Nauka Katolicka

Jezus idzie na śmierć.

A czy wiesz ty najmilszy bracie, kto Pana Jeznsa już po raz drugi tak powa­lił na ziemię? Oto ci grzesznicy, którzy powracają do grzechów, których się już wyspowiadali, i za które żałowali. O jak oni nieostrożnie i lekkomyślnie postępują! Wiesz, co się w duszy takiego grzesznika dzieje? Oto, jak sam Pan Jezus naucza, szatan weźmie siedmiu towarzyszy swoich gorszych jak pierwszych, i do cięższych jeszcze grzechów go przywiedzie, i staną się poślednie rzeczy jego gorsze niż pierw­sze. Człowiek taki, który już raz tknięty łaską Bożą powstał z grzechów swoich, a potem wpadł w te same grzechy, staje się zwyczajnie gorszym, niż był pierwej, a to dlatego, że większą i obfitszą łaską Bożą wzgardził, większemu miłosierdziu Bożemu stał się niewdzięcznym.

 

Skoro tylko Piłat wydał wyrok śmierci na Jezusa, natychmiast wsieli Jezusa i wy­wiedli. A niosąc krzyż sobie, wyszedł na ono miejsce, które zwano trupiej głowy.
(Jan 19, 16, 17.)

Święty Jędrzej Apostoł, który później jak mistrz jego Jezus, umarł śmiercią krzy­żową, ujrzawszy z daleka krzyż dlań przy­gotowany, z radością zawołał: „O dobry krzyżu, na który z ciała Pańskiego ozdoba spłynęła, o krzyżu od dawna upra­gniony, serdecznie ukochany, bez prze­stanku szukany, a wreszcie duszy spra­gnionej zgotowany: weź mię od ludzi i od­daj mię mistrzowi mojemu, aby mię przez ciebie przyjął do siebie ten, który mię przez ciebie zbawił!“

Jeśli zatem Apostoł i uczeń Chrystusa z taką miłością i upragnieniem witał i po­zdrawiał krzyż swój, na którym miał umrzeć za mistrza swego: z jakąż miło­ścią powitać musiał Pan Jezus Krzyż swój, którego nieskończoną miłością pragnął przez całe trzydzieści trzy lata! Z jakąż czułością wziął na swe ramiona ten znak zbawienia naszego, na którym miał umrzeć za nas i za nasze zbawienie?

Lecz ty, jeśli Bóg na ciebie w miło­sierdziu swem krzyż jaki ześle, a zwłasz­cza krzyż długotrwały, nieraz bluźnisz Bogu i mówisz, że Bóg o tobie zapo­mniał!

Gdzietam! Wtenczas Bóg o tobie naj­lepiej pamięta, kiedy na cię cierpienia zsyła! Powiedz mi, gdyby ci kto codzień dawał złoty krzyżyk kamieniami drogimi i perłami wysadzany, czybyś mógł powie­dzieć, że on o tobie zapomniał? czyby ten krzyżyk nie był najlepszym dowodem jego pamięci o tobie? Otóż Pan Bóg tobie daje krzyżyk nie złoty, ale jeszcze kosztowniejszy: krzyżyk cierpienia, bo za ten krzy­żyk możesz sobie kupić królestwo nie­bieskie!

 

Do pewnej pobożnej, bardzo ciężko od długiego czasu chorej niewiasty przyszła raz jej znajoma, by ją pocieszyć. Obaczywszy figurę ukrzyżowanego nad jej łóżkiem wiszącą, rzekła do niej: „Proś Pana Jezusa Ukrzyżowanego, aby zdjął z ciebie ten ciężki krzyż choroby, który już tak dawno dźwigać musisz!“ Chora zaś odpowiedziała ze zdziwieniem: „Co?! ty mi pokazujesz Jezusa ukrzyżowanego i radzisz mi, abym Go prosiła o uwolnienie od krzyża? Właśnie Jezus ukrzyżo­wany upomina mię, abym ja jak On była ukrzyżowana! Nie chcę być wolną od krzyża, ale jak łotr po prawicy tego tylko pragnę, aby Pan Jezus na mnie w niebie pamiętał !”

I ty tak czyń! Kiedy Bóg ześle na ciebie cierpienia, i ludzie cię prześladować będą, uciesz się tym krzyżem , uściskaj i przytul go do serca jako skarb najwyż­szy, włóż go na ramiona i dziękuj Panu Jezusowi, żeś się stał godnym dźwigać z Chrystusem krzyż swój!
Krzyż był znamieniem nie tylko boleści, ale i hańby! Bo na krzyżową śmierć ska­zywano niewolników, złodziei i zbójców.

Otóż Zbawiciel nasz wybiera właśnie ten haniebny i sromotny rodzaj śmierci, aby ciebie mój drogi, któryś tyle złych czy­nów popełnił i duszę własną grzechami zabiłeś, od tak srogiej i sromotnej śmierci uwolnić.

O jaka to słodka pociecha! Jezus bie­rze na siebie grzechy moje i stoi jak grzesznik obciążony ciężarem grzechów moich! Jeśliby bowiem Pan Jezus nie był wziął na się tego ciężaru krzyża tobyśmy jeszcze dotychczas leżeli w grzechach i by­libyśmy niewolnikami szatana.

Ten krzyż jednakże jest nie dla wszyst­kich środkiem zbawienia, ale tylko dla tych, którzy go dźwigają z miłością i żalem za swe grzechy; dla tych zaś co leżą w grze­chach ciężkich i krzyż włożony od Boga z niechęcią i narzekaniem a nawet bluźnierstwem dźwigają, jest on początkiem wiecznej boleści! Boć i obok Pana Jezusa dwu łotrów dźwigało swe krzyże. Jeden spokojnie, uznając słuszność kary za swe życie zbrodnicze i ofiarując cierpienia swe na zadośćuczynienie za swe grzechy, a drugi ze złością, niechęcią i bluznierstwem. Tamten stał się uczestnikiem wie­cznej chwały, ten zaś – odrzucony od Boga! A kiedy ten znak zbawienia zjawi się na sadzie ostatecznym — ucieszą i roz­radują się miłośnicy krzyża, bo on dla nich będzie znamieniem wiecznego szczęścia, a żadrżą na jego widok niepokutujący grzesznicy, bo przez ten krzyż mogli się zbawić, a nie chcieli!

O najsłodszy Jezu , spraw, aby Krzyż Twój stał się dla nas wszystkich narzę­dziem zbawienia wiecznego!

 

 

Zaledwie Pan Jezus kilka kroków z krzy­żem uszedł, upadł pod jego ciężarem. Upadł — na kamienie, i srodze się po­tłukł; rany Jego się odnowiły, a już naj­bardziej głowa Jego cierniem poraniona uderzywszy przy upadku o ostre kamienie, najokropniej ucierpiała! Kto może opisać, kto wypowiedzieć lub pojąć zdoła ten ból okropny? A oprawcy jeszcze sztur­chają i biją Jezusa i napędzają kopaniem i kułakami, aby wstał czem prędzej i szedł dalej! A Jezus taki słabiutki!

O duszo moja, patrz jak twój Bóg leży i cichutko stękając mówi do siebie:

„Ach, to tyś mnie powalił o ziemię twojemi grzechami! Podnieś mię, podnieś, bo mię strasznie bolą rany”.

A jakże ja to mam uczynić? Jakże Cię mogę podnieść mój Panie?

„Oto powstań z grzechów two­ich, a jużeś mię podniósł“.

Czy masz ty serce patrzyć obojętnie jak Jezus leży? Czemuż nie spieszysz by Go podnieść?
Kochasz Jezusa, a dopuszczasz, aby tu tak leżał na twardych kamieniach? Podnieś bliźniego z grzechu, podnieś go z nędzy, ale pierwej sam powstań z grzechu, bo nie możesz podnieść drugiego, jeśli sam pierwej nie wstaniesz!

Jezus upadł pod ciężarem krzyża, abyś ty się podniósł z grzechu; jeśliby Jezus był nie upadł, ty byś nie mógł powstać z grzechu. Ach, bo grzesznik leżał pod ciężarem swych grzechów, nieszczęśliwy biedny i nie mógł się sam podźwignąć; więc Jezus ulitował się nad nim i sam upadł, by mu wysłużyć łaskę powstania z grzechów.

O jak dobry Pan Jezus! Dziękujże Mu, najmilszy, za ten nowy dowód miłości i powstając z grzechu, podnieś Jezusa! Lecz podnieś Go łagodnie nie jak owi oprawcy, którzy bijąc, kopiąc i szturcha­jąc Jezusa, podnieśli Go z ziemi.

Jezus więc zebrawszy ostatek sił swo­ich ludzkich — idzie dalej drogą krzyża. Wtem zabiega Mu drogę najukochańsza Matka Jego Marya, Pani nasza i łzami zalana patrzy na Syna swego najukochań­szego i łkając mówi: „Ach ja Matka żałościwa! Cóż wam o ludzie uczyniła dzie­cina moja droga, że ją tak okrutnie mę­czycie? Oddajcie mi Syna mego, oddajcie; wszak On wam zawsze tylko dobrze czy­nił, a wy, coście z Nim zrobili?“

Powiedz mi, ukochany bracie, siostro miła, czy chcesz ty jeszcze raz tak stra­szną boleść sprawić Maryi, matce Jezusa i naszej ? Jeśli bowiem Boga grzechami obrażasz, to nie tylko męczysz Jezusa, ale i Serce Maryi mieczem boleści przeszy­wasz! Przypatruj się teraz Jezusowi i Ma­ryi Matce Jego cierpiącej, i uznaj, że ty jesteś przyczyną męki Jezusa i smutku Maryi, a żałuj za swe grzechy, to ujrzysz kiedyś Jezusa i Maryę w radości i szczęściu , i staniesz się uczestnikiem takiej samej radości! Uważ, jaki to musiał być  smutek, jaka boleść przenikała wtenczas duszę Maryi.

Jedna matka miała jedynaka, pięknego, silnego, zdrowego. Nastała wojna — wszyst­kich brano do wojska. Poszła i ona z sy­nem do miasta, aby być przytomną po­borowi. Sądziła, że będą mieli litość nad nią, ubogą wdową i nie zabiorą jej syna do wojska. Błagała wzrokiem, błagała łzami i głośnym płaczem. Przychodzi kolej na jej synaczka. Stała jak kamień i wpatrywała się i słuchała… nareszcie przewodniczący oficer rzekł: zdatny! —
wdowa usłyszawszy to — zatoczyła się i padła trupem! Oto boleść matki!

Tak i Matka Jezusa, skoro ujrzała, że Go wiodą na śmierć, a na śmierć tak ha­niebną— mało nie padła trupem; ale Bóg dodawał jej męstwa do dalszych cierpień i chciał ją zachować dla pociechy i po­mocy młodziutkiego Kościoła! A tej bo­leści my byliśmy przyczyną! Myśmy to matce naszej te łzy wycisnęli! Ile razy bowiem na Pana Jezusa ciężkie brzemię grzechów naszych kładziem , tyle razy także Matkę Jego smutkiem i boleścią napełniamy.(…)

Najświętsza Panna, ujrzawszy Syna swego tak cierpiącego, chciała się doń przybliżyć — ale źli ludzie nie dozwolili Jej tej pociechy, lecz naśmiewając się z Niej mówili z szyderstwem : oto matka! takiego sobie syna wychowała! A Ona ciche łzy obciera sobie, pozbawiona na­wet tej pociechy, żeby się mogła z swym syneczkiem na drodze krzyżowej połączyć.

W Najświętszej Pannie mamy obraz duszy pobożnej, która pragnie Jezusa i chce się z Nim połączyć, i Jemu służyć, a źli i przewrotni ludzie szydzą z niej i od Pana Jezusa ją odtrącają!

O jak wiele dusz byłoby świętych, gdyby nie było takich, którzy je od Chrystusa od­wodzą, a na muzykę, na zabawy prowa­dzą, od kościoła zaś, od świętych Sakra­mentów odradzają, a nad cierpiącym Jezusem ani zapłakać nie dadzą! Lecz ty, duszo droga, nie daj się im odwieść od Chrystusa; niech z ciebie szydzą, niech cię przezywają, niech prześladują — co ci to szkodzi? Oni cię po śmierci są­dzić nie będą, oni ci ani chwilki życia przedłużyć nie zdołają! Czegóż się boisz złych ludzi? Bój się tylko Jezusa, który cię sądzić będzie po śmierci! Pomóż więc płakać Maryi, idź z Nią razem drogą krzyża, a Ona ci pomoże do wiecznej ra­dości.

 

 

Jezus coraz bardziej upadał na siłach i już dalej nie mógł postępować. Dla tego żydzi, bojąc się, by Pan Jezus nie skonał na drodze, a sami nie chcąc pomóc Mu w dźwiganiu krzyża, przysiłowali nieja­kiego Szymona z Cyreny, aby pomógł nieść krzyż Jezusowi.

Uważ tu, bracie miły, boleść Pana Jezusa serdeczną. Wszyscy Go porzucili, nikt z Nim krzyża dźwigać nie chce, każdy się chce weselić, a ledwie kto się znajdzie, aby chciał nieść krzyż z Chry­stusem. Choć nawet cierpimy, jeśli nam kto okaże współczucie albo słowo pocie­chy nam powie, to nam już lżej na sercu, już nam cierpienie tak nie dolega: a Jezus widzi, że Go wszyscy uczniowie Jego opuścili, tylko jeden obcy człowiek i to przymuszony Mu pomaga!

Czyś i ty taki, że nie chcesz pomóc Panu Jezusowi krzyża dźwigać? O, nie, mówisz, ja bym z ochotą był pomógł Panu Jezusowi krzyż dźwigać, ale cóż mam robić, kiedy teraz Pan Jezus krzyża nie dźwiga!

A ja ci powiem, że i teraz Pan Jezus ciężki krzyż dźwiga w ubogich ludziach! Patrz, jak ciężki krzyż dźwiga ta wdowa; popatrz na jej dziatki głodne, które nie mają kawałka chleba, a u ciebie wszyst­kiego dostatek; patrz jak w tam tej cha­cie leży już od dawna chory ojciec ro­dziny; biedna matka nie może zarobić, nie ma ani na lekarza, ani na lekarstwo ani na silniejszą strawę; rodzina łzami się karmi, a ojciec wkrótce — umrzeć musi!  Oto Chrystus ciężki krzyż ubóstwa i cho­roby dźwiga. Idź więc — nakarmij te biedniątka, pociesz tę wdowę, przywiedź lekarza, otrzyj łzy płaczącym, a jużeś po­mógł nieść krzyż Chrystusowi!

 

Znalazła się jednak między niewiastami jedna z tych, co służyły Jezusowi, imie­niem Berenika czyli Weronika, która widząc twarz Pana swego, tak zeplwaną, po­tem i krwią oblaną, przecisnęła się gwał­tem przez mnóstwo ludu tłoczącego i szy­dzącego, i wyjąwszy czystą chustkę obtarła nią twarz Zbawiciela; a Panu Jezusowi tak bardzo ta odważna przysługa Wero­niki się podobała, że na pamiątkę zostawił jej obraz oblicza swego na tej chustce.
Patrz, jaka to odważna niewiasta! Ona ciśnie się pomiędzy lud, pomiędzy wojsko otaczające Jezusa, nie dba o to, że się jedni z niej naśmiewają, inni poszturchują;  ona miłości pełna nie boi się niczego ale wprost — dąży do Jezusa!

Czemu teraz tak mało dobrych ludzi? a mianowicie dzielnych katolików?

Bo się boją cisnąć do Jezusa! Oni by nie chcieli, aby się ludzie z nich naśmiewali, by ich poszturchiwali, oni by chcieli, żeby ich za dobre uczynki szanowano, chwa­lono; oni nie mają tej odwagi, jaką miała Weronika, są tchórzami, którzy się wszel­kiej trudności w służbie Bożej obawiają.  A teraz nam właśnie takich dzielnych niewiast, takich odważnych mężczyzn po­trzeba, kiedy wrogowie Jezusa szyder­stwem i śmieszkami chcieliby ludzi od Niego odwrócić.

Pan Jezus za tę przysługę zostawił We­ronice prześliczną pamiątkę!

Gdyby tobie Pan Jezus dał tak cudowną pamiątkę, jakżebyś był szczęśliwy! jakbyś ją chował i w największem miał poszanowaniu! A ty nie myślisz o tem, że tobie dał Pan Jezus jeszcze piękniejszą pamiątkę, bo tobie Pan Jezus nie obraz swego oblicza na płót­nie — ale całego siebie najprawdziwiej w Najświętszym Sakramencie ołtarza, na pamiątkę zostawił. O jakaż to wspaniała, jak zacna pamiątka! Abyś nigdy o Jezusie nie zapominał, On sam we własnej oso­bie zostaje na ołtarzu! A ty może o niczem mniej nie pamiętasz, jak o Jezusie.

A na co to Pan Jezus nam taką pa­miątkę zostawia? Zastanów się nad tem, bo ta rzecz godna jest głębokiego zasta­nowienia się.

Kiedy się, na przykład, wy­bierasz w daleką podróż, to bierzesz ze sobą strawę i posilasz się  dobrze, abyś w drodze nie ustał z osłabienia. Otoż my wszyscy wybieramy się w bardzo daleką, trudną i przykrą podróż, to jest w podroż do nieba, a droga do nieba strom a w górę prowadzi, jest daleka i przykra, i zewsząd zbójcami otoczona, a przy tem przez cale życie nią iść trzeba. Któż nas tedy na taką podróż może nakarmić, pokrzepić, jak nie pokarm niebieski, chleb anielski, to jest, Jezus sam, który zstąpił z nieba, i który o sobie mówi: Jam jest chleb żywy, który z nieba zstapił (Jan 6, 51.) Kto tego boskiego pokarmu pożywa, ten się z łatwością aż do nieba, aż do Boga podniesie, ten się stanie podobnym Bogu, stanie się ucze­stnikiem Boskiej natury! Oto, dlaczego nam Pan Jezus taką pamiątkę zostawił!

 

Krom tego Pan Jezus kochając nas mi­łością nieskończoną, chce nam dać taki podarunek, iżby on był widomym dowo­dem i znakiem Jego ku nam miłości. Cóż nam tedy da? Oto da nam samego siebie, a dając nam samego siebie, daje nam po­darunek godny samego Boga, nad który już nic lepszego i wspanialszego niema.
Chce zatem Pan Jezus być naszą zupełną własnością, tak żeby każdy co przyjmuje Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, mógł powiedzieć: „Panie, tyś mój!“ Po­nieważ zaś nic na świecie nie jest tak ści­śle naszem jak ten chleb, który pożywa­my, i ten napój, który pijemy, dla tego Pan Jezus chcąc się z nami jak najściślej zjednoczyć, daje nam się pod postaciami chleba i wina jako pokarm i napój. O du­szo moja, czy pojmujesz ty tę nieskoń­czoną mądrość i miłość Jezusa ku sobie?

Nadto, Pan Jezus, chcąc w nas wzmo­cnić nadzieję wiecznego szczęścia, do któ­rego my nie tylko żadnego prawa nie mamy, ale przez nasze grzechy nawet na piekłośmy zasłużyli, daje nam zadatek na to szczęście wieczne; a tym zadatkiem jest On sam pod postacią chleba i wina w Najświętszym Sakramencie i mówi do nas niejako:

Oto, abyś wiedział człowie­cze, że ci chcę i pragnę dać niebo i że ci je z pewnością dam, jeśli według mych przykazań postępować do śmierci będziesz:  masz na to nie tylko moje boskie słowo i obietnicę, ale nawet zadatek i to mnie samego, abyś wiedział, że jeśli ci daję to, co jest więcej warte, niż całe szczęście wieczne, bo ci daję sam ego siebie: to ci z pewnością dam i to, co jest mniej warte, a zatem szczęście wieczne

 

O wynalazku Boskiej mądrości, kto z cię pojmie? Kto Ci się godnie odwdzięczyć zdoła? Cóż my damy Panu Jezusowi na pamiątkę za Jego miłość? Pan Jezus krwawemi ranami zapisał nas sobie na rękach i nogach i na Sercu swojem, aby o nas nigdy nie zapomniał. My przynajmniej ma­jąc tę pamiątkę po Komunii świętej, szanuj­my ją i nie wyrzucajmy jej z serc naszych przez niegodne postępki, często Jezusa pozdrawiajmy, utajonego w Najśw. Sakra­mencie, dziękujmy za tę prześliczną i przesłodką pamiątkę, a przede wszystkiem sta­rajmy się godnie Go przyjmować w Ko­munii św. przez szczerą spowiedź i żal serdeczny za grzechy, abyśmy tym pokar­mem zasileni, mogli dojść aż do nieba, a nauczywszy się miłować Pana Jezusa w życiu, mogli Go miłować przez całą wieczność. Amen.

 

<<>>

 

Nie wielka to musiała być pomoc dana Panu Jezusowi od Szymona Cyrenejczyka, kiedy Pan Jezus nie za długo potem po drugi raz upadł; a ten upadek był daleko boleśniejszy niż pierwszy, bo Zbawiciel był daleko bardziej osłabiony, jak, przy pierwszym upadku, a prócz tego rany w głowie zadane cierniem, gdy Pan Jezus runął całym ciężarem ciała i krzyżem zo­stał przygnieciony, coraz boleśniejsze się stawały.

A czy wiesz ty najmilszy bracie, kto Pana Jeznsa już po raz drugi tak powa­lił na ziemię?

Oto ci grzesznicy, którzy powracają do grzechów, których się już wyspowiadali, i za które żałowali. O jak oni nieostrożnie i lekkomyślnie postępują! Wiesz, co się w duszy takiego grzesznika dzieje? Oto, jak sam Pan Jezus naucza, szatan weźmie siedmiu towarzyszy swoich gorszych jak pierwszych, i do cięższych jeszcze grzechów go przywiedzie, i staną się poślednie rzeczy jego gorsze niż pierw­sze.

Człowiek taki, który już raz tknięty łaską Bożą powstał z grzechów swoich, a potem wpadł w te same grzechy, staje się zwyczajnie gorszym, niż był pierwej, a to dlatego, że większą i obfitszą łaską Bożą wzgardził, większemu miłosierdziu Bożemu stał się niewdzięcznym.

Czytamy o świętym Jakóbie pustelniku, że będąc na pustyni dopuścił się strasznego grzechu, ale nawrócił się i przez całe następne życie aż do śmierci w ciasnej komórce zań pokutował. A ty człowiecze tak ciężkiemi grzechami skalałeś swą duszę, i wzru­szony łaską Bożą spowiadałeś się z nich szczerze; ale potem — miasto pokutować, tyś jeszcze gorsze grzechy popełniał jak dawniej przed spowiedzią! Cóż się tedy stanie z tobą? Teraz dobry i słodki Pan Jezus za ciebie upada pod ciężarem twych grzechów po raz wtóry, ale przyjdzie czas, że jak ty upadniesz w ciężki grzech, to już zeń nie powstaniesz i stanie się z tobą jak z tem drzewem, które upadłszy na jednę stronę, już się nie ruszy!

 

 

Podnieśli wreszcie siepacze Pana Jezusa, bo sam już powstać nie mógł, i prowa­dzili Go szturchając i przeklinając. Wi­dząc to niewiasty pobożne, kochające Zba­wiciela za doznane łaski i dobrodziejstwa, płakały nad Jezusem i głośno zawodziły. Jezus odwraca się ku nim i rzecze: Córki Jerozolimskie nie płaczcie nademną; ale same nad sobą płaczcie, i nad synami waszymi (Łuk. 23, 28.).
Tak to Pan Jezus pociesza tych, którzy nad Nim płaczą, nie za majątkiem, ani za utratą doczesnego szczęścia i roskoszy. Jedna łza wylana nad Jezusem cierpią­cym droższa Mu jest niż nie wiem jak sro­gie pokuty, bez litości nad nędzą ludzką.
Dlatego też tym, którzy nie mogąc bli­źniego z nieszczęścia ratować jak tylko współczuciem i słowem pociechy, rzecze Pan Jezus gdy przyjdzie sądzić: „Już nie płaczcie, dzieci moje; jużeście się napła­kały dosyć na świecie; pójdźcie do mnie, ja otrę łzy wasze i już więcej płakać nie będziecie“.

Lecz i te dalsze słowa Pana Jezusa spa­miętaj sobie: nie płaczcie nademną, ale same nad sobą… i nad synami waszymi; Albowiem jeśli to na zielonem drzewie czynią: cóż na suchem będzie?’( Łuk. 23, 31.) Jeśli nasz Zbawi­ciel, który jest jakoby zielone drzewo, pełne życia, kwiatów i owoców, tak nie­winnie cierpi, cóż będą cierpieli ci grze­sznicy, którzy są jakoby to suche drzewo, bez soków i życia łaski, bez kwiatów cnót i owoców dobrych uczynków? Czyż nie pójdą na spalenie w piecu piekielnym?

 

Zaledwie to wyrzekł Jezus, a już znowu trzeci raz upadł na ziemię i głową ude­rzył o ostre kamienie. Wystaw sobie ten ból straszny, gdy głową, która cierniową koroną uwieńczona była, tak że kolce przez czaszkę aż do mózgu dochodziły, uderzył o ziemię! Gdybyś ty obarczony wielkim ciężarem upadł na ostre kamienie z głową ranami pokrytą i gdyby cię ów ciężar do ziemi przywalił: jakże straszny ból uczuł­byś w głowie? A Jezus — już trzeci raz upada pod takim ciężarem! Dlaczego? Oto Pan Jezus pokutuje za to, że Jego na­miestnik, Piotr św. trzykroć w ciężki grzech upada, trzykroć się Boga swego zapiera!

Tak bracie miły, siostro ukochana, ile razy ty w ciężki grzech upadasz, tyle razy
Jezus upada pod ciężarem krzyża!

Ale Piotr św. naprawił to złe, bo gdy go Jezus zapytał trzykrotnie: Szymonie Janów miłujesz mię więcej niźli ci? to Piotr św. odpowiedział: Tak Panie, ty wiesz, że cię miłuję ( Jan 21, 15), a tak trzykrotnem wyznaniem miłości za trzykrotne zaparcie się zadość uczynił.

Tak i ty, najmilszy, jeśliś zgrzeszył, to staraj się gorącą miłością zapłacić Panu Jezusowi za grzech twój; On bardzo do­bry, łaskawy i miłosierny, wszystkie grze­chy ci odpuści, choćbyś był niewiem jak wielkim grzesznikiem. Boć On sam powie­dział, że nie przyszedł wzywać sprawie­dliwych, lecz grzeszników do pokuty. On lubiał najbardziej towarzystwo grzeszni­ków, do nich na uczty uczęszczał, dlatego go zwano przyjacielem grzeszników. On Magdalenie i jawnogrzesznicy przebaczył, on łotrowi na krzyżu raj obiecał, On na­kazuje, abyśmy naszym winowajcom od­puszczali. Czyż więc sam, który jest nie­skończenie lepszy od wszystkich ludzi, nie miałby przebaczyć nam biednym grzeszni­kom? On wszystko nam przebaczy, ale też powie: Idź w pokoju, a nie grzesz więcej!

O jakaż to dobroć, jaka miłość Jezusa!
Już dla tej Jego miłości nie powinnibyśmy grzeszyć, i Jego tak często i tak ciężko obrażać. Bo jeśliby Pan Jezus nie był tak dobry, łaskawy, cierpliwy i miłosierny, tobym się nie dziwił, że Go ludzie obra­żają; ale nie rozumiem, jak można tak dobrego i łaskawego Jezusa, który-za nas grzesznych tyle wycierpiał, nie szanować, ale jeszcze obrażać!

 

Pan Jezus leżący pod krzyżem, to obraz grzesznego człowieka!

Grzesznik! jakiż on biedny, nieszczęśliwy — poraniony grze­chami, odarty z łaski Bożej, utraciły sławę i szacunek u ludzi i u Boga, utracił ma­jątek, zdrowie i siły i leży pod ciężarem grzechów swoich. I ktoż go może pod­nieść? Tylko ten, który za niego upadł trzykroć pod krzyżem, Zbawiciel nasz naj­ukochańszy! O dobry Jezu, podnieś wszyst­kich grzeszników z grzesznego stanu, a po­dnieś ich do nieba, aby Cię wszyscy ko­chali na wieki!

 

 

Jeszcze raz podnieśli oprawcy Jezusa, bijąc go i szturchając i wśród krzyku i wrzawy przyszli z Nim na Kalwaryę.  Tu zdjęli zeń krzyż, aby Go potem do niego przybić.

Teraz zaczyna się jedna z najokrutniej­szych mąk Pana Jezusa.

Oto patrz, jak wilcy zdzierają z Niego odzież Jego wła­sną, w którą Go byli przybrali. Odzież ta przylepiła się i przyschła do zranionego ciała, które było prawie jedną wielką raną. Teraz zatem te rany rozdarły się i krew najświętsza popłynęła potokiem na ziemię.
I stał Jezus do człowieka niepodobny, obnażony, zawstydzony przed całym świa­tem i stal się obrazem całej ludzkości ra­nami nieprawości okrytej, zawstydzonej przed Bogiem i Aniołami Jego na sądzie ostatecznym. O, raczej teraz przed jednym człowiekiem, któremu Pan Bóg dał władzę rozgrzeszania, wyjawić wszystkie swe grze­chy,; niż wobec całego świata i Boga i Anio­łów i szatanów wstydzić się na wieki.

Te­raz Pan Jezus pełen litości i miłosierdzia przyjmie twoje zawstydzenie i pokorę twą jako pokutę za grzechy — ale potem sta­nie się sędzią surowym, który i sprawie­dliwości nasze, to jest dobre uczynki su­rowo sądzić będzie.

 

A ty mi może powiesz, że tobie trudno zdobyć się na taką odwagę i pokorę. Lecz i ja się zapytam: czy Panu Jezusowi lekko przyszło stanąć tak przed całym światem, przed wrogami swymi bez odzieży? a czy by to samo tobie lekko przyszło? Czyż więc nie łatwiej obwinić się słowami i sercem przed namiestnikiem Bożym na świętej spowiedzi? Oto patrz, Jezus bierze wszyst­kie twe grzechy na siebie; a ty tylko ża­łuj i szczerze ich się wyspowiadaj — a bę­dziesz miał najsłodszy spokój w sercu.

Skoro z Pana Jezusa zdjęli szaty, a On drżał od zimna jak listek i wszystkie pra­wie siły utracił, wtenczas dla wzmocnie­nia dano mu wina z gorzką żółcią zmieszanego, a święty Mateusz dodaje, że Je­zus skosztowawszy, nie chciał pić. Sko­sztował Pan Jezus, aby i zmysł smaku miał swą mękę, ale nie chciał pić, aby nie szukać wzmocnienia przez środek na­turalny. A następnie, gdy już Pan Jezus wisiał na krzyżu, i zawołał: Pragnę! w tedy Mu podano na trzcinie gąbkę napełnioną octem, który Jezus przyjął.

Oto patrz najmilszy bracie, podczas gdy ty w cierpie­niu, we frasunku, w kielichu szukasz pociechy — to Pan Jezus żołć i ocet pije za wszystkie nasze nietrzeźwości i doga­dzania zmysłowi smaku. Ty wiesz o tem, a jednak, gdy w trunku szukasz rozrywki i pociechy, zdajesz się mówić: „Niech so­bie tam Pan Jezus pije żółć i ocet, ja będę pił wódkę!”  Och, nie mów tak; bo przyjdzie czas, że z głodu umierać i z pra­gnienia usychać będziesz, a nikt ci nie da ani kropelki wody.

Przypomnij sobie tylko to, co sam Pan Jezus opowiada o bo­gaczu, który pogrzebiony został w piekle. Ach jak straszne musiał cierpieć i dotąd cierpi pragnienie, kiedy prosił Łazarza, aby przynajmniej kropelkę wody na końcu palca mu podał, gdyż strasznie dręczony był w płomieniach piekielnych. O zlituj się nad sobą samym i nie dawaj Panu Jezusowi żółci i octu do picia, aby cię to samo nie spotkało, co owego bogacza!

 

Skoro Panu Jezusowi dano żółci z wi­nem i mirą, zaczęło się samo ukrzyżowa­nie.

Położyli oprawcy a raczej rzucili Pana Jezusa na krzyż leżący na górze. Pan Jezus kładzie się sam jak baranek i wyciąga ręce. Jeden z oprawców bierze go za rękę, ciągnie ją i przykłada do miejsca, gdzie miała być do krzyża przybita. Bierze wielki gwóźdź żelazny a gruby i lewą ręką przy­kłada go ostrym końcem do dłoni, a w dru­gą rękę bierze młot — podnosi i z całej siły uderzył w głowę gwoździa. Jezus jęknął, krew trysła i zbryzgała twarz oprawcy…

Matka Najświętsza mało nie zemdlała patrząc na tę mękę, ale tylko ciche łzy wylewa i łącząc je z krwią Sy­na swego, ofiaruje Ojcu niebieskiemu za grzechy nasze. W skutek straszliwego bólu rany lewej ręki przybitej całe ciało ku lewej stronie się zbliżyło i ręka lewa się skurczyła. Więc drugi oprawca bierze pra­wą rękę Chrystusa i ciągnie ją ze złością ku otworowi w prawem ramieniu krzyża, przez co rozdziera się rana lewej ręki i jeszcze większy ból sprawia Jezusowi.

I znowu jak tam ten pierwszy oprawca klęka na prawe kolano, bierze w lewą rękę gwóźdź, a w prawą młot; przykłada gwóźdź ostrym końcem do dłoni prawej ręki, podnosi młot i z całej siły uderza w głowę gwoździa — trysła krew znowu, zbryzgała twarz oprawcy; Jezus jęknął boleśnie, łzy mu z oczu trysły, Najświętsza Panna oczy ręką za­słoniła sobie i kona z boleści, tylko-Jan św. i niewiasty same płaczące podtrzymują Maryę! Oto już obie ręce przybite! Teraz następują nogi. Bierze trzeci oprawca i z całej siły ciągnie obie nogi na to miejsce krzyża, gdzie na nogi zrobione otwory, przez co znowu rany w obu rękach roz­dziera i nowy, okrutniejszy boi Jezusowi sprawia.

To samo co z rękami, powtarza się z nogami — i znowu trysła krew i nastąpił jęk Jezusa i boleść serca Maryi. Jezus jak na torturach wyciągnięty jak struna leży na krzyżu jakby na łożu boleści i oczy podnosząc ku niebu, mówi do Ojca swego.

Ojcze, oto ja za nich się ofiaruję, przyjm tę moją ofiarę, ja chętnie cierpię, byle tylko oni byli szczęśliwi na wieki .

 

<<>>

 

O miłości, miłości nieskończona Boga mojego! Za moje grzechy, które ja ręka­mi popełniałem, za te bezdroża, po których się błąkałem chodząc i szukając okazyi do grzechu – Ty ręce i nogi masz do krzyża przybite! Za łoża roskoszy i wygody ciała, za moją rozpustę Ty na twardym krzyżu leżysz! Abym ja na ognistem łożu nie leżał w piekle, ty się mę­czysz na łożu krzyżowem! Abym ja słod­kiego spoczynku zażywał w niebie. Ty taki masz odpoczynek na krzyżu. Ach Panie, mnie to, mnie należało się tak cierpieć. Cóż Ci oddam za tę Twą taką ofiarę, za tak straszne cierpienia? Oto na samprzód już Cię nie chcę ani rękami ani no­gami obrażać; jeślim komu źle uczynił ręka moją, to teraz mu chcę dobrze czy­nić jeśli chodziłem na miejsca, gdziem Cię obrażał, to teraz tylko do Kościoła i do pracy chodzić będę. Powtóre chcę z Tobą być przybity do krzyża i gdy przyjdzie choroba przedśmiertna, jak Ty na krzyżu, tak ja na mej acz miękkiej pościeli chcę leżeć jako na krzyżu i cho­robę moją Ojcu niebieskiemu za moje i świata całego grzechy ofiarować. O przyj­mij Panie już teraz tę moją ofiarę i nie odtrącaj mnie od oblicza Twego świętego.
Amen.

 


Ks. Kazimierz Riedl T.J. – „Czytania o Męce Pańskiej” . Kraków 1901 r. Str. 110 – 134.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Jezus idzie na śmierć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: