Nauka Katolicka

Pan Jezus na Krzyżu

Jeśli ty najmilszy, tak będziesz żył i tak cierpiał i umierał jak Pan Jezus, to i ty w godzinę śmierci będziesz mógł po­wiedzieć: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego". Jakieżby to było niepowetowane nieszczęście, gdybyś nie oddał Ojcu niebieskiemu ducha twego, i gdyby cię Ojciec niebieski nie przygarnął i nie przytulił do serca swego! Ach, gdzieźbyś się podział wtenczas!

Skoro tylko oprawcy przybili Pana Jezusa do krzyża, natychmiast przystąpiło ich kilku i wzięli za ramiona krzyża i pod­nosili powoli do góry; potem kilku wzięło za środkową część krzyża, a znowu kilku za koniec jego i zanieśli jakoby na ma­rach leżącego Jezusa na miejsce, gdzie był wykopany otwór w ziemi na krzyż Pański. To miejsce było na samym szczy­cie góry Golgoty czyli Kalwaryi, to jest trupiej głowy. Nazywało się to miejsce „trupiej głowy dlatego, że ono było za­razem miejscem tracenia złoczyńców ,których tamże grzebano, a zatem w tej gó­rze wiele trupich głów się znajdowało.
Może też być, że na tern miejscu znajdowała się czaszka Adama, który tam miał być pogrzebany, jak twierdzą Ojcowie św. W każdym razie Jezus przyjąwszy na się grzechy ludzkie, ze złoczyńcami był ukrzyżowany, i dla złoczyńców umarł na krzyżu.

Skoro tedy przenieśli krzyż na szczyt Golgoty, podnieśli ramiona jego do góry, i pionowo wpuścili w otwór, przez co Pan Jezus już nie leżał, ale wisiał na krzyżu, a w skutek tego rany Jego się rozdarły jeszcze bardziej i krew znowu pociekła i całe ciało i krzyż i oprawców i ziemię zbroczyła. O, jakiż ból musiał wtedy ści­snąć całe ciało Jezusowe, gdy ono się wstrzęsło a wszystkie rany znowu się otwo­rzyły! Patrzcie dzieci lube, oto Ojciec wasz i Bóg wisi na łożu krzyża; oto matka Jego i matka wasza stoi pod krzyżem, patrząc na umierającego Syna swego.

Chodź­cie więc i wy wszyscy, i słuchajcie, co wam powie konający wasz Ojciec i speł­nijcie testament Jego. Słuchajcie, słuchajcie, oto usta otwiera, i chce coś mówić. Ojcze, modli się, odpuść im, boć nie wiedzą co czynią. Jakoby mó­wił „Ja z mej strony wszystko im od­puszczam, byłeś tylko Ty im odpuścił. Oni bowiem zaślepieni, nieszczęśliwi, nie wie­dzą co czynią ”

Panie, co mówisz? Ty im odpuszczasz. Ty ich wymawiasz i tłumaczysz przed Ojcem? Oni Cię tak okrutnie na śmierć skazali, do krzyża przybili i tyle Ci pier­wej mąk zadali i jeszcze teraz szydzą z Ciebie i radują się z Twych katuszy, oni Tobą gardzą, oni chcą imię Twe z obli­cza ziemi wygładzić, a Ty im odpuszczasz?!

Tak jest, odpuszczam, i nie tylko od­puszczam, ale także ich kocham! Chodźcie, chodźcie tu, niech was do Serca mego przycisnę i niech wam błogosławię przed śmiercią! Chodźcie tu grzesznicy, którzy ciężarem grzechów obciążeni jesteście, ja się na was nie gniewam, boć ja za was i dla was umieram! Dziś w uroczysty dzień mój, gdy się spełniły najgorętsze życze­nia moje, że mogę umrzeć za was, daję jako wasz król ogólną amnestyę, ogólne zapomnienie grzechów, odpust zupełny wszystkich grzechów i kar grzechowych! Ojcze, więc i Ty odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!

Czy słyszycie? Jezus wam odpuszcza, Jezus was kocha, Jezus o wszystkiem za­pomina, Jezus prosi Ojca swego za wami, boście nie wiedzieli, coście czynili. O, do­prawdy, gdybyście wy byli wiedzieli i po­myśleli, co czynicie, gdy grzeszycie, nigdy byście nie byli ukrzyżowali Jezusa! I to także uwaźcie, że dobry Jezus na pierwszem miejscu o grzesznikach pamięta! Stoi tam Matka Jego, stoją niewiasty święte, stoi Jan, ukochany uczeń — a Pan Jezus nie o nich ale o grzesznikach pamięta na samprzód, bo dla ich zbawienia przedewszystkiem przyszedł; przyszedł „szukać co było zginęło”, „przyszedł zbawić grze­szników, jak mówi św. Paweł, z których ja pierwszy jestem „.

O naucz się najmil­szy bracie z przykładu Jezusa, jak się masz modlić. Jeśli masz w domu czy za domem jakiego wroga, jeśli ci kto doku­cza, martwi cię, gryzie, to me przeklinaj go ani w duchu ani słowem, ale rzeknij do Boga: „Ojcze odpuść mu, bo nie wie co czyni”, a dopiero potem za przyjaciół, za krewnych, za siebie się módl; bo do­piero w tedy modlitwa twoja miła i droga będzie Panu!

Usłyszawszy jeden z łotrów wiszących obok Jezusa, że Jezus nie przeklina swych wrogów, że się nie rzuca i nie targa na krzyżu, ale spokojnie wisi i nawet modli się za swych wrogów, uczuł litość nad Nim i nad matką Jego. Czuł Jego niewin­ność i uznał w Nim nadludzką cnotę, o miłość nieprzyjaciół. I przyszło mu na myśl całe jego zbrodnicze życie, i wspo­mniał na wszystkie morderstwa i rabunki i inne złości popełniane przez całe pra­wie życie i porównał się z tym, ktorego jako herszta złoczyńców, jako łotra nad
łotrami, pomiędzy dwoma zbójcami za­wieszono, a który przecież był zupełnie niewinny — i przyszła mu myśl święta o niesprawiedliwości sądów ludzkich i spra­wiedliwości Bożej i począł się lękać są­dów Bożych i otrzymał dar wiary w Chry­stusa.

Wtenczas to poznał, że Chrystus jest królem nieśmiertelnym, że poza tem ziemskiem królestwem jest inne, świetniej­sze, szczęśliwsze, gdzie Jezus króluje wie­cznie. Widząc zaś Jego dobroć i łagodność w spojrzeniu, którem go raczył obdarzyć, pełen żalu i skruchy zawołał: „Panie, po­mnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa twego. A Jezus mu rzekł: Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju .(Łuk. 23, 42, 43.)

Oto wzór nawróconego grzesznika! On wierzy, że Pan Jezus jest królem, który nawet po śmierci króluje, a zatem jest nieśmiertelny; ufa Jego dobroci, bo tylko o pamięć prosi; miłuje swego króla, ser­decznie żałuje za swe grzechy, uznaje słu­szność swej kary, a niewinność Jezusa, staje w obronie swego króla wobec bluźnierstwa swego towarzysza i mękę i śmierć swą jako zadośćuczynienie za swe grze­chy przyjmuje i we własnej krwi jest ochrzczony. Dlatego też z taką ufnością do Pana się zwraca i dlatego też słyszy te słodkie słowa: Zaprawdę mówię tobie: dziś ze mną będziesz w raju.

O jak miło­sierny Pan Jezus, jak wielka dobroć Jego! Za jedną chwilę żalu i skruchy obiecuje raj zbójcy i to jeszcze dziś! Jakże miłą musi być Panu Jezusowi dusza pokorna i żałująca, jak słodkie łzy pokuty, kiedy jej nie tylko wszystko odpuszcza ale i tak prędko niebo daje! O szczęśliwy łotrze, czemuż ja tam na twojem nie byłem miej­scu!

Ale i teraz o Panie, aczem ja wielki łotr i złoczyńca i prawie całe me życie w grzechach spędziłem, widząc Twą do­broć nieskończoną, z płaczem i żalem wo­łam do Ciebie: Panie, pomnij na mnie w królestwie Twojem, kiedy już królujesz wiecznie z Ojcem Twoim. O rzeknij i mnie w godzinę mej śmierci: Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju. Jak ten łotr wierzył i ja wierzę; jak on ufał i ja ufam; jak on kochał i ja kocham, jak on żałował i błagał, ja żałuję i błagam: Panie pomnij na mnie w królestwie Two­jem ! Ach, któżby, choćby największym był grzesznikiem nie nabrał otuchy i ufno­ści, słysząc tak słodkie słowa Jezusa? Nie bój się, jeszcze raj otwarty dla ciebie, jeszcze kto wie jakim świętym zostaniesz, jak wysoko w niebie będziesz; tylko ufaj i słuchaj co ci Pan mówi: Idź w pokoju a nie grzesz więcej! Oto pokuta najwię­ksza i najpierwsza dla grzesznika: Nie
grzesz więcej — a ja ci ręczę, że pój­dziesz do nieba!

Kiedy słowem i przykładem dał Pan Jezus dowód, że przyszedł zbawić grze­szników: dopiero wtenczas zwraca swe oko na Matkę swoją najmilszą i poucza jej ucznia swego Jana, którego miłował, a w nim wszystkich uczniów swoich i braci, mówiąc: Niewiasto, oto syn twój. Potym rzekł uczniowi: oto matka twoja. (Jan 19, 26, 27.)

Bozważ tu, najmilszy bracie, ową niepojętą dobroć Jezusa konającego, że nam daje taką Matkę, abyśmy nie byli sierotami. Wszy­scyśmy bowiem byli niejako sierotami.
Bo acześmy mieli Ojca, to ten Ojciec był na nas zagniewany, dla tego, żeśmy Go ciężko obrazili. Więc też my baliśmy się Go i jako Adam i Ewa kryliśmy się przed Jego wszystko widzącem okiem, nie mie­liśmy odwagi i śmiałości zbliżyć się doń, a zwłaszcza gdyśmy ukrzyżowali Syna Jego ukochanego, w którym On sobie upodobał. Otóż Jezus najsłodszy daje nam na łożu śmiertelnem taką Matkę najdobrotliwszą, Jemu najmilszą i nas kochającą, która jest zarazem i Jego i naszą matką. Do niej tedy mamy się udawać, jeśliśmy obciążeni grzechami, bo Ona jako matka nie gniewa się na nas i zawsze wstawia się za nami do Syna swego, który do niej rzekł: „Oto syn twój, pa­miętaj o nim i kochaj go, jakeś mnie ko­chała, bo on syn twój jak i Ja.

A ty kochany uczniu mój, oto daję ci matkę moją za matkę, czcij i kochaj Ją, jak ja ją kochałem i szanowałem; wszak Ona matka twoja i wszystkich tych, którzy są uczniami moimi, nie zapominaj o jej boleściach i cier­pieniach, ale staraj się o Jej cześć i chwałę i miej pieczę o niej jako dobry syn ma pieczę o swą matkę-wdowę! Tyś jest moim najmilszym uczniem-dziewicą, tobie więc najdroższą matkę moją dziewicę w opiekę oddaję!

Tak więc jesteśmy dziećmi Maryi, a Ma- rya matką naszą! Wśród strasznych cier­pień Jezus nie zapomniał o nas, nie chciał nas zostawić sierotami, ale dał nam to, co każdemu w tem życiu jest najdroższe to jest, matkę i to taką matkę! Matkę Bożą uczynił matką naszą! Kiedy dziecię płacze i cierpi, wtenczas słodki uśmiech, wdzięczne spojrzenie, uprzejme słowo z ust matki jest wszystkiem dla niego; ono zapomina o płaczu i bólu i także mile się do niej uśmiechnie, przytuli się do serca jej i gorąco ją ucałuje! Tak i z nami Je zus uczynił, bo zna dobrze naturę naszą. Nam koniecznie potrzeba matki. To też protestanci, którzy nie czczą i nie kochają Maryi, zawsze są smutni i choć się we­selą, to wesołość ta nigdy nie jest tak szczera jak u katolików. Bo protestanci są zupełnemi sierotami (…)

Ale na szczęście umierający Jezus daje nam matkę, bo mówi do nas: „Oto matka, twoja“, do niej przybiegaj z ufnością, ona cię pocieszy i przytuli do serca swego macierzyńskiego!

Tak wielkiemi katuszami zmęczony Jezus, kiedy zeń już prawie wszystka krew wypłynęła, język gorączką został spieczony i usta wyschłe były z pragnienia, rzekł
cichym głosem: Pragnę (Jan 19, 23).

W tem jednem słowie wylał Jezus całe swe serce i objawił cel swojej męki i śmierci. Czy Pan Jezus miał pragnienie napoju cielesnego? Miał — to prawda, bo Go strasznie paliła gorączka, a człowiek w gorączce, pomimo innych najsroższych boleści tylko wody woła! Ale jak Pan Jezus miał pokarm ku jedzeniu, którym jest spełnienie woli Ojca Jego: tak miał Pan nasz także napój ku piciu, którym jest zbawienie nasze! Więc chwała Ojca i zbawienie nasze to — pokarm i napój Jezusa!

Słyszysz więc, najmilszy, czego Jezus pragnie? Oto zbawienia twego! On go tak pragnie, jak ty pragniesz świeżej wody, gdyś bardzo zmęczony i spraco­wany; owszem bardziej pragnie twego zbawienia, bo On gotów jeszcze raz um­rzeć, byle duszę twą zbawić!

O staraj się zbawić swą duszę, abyś zaspokoił pragnie­nie Jezusa! Nie dawajże Mu żółci i octu, ale daj mu świeżej i czystej wody t. j. staraj się aby dusza twoja była w łasce poświęcającej, która jest jakby ta żywa woda źródlana, wytryskująca do żywota wiecznego!

Jednakże Pan Jezus wiedział dobrze, że to pragnienie Jego zbawienia dusz naszych nie ze wszystkiem będzie zaspo­kojone, bo miliony ludzi nie będą korzy­stały z męki i śmierci Jego, że umrą w grzechach i pójdą samochcąc na wieczne męki. I ta wiadomość wielkim smutkiem Go napełniła. To też wielkim głosem za­wołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mię opu­ścił? (Łuk. 27, 46.).

Nie narzekając mówił te słowa Pan Jezus, ale chcąc obecnym tam żydom i kapłanom ich pokazać, że Prorok o Nim mówi, gdy psalm dwudziesty pierwszy od tych słów zaczyna i że to, co w tym psal­mie wyśpiewał Dawid prorok, wszystko o Nim jest powiedziane. Następnie i dla tego Pan Jezus te słowa wypowiedział, abyśmy poznali, jak straszne męki cier­piał i jak bolesna to chwila śmierci dla grzesznika opuszczonego od Boga; bo jak wiadomo, Chrystus na siebie przyjął po­stać grzesznika, acz żadnego nie popełnił grzechu, i kary grzeszników wycierpiał aż do opuszczenia od Boga, t. j. że Mu Bóg Ojciec nie dał pociechy wewnętrznej.

O daj ci Panie Boże, żebyś takiego opu­szczenia nie doznał przy śmierci; dlatego mów do Boga Ojca: „Przez opuszczenie Syna Twego najmilszego w godzinę śmierci mojej nie opuszczaj mię Boże mój, ale bądź przy mnie łaską, pomocą i pociechą Twoją“. Ale, chcąc tę łaskę otrzymać, nie opuszczaj ty Boga w życiu przez grze­chy, nie oddalaj się od Niego jak syn marnotrawny, ale wróć do najlepszego Ojca, to On cię w godzinę śmierci nie opuści!

Skoro męki Chrystusa dosięgły już naj­wyższego stopnia, i kiedy już więcej cier­pieć nie było potrzeba, dopiero wtenczas rzekł Jezus: Wykonało się (Jan 19, 30).

Wykonało się wszystko, co prorocy przepowiedzieli o Panu Jezusie, wykonała się wola Boża, wykonało się zbawienie człowieka. Skoń­czyła się męka, wykonało się i do najwyższego stopnia doszła miłość, wyko­nały się wszystkie dzieła Opatrzności Bo­żej względem człowieka!

O, gdybyś ty człowiecze umierając, mógł powiedzieć: Wykonało się; oto spełniłem wszystko, co mi Pan Bóg spełnić rozka­zał, doszedłem do najwyższej dla mnie możliwej miłości ku Bogu i ludziom! Już nie mam tu co robić na świecie; nie po­zostaje mi nic, jak tylko umrzeć i wiecznie z Bogiem się radować. Daj ci Boże, byś przy śmierci na wzór Jezusa mógł powie­dzieć wesoło: Wykonało się!

Już więc Jezus wszystko wykonał; cel przyjścia Jego na świat został osiągnięty, a zatem zostało Mu tylko jedno i ostatnie t. j. umrzeć za nas. Urzekł tedy ostatnie słowo przed śmiercią i wielkim głosem zawołał do Boga, już nie Boże, ale: Oj­cze w ręce twoje polecam ducha mojego. (Łuk. 23, 46.) A skłoniwszy głowę ducha oddał ( Jan. 19, 30). A za­tem dobrowolnie oddaje ducha swego Ojcu niebieskiemu; nikt duszy Jego nie bierze, lecz On sam ją oddaje Ojcu niebieskiemu, od którego ją otrzymał.

Jeśli ty najmilszy, tak będziesz żył i tak cierpiał i umierał jak Pan Jezus, to i ty w godzinę śmierci będziesz mógł po­wiedzieć: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mojego”. Jakieżby to było niepowetowane nieszczęście, gdybyś nie oddał Ojcu niebieskiemu ducha twego, i gdyby cię Ojciec niebieski nie przygarnął i nie przytulił do serca swego! Ach, gdzieźbyś się podział wtenczas!

Więc spełniaj teraz w życiu wolę Ojca, abyś mógł z Panem Jezusem powiedzieć: Ja zawsze czynię to, co Mu się podoba, to będziesz mógł tego ducha twego polecić Ojcu i powiedzieć Mu: „W ręce Twoje, Ojcze, polecam ducha mojego; bo on do Ciebie należy, tyś go stworzył, Tobie go wraz z duszą Jezusa Syna Twego najmilszego oddaję!”

Tak tedy Pan Jezus umarł; umarł Bóg i Pan nasz, matkę i dzieci zostawił na świecie. Już zgasło światło, już zamarły usta nad miód słodsze, skostniało ciało, serce bić przestało — Jezus już nie żyje! Przystąpcie dzieci do zwłok Ojca wa­szego i opłakujcie śmierć Jego.

I wy także, niedobre dzieci, któreście Mu życie skróciły, przynajmniej po śmierci Go opłakujcie i poprawcie życie wasze; płaczcie i wy dobre dzieci i zdejmijcie ciało Jego z krzyża i w spaniały Mu sprawcie pogrzeb.
Chodźcie i pomrzyjmy z Nim dla świata, dla jego rozkoszy, dla wszystkiego, co niecnotliwe, co nie prowadzi do nieba!

Gdy ci mąż umrze , który był dobry i któregoś kochała, to mówisz: „Ach ja nieszczęśliwa, niema z kim żyć, pocom ja tu została biedna sierota?” I świat ci nie miły, ani jeść ani bawić się nie możesz, wszystko ci goryczą zaprawione; gdy inni się śmieją, tobie na płacz się zbiera. Oto tak i teraz uczyń. Twój najukochańszy Zbawiciel, który cię bardziej kocha, jak najlepszy mąż małżonkę swoją, bo krew swą za ciebie przelał i życie swe za cie­bie w ofierze przyniósł — umarł. Więc i ty z Nim umrzyj, żyj tak jakbyś nie żył na ziemi, a będziesz się cieszył życiem wiecznem w niebie.

Śmierć Jezusa niech ci będzie nauką. Przypatruj się tym zwłokom Jezusa. Jakie myśli one ci przywiodą?

Opisuje Swetoniusz w życiu Cezara następujące zdarze­nie. Razu jednego przystąpił do Cezara stary weteran i prosił go, aby za nim przed sądem świadczył, mówiąc, że go fałszywie oskarżono. Cezar obracając się do jednego z wodzów rzekł: Idź i zastąp mię przed sądem i świadcz za tym moim weteranem. W tedy weteran ów odsłaniając swe piersi, bliznami okryte rzekł: „Cezarze, gdyś ty był w niebezpieczeństwie życia, ja nie posyłałem za siebie zastępcy, aby cię bronił, ale sam zastawiłem cię piersiami mojemi — oto rany, które za ciebie otrzymałem. Zawstydzony i rozczulony Cezar, osobiście stanął do sądu i bronił swego starego żołnierza! Śliczna ta historya, do łez nas porusza.

Widok martwego ciała Jezusa te same uczucia w nas wzbudzić powinien. Oto nieraz wypada nam bronić Pana Jezusa przed światem — nie odstępujmy więc innym tej zaszczytnej przysługi, ale sami brońmy Pana Jezusa. On odsłania nam ciało swe ranami okryte i woła: Ja nie anioła, ani innego czło­wieka posłałem by cię bronił od- śmierci wiecznej, ale sam we własnej osobie za­stawiałem się za ciebie, dałem się męczyć i umarłem za ciebie! Więc, ty przynaj­mniej broń mię i sam nie godź w tę pierś mieczem grzechu i nie zabijaj mię nie­wdzięczny. Słuchaj głosu tych ran, głośniej wołających, niż głos tysiąca ludzi!

Skoro umarł Jezus, zezwolił Piłat zdjąć ciało Jezusa i uczciwie je pogrzebać. Więc zdjęli pobożni uczniowie Jezusa Józef z Arymatei i Nikodem zwłoki Pańskie i złożyli je na łonie Maryi. O bolesna Matko! Takiegoż to Syna oddają Ci lu­dzie! Tyś im dała żywego, pięknego synaczka, a oni Ci oddają martwego, bla­dego i ran pełnego! Kiedy matka płacze, to dobre dzieci przychodzą i tulą się do jej serca, płaczą i mówią: „Nie płacz matko, nie płaczu, i starają się ją pocie­szyć.

Otóż i my, najmilsi, chodźmy do Matki Boskiej i pocieszmy ją: Matko na­sza, mówmy, my jesteśmy przyczyną i smutku i łez i boleści Twoich; ale cię przepraszamy, chcemy się poprawić i już nigdy grzechami Jezusa twego krzyżować nie chcemy. Nie płacz, my teraz chcemy płakać za grzechy, a ty będąc naszą obroną i pociechą, nie będziesz się na nas gniewała na wieki!

I wzięli ciało Jezusa, i obwinęli w prze­ścieradło bielutkie i mirą i drogiemi ma­ściami pomazali i włożyli w nowy grób, w którym jeszcze nikt nie leżał.

I leży Jezus w grobie! Abyś ty nie le­żał w grobie piekielnym i nie cierpiał wiecznych mąk, Jezus leży w grobie! Idź więc jak dobre dziecko na grób Jezusa, zapłacz gorzkiemi łzami i rzeknij Mu: „Jam ten zabójca i matki i ojca i szczę­ścia mojego wiecznego! Jam zasłużył na taką śmierć okrutną; a ty najsłodszy Jezu za mnie tak cierpisz, umierasz i do grobu zstępujesz!”

Jak dobre dziecko zasadź na grobie Jezusa kwiaty postanowień dobrych, podlej je łzami twojemi, a wyrosną z nich owoce słodkie ustom Bożym. A gdy od grobu Jezusa powracać będziesz do domu, bij się w piersi i mów z setnikiem: Praw­dziwie człowiek ten był synem Bożym (Mar. 15, 39), bo tak tylko prawdziwy Bóg umierać może!

O dalby to Bóg, abyś czytając z uwagą tę książeczkę, chciał się stać Jezusom podobnym, abyś umiał wiele cierpieć dla Boga aż do śmierci, a potem stał się godnym królować z Nim na wieki w niebie. Amen.


Ks. Kazimierz Riedl T.J. – „Czytania o Męce Pańskiej” . Kraków 1901 r. Str. 134 – 150.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Pan Jezus na Krzyżu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: