W obecności Bożej – o sposobach pamiętania o Bogu

Chodzić ciągle w obecności Bożej jest to nie tylko przypominać sobie, że Bóg jest wszędzie obecny, nie tylko w myślach zajmować się Bogiem, ale nadto podnosić serce do Boga, a wolą łączyć się z Bogiem, — mianowicie zaś uwielbiać Boski Majestat, oddając Mu cześć najgłębszą, tak wewnętrzną, jak zewnętrzną, korzyć się przed Jego tronem , podziwiać Jego doskonałości, radować się z Jego chwały, tęsknić za połączeniem się z Nim, dziękować Mu za łaski, wzywać Jego miłosierdzia, ofiarować Mu wszystko swoje na wieczną służbę.

Ta ustawiczna pamięć na obecność Bożą jest potężną dźwignią w życiu duchowym.

Ona najprzód strzeże od grzechu; któż bowiem odważy się grzeszyć, pamiętając, że nań patrzy Sędzia surowy, trzymający w ręku miecz kary. Jeżeli sługa lęka się wzroku pana i dlatego wstrzymuje się od kradzieży, czyliż człowiek nie ulęknie się wzroku Bożego, by się powstrzymać od grzechu? Cóż wstrzymało czystego Józefa od grzechu, jeżeli nie pamięć na Boga najświętszego i wszystko widzącego? (…)

Ta pamięć na Boga ratuje w pokusach, jako powiedział Prorok:  „Oczy moje zawsze ku Panu , albowiem on wyrwie z sidła nogi moje” .(…) Przeciwnie, zapomnienie na Boga jest źródłem wielu grzechów, o czym Duch św.  zapewnia: „Nie masz Boga przed oblicznością jego  (to jest, grzesznika, dlatego) „splugawione są drogi jego na każdy czas“.

Jako więc chodzący po linie każdy krok odmierza, by nie spadł i karku nie złamał: tak chrześcijanin winien ustawicznie chodzić w obecności Bożej, bo skoro tylko Pana Boga z oczu traci, na niebezpieczeństwo śmierci, to jest, grzechu, się naraża.

 

Niestety, większa część chrześcijan tak żyje, jakoby Boga wcale nie było, lub był gdzieś daleko, to też nieprawość jak wodę piją.

Ta pamięć na Boga jest konieczną do doskonałości, jako sam Bóg powiedział do Abrahama: „Chodź przede mną a bądź doskonały”, Gwiazdy nie mają światła z siebie, lecz odbierają takowe od słońca; gdyby tylko na chwilę oddaliły się od niego, stałyby się czarnymi jak noc: podobnie gwiazdy Kościoła, to, wszelkie światło cnót odbierają od słońca, to jest od Boga w którego obecności chodzą. Niechby się tylko na chwilę oddaliło od Niego, wpadłyby w noc grzechu lub niedoskonałości.

Ta pamięć usposabia do modlitwy. Jak drzewo suche łatwo się  zapala: tak dusza, chodząca w obliczu Boga, skoro tylko rozpocznie modlitwę, zaraz płonie ogniem świętych uczuć. Ta pamięć budzi ufność dziecinną, czegóż bowiem ulęknie się dusza pamiętająca to, że Bóg nieskończenie mocny i nieskończenie dobry jest przy niej. Ta pamięć roznieca miłość w duszy, jak płomień który daje ciepło temu , kto się do niego zbliża. Ta pamięć dodaje siły i bodźca do cnót. Jak żołnierz, walczący w obliczu króla, nie lęka się pocisków, lecz śmiało idzie do boju: tak dusza, pomna na to, iż Bóg na nią patrzy, odważa się na wszelką pracę, wszelką ofiarę, i cały świat, całe piekło do walki wyzywa.(…)

Nic też dziwnego, że Święci starali się pamiętać nieustannie na obecność Bożą. Święty Wincenty a Paulo n. p. miał serce ciągle zwrócone tam , gdzie był skarb jego, to jest do Boga. W każdej ważniejszej sprawie zwykł był oczy swe podnosić w górę , aby się zapytać Pana , co Mu się najwięcej podoba. Często wpatrywał się w wizerunek Ukrzyżowanego i zamykał się w Jego świętych Ranach. Ilekroć słyszał, że zegar bije, odkrywał głowę, żegnał się znakiem krzyża św ., wspominał na obecność Bożą i odnawiał przedsięwzięcia, rano zrobione. Aby także podwładnych swoich i obcych, którzy doń przychodzili, do tej świętej praktyki przyzwyczaić, kazał na kilku miejscach wielkimi literami wypisać te słowa:

Bóg cię widzi.

(…) Ta pamięć wreszcie osładza cierpienia życia i jest niejako przedsmakiem nieba, na tym bowiem zasadza się szczęście błogosławionych niebieskich, iż nieustannie widzą Boga. Dlatego św. Franciszek z Asyżu, czując się wygnańcem na tej ziemi, ustawicznie podnosił ducha i serce do Boga, aby tak przynajmniej łączyć się z Umiłowanym swoim.

Kto pamięta na Boga, ten sprowadza niebo na ziemię.

 

Lecz jakże to czynić ?

Najprzód pamiętaj na tę prawdę wiary, że Bóg jest wszędzie, że wszystko przenika i swoją istotą napełnia, że my „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy“ .(…)

Prócz tej ogólnej pamięci na obecność Bożą, przedstawiaj sobie, że Bóg jest szczególnym sposobem w tobie obecnym. Jak bowiem królowie, mimo że cały pałac zamieszkują, w jednej komnacie przebywają najchętniej: tak Pan Bóg, podobnie cały świat zapełnia i sobą ogarnia, w szczególny sposób mieszka w duszy człowieka sprawiedliwego, jako w swoim obrazie i w swojej świątyni, w której pragnie być poznanym , czczonym i miłowanym, — mieszka zaś nieustannie, by każdej chwili duszę oświecać , pocieszać, nawiedzać i wspierać.

Nie zapominaj więc, że jesteś domem i kościołem Boga żywego; wskutek tego uwielbiaj Boga, mającego ołtarz w twej duszy, składaj Mu hołdy, ofiary i  prośby, uniżaj się przed Nim głęboko, zachowaj się z wielką skromnością, jako dworzanin przed królem , i pamiętaj zawsze, Ze oko Jego , zwrócone na ciebie, czyta w twym sercu, jak w  księdze otwartej, a więc nie pomyśl nawet nic takiego, coby było Bogu niemiłym.

Radzą także nauczyciele duchowni przenosić się myślą i sercem do nieba. Jakkolwiek bowiem Pan Bóg jest wszędzie przytomny swoją istnością, obecnością i potęgą; w szczególny, jednak sposób przebywa w niebie, gdzie majestat swój objawia w całym blasku,  gdzie rozdaje nagrody błogosławionym , gdzie jest tron Baranka Bożego, który zabity jest za grzechy świata, a teraz oręduje za nami, gdzie jest Najświętsza Bogarodzica i Królowa nieba, gdzie milionowe wojsko Aniołów i nieprzeliczona rzesza Świętych.
(…) Także i Mistrz nasz Najświętszy podnosił Boski swój wzrok w niebo i modlić się nam kazał: „Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech“. Potrzeba zatem odrywać często myśl i uczucie od ziemi, a podnosić je ku niebu, gdzie ojczyzna nasza prawdziwa.

Możesz także za pomocą wyobraźni przedstawiać sobie obecność Chrystusa Pana w różnych postaciach, np. że jako niemowlę leży w żłóbku, a ty jesteś jednym z owych bydlątek lub pasterzy, — albo że spoczywa na łonie Matki dziewicy, a ty wraz z Królami składasz Mu dary(…) — albo że jesteś z Nim w wieczerniku i przyjmujesz z rąk Jego Najśw. Sakrament, — albo że idziesz za Nim podczas całej męki, — że klęczysz pod krzyżem, jak Magdalena, całujesz Jego Rany i zamykasz się w Jego Sercu, — albo że Go widzisz siedzącego na tronie w niebie lub na Ołtarzu w kościele, — wszystko według natchnień Bożych i potrzeb swej duszy.

Ten sposób uobecnienia sobie Pana Jezusa jest bardzo korzystny, bo rozczula serce i zajmuje wyobraźnię, a tym samem pomaga skupieniu(…)

 

Staraj się także widzieć Boga w stworzeniach; świat bowiem jest jakby wielkim organem, wydającym nieustanną melodię dla Stwórcy, i jakby księgą opowiadającą doskonałości Boże, a każde stworzenie jakby jedną literą tej księgi. „Moją księgą — mówił św. pustelnik Antoni — jest cała przyroda, niebo i ziemia ze wszystkimi istotami. Całe stworzenie jest pismem Boga, w którym codziennie czytam o Jego mądrości, dobroci i wszechmocy; gwiazdy nieba, jak kwiaty ziemi, wskazują mi Boga w Jego majestacie i miłości”.(…)

Korzystnem jest także przypominać sobie w różnych okolicznościach sceny z życia Pana Jezusa. I tak , gdy się ubierasz, wspomnij, że Słowo przedwieczne odziało się ciałem; rozbierając się, myśl o Zbawicielu obnażonym na biczowanie i ukrzyżowanie; za każdym uderzeniem zegara wspomnij na one mdlejące uderzenia Serca Jezusowego w Ogrojcu; słysząc zgiełk ludzi, wspomnij na ono straszne „Ukrzyżuj”; pijąc jaki napój, wspomnij na ocet z żółcią podany Zbawicielowi; nędzne chaty niech ci przywiodą na pamięć stajenkę betlejemską; każde drzewo niech przypomina krzyż na Kalwarii  i t. d.

Jest to sposób nader słodki, a łatwy, tak iż każda choćby najprostsza dusza może wysoko postąpić w modlitwie, jeżeli tylko nieustannie łączy się z Panem Jezusem.

 

Tak właśnie modliła się owa pokorna wieśniaczka, o której wspomina znakomity nasz kapłan i pisarz O. Aleksander Jełowieki. Wyznała ona przed spowiednikiem, że Pan Jezus daje jej obfite światła podczas rozmyślania, a gdy ją spowiednik zapytał, skąd się nauczyła rozmyślania, odrzekła: „Kiedyś na kazaniu ksiądz przejezdny, mówiąc o Męce Pańskiej, powiedział, aby ciągle o niej myśleć; i tak się rozmyślać nauczyłam”. „Jakże ty rozmyślasz — pytał dalej — i kiedy, czy masz czas na to”?  – „Ja na to czasu nie mam , bo muszę pracować, — lecz rozmyślam zawsze, a rozmyślam, jak mi Pan Bóg da, podług pracy mojej. Tak na przyklad teraz, co mię posyłają w pole pleć zboże, a bardzo daleko, raniutko przededniem wychodzić mi trzeba. Więc po pacierzu wychodzę, gdy śpią wszyscy. A ja pomyślę: Pan Bóg nad śpiącymi czuwa, — i westchnę. A potem myślę: Jam się przespała, a mój dobry Jezus ileż to nocy bezsennych przepędził, modląc się za nam — i westchnę. A gdy wspomnę na tę noc krwawą Chrystusową na Górze Oliwnej, którą Chrystus przemodlił i przebolał razem , na ospalstwo uczniów Jego i moje, na ten pot krwawy, wygnieciony z Chrystusa Pana ciężarem grzechów całego świata i moich, na zdradę Judasza i tyle zdrad moich, na ucieczkę uczniów od Chrystusa i moje ucieczki, na okrucieństwo tych niewdzięczników, co tak niemiłosiernie tego Baranka Bożego. Jezusa kochanego, wiązali i potrącali: to jakbym widziała to wszystko, serce mi się kraje, dusza truchleje, a łzy mi się leją. Ach Ojcze, ja nic odpowiadam łaskom , które mi Bóg daje.

Idę dalej w pole aż tu i kur pieje. To wtedy wspomnę na Piotra, a grzechów się własnych przelęknę, którymi nie trzy razy ale trzy tysiące razy więcej zaprzałam się Jezusa mojego. Ach! wtedy bardzo płaczę, — i tak zajdę aż do miejsca pracy mojej. Tam  przed robotą pomodlę się do Matki Boskiej i powiem: O Maryjo , Tyś pracowała, i Twój Syn pracował; osłódźcież mi tę pracę! I biorę się do roboty i zaczynam pleć zboże, a myślę sobie: Ach! Panie Boże, wyrwijże kąkol grzechu z pola duszy mojej! — A co targnę i wyrwię złą trawę , to znowu myślę: Ach! jakże to bolało mojego Jezusa, gdy Go  Żydzi za włosy targali. — A gdy już od roboty obrzękną mi ręce i krzyże rozbolą, ja sobie mówię: inaczej brzękły ręce Jezusowe, gdy je do słupa wiązano, i krzyże Jego inaczej bolały , gdy je srodze biczowano.

Wieczorem’ z ogromną wiązką trawy do domu powracam. Ciężkoć to, ciężko, – a gdy już nie zdążam, zawołam: O Jezu! Jezu! cięższym był krzyż Twój, któryś za mnie dźwigał.  I tak idę dalej. A gdy pode wsią spotykam owieczek trzody wracające, myślę o Jezusie, i w sercu mojem tak do Niego mówię: Ach Pasterzu nasz kochany! spraw, abyśmy Ciebie tak słuchali, jak te owieczki słuchają pasterza swego. A mnie zbłąkaną owieczkę odszukaj, a znękaną weźmij na swoje ramiona! Doszedłszy do domu, idę na oborę i tam moją wiązkę trawy rzucam między bydło głodne, które ją rozrywa i depce. — Gorzej Cię rwali i deptali Żydzi, i gorzej ja Ciebie grzechami moimi tratuję i Serce Twoje rozrywam, o Jezu mój, Jezu! — Idę potem do piekarni i  tam na chleb wypalam piec, a myślę sobie: Tak się dusze potępieńców w piekle palą, ale nigdy się nie spalą… I wołam: Boże! straszna sprawiedliwość Twoja, ale ja ufam miłosierdziu Twemu…
I tak między trwogą a nadzieją, między żalem a miłością przechodzi dzień mój, i idę do łóżka jak na śmierć. I tak mi dzień za dniem przechodzi. Ach, Ojcze, ja nie zasługuję na  łaski, jakie mi Bóg daje”.

 

Innym, a bardzo pomocnym środkiem są akty strzeliste, czyli krótkie, a gorące modlitewki lub westchnienia, którymi dusza już to podziwia i uwielbia Boga, już to wzywa Jego pomocy, już to oświadcza Mu swoją miłość, już to wyrywa się ku Niemu z tęsknotą. Są to jakby iskry, wylatujące z duszy, i jakby skrzydła, na których dusza szybkim lotem unosi się do Boga, stąd niemały ich pożytek.(…)

Ten zwyczaj mieli Święci. Owi starzy pustelnicy modlili się często: Boże ku wspomożeniu memu wejrzyj, Panie ku ratunkowi mojemu pospiesz. (…) św. Leonard da Porto Maurizio zwykł był często mawiać: O mój Jezu, miłosierdzia! — św. Ignacy Męczennik: O Jezu, miłości moja! — św. Franciszek z Asyżu: Bóg mój i moje wszystko! — św. Wincenty a Paulo: W Imię Boże! — św. Franciszek z Pauli: O Dobroci, o niezmierna Dobroci! — św. Franciszek Ksawery: O mój dobry Jezu , o mój Stwórco! —(…) Inne dusze pobożne mówią często: Stań się wola Twoja! — O mój Boże, kocham Cię! — Serce Jezusowe, ratuj mię! — Któryś cierpiał za nas rany i t. d. — O Jezu w Najśw. Sakramencie utajony, bądź na wieki pochwalony; albo zwracają się do Najśw. Panny i Świętych. — Naśladując ich przykład, wybierz sobie jeden lub drugi akt strzelisty, który by ustawicznie tkwił ci w sercu i w ustach.

Innym środkiem pożytecznym są pieśni pobożne, bo one podnoszą umysł do Boga, a serce napełniają świętymi uczuciami. „Boże mój — mówi o sobie Augustyn św. — ileż nie wylałem łez wskutek silnych w zruszeń, które czułem , słuchając w Twojej świątyni hymnów i śpiewów, brzmiących na chwałę Twoją „. A więc i ty słuchaj chętnie pieśni pobożnych i sam śpiewaj Bogu na chwałę, nie tylko w kościele, ale także w domu lub na polu.(…)

 

Obok westchnień i pieśni wielką korzyść przynoszą krótkie zwroty duszy do Boga, czyli chwile skupienia; „gdy bowiem — mówi pobożny Tauler  — zwracasz ku Jezusowi oczy twego ducha, jak to czynili Święci, przybierasz przed Bogiem podobieństwo drzewa, okrywającego się kwiatem wiosennym.” Staraj się więc odrywać na chwilę myśl swoją od zwykłych zatrudnień i zwracać ją spokojnie do Boga, już to by nowych sił zaczerpnąć, już to by pracę swoją uświęcić. Jako ptaki spieszą do gniazd swoich, szczególnie gdy są zmęczone lub jastrząb je ściga: tak i ty, duszo, biegnij do stóp Zbawiciela, zwłaszcza gdy praca życia cię znuży, lub walka osłabi.

Przede wszystkim szukaj Boga we wnętrzu duszy, a znajdziesz Go tam najłatwiej.(…) Do tej świątyni ustawicznie się schraniaj, ilekroć potrzebujesz rady, pomocy, pociechy lub wytchnienia, a zamknąwszy jej drzwi za sobą, rozmawiaj słodko ze Zbawicielem swoim, uważając Go za swego króla, ojca, przyjaciela, oblubieńca, lekarza, słowem , za swoje wszystko.(…)

Możesz także zrobić ugodę z Panem Bogiem, że ilekroć uczynisz znak umówiony, n. p. westchniesz, podniesiesz oczy w niebo, położysz rękę na sercu, pocałujesz krzyż, spoglądniesz na obraz i t. p. tyle razy wspomnisz na obecność Boga i wyrazisz Mu swoją miłość. S. Joanna Franciszka de Ghan tak napisała wiele pobożnych aktów i modlitw na karcie i zawiesiła takową na szyi, zrobiwszy ugodę z Panem Bogiem , że ilekroć przyciśnie ją do serca, tyle razy zapragnie te modlitwy odmówić. Sw. Teresa miała w swej celi obraz, przedstawiający Pana Jezusa w rozmowie z Samarytanką ; ile razy nań poglądała, zawsze była głęboko wzruszoną i powtarzała za oną szczęśliwą niewiastą: Ach Panie, daj mi pić ze źródeł żywota! Inni Święci całowali po wielekroć krucyfiks, lub przenosili się myślą przed Najświętszy Sakrament.

 

Nareszcie przed każdą sprawą wspomnij na Boga, ofiarując takową na chwałę Jego , jako cię wzywa św. Bazyli: Jesz? dziękuj Bogu, obłóczysz się? dziękuj Bogu, – wychodzisz na rolę lub do ogrodu? chwal Pana Boga, który wszystko stworzył, — masz coś czynić mów: dla Ciebie Panie to czynię; tym sposobem każdą sprawę uświęcisz w jej źródle.

 

Oto są środki do pamiętania na obecność Boga; wybierz z nich jeden lub drugi i używaj go pilnie, a on ci dopomoże do uświęcenia się. Nie trać Boga z oczu pomimo swoich zatrudnień, naśladując Aniołów Stróżów, którzy lubo są zajęci opieką nad duszami, nie tracą jednak widzenia Boga. A iż jest niemożliwym na tej ziemi myśleć ciągle o Bogu, więc wspominaj na obecność Bożą przynajmniej rano, gdy ze snu powstajesz, a potem często w dzień dopóki nie zaśniesz, -— wspominaj przed modlitwą, aby skupić myśli, — wspominaj przed pracą, aby ją uświęcić, — wspominaj wśród czynności, aby nie dopuścić złej pobudki, — wspominaj w zabawach, aby ustrzec się, szalu , — wspominaj w cierpieniach, aby sobie męstwa i ulgi uprosić, — wspominaj w upadkach, aby rozpaczy nie poddać, wspominaj w pokusach, aby je z wyciężyć, — wspominaj wreszcie w niebezpieczeństwach, by odwagi nie stracić.

Aby nabyć wprawy w tym ćwiczeniu, potrzeba mieć tylko żywą wiarę i miłość gorącą; wiara bowiem nasuwa ciągle na myśl Pana Boga, miłość zaś pociąga do zjednoczenia z Bogiem, jako mówi Oblubienica w Pieśni nad Pieśniami: „Nalazłem tego, którego miłuje dusza moja, pojmałem go i nie opuszczę go”.

Przede wszystkim należy prosić o tą łaskę: O Boże, który nieogarnioną obecnością Twoją niebo i ziemię i wszechświat cały napełniasz, spraw, bym cię miłował ze wszystkich sił moich; zrań moje serce i zapal je miłością Twoją, bym ustawicznie o Tobie myślał, by największą męczarnią było dla mnie nie być z Tobą i zapomnieć na chwilę o Tobie.

 


Bp. Józef Sebastian Pelczar – Życie duchowne czyli doskonałość  chrześcijańska według najcelniejszych mistrzów duchownych , Kraków, Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego, 1886, str. 118 – 129.   [Pisownia nieznacznie zmieniona]

[Oprac. A.S.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s