„Twierdza wewnętrzna” – św. Teresa od Jezusa (mieszkanie VI, cz.6)

 
„Twierdza wewnętrzna” – św. Teresa od Jezusa (mieszkanie VI, cz.5)
Rozdział X

1. Na różny sposób Bóg udziela w tych widzeniach siebie duszy: dla pocieszenia jej w smutku; dla przygotowania jej do wielkiego, które na nią ma przyjść, strapienia; bądź wreszcie dlatego, że chce się cieszyć nią, aby ona nawzajem cieszyła się posiadaniem Jego.
Nie mam potrzeby wchodzić tu w bliższe szczegóły. Chciałam tylko wskazać wam, siostry, o ile ja sama rozumiem, różne odmiany zjawisk na tej drodze, abyście poznać mogły ich właściwości i skutki. (…)

2. Bywa tak, że w chwili gdy dusza jest na modlitwie zupełnie przytomna i zmysłami swymi władająca, nagle Pan zsyła na nią zawieszenie i objawia jej wzniosłe tajemnice, które tak jej się przedstawiają, jakby je w Bogu samym oglądała. Widzi tu już nie Człowieczeństwo najświętsze Zbawiciela, lecz co innego; chociaż źle się wyrażam mówiąc, że widzi, bo w istocie, nic tu nie widzi. Jest to bowiem widzenie nie przez wyobraźnię, ale umysłowe, w którym poznaje, jak wszystkie rzeczy widome są w Bogu i jak Bóg je wszystkie w sobie obejmuje.

Niezmierną dusza z tego widzenia korzyść odnosi; bo chociaż przemija ono w jednej chwili, głęboko jednak pozostaje w umyśle wyryte i niewypowiedzianym duszę przenika zawstydzeniem, ukazując jej jasno, jak wielką jest niegodziwość grzechów naszych, kiedy nie tylko w oczach Boga, ale w Bogu samym – w pośrodku Boga, mówię – takie złości są popełniane. Spróbuję to bliżej objaśnić, za pomocą porówna nią, jeśli zdołam. Chociaż bowiem wszyscy od dzieciństwa słyszymy, że grzech jest złością okropną, snadź przecież nad tym się nie zastanawiamy albo i zrozumieć tego nie chcemy; bo gdybyśmy rozumieli i pamiętali, co to jest grzech, chybabyśmy się nie ważyli na taką straszną zuchwałość.

3. Przedstawmy sobie Pana Boga na kształt ogromnej, nieskończonych rozmiarów komnaty czy pałacu wspaniałego; a w tym pałacu zawiera się wszystek świat, a tym pałacem jest sam Bóg. Powiedzcież teraz, czy może grzesznik, gdy chce popełnić grzech swój, uchylić się, wyjść poza obręb tego pałacu bez granic? Nie może żadną miarą; a więc w pośrodku, w samymże pałacu, to jest w Bogu samym, dzieją się wszystkie te brzydkości i niegodziwości, które my grzesznicy popełniamy.
O, jakże by nas ta myśl przerażać powinna! Jakżeby nam potrzeba zastanawiać się nad nią we dnie i w nocy! Jakież to światło z niej płynie na oświecenie nas ciemnych i nędznych, którzy nie możemy się zdobyć na zrozumienie takiej jasnej prawdy. Gdybyśmy ją bowiem zrozumieli, nie mielibyśmy odwagi zdobyć się na taką szaloną zuchwałość! Zważmy, siostry, jak wielkie jest miłosierdzie, jaka niewyczerpana cierpliwość Boga, że nas wówczas nie strąca do przepaści. Najgłębsze Mu za to czyńmy dzięki, ale i wstydźmy się samych siebie, gdybyśmy jeszcze obrażać się mieli, jeśli nam kto uczyni albo powie co złego. Bo jakiż może być większy na świecie wstyd i większa nad to nieprawość, gdybyśmy, wiedząc i widząc, jak Bóg i Stwórca nasz tak cierpliwie znosi tyle zniewag przez stworzenia Jego, nie już w oczach, ale na samymże łonie Jego Mu wyrządzanych, sami znieść nie chcieli jednego słowa, które ktoś w nieobecności naszej, może bez złego zamiaru, na nas powie?

4. O nędzo ludzka! Kiedyż wreszcie zaczniemy, córki, choć z daleka naśladować przykład Pana i Boga naszego? Niechże nam już się nie zdaje, byśmy czynili co wielkiego, gdy cierpliwie znosimy krzywdy i zelżywości. Przyjmijmy je raczej ochotnie i miłujmy tych, którzy nam je wyrządzają, kiedy ten wielki Bóg, choć Go tak ciężko obrażaliśmy, nie przestał przecież nas miłować. Słuszne zaiste ma prawo żądać od nas, byśmy i my odpuszczali wszystkim, choćby nas najciężej pokrzywdzili.
Wielką więc otrzymuje łaskę, komu Pan raczy użyczyć podobnego widzenia; choć ono prędko przemija, wielki pozostawia pożytek w duszy, która zechce z niego skorzystać i w wiernej je zachowuje pamięci.

5. Zdarza się również, że Bóg nagle i w sposób trudny do opisania objawi duszy w samym sobie jaką prawdę, takim blaskiem jaśniejącą, że wobec niego gaśnie niejako wszystko, cokolwiek jest prawdy w stworzeniach. I w świetle tego objawienia dusza poznaje jakby dotykalnie, że On sam jest Prawdą i kłamać nie może. Nigdy jeszcze, choć może po tysiąc razy przedtem je słyszała, nie rozumiała tak jasno tych słów psalmu Dawidowego, że „każdy człowiek kłamie”, bo jeden tylko jest prawdziwy i nieomylny – Bóg. Przychodzi mi tu na myśl Piłat, który z takim lekceważeniem traktował rzecz tak wielką, gdy Panu w czasie Męki Jego tak mimochodem i z pogardą zadał pytanie: cóż to jest prawda? Ale jak ten ślepy poganin, tak podobno i my wszyscy, póki żyjemy na tej ziemi, mało co wiemy o tej Prawdzie Najwyższej.

6. Chciałabym to jaśniej wytłumaczyć, ale wyrazić nie umiem. Lecz z tego, co powiedzieć zdołałam, tę, siostry, weźmy dla siebie naukę, że chcąc w czymkolwiek stać się podobnymi Bogu i Oblubieńcowi naszemu, o to przede wszystkim z wielką usilnością się starajmy, byśmy zawsze chodziły w prawdzie. Nie w tym tylko znaczeniu to mówię, byśmy nigdy nie powiedziały kłamstwa. (…) Lecz o to mi chodzi, byśmy we wszystkim i na wszelki sposób, i przed Bogiem, i przed ludźmi, czyniły prawdę. Byśmy nie chciały, aby nas kto miał za lepsze niż jesteśmy; byśmy w uczynkach naszych oddawały Bogu, co jest Bożego, a sobie przypisywały to, co jest naszego, to jest nędzę i grzech; byśmy się starały każdą rzecz poznawać taką, jaką jest prawdziwie, z czego wyniknie, że mało sobie będziemy ważyły świat, który jest wszystek kłamstwem i fałszem, a zatem i trwać nie może.

7. Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem, dlaczego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory, i nagle – bez własnego, jak mnie się zdaje, namysłu mego – stanęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest Prawdą najwyższą, a pokora niczym innym nie jest, jeno chodzeniem w prawdzie. Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś kto szczerzej uznaje tę prawdę, tym przyjemniejszy staje się Prawdzie najwyższej, bo sam chodzi w prawdzie. Daj nam Boże, siostry, byśmy z łaski Jego nigdy nie traciły z oczu tego prawdziwego poznania samych siebie, amen.

8. Takich to łask Pan użycza duszy, gdy jako prawdziwej oblubienicy swojej, mocno już utwierdzonej w postanowieniu czynienia we wszystkim woli Jego, chce dać niejakie poznanie tej woli swej i boskich wielmożności swoich. Więcej podobnych łask wymieniać nie mam tu potrzeby. I te dwie, o których była mowa w niniejszym rozdziale, dlatego tylko szerzej wam
opisałam, że wielki w tym widzę dla was pożytek, byście o nich wiedziały. 

Rozdział XI

1. Po tylu i tak wielkich łaskach, jakich Oblubieniec użyczył duszy Mu poślubionej, czy sądzicie, że gołębica czy motyl nasz już na tym poprzestaje i że wreszcie znalazł sobie miejsce odpocznienia, aby na nim życie swoje zakończył? – Bynajmniej, siostry, owszem, gorzej mu teraz niż przedtem. Chociaż od wielu lat już wciąż otrzymuje te łaski, wciąż jednak dusza jęczy i płacze; bo każda z tych łask nowej i coraz większej dodaje jej boleści. Pochodzi to stąd, że w miarę jak coraz lepiej poznaje wielmożności Boga swego, w miarę jak coraz jaśniej widzi, jakiej nieskończonej miłości godzien jest ten wielki Pan i Bóg, tym więcej też i goręcej Go miłuje. A iż widzi siebie rozłączoną jeszcze z Nim i daleką od szczęścia posiadania Go, wraz z miłością rodzi się w niej i rośnie coraz większa za Nim tęsknota. Tęsknota ta, trwając całe lata, tak się wciąż wzmaga i potęguje, że w końcu doprowadza duszę do tego stanu męki wewnętrznej, o którym tu mówić zamierzam.(…)

2. Wśród tęsknot tych, łez i wzdychań, i gwałtownych porywów, o których wyżej wspominałam (…), przychodzą chwile, że gdy dusza ustaje z miłości i płonie tak we własnym ogniu swoim, na jedno jakieś wspomnienie, na jedno słowo, przypominające jej, że śmierć się opóźnia, nagle – sama nie wie jak i skąd – czuje w sobie jakby uderzenie gromu, jakby grot ognisty, przeszywający jej wnętrzności. (…)I rana ta, o ile rozumiem, nie tam boli, gdzie zwykle czujemy ból, jeno w najgłębszej głębi i wnętrzu duszy, gdzie piorun  ten, w mgnieniu oka niknący, wszystko, cokolwiek napotka ziemską naturą naszą tracącego, do szczętu w popiół obraca. Dopóki trwa ten stan, niepodobna, by dusza zachowała jakąkolwiek świadomość własnej istności swojej. Siła ta wyższa w jednej chwili tak więzi i zawiesza jej władze, że nic innego czynić nie są zdolne, jeno to, co wciąż potęguje ten ból jej, to jest kochać, pragnąć i tęsknić.

3. Nie chciałabym, by kto w tym, co mówię, posądzał mnie o przesadę, przeciwnie, czuję to i widzę, że mało jest tego, co mówię, a słów mi nie staje na powiedzenie więcej, bo są to rzeczy niewypowiedziane. Jest tu, powtarzam, zachwycenie zmysłów i władz i zupełna ich niezdolność do wszystkiego, z wyjątkiem jedynie tego, co zwiększa dotkliwość tego bólu.
Rozum, przy zupełnym zwykłych czynności jego zawieszeniu, to jedno rozumie najwyraźniej, iż dusza słusznie tym się smuci, że zostaje daleko od Boga. Pan zaś dolewa jeszcze oliwy do tego ognia, żywsze i jaśniejsze dając poznanie boskiej piękności i nieskończonych doskonałości swoich, przez co męka tej duszy do tego stopnia się wzmaga, że z piersi i z ust mimo woli dobywają się głośne jęki i krzyki.

Osoba, o której mówię, choć wyćwiczona w cierpliwości i do wielkich cierpień nawykła, nie mogła przecież od tych krzyków się powstrzymać; bo ból ten – jak mówię – nie jest w ciele, jeno we wnętrzu duszy. Dowiedziała
się wówczas z własnego doświadczenia, że cierpienia duchowe nierównie bardziej dojmującą mają siłę, niż wszystko, co człowiek może ucierpieć na ciele. W taki  sposób, myślała sobie, muszą cierpieć dusze w czyśćcu, które choć ciała nie mają, daleko większe przecież znoszą tam męki i katusze, niż wszelkie najsroższe bóle, jakich, żyjąc w ciele, doznać by mogły.

4. Widząc ową osobę w tym stanie, sądziłam naprawdę, że już umiera i nie dziw, bo niebezpieczeństwo śmierci istotnie tu jest bliskie. Zachwyt ten miłości i bólu, choć krótko trwa, rozluźnia w ciele wszystkie stawy i kości. Puls w tym stanie tak słabo bije, jak gdyby dusza za chwilę miała opuścić ciało, co też mogłoby łatwo nastąpić, bo ciepło żywotne uchodzi, a w duszy za to taki pali się ogień, że gdyby jeszcze nieco się wzmógł, już by i
stanęła u celu swoich pragnień i z więzów śmiertelności wyzwolona, spoczęłaby w objęciach Boga. Bólu fizycznego, dopóki trwa ta męka wewnętrzna, nie czuje żadnego, chociaż ciało, jak mówiłam, tak się całe rozstraja i tak jest zbolałe, że jeszcze w dwa i trzy dni potem nie ma nawet siły pióra utrzymać w ręku, i nadal też, jak mnie się zdaje, więcej pozostaje
osłabione niż przedtem. Że dusza mimo to bólu tego nie czuje, pochodzi to snadź z tej przyczyny, że daleko większy cierpi ból wewnętrzny, z którym się żadne cierpienie fizyczne ani z daleka równać nie może. Podobnie jak gdy w jednym członku ciała ostry nam ból dolega, inne, choćby ich było więcej, wydają się małe albo i zgoła na nie uwagi nie zwracamy. Doświadczyłam tego aż nazbyt na samej sobie. Tutaj, choćby krajano ciało na sztuki, dusza, pewna tego jestem, niczego by nie czuła.

5. Powiecie może: czy takie zapamiętałe pragnienie nie jest dowodem niedoskonałości Czemuż ta dusza, kiedy tak jest Bogu oddana, nie zgadza woli swojej z wolą Jego? – Tak ona czyniła, póki mogła i z tej zgodności z wolą Bożą jedynie czerpała siłę i chęci do życia.
Teraz nie może pod nawałem tego bólu, który ją pożera, nie jest już panią rozumu swego; rozum jej o niczym innym myśleć nie zdoła, jeno o tym, co jest przyczyną jej męki. Kiedy ma żyć rozłączona z jedynym dobrem swoim, co jej jeszcze po takim życiu? Czuje w sobie i wokoło siebie nieopisaną samotność. Żadne stworzenie, ile ich jest na całej ziemi, nie zdoła
jej towarzystwem swoim tej pustki zapełnić, ani bodaj żaden nawet z mieszkańców niebieskich, jeśliby tam nie było Tego, którego miłuje. Wszystko, cokolwiek jest na świecie, miast pociechy i ulgi, sprawia jej tylko mękę i udręczenie. Jest jakby człowiek zawieszony w powietrzu, który ani na ziemi nogi postawić, ani głową nieba dosięgnąć nie może. Dręczona
pragnieniem, a wody dostać nie może, owszem, takie jest jej pragnienie, że choć ustaje od niego, żadna woda tej ziemi ugasić go nie zdoła. Sama też na ugaszenie jego nie chce innej wody, jeno tej, o której Pan mówił Samarytance, a tej nikt jej nie daje.

6. O wielki Boże i Panie mój! Jakże srogo udręczasz miłośników Twoich! Ale jakże mało wszystkiego tego udręczenia w porównaniu z tym, co później im dajesz! Rzeczy wielkie wielkim kosztem się nabywają, tego wymaga sprawiedliwość. A w gruncie, koszt to nie tak wielki; bo jeśli te cierpienia mają służyć do oczyszczenia duszy, aby zasłużyła wnijść do mieszkania siódmego, podobnie jak kto ma wejść do nieba, pierwej oczyszcza się w
czyśćcu, tedy wszystko ono cierpienie tyle znaczy, co kropla wody w porównaniu z morzem. Więcej powiem, chociaż smutek ten i ta męka tak są wielkie, że żadne chyba cierpienie na tej ziemi srogości ich nie dorówna (jak o tym upewnia osoba, która wiele różnych i ciężkich, tak na ciele, jak w duszy boleści przebyła), dusza w tym stanie nie tylko za nic je poczytuje w
porównaniu z tym, co przez nie osiąga, ale i samoż to męczeństwo ceni sobie jako łaskę najdroższą, na którą niczym zasłużyć nie mogła. I chociaż to męczeństwo takie, że żadnej na nie ulgi nie ma, cierpi je przecież ochotnie i, gdyby taka była wola Boża, gotowa jest cierpieć je całe życie, to znaczy, nie umrzeć raz, ale wciąż, całe życie umierać, bo stan ten można
porównać tylko z rzeczywistym konaniem.

(…)

8. (…) Męka ta, w tym najwyższym stopniu srogości, nie bywa długą, trwa ona co najdłużej trzy do czterech godzin, i gdyby trwała dłużej, sądzę, że przyrodzona słabość organizmu ludzkiego chyba cudem tylko zdołałaby ją wytrzymać. Raz trwało to u niej kwadrans tylko, a i tak zupełnie odeszła od siebie i cała potem była złamana. Prawda, że zachwycenie to przypadło
na nią z nadzwyczajną silą. (…). A tu jedno słowo pobożnej pieśni, rzewnie żalącej się na długość tego wygnania, takim ją nagle ostrym bólem przeszyło, że odeszła od zmysłów. Oprzeć się niepowstrzymanej sile takiego pędu jest to rzecz równie niepodobna, jak gdyby kto, wpadłszy w ogień, chciał odebrać płomieniom ich gorącość, aby go nie paliły. Ani też podobna ukryć tego wielkiego bólu, by obecni skutków jego nie spostrzegli. Nie mogą oni widzieć, co dzieje się w duszy, ale widzą to, co z nią dzieje się zewnątrz. Ona zaś, choć się koło niej krzątają, żadnej z towarzystwa ich nie może mieć pomocy; wszystko, co ją otacza, i ludzie, i rzeczy, wydają jej się jakby mgła i cień.

(…)

10. Srogie to i bolesne męczeństwo, lecz dusza niewypowiedziane odnosi z niego korzyści. Nie boi się już żadnych cierpień, jakie na nią przyjść mogą, bo w porównaniu z tym bólem, jaki przebyła, wszelkie strapienia wydają jej się niczym. I miłość Boża większej jeszcze po tym przejściu nabrała w niej siły, z rozkoszą chciałaby jeszcze i jeszcze cierpieć tę mękę. (…) I światem teraz jeszcze więcej gardzi niż przedtem, bo przekonała się w onej męce swojej, że żadna rzecz na świecie nie zdoła jej tego bólu uśmierzyć. Serce też ma nierównie swobodniejsze od wszelkiego przywiązania do stworzeń, bo już jasno ujrzała, że sam tylko Stworzyciel mocen jest pocieszyć ją i nasycić. Więcej wreszcie lęka się i wystrzega obrażenia Boga w czymkolwiek, bo sama na sobie poznała, że wielki ten Pan, jak umie hojnie pocieszać, tak umie też i cierpienia dawać.

11. Dwie rzeczy, zdaniem moim, są w tej wysoko duchowej drodze rzeczywiście grożące śmiercią. Jedną z nich jest samoż ono męczeństwo, które tu opisałam, niebezpieczeństwo to doprawdy niemałe. Drugą jest przewyższająca wszelką miarę szczęśliwość i rozkosz po nim następujące. Pod nawałem tej rozkoszy dusza prawdziwie omdlewa i zdawać się może, że dość byłoby jednej jeszcze kropelki, aby całkiem już wyzwoliła się z więzów ciała; prawdę mówiąc, byłoby to dla niej szczęście nie lada.

Lecz z tego wszystkiego widzicie, siostry, iż nie bez słuszności mówiłam wam na wstępie, że na tej drodze potrzeba odwagi i męstwa. I Zbawiciel, gdybyście Go chciały prosić o podobne łaski, słusznie mógłby wam zadać to samo pytanie, jakim odpowiedział synom Zebedeuszowym na ich prośbę, a mianowicie, czy „możecie pić kielich?” . Możemy, możemy – tak każda z nas, pewna tego jestem, siostry, na to pytanie odpowie. I słusznie, bo Pan w boskiej łaskawości swojej każdemu dodaje tyle siły, ile widzi, że mu jej
potrzeba. I dusze, które w Nim wszystką ufność swoją położą, w każdej potrzebie zasłania i broni ich, i za nie odpowiada wśród prześladowań nie słowem tylko ale uczynkiem, jak to uczynił Magdalenie. I wreszcie, pierwej jeszcze, nim je z tego świata odwoła od siebie, przeobfitą oddaje im już tu zapłatę, jak to zaraz zobaczycie.
Niechaj będzie błogosławiony na wieki i niech Go chwali wszystko stworzenie. Amen.

cdn.


św. Teresa z Avila, – „Twierdza wewnętrzna”, Mieszkanie szóste, rozdział X – XI

[Oprac. A.S]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s