Nauka Katolicka

Rozmyślania o Męce – Pan Jezus w Ogrójcu

I. Świętym był smutek Pana Jezusa.
II. W jaki sposób i nasze smutki mogą być świętemi.

I.

Po ostatniej Wieczerzy, odprawiwszy hymn dzięk­czynny, wyszedł Pan Jezus z uczniami swym i przez po­tok Cedron do ogrójca Getsemani, położonego u stóp góry Oliwnej. Tam poczęła się Męka Jego. Ogarnęła go taka trwoga śmiertelna, że do Apostołów rzekł te słowa:  Smutna jest dusza moja aż do śmierci (1). Ten ucisk śmiertelny, ten smutek przygniatający, była to jedna z największych ofiar, jakie Zbawiciel złożył z nieskończonej miłości Ojcu Niebieskiemu dla naszego odkupie­nia.

Z najgłębszą więc wdzięcznością i współczuciem stójmy przy nim w tej ciężkiej godzinie Jego; a im głębiej wnikniemy sercem w gorzkość smutku Jego, tem większy stąd miłość nasza odniesie pożytek. Przypatrz­my się, jak święty był ten smutek: święty był dlatego,  że w tak świętem sercu mieszkał; święty był, bo w naj­świętszych zamiarach Jezus go ucierpiał.

 

1. Ten głęboki smutek Jezusa nie powinien nas dziwić; wszak wiemy, że wziął na siebie dobrowolnie wszystkie słabości natury naszej, o ile się nie sprzeci­wiały doskonałości Jego. »Chrystus Pan, mówi św. Bonawentura (2), przyjął nie tylko naturę ludzką, ale i ułomności jej. Poddał się dolegliwościom ciała: głodowi, pragnieniu, znużeniu; poddał się również dolegli­wościom duszy: smutkowi, płakaniu, bojaźni. Nie wszystkie jednak ułomności ciała ponosił, jakiemi są na przykład różnego rodzaju choroby; ani też nie wszystkie ułomności duchowne, jak na przykład nieświadomość, albo złe poruszenia ciała przeciw duchowi”.
Trwożył się  więc i smucił Pan Jezus dlatego, że we wszystkiem stał się nam podobnym , oprócz grzechu (3) ; dlatego, że jak prorok Izajasz o nim przepowiadał, prawdziwe choroby nasze on nosił, a boleści nasze on odnosił (4) . A tak straszną była ta trwoga, którą Zbawiciel cierpiał w ogrójcu, że byłaby mu życie odebrała, gdyby nie wyrok Boży, że miał umrzeć na krzyżu.

 

2. Pan Jezus, gdy mówił do Apostołów te słowa: Smutna jest dusza moja aż do śmierci, chwiał się i drżał na calem ciele. Bladość śmiertelna pokrywała oblicze Jego, w rysach twarzy jego przebijało się najgłębsze strapienie, głos miał stłumiony i drżący.

Śmierć zawsze jest rzeczą straszną dla człowieka. Niejeden już, choć śmiały i silny, gdy mu oznajmiono wyrok śmierci, przez jedną noc z przerażenia posiwiał, albo z przestrachu padał jak martwy na ziemie. Zdawałoby się, że przy­najmniej sprawiedliwemu śmierć nie powinnaby być tak ciężką. Wszak ciało i dusza jego w ustawicznej żyły między sobą nieprzyjaźni. Ciało pożądało przeciw du­chowi, jak mówi Apostoł, a duch przeciwko ciału (5).  Kiedy więc tacy dwaj nieprzyjaciele wreszcie się rozstają i to jeszcze z nadzieją chwały i wesela wiecznego, gdzie tu miejsce na smutek i trwogę? A jednak do­świadczenie uczy, że często i święci trwożą się wobec nadchodzącej śmierci.

Pomyśl teraz, co cierpiał Boski Zbawiciel na samą myśl takiego gwałtownego rozdar­cia, takiego poniewolnego rozłączenia między najświęt­szą i błogosławioną duszą a najczystszem i niepokalanem ciałem Jego. Jakież przerażenie wówczas go ogar­nęło na widok tego najsroższego rodzaju śmierci, jaki mu był przygotowany. Widział w duchu nieludzkie bi­czowanie i cierniem ukoronowanie, urąganie i bluźnierstwa, sromotne oplwanie i bicie pięściami, a wreszcie najsroższe ukrzyżowanie. Zaprawdę, był to smutek i trwoga śmiertelna, jakiej umysł ludzki nie ogarnie, a język nie wypowie.

Dlaczego Chrystus dopuścił na siebie tak straszną katuszę wewnętrzną? Dlatego, że w tym ogrójcu boleści chciał zadośćuczynić za niepo­słuszeństwo pierwszych rodziców, gdy zjedli z owocu zakazanego w raju rozkoszy; chciał czynić pokutę i za nas, synów Adama, za grzeszną rozkosz, której szuka­my w tem, co nam Bóg czynić zakazał.

 

3. Widział Pan Jezus także wszystkie z osobna grze­chy każdego z ludzi, zacząwszy od Adama aż do skoń­czenia czasów. Cały ten olbrzymi ciężar grzechów wziął Pan na się tak szczerze i z taką miłością, jak gdyby sam je popełnił, jakgdyby mu chodziło nie tylko o zba­wienie grzeszników, ale i o zbawienie własnej duszy.
Serce jego paliło się najgorętszem pragnieniem, żeby przez najboleśniejsze cierpienia dać Ojcu niebieskiemu hojne zadośćuczynienie za wszelkie wyrządzone mu przez ludzi obrazy i zelżywości. A tych zelżywości mnóstwo było niezliczone i wielkość ich niewypowiedziana.

Dusza Zbawiciela naszego widziała najdokładniej wszystkie świętokradztwa, morderstwa, cudzołóstwa, żądze sromotne, złodziejstwa, oszczerstwa, krzywoprzysięstwa, bluźnierstwa i wszystkie inne występki i grze­chy. Widział również z przerażeniem i straszną wiel­kość każdego grzechu z osobna i nieskończoną wzniosłość i piękność Majestatu Boskiego, któremu każdy grzech ciężką zniewagę wyrządza. W imieniu więc całej grzesznej ludzkości wołał w duchu z Psalmistą: Boże, Boże mój, wejrzyj na mię: czemuś mię opuścił? Daleko od zbawienia mego słowa grzechów moich (6).

»Chcąc zadośćuczynić za grzechy wszystkich ludzi, mówi św. Tomasz (7), Chrystus Pan dopuścił na się najwyższą miarę smutku, to jest taką, jakiej wymagała wielkość i mnóstwo grzechów wszystkich ludzi. Smutek Chry­stusa nad grzechami ludzkiemi przewyższał o wiele skruchę wszystkich grzeszników pokutę czyniących: bo źródłem jego była o wiele wyższa mądrość i miłość, a przyczyną jego grzechy wszystkie, ile ich było i będzie na świecie«.

 

4. Dalej widział Pan Jezus w duchu cierpienia wszystkich Męczenników, Wyznawców i Dziewic; wi­dział ich utrapienia i prześladowania. Widział troski i smutki biskupów i kapłanów swoich, których mieli doznać w świętem powołaniu swojem; widział wszelkie troski i zgryzoty ojców i matek, nieodłączne od pobożnego wychowania dzieci i od chrześcijańskiego prowadzenia domu. Te wszystkie i tym podobne udręczę ma i smutki wziął Jezus najsłodszy do współczującego nam Serca swego; trapił się, smucił i cierpiał, aby wszystkim ludziom wyjednać łaski tak potrzebne do godnego znoszenia tych przeciwności.

Lecz najsroższą z boleści, jakie w tej chwili nękały Serce Zbawiciela, była jasno przewidywana niewdzięczność ludzi. W tej samej chwili, kiedy smutny aż do śmierci walczył o zbawienie grzeszników , widział w duchu niezliczone zastępy dusz oziębłych i grzechów i od­danych, które się o nieskończone dobrodziejstwo Odkupienia wcale troszczyć nie będą. Jak srogą i dojmującą była boleść, którą go niewdzięczność tych grzesz­ników przejmowała, tego nikt opisać nie zdoła, bo nikt nie ogarnie tej miłości, z jaką Syn Boży składał tę tak ciężką ofiarę cierpień swoich  Ojcu za zbawienie wszyst­kich ludzi. Niewypowiedziany tak że smutek napełniał Serce jego na myśl o tem morzu boleści, w jakie błogosławiona dusza Jego Matki najmilszej zostanie pogrą­żona. Ale o tej boleści na innem miejscu dłużej rozmyślać będziemy.

 

Westchnienie pobożne.

Dzięki Tobie, Panie Jezu, za tę miłość niepojętą, z jaką, dla grzechów moich, tak ciężki smutek na siebie dopuściłeś. Gdyby nie ten smutek Twój, ja cierpiałbym w wieczności smutek bez końca, odrzucony na wieki od szczęśliwości oglądania Ciebie i miłości Twojej. Użycz mi tej łaski, żebym , ilekroć przystąpię do Sakramentu Pokuty , pamiętał na ten śmiertelny smutek Twój i do prawdziwej a serdecznej skruchy za grzechy moje się pobudzał. A gdy świat, czart, albo pożądliwość do grzechu kusić mię będą, obym stanowczo odpowiedział: Jak to? Zbawiciel  mój, za grzechy moje, smucił się aż do śmierci, a ja bym miał na nowo go zasmucać? Nigdy! Odstąp ode mnie szatanie. Odstąp, bezbożna pokuso. Raczej wszystko złe i śmierć samą ucierpieć, niż postradać łaskę i miłość Zbawiciela mego.
O Maryjo, Bolesna Matko smutnego aż do śmierci Syna Bożego, módl się za mną i aż do śmierci nie opuszczaj mię.

 

 

II.

Strapienie i smutek uważamy zwykle za rzecz nie­dobrą. Nie każdy jednak smutek jest złem. Smutek wedle Boga, czyli zmierzający do Dobra najwyższego, do pożytku bliźnich, do zbawienia duszy, jeśli właściwej miary nie przekracza, nie jest złem, ale przeciwnie do­brem. Takim dobrym i świętym smutkiem był, jak wi­dzieliśmy, smutek Pana Jezusa. Zobaczmyż, choć w głów­nych zarysach, w jaki sposób dusza wierna dobrze
i święcie, na podobieństwo Zbawiciela, smucić się może i powinna.

 

1. Kiedy smutek jest dobry? a kiedy jest zły?
Na te pytania tak odpowiada nam św. Bonawentura (8) : »Na to jest dany smutek człowiekowi, aby się smucił nad grzechami swojemi i bliźnich swoich; aby bolał nad tem, że jeszcze jest daleko od prawdziwej ojczyzny, aby się bał kar piekielnych, aby cierpiał nad własną niedo­skonałością, żeby współczuł z drugimi w ich cierpie­niach. Taki smutek pożyteczny jest, bo powściąga naszą lekkomyślność, próżne uciechy, osłabiające siłę ducha. Lecz jak pożyteczny jest smutek dobry Bogu i przy­jemny, tak szkodliwy, skoro się w smutek światowy przemieni. Taki smutek wedle świata prowadzi do śmierci ducha i wtrąca człowieka w rozpacz, w zwąt­pienie i w nierozumne przygnębienie«.

 

2.Smutek przyrodzony, jakiego człowiek doznaje przy śmierci rodziców, przyjaciół, dobroczyńców i bli­skich, lub w podobnych nieszczęściach, nie jest prze­ciwny Bogu, woli Bożej. Lecz żeby w tych granicach pozostał, powinniśmy ten smutek miarkować, uciekając się do modlitwy, do czytania pobożnego, do pracy pożytecznej, do Najśw. Ofiary i Sakramentów świętych, do przyczyny Matki Boskiej, najpewniejszej strapio­nych Pocieszycielki. Kto tak czyni, tego żadna boleść nie złamie, bo wiara, nadzieja i miłość poświęci ją i osłodzi.

Lecz kto w ślepem przywiązaniu do rzeczy ziemskich poddaje się bez oporu bólowi zmysłowemu, ten popada w smutek wedle świata, który nie tylko nie przynosi żadnego pożytku, ale owszem wielką szkodę duszy wyrządza. Dlatego upomina nas Mędrzec Pański: Odpędzaj frasunek daleko od siebie; bo wiele ludzi smutek pobił, a niemasz w nim pożytku (9). To samo mówi nam św. Paweł: Smutek, który jest wedle Boga, pokutę ku zbawieniu nieodmienną sprawuje; lecz smutek świecki śmierć sprawuje (10). Czuwaj więc, abyś nigdy temu smutkowi świeckiemu nie dał przystępu do siebie.

 

3. Smutek jest święty i Bogu przyjemny przede wszystkiem wtedy, gdy za grzechy swoje żałujesz i z ca­łego serca je opłakujesz. Kto często i ciężko dobroć i miłosierdzie Boga obraził, ten ma aż nadto powodów do smucenia się nad złością i niewdzięcznością swoją. Taki smutek jest praw dziwie święty i zbawienny: Serca skruszonego i upokorzonego, Boże nie w zgardzisz (11).
Św. Jan Złotousty (12) wykazuje na przykładzie, że smu­tek czysto naturalny i świecki na nic nie jest przydatny, a tylko smutek serca skruszonego i za grzechy żałują­cego, zbawienie duszy sprawuje. »O płakuj, mówi, grze­chy swoje, żebyś je łzami swemi zgładził; jedynie poży­teczny smutek, to smutek za grzechy, bo je gładzi. Przejdź inne nieszczęścia, jakie cię spotkać mogą w tem życiu i powiedz sam, na co tu smutek się przyda. Ten poniósł stratę na majętności swojej i smuci się z tego; ale smutek straty mu nie wróci. Drugi stracił syna i nad nim boleje; ale boleść syna m u z grobu nie wskrzesi, ani sercu jego nie ulży. Innego pobito i znie­ważono i tem się gryzie; ale ta zgryzota zniewagi nie usunie. Inny jeszcze zaniemógł i w ciężką popadł cho­robę, martwi się tem i narzeka: ale narzekanie nie uzdrowiło go, owszem raczej chorobę pogorszyło.
Wszak prawda, że na wszystkie takie przygody smutek nic nie pomoże? Lecz oto ów zgrzeszył i zasmucił się z tego prawdziwą skruchą; tem samem grzech swój zgładził i uwolnił się od występku swego«.

 

4. Niektórzy prawdziwie smucą się i żałują za grzechy, nie tyle jednak dlatego, że Boga obrazili, ile że bólu skruchy nie czują. Na to św. Tomasz (13) takie im daje uspokojenie i pociechę:

»Skrucha zawiera w sobie dwojaki żal: pierwszym jest obrzydzenie grze­chu popełnionego, drugim, żywe uczucie bólu. Uczucie to nieraz bywa słabe, ale nic to nie ujm uje doskona­łości skruchy, bo naprzód nie należy ono do samej natury skruchy doskonałej, ale jest raczej przypadkowym tylko jej objawem ; a powtóre, nie w naszej jest mocy wzbudzać w sobie takie uczucie bólu. Choćby więc żal w uczuciu był najsłabszy, gładzi jednak wszel­ką winę grzechu, jeśli posiada warunki, do skruchy doskonałej potrzebne«.  To sobie powinny zapamiętać dusze bojaźliwe.

 

5. Ale są i tacy, i to nieraz dusze bardzo pobożne, którzy w nadmiernej bojaźni surowych sądów Bożych najlepszym nawet aktem skruchy uspokoić się nie mogą, ale ciągłym niepokojem życie sobie zatruwają.  Chodzą smutni i przybici i wyobrażają sobie, że na tem polega prawdziwa pokora. Ale taka trwoga nie jest po­korą, ale bardzo niebezpieczną pokusą.

»Prawdziwa pokora, mówi św. Teresa, nie popada w zamieszanie, choć dusza jasno swoją złość uznaje. Smuci się bez wątpienia tem , że Boga obraziła, ale zarazem rozszerza serce nadzieją miłosierdzia Pańskiego. I tak światłem pokory oświecona, dusza i wstydzi się samej siebie i za­razem wysławia Boga, iż tak długo ją znosił. Przeciwnie ta pokora, która jest od czarta, nie daje duszy żadnego światła ku dobremu. Bóg w oczach takiej duszy przed ­stawia się jakby tyran srogi, wszystko ogniem i mie­czem tępiący. Jest to jedna z najchytrzejszych zdrad czartowskich, jakie znam «. Taką więc pokusę, rzecz jasna, stanowczo należy odrzucać, bo smutek tego ro­dzaju nie jest święty, ale raczej bardzo nieświęty i zgubny, skoro sprawcą jego jest ten, którego Pan w Ewangelii zowie mężobójcą od początku (14).

 

6. I to także jest święty smutek, kiedy bolejemy nad srogiem prześladowaniem, jakie Kościół cierpi. Cierpienia Kościoła są przedłużeniem Męki Chrystuso­wej, podobnie jak działanie Kościoła jest przedłuże­niem dzieła Odkupienia Chrystusowego. Kto może sercem obojętnem patrzeć na to, jak Matkę jego, Kościół św., prześladują, lżą, łupią i pętają, w tym niema praw­dziwej miłości ani Boga, ani bliźniego, ten nie jest godzień zwać się synem św. katolickiego Kościoła.

 

7. Niepewność także końca tego życia śmiertel­nego, które dopóki trwa, żaden nie wie, azali jest mi­łości, czyli nienawiści godzien (15), słuszny daje powód do smutku każdej duszy prawdziwie pobożnej. Taka dusza smuci się, że nie jest jej jeszcze dano miłować Dobro najwyższe doskonałą miłością, bo miłość w nie­bie dopiero będzie doskonała. Tęskni do ojczyzny nie­bieskiej i wzdycha, że przedłuża się wygnanie jej na tej ziemi. Tak tęsknił i wzdychał św. Paweł, gdy wołał: Mnie żyć jest Chrystus, a umrzeć zysk… pragnienie mając, rozwiązanym być i być z Chrystusem (16). Albo­wiem kocham się wespół z zakonem Bożym według wnętrznego człowieka. Lecz widzę inszy zakon w członkach moich, sprzeciwiający się zakonowi umysłu mo­jego i biorący mię w niewolę, w zakonie grzechu, który jest w członkach moich. Nieszczęsny ja człowiek, kto mię wybawi z ciała tej śmierci? Łaska Boża przez Je­zusa Chrystusa Pana naszego (17). Podobnie żalili się i inni Święci; ale smutkowi ich towarzyszył zawsze ten pokój wewnętrzny, który jest nieomylnym znakiem pełnego zdania się na wolę Bożą.

 

8. Na koniec i ten smutek jest święty, który się rodzi ze współczucia w nieszczęściu bliźniego. Wesel­cie się z weselącymi, plączcie z  płaczącymi (18), mówi Apostoł, jak płakał Jeremjasz nad nędzą ludu swego (19). Tak płakał Pan Jezus nad grobem Łazarza i nad nieszczęsnem miastem Jeruzalem . Tak litować się i ty po­winieneś nad bliźnim twoim , szczególnie gdy widzisz, że idzie drogą zatracenia.

 

Westchnienie pobożne.

Praw dziwie twardsze nad skałę miałbym serce, gdybym Ciebie, Pan Jezu, nie miłował. Wszak i zwykłe­mu człowiekowi należałaby się ode m nie wdzięczność, gdyby karę jaką, choćby tylko małą, wspaniałomyślnie za mnie poniósł lub zapłacił. Lecz Ty, Słowo Wcielone, miłością swoją wszelką miłość ludzką przewyższasz. O dziwna nad wszelki wyraz tajemnico! Syn Boży dla mnie smuci się smutkiem najgłębszym i za m nie idzie na śmierć najsroższą. Przez nieskończone zasługi tego smutku spraw, o Jezu najsłodszy, by odtąd wszelkie rzeczy ziemskie obróciły mi się w przykrość i w utrapienie, a iżbym już innego wesela nie znał, jeno w mi­łości Twojej.
O Matko Najświętsza, wyjednaj mi przyczyną swoją tę łaskę u Syna Twego.

 


O. K. Klemens C.SS.R-  O MIŁOŚCI UKRZYŻOWANEGO ZBAWICIELA ROZMYŚLANIA O GORZKIEJ MĘCE PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA, KRAKÓW 1833.

 

Przypisy:

1) Mar. 14, 33.
2) Brevilorr. nars IV , c. 8.
3) Żyd. 4, 15.
4) Izaj. 53, 4.
5) Gal. 5, 17.
6) Ps. 21, 1.
7) Summa th., P. III, pu. 46. a. 6.
8) De protect. Relig. lib, 1, e. 5.
9) Ekl. 30, 24.
10) II. Kor. 7, 10.
11) Ps. 50, 18.
12) Hom. 5, ad pop. Ant.
13) III. P. Suip.pl. qu. a. 6.
14) Jan 8, 44.
15) Ekl. 9, 1.
16) Filip. 1, 21.
17) Rzym. 7, 22.
18) Rzym. 12. 15.
19) Jerem. 8, 21.

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “Rozmyślania o Męce – Pan Jezus w Ogrójcu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: