Nauka Katolicka

Rozmyślania o Męce – O krwawym pocie Zbawiciela

Drugą przyczyną krwawego potu i udręczenia du­szy Chrystusowej była przedziwna złość ludzi, krwią i Męką jego odkupionych. Z jasnością nieskończoną widział Pan Jezus nie tylko wszelkie zbrodnie czasów przeszłych, ale i wszyst­kie złości, jakich się ludzie dziś dopuszczają i jakich się dopuszczać będą aż do skończenia świata. Widział jasno, jak zaraz po spełnieniu krwawej jego ofiary, pogaństwo i bałwochwalstwo wytęży siły swoje na okrutne i krwawe męczenie wiernych wyznawców jego, żeby w ich krwi utopić i do szczętu zniweczyć tę boską religię, którą on dla zbawienia dusz ustanowił.

I. Źródłem tego potu krwawego mi­łość Jezusa dla ludzi.
II. Źródłem tego potu krwawego złość ludzi przeciwko Jezusowi.

I.

Wniknijmy głębiej jeszcze w przepaść smutku i trwogi śmiertelnej Chrystusa Pana. Najpierw począł lękać się i drżeć, rzekł wtedy do apostołów: Smutna jest dusza moja aż do śmierci (1). Następnie jeszcze wy­mowniej, bo krwawym potem objawia nam swoje udrę­czenia wewnętrzne: Stał się pot jego jako krople krwi. spadającej na ziemią (2). Przypatrzmy się temu krwawe­mu konaniu Zbawiciela, trzymając się wspaniałego opisu, w jakiem św. Leonard z Porto-Maurizio tę tajemnicę przedstawia (3).

 

1. Dwojaka potężna fala zalewała w Ogrójcu Najświętsze Serce Jezusa. Jedna była fala ognia gorejącego; druga, zabójcza fala gorzkości. Fala ognista płynęła z nieba, z najwyższych przybytków miłości wiekuistej, a z taką potęgą przenikała wszystkie uczucia smutnego aż na śmierć Serca Zbawiciela, że zamieniała je w tak niezgłębioną przepaść miłości jaśniejącej, promienie­jącej, pochłoniającej, że więcej jej było, niż potrzeba na zapalenie całego świata. Wśród tych płomieni błogo­sławionych, cały przeniknięty ich pochłaniającym ża­rem, wołał Pan Jezus z głębi gorejącego miłością Serca: Z wysoka puścił Pan ogień na kości moje (4). Ten-ci był ogień, o którym mówił uczniom swoim: Ogień przyszedłem, miotać na ziemię, a czegóż chcę, jeno aby był zapalon (5).

 

2. Lecz i druga fala w Ogrójcu zalewała Serce Pana Jezusa; fala nie wód orzeźwiających, ale gorzkości zabójczej, dobywająca się z błota grzechów tej ziemi i z zaraźliwej czeluści piekła. Były to, według św. Hie­ronima, prześladowania, urągania, bicze, poniewierania i cale to zaciekłe znęcanie się, które z dopuszczenia Boga od ludzi i od czartów przyjść miały na niego. Wszystko to jakby się sprzysięgło przeciw Jezusowi, sprowadzając nań całe rzeki i morze boleści, krwi, grzechu, niewdzięczności, zdrad i morderstw , prze­kleństw i bluźnierstw, wszelkiej ohydy, zbrodni i wszeteczeństwa, jak je przewidział i przepowiadał Ozeasz prorok (6).

Takie to dwie fale toczyły straszliwą między sobą walkę w Sercu Pana Jezusa. Miłość gorzała płomie­niem, fala gorzkości ją zalewała; a Jezus w tej walce strasznej cierpiał mękę niewypowiedzianą. Rzekłbyś, że piekło otworzyło upusty przepaści wielkiej i wypuszcza z niego potop nieprawości, by zgasić ten pożar miłości, płonący w najsłodszem Sercu Zbawiciela. Judasz nęka go zdradą swoją; Piotr wiarołomstwem, inni apostołowie ucieczką; Annasz i Kajfasz bluźnierstwami; Piłat niesprawiedliwością; Herod urąganiem ; oprawcy biczami, gwoźdźmi i krzyżem ; kapłani i faryzeusze szyderstwem i natrząsaniem się: wszystek świat grzechami i nieprawościam i bez liczby; duchy ciemności piekielnem przeciw niemu poduszczaniem, a i własna Matka, pogrążona w boleści, nęka Go obecnością swoją; nawet sam Ojciec przedwieczny pozostawia go w najsroższem opuszczeniu. O , jaka to powódź, jaka gorzkość wód tej powodzi! Chociażby cały świat był z ognia, dość byłoby tej powodzi, by go ugasić.

W tej przerażającej męce wewnętrznej, w tej walce straszliwej, w tem śmiertelnem konaniu swojem zwraca się najsłodszy Zbawiciel do Ojca przedwiecz­nego i wola żałośnie: Wszystkie wysokie wały twoje i nawałnice twoje na mię się stoczyły, ogarnęły mię
jako woda, obtoczyły mię społem, przeniknęły aż do duszy mojej(7). Lecz Ojciec, jakoby niepomny miłosier­dzia i głuchy na wołanie Syna, pozostawia Go bez po­mocy, przygniecionego calem brzemieniem tej męki śmiertelnej.

 

3. Tę nad wszelki wyraz gorzką boleść konania chciał Pan Jezus dlatego wycierpieć, by nam wyjednać szczęśliwą godzinę śmierci. Trzy rzeczy sprawiają, ze śmierć dla człowieka staje się bardzo gorzka: przywią­zanie do świata, wyrzuty sumienia i niepewność, czy dusza ostoi się na sądzie Boskim i trafi do zbawienia wiecznego. Nieraz i czart poduszczeniam i swemi obcią­ża człowiekowi konanie, napastując go pokusami niedowiarstwa, niecierpliwości, albo i rozpaczy. Zaprawdę, niem a chwili w życiu człowieka, tak jaw nie świadczą­cej mu o nieudolności i niemocy jego i o nieodzownej potrzebie łaski Bożej, jak ta chwila śmierci, od której zależy wieczność. W tej strasznej chwili, kiedy wszystko człowieka opuszcza i kiedy sam wszystko opuścić musi, jedynie szczery żal i żywa ufność w zasługi i w miło­sierdzie Zbawiciela może nas uratować. Nato więc, aby nam w najobfitszej mierze wyjednać te łaski na go­dzinę śmierci potrzebne i dlatego tak bardzo pożądane, pogrążył Pan Jezus Najśw. Serce swoje w najgłębszej gorzkości. Bądź mu wdzięczny za to. Miłuj z całego serca Zbawiciela, który dla ciebie taką boleść wycier­piał, aby sobie serce twoje, a tobie szczęśliwość wieczną pozyskać. Chodź przed nim zawsze w czystości serca; chroń się grzechu i sposobności do niego; rozważaj z wdzięcznością gorzką Mękę Pańską. W tedy na pewno w godzinę śmierci twojej pospieszy ci Zbawiciel z pomocą łaski miłosierdzia swego i przyjmie cię do przybytków wiecznych.

 

Westchnienie pobożne.

Dla miłości mojej, o Jezu, wycierpiałeś w Ogrojcu trwogę śmiertelną i krwią się pociłeś. Wejrzyj teraz na mnie nędznego grzesznika, u stóp twoich błagającego o miłosierdzie. Okaż mi je zwłaszcza w tem, że mi udzielisz doskonałej skruchy za wszystkie grzechy życia mojego. Nad wszelkie nieszczęścia boli mię to, żem Ciebie obraził. Z obrzydzeniem i wstrętem wyrzekam się grzechów moich i łączę ubogi żal mój z tym niewypowiedzianym wstrętem i obrzydzeniem , któregoś do­konał w Ogrojcu na widok grzechów moich. Przez tę krew najświętszą, którąś za mnie w śmiertelnem kona­niu przelał, odpuść mi i daj, bym Ci odtąd był wierny prawdziwie Cię miłował. Daj mi łaskę potykać się dobrem potykaniem , a w godzinę śmierci mojej niech opatrzony sakramentami Kościoła św. dokonam życia mojego w łasce i miłości twojej.
Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za mną grze­sznym teraz i w godzinę śmierci mojej.

 

II.

Drugą przyczyną krwawego potu i udręczenia du­szy Chrystusowej była przedziwna złość ludzi, krwią i Męką jego odkupionych.
Z jasnością nieskończoną widział Pan Jezus nie tylko wszelkie zbrodnie czasów przeszłych, ale i wszyst­kie złości, jakich się ludzie dziś dopuszczają i jakich się dopuszczać będą aż do skończenia świata. Widział jasno, jak zaraz po spełnieniu krwawej jego ofiary, pogaństwo i bałwochwalstwo wytęży siły swoje na okrutne i krwawe męczenie wiernych wyznawców jego, żeby w ich krwi utopić i do szczętu zniweczyć tę boską religię, którą on dla zbawienia dusz ustanowił. Widział dalej, jak po trzech wiekach zaciekłego prześladowa­nia, gdy Kościół jego po wszystkiej ziemi zacznie się utwierdzać, powstawać będą różne kacerstwa, żeby Bóstwa jego zaprzeczać, bezbożne nauki rozsiewać, rozterki i odszczepieństw a wzniecać i w sojuszu z po­tęgą piekła na wszelki sposób jedność Kościoła roz­dzierać.

 

2. Cóż jeszcze onej strasznej nocy widział Pan Jezus? Ach, widział ciemności wewnętrzne wszystkich grzeszników. Widział onej godziny wszystkie, po wszystkie czasy i na wszystkich miejscach, grzechy wszystkich ludzi, widział całą każdego z osobna ohydę i zgrozę. Widział te miliony i miliony grzechów, które codzień po wszystkich krajach i we wszystkich stanach popełniane były i aż do skończenia świata popełniane będą. Wszystkie naraz, od pierwszego, aż do ostatnie­go, stanęły przed oczyma jego, bo za wszystkie miał zadośćuczynić, tak żywo, tak ciężko, tak każdy z osobna, jak gdyby onejże chwili wszystkie się spełniały w oczach jego. A ponieważ widział je w świetle Boskiem, dlatego poznawał całą ich złość, występującą przeciw dobroci Boga. A ponieważ i tę nieogarnioną dobroć poznawał w świetle Boskiem, równą temu po­znaniu miłością miłował ją; stąd w duszy jego powstała boleść tak dojmująca, tak głęboka i zabójcza, że od pierwszej chwili zginęłoby śmiertelne życie jego, gdyby go bóstwo Jego nie w spierało.

 

3. Zatrzymaj się tu chwilę i porównaj to, co grze­sznik czyni, z tem, co Zbawiciel czyni i cierpi. Grze­sznik żyje swobodnie z dnia na dzień, jak gdyby Bóg na to mu dał życie, wszystkie łaski i dary, żeby używał wszelkiej rozkoszy i robił co m u się podoba. Chrystus Pan przeciw nie gardzi wszelkiemi rozkoszami i marnemi dobrami tego świata, ale myśli tak poważnie i tak usilnie o zbawieniu dusz, że aż trwoga i smutek śmiertelny duszę jego dręczy. Grzesznik nie troszczy się o to, że grzechy dodaje do grzechów, byle tylko chwilowej namiętności dogodził. A Chrystus widzi grzechy wszystkich ludzi, a każdy zosobna grzech takiem brze­mieniem ciąży na Najśw. Sercu Jego, że aż pot krwawy z niego wyciska.

Grzesznik, upadłszy, tygodniami i mie­siącam i leży w groźnym i sromotnym stanie niełaski, jak gdyby grzech śmiertelny był miękkiem wezgłowiem, dającem najsłodszy odpoczynek. A Chrystus ani chwili nie ma spokoju, ale trwoży się i drży za nieszczęsnego grzesznika i jęczy przywalony brzemieniem śmiertelnej trwogi. Grzesznik wzdryga się przed wszelką ofiarą: kocha się w strojach, w niebezpiecznych zabawach, w czytaniu złych pism i książek, w towarzystwach roz­pustnych, w łakomstwie i nieprawych zyskach, w sprośnych rozkoszach ciała, które są śmiercią duszy.
A Chrystus dobrowolnie pozbawia się wszelkiej pocie­chy, niewypowiedziany smutek swój aż do śmierci za grzeszników ofiaruje Ojcu niebieskiemu i cały dzień wyciąga ręce swoje do ludu niewiernego i sprzeciwia­jącego się (8). Dość już tych smutnych porównań. Zo­bacz, duszo wierna, czy niem a w tobie którego z tych znaków groźnego z Chrystusem Zbawicielem twoim przeciwieństwa.

 

Westchnienie pobożne.

O Jezu najsłodszy, tak to miłość twoja nie daje Ci wytchnienia. Nim jeszcze siepacze Cię pochwycą i wy­dadzą w ręce nieprzyjaciół, Ty sam podejmujesz ciężką mękę trwogi śmiertelnej. O jakże inaczej ja postępuję!
W najmniejszej przeciwności szukam sobie zaraz ulgi i pociechy. A Ty tego szukasz, co ci utrapienia przy­mnaża i tak głębokiemu oddajesz się smutkowi i znękaniu, że aż krwawo się pocisz. Dlaczego ja nie miłuję cierpienia? Bo Ciebie za mało miłuję: Gdybym prawdziwie miłował Ciebie, pewno że z żywą wiarą, z głę­boką pokorą, z mocną ufnością i z cierpliwością nie­wzruszoną znosiłbym cierpienia moje i ofiarowałbym je Tobie, na cześć i chwałę Twoją.

Gdybym prawdziwej szukał pociechy, gdzież ją pew niej znajdę, jeśli nie u Ciebie, który jesteś źródłem wszelkiej pociechy?
O jakże ślepy i nierozumny jestem , gdy szukam jej gdzie indziej. Jakże niewdzięczny jestem, gdy niepomny na miłość Twoją, żyję w tych grzechach, które taki śmiertelny smutek i ucisk Tobie sprawiły. Zmiłuj się nade mną, Miłosierdzie nieskończone! Przez tę trwogę nieśmiertelną, którąś dla m nie wycierpiał i przez tę krew najdroższą, którą ucisk duszy Twojej Ci wycisnął, użycz mi daru świętej miłości Twojej. A kiedy naj­większy smutek twój był nad tymi, którzy giną na wieki, więc nie dopuszczaj, o Boże miłości, bym się znalazł  między zatraconymi. O Życie mojej duszy, daj mi tę łaskę, bym tak umiał płakać nad nieprawościam i mojemi, jak Ty nad niem i płakałeś, bym tak Ciebie szukał, jak Ty m nie szukałeś. W ręce miłości Twojej, o Boże, całego siebie oddaję. Rządź mną, sprostuj mię, oczyść mię, spętaj mię, a nie dopuszczaj, bym się miał kiedykolwiek odłączyć od Ciebie.

O Najświętsza Matko Boga mojego, przypuść mię do udziału w boleściach Twoich, aby od nich wyzdrowiało schorzałe serce moje i upodobniło się do Boskiego Syna Twego.


O. K. Klemens C.SS.R-  O MIŁOŚCI UKRZYŻOWANEGO ZBAWICIELA ROZMYŚLANIA O GORZKIEJ MĘCE PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, KRAKÓW 1833.

Przypisy:
1) Mat. 26, 38.
2) Łuk. 22, 44.
3) Serm. Quadrag.
4) Tren. 1, 13.
5) Łuk. 12, 49.
6) Oz. 3, J. 2.
7) Ps. 87, 41.
8) Rzym. 10, 21.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Rozmyślania o Męce – O krwawym pocie Zbawiciela

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: