O spokoju duszy – cz. I. Pokora

Bojowaniem jest żywot człowieka na ziemi”, woła św. mąż Job (VII, 1). A kto pragnie pomyślnego skutku tej walki, musi być ostrożnym, musi czuwać ustawicznie. Czuwanie to zależy na ciągłym ujarzmianiu, uciszaniu i uspakajaniu wszelkich poruszeń duszy. Skoro więc w sobie uczujesz powstającą burzę namiętności, czy pierwszy jakby powiew zmysłowości, staraj się to stłumić w zarodzie, zanim rozbudzi w duszy zamieszanie. Nie omieszkaj zapanować nad najmniejszym niepokojem, czy to na modlitwie, czy kiedy indziej, a wtedy się nauczysz modlić należycie.

Jak się dusza powinna starać o zupełne uspokojenie

Przede wszystkim i nade wszystko postaw tę pokój dającą straż nad swymi zmysłami; niech czuwa bez gwałtu, owszem bardzo swobodnie, a w ten sposób do wielkiej dojdziesz doskonałości. Z tym pokojem, od Boga ci udzielonym, potrafisz czuwać, modlić się, słuchać i znosić najcięższe udręczenia bez trudności, bez utyskiwania. A choć, zanim dojdziesz do tego, napotkasz jeszcze na tej drodze, z braku doświadczenia, wiele trudności, dusza twoja będzie mimo to opływać w pociechy i z dniem każdym nowe odnosić zwycięstwa i coraz lepiej się zaprawiać do dalszej walki.

A jeśli doświadczysz kiedy jakiego niezwykłego ucisku i zdawać ci się będzie, żeś pokój duszy utracił, natychmiast się uciekaj do modlitwy i trwaj na niej, aby naśladować w tym twego Zbawcę, Chrystusa Pana, który dla przykładu naszego po trzykroć się modlił w Ogrojcu do Ojca Przedwiecznego. I to dlatego, abyśmy nie szukali innego lekarstwa, a w używaniu tego jedynego nie ustawali, dopóki się wola nasza nie uciszy i nie zgodzi całkowicie z wolą Bożą. (…) Jak się tylko przymiesza jaki inny wzgląd do tego głównego, to się wnet sam spostrzeżesz, jaką to burzę i niepokój wznieca w duszy. I tak ustawicznie to upadając, to znów się podnosząc, przyjdziesz do jasnego poznania, że źródłem całej naszej nędzy jest miłość własna; bo my byśmy radzi wszystko po swojemu nakręcać, a gdy nam się to nie udaje, wnet w niepokój wpadamy.

Jak zwolna i stopniowo dochodzimy do zbudowania wewnętrznego przybytku świętego pokoju

Czuwaj nad tym, aby się do serca twego nie wkradał ani smutek, ani trwoga, ani troska o to, co się wkoło ciebie dzieje, ale najusilniej staraj się o utrzymanie i zachowanie w duszy tego pokoju, ponieważ Zbawiciel powiada nam: „Błogosławieni pokój czyniący” (Mt. V, 9). O to się tylko staraj, a On sam przyjdzie do duszy twojej i zbuduje w niej miasto pokoju i przybytek upodobania swego.

Od ciebie żąda tyle tylko, abyś dostrzegłszy najmniejszy bunt zmysłowości, natychmiast starał się go uśmierzyć i uciszyć, i wszystkie władze i poruszenia duszy, wszystkie myśli i czyny twoje w ustawicznym utrzymywać pokoju. Wszelako, ponieważ żadne miasto w jeden dzień nie było zbudowanym, tak podobnież i ustalenie tego świętego pokoju w duszy nie może być dziełem dnia jednego. Wszak tu chodzi ni mniej ni więcej tylko o wybudowanie przybytku, w którym Bóg Sam ma zamieszkać, o wzniesienie świątyni, w której Sam Duch Święty ma ustawicznie przebywać: Toteż On Sam jest tu głównym budowniczym i bez Niego daremną byłaby cała twoja robota. Jedno pamiętaj, że kamieniem węgielnym i główną podwaliną tej budowy jest: pokora.

Kto pragnie dojść do takiego pokoju duszy, ten się wyrzec musi wszelkich innych uciech

Chcąc ten ważny fundament pokory założyć i ugruntować, musisz nie tylko szczerze pragnąć, ale jakoby otwartymi rękami przyjmować i niejako miłośnie tulić do siebie wszelkiego rodzaju utrapienia; życzyć sobie, aby cię cały świat poniżał i potępiał, a twoim Jedynym pocieszycielem był sam Pan Bóg. Niechaj duszę twoją na wskroś przeniknie i niech się w niej głęboko zakorzeni ta zasada: że Bóg jest jedyną twoją radością, jedynym dobrem twoim, a wszystko inne marnością i udręczeniem.

Przyzwyczaj twoją duszę do ciągłego obcowania z Bogiem.

Jeżeli ci się zdarzy narażonym być na zhańbienie i zniewagę, pomyśl tylko: gdybym też miał znieść tę zniewagę, to zawstydzenie, w Boskiej obecności, z miłości ku Niemu, z jakąż skwapliwością i radością chciałbym to cierpieć dla Niego i na Jego chwałę, ceniąc sobie to cierpienie ponad wszelkie zaszczyty.

Jeśli cię zatem spotka jaka przykrość, krzywda, lub upokorzenie, umiejże je cenić jako skarb ukryty i zapoznany, jako oczyszczające zadośćuczynienie za wszelkie poprzednie niewierności twoje. Nie pragnij w tym życiu, ani miłości, ani uznania od stworzeń. Niechaj nikt uwagi na ciebie nie zwraca, nikt o tobie ani pomyśli, jakbyś wcale nie istniał, a miej to sobie za największą łaskę, jeśli ci zostawią coś cierpieć z Chrystusem Ukrzyżowanym.

Ale przede wszystkim strzeż się samego siebie, jako swego największego wroga. Nie idź nigdy za własną wolą, za własnym zdaniem, za własną skłonnością, bo to jest szukaniem własnej zguby.

Jeżeli się wola twoja chętnie skłania do jakiej rzeczy, choćby dobrej i świętej, to najprzód z najgłębszą pokorą rzecz tę rozważ w obliczu Boga błagając, aby ją wolą Swoją uświęcił, jeśli Mu się tak podoba. A proś o to z największą szczerością i gorącością ducha, bez najmniejszej przymieszki miłości własnej, uznając w duchu, że sam z siebie jesteś niczym, nic nie możesz, nic nie masz: że łatwo mógłbyś się dać uwieść i omanić tymi pragnieniami, które mają tylko pozór świątobliwości, pokoju i gorliwości, a w istocie dałyby się do nich zastosować te słowa Pana Jezusa: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczym odzieniu, a wewnątrz są wilki drapieżne; po owocach ich poznacie ich” (Mt. VII, 15).

Owocem takich pokus jest niepokój i niesmak w duszy. I w ogóle, to wszystko co nas odwodzi od pokory, od spokoju i ciszy wewnętrznej, choćby pod najlepszym pozorem, jest owym fałszywym prorokiem, owym wilkiem drapieżnym, w owczej skórze, który nam przychodzi wydrzeć cnoty najniezbędniejsze do postępu duchowego i w jednej chwili pozbawić nas chce owocu długiej i mozolnej pracy. Im rzecz jaka jest na pozór świętszą, tym ją ściślej badać należy; ale, jak już mówiłem, z wielkim spokojem.

Jeżeli ci się zdarzy kiedy zaniedbywać wykonanie rad tutaj ci podanych, nie trwóż się, raczej upokórz się szczerze przed Panem; uznaj swoją słabość, a na przyszłość strzeż się podobnych upadków.

Może Bóg dlatego tylko dopuścił ten twój upadek, aby poniżyć i ukarać jaką ukrytą na dnie twej duszy pychę, której się sam nie domyślałeś. Nieraz może dostrzeżesz rozpalającą się na nowo iskierkę wad już niby zwalczonych; nieraz pożądliwości już stłumione na nowo jakby odżyją; nie trwóż się tym, ale dołóż czujności nad sobą. Uciszaj spokojnie władze twej duszy; staraj się powoli zupełny odzyskać spokój. Ani się zbytecznie ciesz, ani się smuć, ani się gniewaj; ale utrzymuj się w wielkiej czystości serca i pokoju ducha, aby Bóg mógł działać w twej duszy, ten Bóg, którego zawsze w twojej duszy znajdziesz. Daj się od Boga przekonać, że On wszystko obróci na twoje dobro i na twoją korzyść, choć tego działania Bożego nieraz się wcale dopatrzeć nie umiesz.

cdn.


św. Piotr z Alkantary – „Pokój duszy”, rozdz. I-IV , 1909r,  (pisownia uwspółcześniona)

[Oprac. A.S.]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s