć.

Otóż i my, najmilsi, chodźmy do Matki Boskiej i pocieszmy ją: Matko na­sza, mówmy, my jesteśmy przyczyną i smutku i łez i boleści Twoich; ale cię przepraszamy, chcemy się poprawić i już nigdy grzechami Jezusa twego krzyżować nie chcemy. Nie płacz, my teraz chcemy płakać za grzechy, a ty będąc naszą obroną i pociechą, nie będziesz się na nas gniewała na wieki!

I wzięli ciało Jezusa, i obwinęli w prze­ścieradło bielutkie i mirą i drogiemi ma­ściami pomazali i włożyli w nowy grób, w którym jeszcze nikt nie leżał.

I leży Jezus w grobie! Abyś ty nie le­żał w grobie piekielnym i nie cierpiał wiecznych mąk, Jezus leży w grobie! Idź więc jak dobre dziecko na grób Jezusa, zapłacz gorzkiemi łzami i rzeknij Mu: „Jam ten zabójca i matki i ojca i szczę­ścia mojego wiecznego! Jam zasłużył na taką śmierć okrutną; a ty najsłodszy Jezu za mnie tak cierpisz, umierasz i do grobu zstępujesz!”

Jak dobre dziecko zasadź na grobie Jezusa kwiaty postanowień dobrych, podlej je łzami twojemi, a wyrosną z nich owoce słodkie ustom Bożym. A gdy od grobu Jezusa powracać będziesz do domu, bij się w piersi i mów z setnikiem: Praw­dziwie człowiek ten był synem Bożym (Mar. 15, 39), bo tak tylko prawdziwy Bóg umierać może!

O dalby to Bóg, abyś czytając z uwagą tę książeczkę, chciał się stać Jezusom podobnym, abyś umiał wiele cierpieć dla Boga aż do śmierci, a potem stał się godnym królować z Nim na wieki w niebie. Amen.


Ks. Kazimierz Riedl T.J. – „Czytania o Męce Pańskiej” . Kraków 1901 r. Str. 134 – 150.

Skomentuj