Nauka Katolicka

Niebo nie jest dla leniwych – O wytrwałości do końca

Zaiste, lepiej by było onym duszom, gdyby były nawet drogi Bożej nie znały, bo przynajmniej nie miałyby przed Bogiem odpowiedzialności, iż zmarnowały Jego łaski. Zwykle też dotkliwa spotyka je kara, czasem nawet zguba zupełna.

O WYTRWAŁOŚCI

I.
Potrzeba tej cnoty.

Gdyby ktoś, budując dom, założył fundamenta i postawił  ściany, lecz nie pokrył ich dachem, na cóżby mu się przydała  cała budowa, jeżeli nie na to, iżby szkodę na majątku poniósł i stałby się przedmiotem ludzkiego śmiechu: na cóż się również przyda, gdy ktoś począł żyć po Bożemu, ale potem przestał, — jeżeli nie na to, że wielką szkodę na duszy ponosi i staje się pośmiewiskiem Aniołów i ludzi. Jako więc w każdej sprawie, tak mianowicie w tej potrzebną jest wytrwałość. U chrześcijan — mó­wi św. Hieronim — nie patrzy się na początek, ale na koniec.  Wszakże Paweł źle zaczął, ale dobrze skończył; Judasz natomiast dobrze zaczął, ale źle skończył, a ta okoliczność, że był aposto­łem, obciążyła tylko jego winę.

Bez wytrwałości nie można się zbawić, bo tylko ten, „kto wytrwa aż do końca, zbawion będzie (1); a chociaż inne cnoty wy­sługują koronę, sama tylko wytrwałość bywa koronowana. Bez niej nie można nabyć żadnej cnoty, tem mniej doskonałości; kto bowiem chce nabyć jakiej cnoty, winien bezustannie walczyć i pra­cować, jeżeli zaś ustaje, wnet namiętność przeciwna podnosi gło­wę i ciągnie na drogę występku.

Nie wystarczą tutaj przelotne chęci lub usiłowania chwilowe, nie wystarczy praca lat kilku lub kilkunastu; ale konieczną jest praca całego życia, aż do ostatnie­go tchnienia. Jak bowiem w wyścigach nie ten bierze wieniec, który w bieg się puścił, lecz kto dobiegł do mety: tak w życiu duchownem nie ten otrzymuje wieniec świętości i chwały wiecznej, który dobrze zaczął, ale ten, który dobrze skończył.

Niestety, ta wytrwałość jest trudną i rzadką, — trudną, bo ciągła walka osłabia, praca męczy, jednostajność nuży, — rzadką, bo mało jest dusz, któreby się nie dały zachwiać lub zniechęcić. Niektóre wychodzą wprawdzie z Egiptu świata, by się puścić do Kanaan doskonałości; lecz zrażone trudami podróży, wracają zno­wu do „kraju niewoli” Inne puszczają się tą drogą i z początku biegną ochoczo, lecz potem leniwieją, a w końcu ustają. Ich życie da się przyrównać do owego posągu Nabuchodonozora, któ­rego głowa była ze złota, ramiona i piersi ze srebra, biodra z mie­dzi , golenie z żelaza, a nogi z gliny (2) ; bo ich uczynki są naj­przód doskonałe, jak złoto, a potem tracą coraz więcej na wartości, aż wreszcie stają się gliną i błotem. Jak smutne są na­stępstwa podobnej niewierności, trudno wyrazić.

Zaiste, lepiej by było onym duszom, gdyby były nawet drogi Bożej nie znały, bo przynajmniej nie miałyby przed Bogiem odpowiedzialności, iż zmarnowały Jego łaski. Zwykle też dotkliwa spotyka je kara, czasem nawet zguba zupełna. Czyż mam przypominać smutny koniec jednego z Czterdziestu Męczenników. Czterdziestu wrzucono do zamarzniętego jeziora i każdego z nich czekała korona i wszyscy wytrwali, jeden tylko wyskoczył z wody, aby uratować kilka chwil marnego życia, lecz nieszczęsny, życia nie uratował i koronę postradał. Podobnie dwaj kapłani, towarzysze męczen­nika japońskiego Ojca Spinola T. J., wytrzymawszy trzyletnie nader srogie więzienie i przez wiele godzin na wolnym ogniu palenie, wyrzekli się na koniec zwycięztwa i Boga, a wzgardzeni przez samychże katów i w ogień wrzuceni, pomarli zdrajcami, zamiast umrzeć męczennikami (3). O któż nie zadrży, widząc, że jeden tylko krok dzieli go od przepaści.

Chceszli uniknąć podobnego losu, staraj się wytrwać na dro­dze Bożej; lecz jakże nabyć wytrwałości?

 

II.
ŚRODKI DO NABYCIA WYTRWAŁOŚCI.

Wysłużyć wytrwałości nie można, bo ona jest darem, a nie zapłatą; można atoli ją wybłagać u Boga, który niektóre dary daje bez prośby, jak początek wiary, inne zaś tylko proszącym, jak dar wytrwania aż do końca (4). A więc proś o nią gorąco i ustawicznie, proś przez zasługi Pana Jezusa, proś z pokorą i ufnością wielką. Wytrwałość, według orzeczenia Soboru Try­denckiego, jest „łaską osobliwą„, to jest, nie tylko jest łaską pojedyńczą i chwilowo działającą, ale całym łańcuchem łask, bądź zewnętrznych, które usuwają pokusy i przeszkody do dobrego, bądź wewnętrznych, które duszę oświecają, wzruszają i umacnia­ją. Otóż temu łańcuchowi łask staraj się przeciwstawić łańcuch modlitw, i nie puszczaj się tego łańcucha, inaczej przerwiesz łań­cuch łask i nie dostaniesz się do nieba. Szczególnie módl się do Najśw. Panny, aby cię trzymała w objęciach swej macierzyńskiej opieki; bo jako dziecię żyć nie może bez mleka m atki, tak dusza nie może wytrwać w łasce bez miłosierdzia Maryi. Ona jest furtą , przez którą wchodzimy do świątyni doskonałości i do Syonu górnego.

Z modlitwą łącz pracę nieustającą, bez której wytrwałość jest niemożebna. Najwięcej dusz dlatego ginie, iż chcą, aby cnota nic wymagała żadnej ofiary. Pragną być pokornemi bez upoka­rzania się, cierpliwemi bez cierpienia, posłusznemi bez poddania swej woli, umartwionemi bez zaparcia się ; lecz tak być nie może.

Jeżeli bowiem dobra ziemskie tyle od nas wymagają trudu, czyż niesłuszna, aby dla osiągnięcia dóbr duchownych większe nierównie ponosić ofiary. A więc pracuj, ile ci sił starczy, — pra­cuj ochotnie, bo niebo nie dla leniwych, — pracuj niezmordowa­nie, mimo słabości lub późnego wieku, bo tak pracowali Święci; wszakże czytamy, że wielu z onych starych pustelników, mając lat dziewięćdziesiąt i więcej, nie folgowało sobie w umartwieniu i pracy. Pracuj roztropnie, a więc z jednej strony staraj się wy­korzenić swe wady, a z drugiej utwierdzić swe cnoty, bo cnoty nieutwierdzone, to jest, nie nabyte pracą, nie wypróbowane wal­ką , łatwo, jako owoce niedojrzałe, ulegają zniszczeniu.

Bądź przytem pokorny, a więc niedowierzaj sobie i lękaj się siebie; jako cię upomina Apostoł: „Kto mniema, żeby stał, niech patrzy, aby nie upadł” (5). A choćbyś już jedną stopą był w nie­bie , jeszcze się nie ubezpieczaj, aby zły duch nie uchwycił cię za drugą i nie wtrącił do piekła. Niech ci nie wyjdzie z pamięci smutny upadek Salomona, Judasza, Tertulliana, Lutra, i tylu innych. Gdy będziesz pokorny, będziesz oraz mężny, bo męstwo płynie z pokory i ufności, — małoduszność zaś z pychy i prze­ceniania siebie.

Skoro oddałeś się Chrystusowi, trwaj przy Nim mężnie, jako dobry żołnierz przy swojej chorągwi. Niech cię nie odstra­sza szyderstwo i prześladowanie synów tego świata; ci bowiem, którzy się opinii światowej lękają, stają się podobnymi do małe­go chłopca, który idąc do szkoły, widzi przy drodze pieska szcze­kającego i przelękniony wraca czem prędzej. I nas podobnie wy­syła Ojciec Chrystus i matka Kościół do szkoły doskonałości, lecz na drodze naszej stoi mnóstwo szyderców, jakby piesków szcze­kających bez przestanku: obłudnik, fanatyk, bigot, dewotka i t. d.— wielu bojaźliwych trwoży się i porzuca drogę Bożą, lecz mężni gardzą podobnymi krzykami i śmiało idą do Boga. Aby nabyć takiego hartu, patrz na Męczenników, którzy dla Chrystusa nie lękają się wzgardy i prześladowania. Oto w bramie chińskiego miasta Pekingu stał niedawno temu — bo jeszcze w roku 1837 — dzielny wyznawca i męczennik Piotr Tsay, obciążony kajdanami, przytłóczony kangą, to jest, ciężką kłodą, w którą jakby w klesz­cze zamknięto mu szyję, i wystawiony na obelgi i szyderstwa roz­bestwionego motłochu, a stal tak przeszło lat trzydzieści i nie zachwiał się w wierze (6). O jakże ten przykład zawstydza naszą  małoduszność!

Z męstwem niezachwianem łącz gorliwość nieustającą, — nie tę, która z energii przyrodzonej pochodzi i prędzej lub później się ściera, lecz tę, która z wiary i miłości płynie, a stąd z wie­kiem nie słabnie, wśród przeszkód nie stygnie. Spełniaj więc wiernie swoje obowiązki i ćwiczenia duchowne, bo one są „ka­nałami” , przez które łaska Boża spływa (7). Opowiada Pismo św., że gdy Arka przymierza wpadła w ręce Filistynów i wiele stąd dla nich wyniknęło szkody, Filistynowie przestraszeni wsadzili ją na wóz, a do wozu zaprzągnęli dwie krowy, które puszczone luźno, prostą drogą przybyły do Betsames. Krowy te są niejako obrazem tych dusz, które jarzmo Pańskie dźwigają wytrwale i idą zawsze drogą prostą, drogą przykazań Bożych. Obyś i ty był z ich liczby.

Przede wszystkiem strzeż się zniechęcenia, które siły duszy paraliżuje, iż osłabiona nie biegnie rączo drogą Pańską, ale się wlecze leniwo, a czasem nawet ustaje. Jakież są przyczyny tego zniechęcenia? Czasem nawiedzenie Pańskie, czego i sami Święci doświadczyli (8). Czasem pokusy szatańskie, zwłaszcza wtenczas, gdy to zniechęcenie przychodzi niespodzianie i tylko w rzeczach duchownych się objawia. Czasem cierpienia fizyczne lub moralne, np. bolesne zawody, ciężkie zmartwienia i smutki. Czasem jest ono karą za poprzednie grzechy, skutkiem niewczesnej bojaźni o przyszłość, lub owocem tajemnej pychy, któraby chciała odraza wedrzeć się na szczyty, a gdy się na to nie udaje, niepokoi się i smuci. Najczęściej my sami podobny stan sprowadzamy naszem rozproszeniem, naszem lenistwem i naszą niewiernością w rze­czach Bożych.

Jeżeli chcesz uniknąć tego zniechęcenia, nie bądź najprzód zniewieściałym dla siebie, ani zbyt troskliwym o swoją cześć i swoje zdrowie. Zgadzaj się we wszystkiem z wolą Bożą i chodź wiernie w jarzmie Pańskiem, aby żadnego przykazania nie prze­kroczyć, żadnego obowiązku nie zaniedbać, żadnej łaski nie uronić. Działaj zawsze spokojnie, bez gorączki i pośpiechu, pamię­tając, że nie w jednym dniu stajemy się świętymi. Pamiętaj również, że Pan jest wspomożycielem i obrońcą twoim, a więc Jemu całkowicie zaufaj. „Nuże bracia — zachęca nas autor księgi „O naśladowaniu Jezusa Chr.“ — idźmy naprzód razem, Jezus będzie z nami. Dla Jezusa wzięliśmy krzyż ten, dla Jezusa w dźwi­ganiu krzyża wytrwajmy. Ten, który jest wodzem i przewodnikiem naszym, będzie wspomożycielem naszym. Oto przed nami Król nasz, który za nas walczyć będzie. Idźmy śmiało za Nim, niech się nikt nie trwoży, „bądźmy gotowi mężnie umrzeć w boju, a nie czyńmy tej zelżywości sławie n a s z e j abyśmy krzyża odstąpić mieli” (9). Pamiętaj wreszcie, że życie duchowne splata się z usta­wicznych prac i licznych przykrości; niech cię zatem nie zraża ani ta walka bez wytchnienia — ani to czuwanie ciągle — ani opór natury — ani krzyż umartwienia — ani ta jednostajność nieprzerwana — ani postęp powolny — ani próby Boże (10).

Aby nie stracić otuchy, myśl tylko o dniu dzisiejszym, a nie troszcz się o przyszłość. Często bowiem zły duch podsuwa duszom, aby je odwieść od drogi doskonałości, podobną pokusę: Na rzeczy wielkie zuchwale się porywasz, bo czyliżź potrafisz, przez cale życie czuwać nad sobą, poskramiać swe żądze i zachować się bez skazy? Nie — to nad twoje siły. Lecz ty zawstydź szatana i staraj się tylko dzień dzisiejszy przebyć doskonale, resztę zaś poleć opiece Bożej, bo „dosyć ma dzień nędzy swojej. A nawet — jak radzi św. Ignacy — czyń postanowienia tylko na połowę dnia; tym spo­sobem, co trudnem się wydaje, łatwiejszem się stanie. Czytamy w żywotach Ojców pustyni, że pustelnik jeden był wielce dręczony pokusą obżarstwa. Gdy rano wstawał na modlitwę, czuł głód tak gwałtowny, iż prawie na siłach ustawał i ledwie mógł słowo wy­mówić. Aby jednak nie złamać zwyczajnego postu zakonników, którzy dopiero o trzeciej po południu skromnego używali pokarmu, tak mówił do siebie: Jeść ci się chce, — to prawda, ale pocze­kaj jeszcze trzy godziny, przecież wytrzymasz. Po upływie trzech godzin znowu zwlekał trzy godziny, poczem przez trzy godziny moczył chleb w wodzie, a tymczasem nadeszła pora wyznaczona. Tym sposobem zwyciężał pokusę (11). W życiu duchownem potrzeba używać często podobnych podstępów.

Wreszcie gdy na drodze życia, tak przykrej i długiej, zmę­czysz się nieco, szukaj ochłody w cieniu krzyża, wzmocnienia w „Chlebie mocnych“, pociechy i podpory w wierze żywej, iż tak Bóg każe, — w nadziei silnej, iż Bóg cię nagrodzi — i w miło­ści gorącej, iż Bóg jest godzien twojej pracy. Kiedy św. Wa­wrzyńca sieczono knutami, uplecionymi z drutów , widziano przy nim Anioła, który mając w ręku chustkę, ocierał nią pot spływający z twarzy Męczennika i krew wychodzącą z ran jego: po­dobnie i przy tobie stoi Anioł i zbiera wszystkie krople potu,jakie dla Pana Boga wylewasz na drodze życia, by kiedyś ozdo­bić niemi twoją koronę.

 


Bp. Józef Sebastian Pelczar – Życie duchowne czyli doskonałość chrześcijańska według najcelniejszych mistrzów duchownych , Tom II, Kraków, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1886. str. 228 – 234.

Przypisy:
1) Mat. X, 22.
2) Daniel R. II
3) Belleciusz. Ćwiczenia duch. św. Ignacego.
4) Św. Aug. De nut. et gr. C. 43.
5) I Kor. X, 12
6) Roczniki propagandy 2. List. 1837
7) Faber Postęp w życiu duch.
8)  Por. Roz. XIX, XII, 2
9) Ks. III Rozdz. 56, 6
10) Faber Postęp w życiu duch. R. 8.
11) Rodryc. O post. w dosk. Cz. I Ks. II R .VI.

 

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Niebo nie jest dla leniwych – O wytrwałości do końca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: