Nauka Katolicka

A gdybyś wiedział że to za twoje grzechy nieczystości?

Wtenczas tedy Piłat wziął Jezusa i ubi­czował
( Jan 19, 1.)

O moi najmilsi, ja sam nie wiem, od czego zacząć i jak mam opisać tę okropną mękę Pana Jezusa; a pomimo to chciałbym, abyście całem sercem pokochali Go, a kiedy On krew swą za was przelewa, wy przynajmniej gorzkie łzy za wasze grzechy, które go tak ubiczowały, przelewać ze­chcieli. Chodźcie tedy ze mną na to miej­sce kary najniewinniejszego Zbawiciela naszego.

Patrzcie, oto przystępują oprawcy, trzy­mając w rękach ostre bicze, aby z całej siły, jakiej im złość i nienawiść dodawała, smagać Pana Jezusa. Już zdzierają z Niego odzienie, już stoi Jezus obnażony i jak naj­śliczniejsza panienka zawstydzony wobec całego narodu. Stoi Jezus oczy spuściw­szy ku ziemi i wstydzi się spojrzeć na kogo bądź z łudzi. Stoi, jak jaki złoczyńca na najhaniebniejszą karę zasądzony!

Jak i wstyd ogarnąłby cię, gdyby cię za twe grzechy bezwstydne wyprowadzono przed kościół i tam zdarto z ciebie odzież tak żebyś nagi stanąć musiał przed ludźmi; a cóż to za wstyd musiał ogarnąć Pana Jezusa najniewinniejszego i najskromniej­szego, i tysiąc razy skromniejszego jak najniewinniejsza dziewica: kiedy stał wobec bezwstydnego narodu żydowskiego, przed złymi żołnierzami, którzy się naśmiewali z nagości najświętszego
Zbawiciela naszego! Tę to sromotę, ten wstyd Jezus najmilszy wycierpiał za na­sze bezwstydy!

Obnażywszy tak Jezusa miłego porwali Go oprawcy jak wilki i związali mu ręce w tył i przywiązali do kamiennego słupa. I stał Jezus jak baranek niewinny ocze­kując srogich uderzeń biczów, a w Sercu mówił do Ojca niebieskiego: Jam na bicze gotów. Jakby chciał powiedzieć: „Jam go­tów na wszystko, na najsroższe cierpienia i męki; niech mię biją, niech zabiją, byles tylko ludowi m em u przebaczył, byle te rany moje go uzdrowiły, a krew m oja go oczyściła z grzechów!”

Wtedy to przy­stąpili oprawcy i biczami rzemiennemu, w ostre haczyki zakończonemi zaczęli smagać z całej siły Zbawiciela naszego. Już tryska krew najświętsza z każdej rany biczami zadanej. Jezus jęknął i wzniósł oczy do nieba, krew swą ofiaruje Ojcu niebieskiemu… a oprawcy biją i sieką… Już całe ciało zarumienione od ran i krwi… a oni sieką i sieką: już nie ma zdrowego miejsca na ciele Chrystusa a oni same rany sieką; już ciało kawałami odpada i w prochu się wala — a oni sieką; już kości i wnętrzności widać, już można wszystkie kości policzyć, już siła w rękach oprawców ustaje — a jednak biją i sieką.

Jezus zaś ze łzami w oczach cichutko wzdycha i mówić zda się do ludu: „Ludu mój, ludu, cóżem ci zrobił, albo w czemem cię zasmucił, że mię tak okrutnie bijesz. Patrz oto ani miejsca zdrowego na mem ciele nie zostawiłeś, policzyłeś kości moje a bijesz mię jeszcze?!“

Gdy to słyszysz lub czytasz, serce ci się kraje , łzy ci się do oczu cisną i żal ci się robi miłego Jezusa Zbawiciela twego. Może nawet mó­wisz: „O gdybym ja tam był, ja bym im
wydarł te bicze, ja bym pokrył nagość Jezusa, jabym nie zrobił tak jak niegdyś Cham, ale jak drudzy synowie Noego po­kryłbym nagość Ojca i Boga mego!”

Tak?! A gdybyś wiedział, że to twoje grzechy przeciwne anielskiej czystości tak Go obnażyły i biły, tobyś się zawstydził i powiedział: Ach Jezu mój! to ja mojemi nieczystemi grzechami tak Ciebie biczowałem! Jakoż istotnie, nasze to grze­chy nieczyste tak Boga naszego męczyły. O Boże mój drogi! gdyby to ludzie o tem myśleli, że tak okrutnie się obchodzą z Jezusem przez swoje nieczyste grzechy, to by ich nigdy nie popełniali!

Kiedy już tak strasznie Pana Jezusa zbili i skatowali, jeden z żołnierzy — jak mówi św. Augustyn w kazaniu o męce Pańskiej — rzekł do towarzyszy: „Jak to? czyż nie osądzonego zabijacie?”, i chwy­cił za miecz i przeciął rzemienie, któremi Pan Jezus był przytwierdzony do słupa, a Jezus jak martwy padł na ziemię zbro­czoną krwią Jego i jak baranek leżał w prochu i krwi własnej. Tylko cichutki jęk ciał się słyszeć z ust Jego, gdy upadł na ziemię a z resztą ani ust nie otworzył.
Jako baranek nie otworzył ust swoich

O mój drogi bracie, który leżysz w szkaradnym grzechu nieczystości, przyjdź na to miejsce kary i stan sobie albo raczej uklęknij w duchu przy Jezusie leżącym na ziemi i patrz na Niego i pomyśl so­bie: „Ach cóżem ja uczynił, żem Pana Jezusa tak ubiczował! To moja sprawa, to moje dzieło!”

Bo i prawda, że nie ma grzechu na świecie, w któryby ludzie tak często wpadali, jak ten szkaradny grzech nieczysty. Bardzo bowiem mało znaleść można takich niewinnych aniołów, którzy by nigdy w życiu tego brzydkiego grzechu nie popełnili; wszak nawet małe dzieci często w ten grzech wpadają.(…) A cóź dopiero powie­dzieć o starszych? Czyż jaka zabawa, we­sele lub inna uroczystość obejdzie się bez tego grzechu? A co gorsza, nawet prawie niedzieli i święta nie ma, któreby wolne było od tego szkaradnego grzechu; a co już najgorsza, to to, że nawet najświętsze miejsce na ziemi, to jest kościół zniewa­żane bywa tym grzechem przez szkaradne myśli, spojrzenia i mowy, któremi jakby biczami smagają Jezusa najmilszego! Jak to bolesno dla Najsłodszego Serca Pana Jezusa patrzeć, jak Jego wyznawcy, chrze­ścijanie katolicy, w dzień święty, wyłącznie Bogu, modlitwie i dobrym uczynkom poświęcony, najbardziej tym grzechem
Go obrażają i na nowo biczują!

O Naj­słodszy Jezu , dlaczegożeś Ty przyszedł z nieba na ziemię? czy na to, aby Cię ludzie tak okrutnie bili? A Pan Jezus mówi: Ludu mój, cóż ja tobie zrobiłem, albo czem cię zasmuciłem, że mię tak bi­jesz? Jam tobie wieczne radości zgotował w niebie, a ty mię tak okrutnie ubiczo­wałeś! Ach ludu mój, dla innych, dla lu­dzi tak pełen serca i miłosierdzia, a gdzież twoje serce, że nie masz miłosierdzia nad Bogiem twoim?

Święty Ignacy wyznawca i założyciel Towarzystwa Jezusowego ujrzał raz mło­dego człowieka, który szedł na takie miej­sce, w którem często tym grzechem Boga obrażał. Już nieraz starał się mąż święty od tego grzechu go odwieść, ale gdy już nic nie pomagało, jął się ostatecznego środka. Oto wszedł obnażony w staw pra­wie zamarznięty i aż po szyję zanurzyw­szy się, rzekł doń: Dokąd idziesz nieszczę­sny? dokąd? Czyż nie lękasz się miecza sprawiedliwości Bożej, który już nad tobą wisi? Idź, idź, używaj rozkoszy, a ja tu za twój grzech pokutować będę. Rozpustny ten człowiek ujrzawszy tego świę­tego wyznawcę drżącego od zimna, bardzo się zawstydził, odstąpił od grzesznego za­miaru i raz na zawsze grzech porzucił.

Najmilszy bracie, ukochana w Chrystu­sie siostro! Oto Jezus Chrystus, Bóg i Zba­wiciel twój, który ciebie tak ukochał, że porzucił śliczne niebo i stał się równym tobie człowiekiem wyjąwszy grzechu: te­raz przed tobą leży — nie w stawie zim­nej wody, ale w jeziorze własnej krwi swojej i mówi do ciebie:

Dokąd idziesz synu, córko moja? dokąd duszo moja miła? Czyż nie boisz się piekła i sądu mego srogiego? Jeśli nie, to ulituj się przynajmniej nade mną i nie biczuj mię dalej! A ty nie masz litości? „Więc idź, idź, grzesz i nasyć się rozkoszą, a ja twój Zbawiciel będę za ciebie cierpiał, ja tu nurzać się będę we własnej krwi mo­jej, a ty się kąp w bezwstydnych roz­koszach twoich! Czyż ty mniej masz czu­cia jak owi żydzi, którzy ujrzawszy mnie tak okrutnie ubiczowanego, zamiast się ulitować nade mną, jeszcze głośniej wołali: Strać, strać, ukrzyżuj go ( Jan 19, 15. ). Ach nie, ja nie sądzę, abyś ty już był tak złym i prze­wrotnym , iżbyś znowu chciał się ze mną tak obchodzić! Lecz jeśli nie usłuchasz głosu wołania mego, to bój się surowego sądu mojego. Bo jak ja teraz przed tobą leżę we krwi mojej, tak ty kiedyś przede mną leżeć będziesz zbity i zraniony wiecznemi mękami. Ileś ran ty mnie za­dał, tyle ci szatani przez całą wieczność w piekle zadawać będą! Dlatego upo­minam cię, aby przynajmniej bojaźń kar wiecznych odwiodła cię od tego szka­radnego grzechu, jeśli miłość ku mnie tego na tobie wymódz nie może.

Tak oto Pan Jezus przemawia do grze­sznika. Któżby był głuchy na takie wo­łanie?

Jeśli ci więc nieczysta myśl przyj­dzie, ile razy cię chęć do grzechu nie­czystego napadnie, przypomnij sobie na te bicze kolczaste, któremi oprawcy sma­gali naszego Zbawcę; przypomnij sobie na rany i krew Jego najświętszą i na te kawałki ciała najświętszego, które pod­czas biczowania na ziemię padały — a nie zgrzeszysz z pewnością.

A gdy sobie przypomnisz i w myśli przebiegniesz całe życie twoje i wszystkie twe grzechy, że może ani dnia ani nawet godziny nie było, w której byś albo myślą albo mową albo uczynkiem nie zgrze­szył — to cóż masz czynić? Czy może już stracić nadzieję i poddać się rozpaczy o miłosierdziu Bożem? Nie! Jezus Chry­stus jest taki dobry, taki miłosierny, taki słodki i miły, że ci wszystko przebaczy. Jeśli tylko choć jednę łezkę obaczy, a łzę żalu i skruchy, jeśli ujrzy w sercu mocne postanowienie więcej nie grzeszyć: to już o wszystkich twych grzechach zapomni; bo Jemu bardzo są miłe łzy skruchy i żalu, bo On zna naszą ułomność i wielką skłon­ność do grzechu i wie dobrze, żeś ty może nie tyle ze złości ile z silnej na­miętności zgrzeszył.

Ale teraz, kiedy już wiesz, że ten grzech tak ciężko Boga obraża i staje się przy­czyną tak okrutnych mąk Zbawiciela twego: postanów sobie już więcej nie grzeszyć i proś Pana Boga co dzień, aby cię strzegł od tego grzechu.

Lecz i ty z twej strony pracuj nad sobą, i nie chodź w takie miejsca, w których byś mógł Boga obrazić, albo w których już miałeś to nie­szczęście, i dla tego posłuchaj mojej rady, bo ta rada bardzo dobra a da się łatwo wykonać, a nadto z wielką zasługą, jest połączona.

Jakaż to rada? Oto: Jeśli ci przyjdzie myśl brzydka i chęć do złego, to rzeknij w sercu swojem, ale szczerze: „Boże mój, kocham Cię z całego serca mego“; a pewnie porzuci cię chęć do grzechu, bo jak mówi święty Antoni pu­stelnik, niczego tak się nie lęka zły duch, jak czystej miłości Jezusa ukrzyżowanego; boć za każdy akt miłości, który wzbudzisz ku Bogu, nową łaskę od Niego otrzymasz, każdej zaś łasce odpowiada nowy stopień chwały w niebie. Jeśli zaś obaczysz jaką osobę, a zła myśl ci przyjdzie, wtedy westchnij za nią do Boga: „Boże, zbaw jego, albo jej duszę!”; a w ten sposób i cnoty czystości nie utracisz, i prawdzi­wie chrześciańską miłość okażesz.

Bo jakaż to miłość bliźniego, jeśli go chcesz do piekła w trącić? A przecież Bóg
kazał wszystkich kochać i dobrze im ży­czyć! Jeślibyś komu powiedział, że go kochasz, a potem byś go wziął za karki w trącił w przepaść, gdzie by on sobie głowę roztrzaskał i śmierć okropną po­niósł: czyby to była miłość, a nie raczej nienawiść? Otóż tak samo się dzieje, jeśli ty kogo dla dogodzenia swej żądzy, do grzechu namawiasz! Ty mu powiadasz, że go kochasz, że bez niego żyć nie możesz, a tym czasem w trącasz go w przepaść piekła, gdzie on na wieki cierpieć będzie niewypowiedziane męki! Zastanów się więc teraz, co czynisz, na jak wielkie niebez­pieczeństwo i siebie i bliźniego wystawiasz!

A teraz zbliż się do Jezusa, który jak baranek niewinny leży i broczy we, krwi własnej i powiedz Mu:

O najukochańszy Zbawicielu mój Jezu Chryste, oto ja jestem przyczyną tak wiel­kich cierpień Twoich! Mnie to, mnie na­leżały się te bicze za me grzechy — a Tyś za mnie przyjął na siebie tak okrutne męki! Jakże Ci podziękuję, jak Ci się mam odwdzięczyć za tę miłość Twoją? Nie mam Ci wprawdzie słów podzięki, ale mam — serce i łzy! Sercem kochać Cię będę aż do ostatniej chwili życia mego; owszem przez całą wieczność ko­chać Cię pragnę! Mam łzy; temi obmywać będę rany Twoje i grzeszną duszę moją i gotów będę na wszystkie bicze spra­wiedliwości Twej, ktoremi mię smagać raczysz! Niech cierpię wszystko złe na na tym świecie, bylebym Cię w przyszłem życiu, mógł oglądać i kochac nie tak zbi­tego i skrwawionego — ale na tronie sie­dzącego i szatą wiekuistej chwały odzia­nego! O to Cię proszę przez rany i krew Twoją przenajświętszą dla mnie i za mnie przy biczowaniu przelaną! Amen.


Ks. Kazimierz Riedl T.J. – „Czytania o Męce Pańskiej” . Kraków 1901 r. Str. 87 – 97.

 

Kara biczowania

A teraz posypały się uderzenia rózg i rzemieni ze świstem przecinając powietrze, opadały z wściekłą siłą na plecy i ramiona. Ciało czerwieni się i puchnie; pręgi czerwone i brunatne wybiegają. Skóra pęka najpierw słabymi rysami, potem otwierają się całe rany, ciało się oddziela i uderzenia padają na ścięgna i kości. Krew się wydobywa i płynie najpierw strumieniami potem całymi potokami tak, że ciało skapane jest nią, broczy się nią brudna ziemia placu, a dokoła słupa powstają całe kałuże. A ból!……

1 odpowiedź »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s