Nauka Katolicka

O męce Pana Jezusa

A teraz powiedzcie sami, czy z tego nie wynika, byśmy i my Chrystusa Pana nade wszystko miłowali. A jak to wypeł­niamy? Co nam powiada sumienie? O Bracia, wżdy się raz upamiętajmy, i oddajmy miłość za miłość – nie bądźmy twardszymi od martwej ziemi, która, pa­trząc na śmierć Jezusa, od żalu się trzęsła, nie bądźmy tward­szymi od skał, które się krają i kruszą na widok śmierci Boga-człowieka. Drży ziemia, skały się kruszą – słońce, gwiazdy od smutku się zaćmiły, a my stoim z sercem zimnym, obojętnym, nieczułym na wszystko!

„I skłoniwszy głowę, oddał ducha”.
Jan XIX, 30.

Jezus umiera! Słuchajcie niebiosa, co mówię, niech słucha ziemia słowa ust moich.

Ten, który was z niczego stworzył, Syn Pana Boga żyć przestaje. Bóg nieśmiertelny ze spuszczoną głową oddaje ducha!

Ziemia drży, zaćmiewają się niebiosa, słońce, gwiazdy okry­wają się żałobą, Aniołowie pokoju ronią łzy smutku i żalu.

A cóż ty, o duszo moja, przy tym smutnym widoku twego umarłego Jezusa czynisz? Wszędzie, wszędzie, jak widzisz, wielka cisza i smutek, czy i w tobie tak samo?

Więc słuchajcie jeszcze raz najmilsi: Chrystus Pan ducha oddał.

Chrystus Pan dla nas ducha oddał!

 

O jakie dziwne uczucia miotają sercem moim. Miłość i nienawiść, bojaźń i ufność – radość i boleść. Miłość do tego Boga, który mnie aż do najboleśniejszej śmierci kocha, niena­wiść siebie i grzechów moich, które są przyczyną śmierci Jego, trwoga, strach i rozpacz, myśląc: Jaka śmierć na mnie czeka, kiedy ten najniewinniejszy Syn Boży za cudze grzechy w takich mękach umierać musi! Nadzieja i pociecha, że Ten, który umiera, za nieskończenie wiele grzechów i nieskończenie zadość uczynił, i nade mną się także zlituje. Radość, że Chrystus świat wybawił, na koniec boleść i politowanie, że Chrystus Pan tyle musi cier­pieć.

Ponieważ zaś miłość jest najszlachetniejszym serca uczu­ciem, dlatego przenieśmy ją dzisiaj nad wszystkie inne serca uczucia, i ona niech wyświadczy umarłemu na krzyżu Jezusowi ostatnią posługę, rozważając z rzewnością Jego gorzkie męki przy śmierci, abyśmy tym sposobem miłość Chrystusa Pana ku nam poznali, i zarazem zrozumieli, jak my Chrystusa Pana miłować mamy. To wszystko niech będzie na większą chwałę naszego ukrzyżowanego Jezusa i na cześć Jego pod krzyżem stojącej Matki.

Zdrowaś Maryjo.

Wznieś, o duszo moja, myśli twoje na ową górę, na której się dzisiaj największa, najsmutniejsza, najokrutniejsza i najstra­szliwsza tajemnica odprawia. Wznieś myśli twoje na tę górę, na której się dzisiaj cud miłości spełnia. Gdzie Pan umiera za sługę, król za poddanego, niewinny za grzesznika, gdzie umiera Bóg za nędznego człowieka, a umiera takim okrutnym sposo­bem, umiera na krzyżu. Umiera z miłości ku nam. O jak wielka to miłość! Miłość taka, jakiej nigdy niebo i ziemia nie widziały, miłość, która ludzki rozum przechodzi.

Dlatego też Apostoł narodów nazywa tę miłość niezmierną miłością. Propter nimiam charitatem, qua dilexit nos. Dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował.

Zaprawdę, Bracia najmilsi, ta miłość jest wielką, bez­graniczną. Bo nie dosyć było Jezusowi, że się dla nas w stajni narodził, nie dosyć, że przy obrzezaniu najświętszą Krew swoją dla nas wylał, nie dosyć, że przed okrutnym Herodem do Egiptu uciekać musiał, nie dosyć, że przez trzydzieści lat w największym ubóstwie tu na tym świecie żył, i od największej części ludzi był zapoznanym, wzgardzonym i za grzesznika poczytanym, nie ­dosyć Mu było, że się przy ostatniej wieczerzy nam na pokarm i napój zostawił, nie dosyć Mu było, że taki niezmierny smutek i bojaźń za nas w ogrodzie Gethsemani wycierpiał, iż pot krwawy płynął po świętych członkach Jego, nie dosyć Mu było, że się dał przez niezbożnego Judasza nieprzyjacielom swoim, jako podły niewolnik, zaprzedać, nie dosyć, że jako złoczyńca od katów po­rwany, powrozami związany, przez ulice miasta od jednego sę­dziego do drugiego włóczony, skarżony, potępiony; nie dosyć Mu było, że tak cierpliwie znosił policzki, i plwanie, nie dosyć, że w obliczu całego ludu z szat obnażony i powrozami i łańcuchami srodze był biczowany, tak dalece, że jak Prorok mówi, do ro­baka startego nogami ludzkimi bardziej niż do człowieka był podobny, nie dosyć, że cierniem był ukoronowany i od Barabbasza gorszym osądzony, nie dosyć Mu było, że swój krzyż sam na zbitych dźwigał ramionach i trzy razy pod nim upadał. To wszystko jeszcze nie dosyć Mu było. Jeszcze czegoś nie stało, jeszcze miłość Chrystusa Pana niezadowolona.

O Bracia naj­milsi, to już prawdziwie są wielkie cierpienia, a jednak jeszcze Panu naszemu nie dosyć. Wszystkie cierpienia, które nadmieni­łem, jeszcze nie wystarczały Panu naszemu Jezusowi; patrzmy więc, co się dalej stało.

Znajdujem wreszcie Chrystusa Pana z krzyżem swoim na górze Golgocie, na tej górze, którą sobie Chrystus Pan wybrał, aby na niej cierpienia swoje zakończył. Znajdujemy Pana na­szego na górze Kalwarii, którą sobie wybrał na widowisko tej smutnej sceny, na bojowisko tej wojny, na świątynię tej ofiary, którą za nas podejmował. O najmilsi słuchacze, przez to już, że sobie górę Golgotę wybrał, pokazał nam, jak bardzo nas miłuje.

Bo jak wielkim to dla Niego było upokorzeniem. Góra Golgota była zewsząd widoczną – wybrał ją sobie, aby wszystek świat widział, jak wzgardzony umierać musi, by hańba świata zniesioną została. Na górze Tabor pokazał trzem tylko uczniom chwałę swoją, ale tu na górze Golgocie upokarza się przed całym świa­tem.

O Bracia, czy na taki przykład pokory może jeszcze py­cha panować na świecie? czy na taki przykład możemy jeszcze tylko do tego dążyć, abyśmy przez drugich wysoko byli powa­żani?

Kiedy Chrystus Pan przyniósł krzyż na to miejsce, gdzie miał umrzeć, jedni kaci dół pod krzyż kopali i narzędzia mę­czeństwa gotowali, a inni Pana naszego z szat obdzierali. I było to już trzeci raz tego dnia, że Pana naszego z szat obdarto i nie tak jak pierwsze dwa razy, aby potem znowu Go w nie ubrać, lecz, aby Go obnażonego na krzyżu rozpiąć. O Bracia, jak ciężko musiało to być Panu naszemu, że z szat był obna­żonym, jak ciężko musiało to być Temu, który był samą nie­winnością, jak ciężko musiało to być Temu, który, chociaż wszystkie oskarżenia cierpiał, jednak przeciw anielskiej cnocie czysto­ści nigdy oskarżenia na siebie nie dopuścił. Ale to wszystko jeszcze nie dosyć.

Kaci, obnażywszy Zbawiciela z szat, każą Mu się na krzyżu położyć. Z największą pokorą i poddaniem się kładzie się na krzyż, rozpina ręce i nogi. Takie to było łoże, na które tak zmę­czone, tak zranione, tak politowania godne ciało złożono. O prawdziwie, gdyby to ciało nie było ciałem Syna Bożego, lecz ciałem najpodlejszego człowieka, zasługiwałoby jednak na litość! Ale, kiedy na ziemi nie masz litości, to może w niebie?

Wszechmogący Ojcze, już leży Izaak na drzewie, już miecz jest podniesiony, teraz czas jest, aby przyszedł Anioł i zawołał i cios odwrócił. Już poznałeś Jego posłuszeństwo, już Ci poka­zał, że wolę Twoją przekłada nad swe własne życie. Jeśli krew potrzebna jest do zbawienia, już więcej jej wypłynęło, niźli po­trzeba.

Nie dopuść Panie, aby te srogie katy Syna Twego ukrzy­żowali. Lecz, ach, już mają gwoździe w rękach, już widzę, jak młoty podnoszą! Izaaka Pan Bóg ocalił, własnego Syna Swojego nie chce ocalić. Przeszyte niech będą ręce, woła sprawiedliwość Boska, przeszyte niech będą nogi. Ofiara niech będzie skończona… A ten straszny wyrok ściągnęły grzechy nasze.

Zaczęli więc gwoździami naprzód rękę lewą przybijać, po­tem prawą, na koniec nogi, a ciało Jego święte z takim gwałtem i nieludzkością rozciągnęli, iż kości Jego policzyć można.

Gdy więc Żydzi naszego najmilszego, najcierpliwszego Je­zusa ukrzyżowali, podnieśli krzyż, i tak chorągiew naszego zba­wienia z ukrzyżowanym na górze Golgocie Zbawicielem pierwszy raz stanęła.

O jak wielka była boleść, jak wielka była męka, jak wielkie było cierpienie ukrzyżowanego Jezusa przy tym srogim podniesieniu. Krzyż spadł nagle w dół wykopany, który był bar­dzo głęboki, a całym swym ciężarem na trzech tylko gwoździach wiszące ciało przy najmniejszym poruszeniu i wstrząśnieniu się drzewa krzyżowego doznawało niewypowiedzianych boleści, a te trzy źródła, w ciele Chrystusa świeżo otwarte, obficie Krwią try­skać poczęły i ziemię nią hojnie rosiły.

Te trzy źródła płynęły od góry Golgoty, i nie masz na tym świecie kraju, którego by nie dosięgnęły. O, korzystajmy wszyscy z tej Boskiej krynicy, na to bowiem te źródła płyną, aby nasze trędowate dusze od trądu grzechowego obmyły. Bo jeżeli Naaman przez to, że się w Jor­danie umył, oczyszczony od trądu został, o ileż bardziej nasze dusze od trądu grzechowego oczyszczone będą, jeżeli się w tych świętych źródłach obmyją.

A więc Bracia zbliżmy się, zbliżmy ku tym źródłom. Niech się obmyje w tym źródle pokory pycha i zarozumiałość. Niech się obmyje w tym źródle szczodrobliwości chci­wość i łakomstwo; niech się obmyją w tym źródle czystości roz­pustni; niech się obmyje w tym źródle miłości zazdrość, nienawiść i pomsta, niech się obmyją w tym źródle świętości wszyst­kie nasze grzechy i zbrodnie świata całego.

Lecz powróćmy do mąk Jezusa naszego! Jezus wisi na krzyżu. – Krew coraz więcej i więcej upływa – Chrystus co­raz słabszym się staje. Gdy się chciał oprzeć o gwoździe w no­gach, czuły nogi większą boleść, kiedy się chciał podnieść na gwoździach w rękach, rany rąk bardziej się rozdzierały; kiedy głowę swą najświętszą oprzeć chciał na krzyżu, ciernie głębiej wciskały się w głowę. Czy można większą nędzę, większe opu­szczenie sobie pomyśleć?

I to wszystko Pan nasz cierpi z mi­łości ku nam, za grzechy nasze. Wisi na krzyżu, a koło Niego dwaj zbójcy, i to dlatego, aby wszyscy, którzy Go w tym towarzystwie widzieli, i Jego też za zbójcę uważali, bo mówi Pismo św.: A ze złoczyńcami jest policzon. Wszyscy, którzy przecho­dzili tędy, mówią Ewangeliści, wszyscy bluźnili Panu. Tylko słońce smuciło się i pokazało swój smutek, bo ledwo Pan zawisł na krzyżu, zaćmiło się słońce, i stała się ciemność po wszystkiej ziemi od szóstej aż do dziewiątej godziny. Stały się więc razem dwa wielkie cuda: pierwszy, że się słońce zaćmiło, drugi daleko większy, że ta ciemność nie otworzyła oczu zatwardziałych Żydów.

O Bracia najmilsi, czy ta myśl słusznej nie budzi w sercu naszym bojaźni? Żydzi widzieli tak wielki cud, a jednak się nie nawrócili – czemu?

Brakło im łaski – brakło im łaski skutecznej, którą przez swoje okropne grzechy utracili, i tak umarli, jak im Chrystus przepowiedział: I w grzechu waszym pomrze­cie.

A co z tego dla nas za nauka? My sądzimy, że się możemy nawrócić wtedy, kiedy nam się zechce. Ale to się nie zawsze udaje. Do nawrócenia jest łaska Pana Boga i szczera wola ludzi potrzebną, a ponieważ Bóg tak często chce, byśmy się nawró­cili, a my nie chcemy, o, lękajmy się, czy, kiedy my zechcemy, Bóg czas da.

O Bracia najmilsi, używajmy czasu. Póki czas mamy, czyńmy dobrze. Powiedzcie sami, czy może być dzień, pełniejszy łaski, jak na Golgocie.

Pewnie że nie – a przecież z tych dwu, którzy przy boku Chrystusa Pana umarli, jeden zo­stał zbawionym, drugi przeklętym. O, uważajcie dobrze!

Więc kiedy z dwóch ludzi, krwią Chrystusa Pana skropionych, któ­rzy i przykład Pana Jezusa przed oczyma mieli, którzy w blis­kości Maryi, Orędowniczki grzeszników, w dniu miłosierdzia umarli, w dniu, w którym ręce Pana Jezusa rozpięte były, w dniu, w którym rany i Serce Jego były otwarte, kiedy mówię z tych dwóch ludzi jeden tylko zbawionym, drugi zaś potępionym zo­stał: cóż z nami się stanie, którzy nie wiemy, kiedy umrzemy, w jakim miejscu, w jakim towarzystwie, w jakim stanie?…

Nieraześmy już zgrzeszyli i jeszcze zawsze grzeszymy i spo­dziewamy się, że Bóg zawsze z nami będzie miłosierny, że kie­dykolwiek zechcemy, możemy się nawrócić; o nie łudźmy się, albowiem to jest pokusa bardzo szkodliwa, szatańska.

Pytajcie się tych wszystkich, którzy teraz są w piekle, pytajcie ich, za co się tam dostali, co wam odpowiedzą? To jedno, że tu na ziemi tej samej pokusy nie zwyciężyli. O Bracia najmilsi, pójdźmy za głosem i natchnieniem Pana, póki nam czas daje, o nie gardźmy nim, bo nie wiemy, czy nie ostatnie jest to wołanie.

Wisi Chrystus na krzyżu, i siedem razy dał nam usłyszeć słodki swój głos. I zawsze pokazał nam głos Jego wielką ku nam miłość. Osobliwie zaś trzecie Jego słowo: Niewiasto, oto syn Twój – oto Matka twoja.

O jak wielka miłość Chrystusa Pana ku nam pokazuje się w tych słowach. Bo co Chrystus na tym świecie najdroższego posiadał, była Matka, i oto oddaje nam Ją tymi słowami: Niewiasto, oto syn Twój. A do ucznia zaś mówi: Synu, oto Matka twoja. Jakże krótkie to słowa, ale pełne bo­leści dla serca tej Matki. O jak zraniły te słowa Serce Matki Najświętszej. Niewiasto, oto syn Twój. Syna, którego aż dotąd miałaś, już nie masz, bo wkrótce żyć nie będzie.

Pomyśl, jak wielka musiała być boleść Matki tej najlepszej, gdy te słowa usłyszała. Ale zarazem też pamiętajmy, jak wiernie Matka Najświętsza te słowa wypełniła. Bo taką dobrą Matką stała się od tego czasu dla nas. Sądzę, że nie trzeba wyliczać tych znaków, które nam pokazują, że nas nade wszystko miłuje, że prawdziwą Matką dla nas się stała. Ale bądźmy i my tak posłuszni Chrystusowi na krzyżu, jak Ona. Wypełńmy ostatnią wolę Chrystusa Pana, i przyjmijmy Maryję za matkę, bo nie możemy Chrystusowi Panu większej uczy­nić pociechy.

Jeszcze ostatni raz powróćmy do Pana Jezusa, który na krzyżu wisi, i któremu jeszcze nie dosyć było, co aż dotąd z miłości ku nam wycierpiał. Jeszcze więcej chce cierpieć, bo woła: Pragnę. I cóż Mu dali do picia? Oto mówi Pismo św.: A oni gąbkę pełną octu, obłożywszy hyzopem, podali do ust Jego.

I na tym się też skończyło. Bo mówi św. Jan: Jezus tedy, gdy wziął ocet, rzekł: Wykonało się. A skłoniwszy głowę, ducha oddał.

Skłoniwszy głowę, ducha oddał. Jezus już nie żyje, już umarł, za nas umarł. Bracia najmilsi, czy tu mam dalej mówić, czy milczeć? Patrzcie teraz na cały żywot Chrystusa Pana. Od pierwszej chwili Narodzenia Jego w żłobie, aż do końca Jego na krzyżu – i cóż tam widzicie? Tylko miłość i miłość, miłość ku nam.

A teraz powiedzcie sami, czy z tego nie wynika, byśmy i my Chrystusa Pana nade wszystko miłowali. A jak to wypeł­niamy? Co nam powiada sumienie?

O Bracia, wżdy się raz upamiętajmy, i oddajmy miłość za miłość – nie bądźmy twardszymi od martwej ziemi, która, pa­trząc na śmierć Jezusa, od żalu się trzęsła, nie bądźmy tward­szymi od skał, które się krają i kruszą na widok śmierci Boga-człowieka. Drży ziemia, skały się kruszą – słońce, gwiazdy od smutku się zaćmiły, a my stoim z sercem zimnym, obojętnym, nieczułym na wszystko!

O dobry Jezu, jakoś się zlitował nad tym łotrem obok Cie­bie konającym, tak zlituj się nad nami, abyśmy, widząc męki i śmierć Twoją okropną, poznali wielkość Twej miłości i we­dług słabych sił naszych wzajemnie Ci miłość okazywali, strze­gąc się każdego grzechu, wypełniając święcie wolę Twoją, cierpiąc z Tobą na krzyżu to i tak długo – co i jak długo Tobie się spodoba.

Słuchajcie najmilsi, co wam na koniec jeszcze powiem. Pamiętam, jak św. Franciszek Ksawery, gdy pewnego żołnierza rozpustnie żyjącego wszystkimi swoimi groźbami, upomnie­niami i prośbami nie mógł poprawić, zaprowadził go w gęstwinę, i tam, obnażywszy plecy swoje, aż do krwi się biczował, mó­wiąc, że nie prędzej przestanie się biczować, aż on postanowi rozpustne swoje życie poprawić. Cóż się stało? Żołnierz padł do nóg św. Franciszka, zmieszał swoje łzy z krwią Jego, i postanowił się poprawić.

 My stoimy przed krzyżem Pana Je­zusa, tam nie płynie krew św. Franciszka, ale Krew Boskiej nie­winności i świętości. Franciszek Ksawery zwyciężył przez swoją krew nieczyste serce poganina, a Chrystus nie miałby przez swoją Krew aż do ostatniej kropli wylaną u chrześcijanina tyle spra­wić, by się nawrócił, owszem miałby przez swoją Krew chrześci­janina nawet jeszcze wścieklejszym uczynić i przyczyną być, by chrześcijanin znowu miał zawołać: Crucifigatur: Niech będzie ukrzyżowany!?

O dobry Jezu, nie, nie! wszystko na świecie odtąd chcę cierpieć, tylko Ciebie nie obrażać. Ty odtąd będziesz moim jedy­nym celem. Abyśmy tu w tym życiu cierpiąc z Tobą, walcząc dla Ciebie, przez krzyż i mękę Twoją zasłużyli sobie na króle­stwo niebieskie, którego bramy Tyś nam otworzył. Amen.

 


O Męce Pana Jezusa. Kazania i szkice księży Towarzystwa Jezusowego. Kraków 1932. Wydawnictwo Księży Jezuitów

O autorze A. Szaroleta

Zdrowa nauka Kościoła przeciw baśniom modernistów: „Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom.” (2 Tym. 4:3-4)

0 komentarzy dotyczących “O męce Pana Jezusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: